Napisz do nas
   


Kategorie

NAJBLIŻSZA WYSYŁKA:

poniedziałek 20 kwietnia
czwartek 23 kwietnia

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2289 wydawnictw w ofercie
1724 dostępnych natychmiast
31759 próbek utworów
1 906 recenzji płyt
16989 zrealizowanych zamówień
3756 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Szybki kontakt:

tel. +48 601 21 00 22

Generator.pl

(2287 albumów)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Brendan Pollard, More | Collection Volume 1

    Brendan Pollard, More | Collection Volume 1

    Album Collection Volume One to pozycja zaiste niezwykłe. Brendan Pollard to jeden z brytyjskich weteranów sceny elektronicznej. Bogate archiwum artysty, wręcz domagało się publikacji jego rzadkich i nieznanych do tej pory nagrań. Ta płyta, podobnie jak inne z tej serii, na pewno zaspokoją głód wielbicieli dobrej elektroniki. Pollard odchodzi tu nieco od sekwencyjnej szkoły berlińskiej, chociaż i tej nie brakuje tu. Grając solo, pokazuje się jako wytrawny poszukiwacz. Nie boi się przy tym radykalnych wolt. Ambient, berlin school, eksperymentalna elektronika. Najdłuższy na płycie 25-minutowy Thoughts For Dead Leaf Motion może kojarzyć się z sennymi nagraniami w duchu Pete Namlooka. Ten sam bezwładny dryf, przestrzeń która co i raz się pogłębia. Niepublikowany One Evening In May to świsty i bulgoty analogowych maszyn, niczym w poszukującej "live electronics" z lat '60. Nie brak i sekwencyjnych tekstur a'la Tangerine Dream, tak jest w otwierającym całość The Beat Sings. Niezwykle różnorodny i kapitalnie ułożony zestaw. Poprzerywany krótkimi, niepełna półminutowymi przerywnikami np. Radio ID Space Junk One, gdzie Pollard przedstawia się na falach radiowego eteru. W tle tego krótkiego monologu słyszymy niesamowity kosmiczny szum. Dla każdego, kto poważnie traktuje muzykę elektroniczną, po prostu konieczność.

    Robert Moczydłowski

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr


    59,07 zł
  • Vangelis | Heaven and Hell (remaster 2013)

    Vangelis | Heaven and Hell (remaster 2013)

    Niemożliwe jest opisywanie tego co dzieje się na tym albumie muzycznie gdyż mamy tu taka miksturę dźwięków i nastrojów którą trudno tu oddać słowami i ubrać w przystępny opis. Zacznę od końca czyli tracklisty ze względów na opisy utworów z LP jakie będę stosował przybliżając tą płytę. Chodzi o to że wydania CD Heaven and Hell dzielą suity na:
    1. Heaven and Hell (part one) 21:58 (wliczając 4:58 So Long Ago, So Clear)
    2. Heaven and Hell (part two) 21:16
    ale niektóre analogi mają bardziej szczegółowy podział :
    1. Heaven and Hell, Part One 21:58
      • Bacchanale 4:40
      • Symphony to the Powers B 8:18
      • Movement 3 4:03
      • So Long Ago, So Clear 5:00
    2. Heaven and Hell, Part Two 21:16
      • Intestinal Bat 3:18
      • Needles and Bones 3:22
      • 12 O'Clock 8:48
      • Aries 2:05
      • A Way 3:45
    i tym podziałem się posłużę.

    Heaven and Hell rozpoczynał okres pracy w Nemo Studios i początek prawdziwej kariery międzynarodowej i był pierwszym albumem zrealizowanym dla RCA. Płyta została odnotowana na listach przebojów co zaowocowało niesamowitym ponoć koncertem w Royal Albert Hall. Wtedy gwiazdą wytworni był

    Rick Wakeman

    i pokłosie właśnie progresywnego rocka na tej płycie wyraźnie słychać.
    Część pierwsza zaczyna się od Bacchanale. Utwór rozpoczyna się od samotnego akordu keyboardów do którego dołącza po chwili współbrzmiący z nimi chór by eksplodować w końcu perkusją i całym kompleksem pasaży na syntezatorach, dźwiękami z Fender Rhodesa wybrzmiewających na tle mooga i chóralnych śpiewów przywodzących na myśl potępieńcze krzyki. To zdecydowanie Hell - nagle wszystko gwałtownie cichnie i syntezatory znowu powtarzają uporządkowaną strukturę, dołącza do nich chór i kolejne powtórzenie dzikiej jazdy naśladującej cierpienia potępionych poddawanych torturom. To chyba zdecydowanie najbardziej prog rockowa część płyty przypominająca

    ELP

    czy

    Wakemana

    . Muzyka atakuje słuchacza czymś w rodzaju imitacji wojny między dobrem a złem za pomocą dźwięków cichnących i wybuchających na nowo. Utwór ukazuje bardziej agresywną stronę muzyki

    Vangelisa

    .
    Symphony to the Powers B to centralna część pierwszej suity, rozpoczyna je emulowane intro na panino, przechodzący w kosmiczne brzmienia, tak charakterystyczne później dla

    Vangelisa

    , do których dołącza chór wyśpiewujący w rytmicznym, prawie pompatycznym nastroju łacińskie teksty przydające tej muzyce coś na kształt jakiegoś religijnego obrządku. Wtedy też na zasadzie kontrapunktu, dochodzi do konfrontacji męskiej i żeńskiej części chóru anielskich i demonicznych sił wspieranych brzmieniem fortepianu, trójkąta i orkiestry. Dźwiękowo także dochodzi do gwałtownych zmian - od pełnego brzmienia orkiestry wspartego talerzami do delikatnych bramień fortepianu i perkusyjnych przeszkadzajek. W tym utworze najczęściej dopatruje się inspiracji Carminą Burana,

    Karla Orffa

    . Frenetyczne tempo inspirowane pracami tego twórcy w To the Powers B podkreśla dodatkowo także klasyczna technika gry na fortepianie. Mamy tu sporo porywających orkiestracji i wstawek etnicznych z Grecji. Przez kilka minut fortepian i chór i orkiestra otaczają słuchacza z niezwykłą burzą dźwięków aby przejść do crescendo pod koniec tej części .
    Z tej kakafonii dźwięków wpadamy w stonowany Movement 3. Rozpoczyna się melancholijną partią fortepianu, syntezatora - po chwili otrzymujemy ferię głośniejszych dźwięków wspartych przez chór - radzę zwrócić uwagę na tę kompozycję, przede wszystkim na główne brzmienie, wszak to nic innego jak wyciszona, pierwocina tytułowego utworu z Chariots Of Fire! Po drugie ten przepiękny, najbardziej przypominający późniejsze dzieła el

    Vangelisa

    fragment ma swoją drugą historię związaną z bardzo popularnym serialem dokumentalnym z lat 70 -tych

    Carla Sagana

    Cosmos, gdzie ten utwór był tematem przewodnim.
    Wreszcie So Long Ago, So Clear, gdzie falset

    Jona Andersona

    słodki i relaksujący przynosi ukojenie po agresywnej muzyce części pierwszej. Delikatny, sentymentalny duet powstał w ciekawych okolicznościach. Ponoć

    Anderson

    chciał ściągnąć

    Vangelisa

    na keybordzistę do

    Yes

    .

    Vangelis

    odmówił przyłączenia się do tej legendy progresji ale za to Anderson wystąpił na tej płycie. Dostajemy tu delikatne brzmienia Rhodesa połączone z harmoniami śpiewu - pozytywne i romantyczne liryki tworzą gorzko słodki rezonans z interpretacją Andersona przepełnioną jakimś wewnętrznym smutkiem.
    Część II jest jeszcze bardziej mistyczna, rozpoczyna ją czysta improwizacja Intestinal Bat zbiór brzmień, dzwonków i harf tajemniczych i przyprawiających o dreszcze mrocznych dźwięków - kończy się to intro szokującym brzmieniem skrzypiec. Po tym dziwnym wprowadzeniu czas na Needles and Bones rytmiczny lecz wciąż tajemniczy fragment muzyki z słyszalnym wpływem greckiego folkloru z chórami, keyboardami i dzwoneczkami w stylu

    Oldfielda

    przypominający wyszukane pląsy .
    Nagle muzyka zmienia się i kolejny utwór 12 O'clock rozpoczyna melancholijna melodia której po chwili wtórują na wpół gregoriańskie chorały podparte wolnym tonem perkusji na tle których słychać najpierw jakby lament mężczyzny a następnie kobiety - czyściec? Nagle słyszymy rytm wybijany na bębnach który nabiera siły i splata się z dzikimi dźwiękami z syntezatora- mamy chwile ciszy przerywane przeraźliwymi dźwięki, przerywane nagłymi i krótkimi chaotycznymi eksplozjami muzyki znikającymi tak szybko jak się pojawiają wymieniających się z imitacją na keyboardy ludzkich głosów, nagła cisza i kolejne powtórzenie chorału z dźwiękiem dzwonu w tle - memento mori? - dochodzi współczesny chór, kory oddaje pierwszy plan - niezwykły glos

    Very Varoutis

    daje wyobrażenie jak brzmieć powinien anielski głos, jej wokaliza rośnie z minuty na minutę w siłę by w końcu zejść jakby na dalszy plan i oddać pola męskiemu chórowi. Niezwykła pełna emocji wokaliza współbrzmiąca wspaniale z prostą elegancją muzyki. Dla mnie najbardziej przepyszny fragment płyty, również wykorzystany w serialu Cosmos.
    Ale kiedy myślimy że wszystko już wybrzmiało przechodzimy do Aries pełnej eksplodujących orkiestracji. Ten pełen splendoru i mocy utwór konczy się gwałtownie i wpada w delikatną melodię A Way w spokojny, stonowany sposób zamykającą album co kontrastuje z jego początkiem. Delikatność tego utworu pozwala słuchaczowi ochłonąć po porcji muzyki jaką serwuje

    Vangelis

    . Kończy się niepostrzeżenie wyciszeniem.
    Mamy tu kreację szerokiej wariacji nastrojów i kontrastów co tłumaczyć należy tytułem - płyta koncepcyjna opowiadająca o przepaści między dobrem a złem.

    Vangelis

    uczynił to poprzez wysublimowaną i wyszukaną w każdej minucie tej płyty muzykę. Nie da się jednoznacznie zaszufladkować tej płyty: czasami symfoniczny, momentami etniczny mocno progresywny jest dziwnym i pięknym zarazem eksperymentem nigdy więcej przez

    Vangelisa

    nie powtórzonym a zarazem to podwalina pod kolejne arcydzieła oparte na chórze i harmoniach, które odnajdujemy w Opera Sauvage i Chariots Of Fire.

    Dariusz Długołęcki



    Heaven and Hell - czyli niebo i piekło. Faktycznie

    Vangelis

    ten album, który poniekąd należy już do historycznych dzieł z gatunku el-muzyki zaskakuje dwoistością formy. Ale z pewnością po raz kolejny jak na mistrza przystało nie rozczarowuje. Wręcz przeciwnie... tematy ,,piekielne,, są niespokojne, nieraz z lekka agresywne, pełne przerażenia i strachu a z kolei ,,niebiańskie,, wyciszone, uspokojone i kojące z fantastycznym utworem ,12 o'clock. Partie chóralne i wokal żeński wspaniale harmonizują z muzyką i podkreślają jeszcze bardziej atmosferę całej płyty. To jeden z albumów

    Vangelisa

    , do których często powracam, choć cenię sobie całą twórczość tego wybitnego greckiego kompozytora, który w pełni zasłużył na Oskara tylko dlaczego tylko za Rydwany Ognia? I dlaczego tylko Oskara? Polecam każdemu fanowi

    Vangelisa

    - to muzyka, którą można kupować "w ciemno" bez odsłuchu w sklepie a dopiero po rozpakowaniu w zaciszu własnego mieszkania, najlepiej wieczorem ze słuchawkami na uszach Piekło i niebo na ziemi zapewnione na kilkadziesiąt minut.

    Mariusz

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CD


    58,09 zł
  • Vangelis | Albedo 0'39 (remaster 2013)

    Vangelis | Albedo 0'39 (remaster 2013)

    Utwory Pulstar i Alpha przynoszą aranżacje i zwroty melodyczne wytyczające Vangelisowi szlak na długie lata - pojawiają się tu bardzo chwytliwe melodie, poddawane rozmaitym parafrazom, wtopione w interesująco brzmiące ostinato i frapującą ścieżkę rytmiczną pełną drobnych, kreujących odpowiedni nastrój elementó brzmieniowych. Inne prezentowane tu impresje mają niejednokrotnie niewiele wspólnego z przestrzennymi harmoniami konstruowanymi na schemacie zwyczajnych durowych i mollowych akordów. Wiele fragmentó tego longplaya można wręcz śmiało określić mianem muzyki eksperymentalnej. Szczególnie interesująco brzmią wszystkie ścieżki rytmiczne, niekoniecznie generowane przy wykorzystaniu typowych instrumentów - w utworze Freefall słychać płynące zegarowe dźwięki przenoszące słuchacza pogrążonego w stanie nieważkości w zagubiony wymiar czasoprzestrzeni, w Mare Tranquillitatis stojące, gęste akordy o nietypowej strukturze ciekawie mieszają się z odrealnionymi, nieco oddalonymi głosami kosmonautów.
    Długie kompozycje Main Sequence i Nucleogenesis charakteryzuje iście rockowa ekspresja. Budulcem tych tematów są wyraziste, agresywnie brzmiące riffy organowe, wpadające w wir nieregularnego, łamanego rytmu perkusji i basu. Kolejne tematy wykluwają się z siebie w myśl niczym nieskrępowanych zasad improwizacji, a jedynym elementem porządkującym jest obecność instrumentu wiodącego wyraźniej i dosadniej swój wątek na pierwszym planie, na tle zataczających turbulencyjne kręgi pozostałych instrumentów. Te fragmenty albumu mogą się raczej kojarzyć z rozimprowizowanymi, niekończącymi się impresjami grupy Yes we wczesnych latach siedemdziesiątych, niż z późniejszą muzyką greckiego multiinstrumentalisty (warto tu dodać, iż Vangelis miał przecież znaleźć się swego czasu w składzie tej legendarnej art-rockowej grupy, a jego późniejsze kolaboracje z Jonem Andersonem stanowią jeden z najbardziej znanych rozdzialow w działalności greckiego muzyka i kompozytora).
    Znacznie mniej tu fortepianowych rozległych pasaży, które proponował Vangelis na płycie Heaven And Hell - brak też tak odważnych eksperymentów, jak na Beaubourg. Płyta zachwyci tych, którzy interesują się niekonwencjonalną, wielowątkową muzyką z pogranicza elektroniki i awangardowych odmian muzyki rockowej - a dla najbardziej wybrednych słuchaczy przeznaczone są spokojne, frapujące krajobrazy muzyczne Sword Of Orion i Albedo 0.39, pełne zachmurzonych widoków i zmieniających się leniwie atrakcyjnych akordowych konstelacji.

    Igor Wróblewski

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    58,09 zł
  • Gandalf | The Stones of Wisdom

    Gandalf | The Stones of Wisdom

    Heinz Strobl aka Gandalf, to jedna z czołowych postaci sceny new age. Zaczynał na początku lat '80, wraz z wydaniem debiutanckiej płyty w 1981r Journey To An Imaginary Land, niemal co roku dostarcza nowej muzyki. Album The Stones Of Widsom jawi się jedną z ciekawszych pozycji w jego bujnej dyskografii. To swoista ścieżka dźwiękowa do książki Ronalda P. Vaughana o tym samym tytule. To historia jaka toczyła się niemal 4000 lat temu, w okresie rozkwitu kultury neolitycznej. Gandalf upatruje w niej praprzodków późniejszych Celtów, a jego muzyka na The Stones Of Wisdom na wskroś przesiąknięta jest ową nostalgiczną, celtycką nutą. Inspiracje światem natury, moc prastarych wierzeń, magia kamieni została przekuta na dźwięki. Delikatne pajęczyny osadzone w celtyckim folku, zbudowane na fortepianowych frazach, dźwiękach gitary podszyte delikatnymi elektronicznymi pejzażami. Trudno się nudzić przy tej ponad 70-minutowej płycie. Można za to odbyć niesamowitą podróż do źródeł. Jak się okazuje one cały czas dla nas biją.

    Robert Moczydłowski

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,17 zł
  • Rudolf Heimann | Into the Unknown

    Rudolf Heimann | Into the Unknown

    Dostępność: Tylko na zamówienie | nośnik: 1CDr


    57,03 zł
  • Pete Farn | Metalsphere

    Pete Farn | Metalsphere

    Dostępność: Tylko na zamówienie | nośnik: 1CDr


    57,03 zł
  • Fratoroler | Chez Ricco

    Fratoroler | Chez Ricco

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr


    57,03 zł
  • Perceptual Defence | Illumina Tenebras

    Perceptual Defence | Illumina Tenebras

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr


    57,03 zł
  • TM Solver | Auscultare

    TM Solver | Auscultare

    Dostępność: Tylko na zamówienie | nośnik: 1CDr


    57,03 zł
  • Faber | Pictures

    Faber | Pictures

    Dostępność: Tylko na zamówienie | nośnik: 1CDr


    57,03 zł