Napisz do nas
   


Kategorie

NAJBLIŻSZA WYSYŁKA:

poniedziałek 9 marca
czwartek 12 marca

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2273 wydawnictw w ofercie
1672 dostępnych natychmiast
31508 próbek utworów
1 876 recenzji płyt
16094 zrealizowanych zamówień
3650 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Szybki kontakt:

tel. +48 601 21 00 22

Generator.pl

(2262 albumy)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Ian Boddy, Markus Reuter | Colour Division

    Ian Boddy, Markus Reuter | Colour Division

    Ian Boddy i Markus Reuter wielokrotnie spotykali się razem na różnych sesjach. Początkiem ich współpracy była płyta Distant Rituals, to od tego momentu ich drogi przecinały się. Mimo iż każdy zajęty był własnymi projektami, znajdowali czas by razem pograć. Album Colour Division to kolejny przykład jak owocna może być to współpraca. To potok hipnotyzujących dźwięków, dla których punktem wyjścia były zapętlone brzmienia gitary Markusa Reutera. Ów gitarzysta w dużej mierze nadaje ton i smak tym nagraniom. Prezentuje się jako wyborny kolorysta, sięgając po kilka rodzajów ekspresji. W utworach Crescent i Reveal, grając techniką legato uzupełnia spokojne elektroniczne plamy kreowane przez Iana Boddy'ego. Kiedy jednak trzeba, jego gitara wyrywa się z marazmu i atakuje drapieżnymi solami. Tak jest w utworach Fulcrum czy Beacon. Wtedy Reuter gra niczym rasowy rockman. W finalnym Slowfall obaj zatapiają się w atmosferycznej zadumie, która niejako nawiązuje do jesiennej scenerii uwiecznionej na okładce płyty. Bardzo udana kolaboracja, pomysłowo i brawurowo zagrana. Nie ma tu miejsca na nudę, jest i niemal rockowy czad, jak i chwile zastanowienia i uspokojenia. A to oznacza że mamy przed sobą bardzo dobry album.

    Robert Moczydłowski

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    68,63 zł
  • Klaus Schulze | Big in Europe v.1 - Warsaw

    Klaus Schulze | Big in Europe v.1 - Warsaw

    Bestseller
    Klaus Schulze i Lisa Gerrard po raz kolejny w koncertowej odsłonie. Materiał zawarty na wydawnictwie Live In Europe Vol. 1 Warsaw, to aż trzy płyty, dwie DVD i jedna CD. Muzyka brzmi po prostu wspaniale, zaczyna sam Schulze niezwykle delikatnymi dźwiękami jakie wypełniają otwierający całość Voices Of Wielun. Kolejny Kampania Wrześniowa to już on i Lisa Gerrard. Jej natchniony, przepiękny głos wprowadza wszystkich w niezwykle uduchowiony nastrój. Kolejna trzecia kompozycja Selbsterkennende Ganzwerdug, o improwizowanym charakterze to popis Schulze'a. Artysta sekwencjonuje materiał, niczym za starych dobrych czasów. Gdy dochodzi warstwa rytmiczna, muzyka rozpędza się transowym zapamiętaniu. Ten blisko 30-minutowy utwór to prawdziwy nokaut. Na finał mamy A La Recherche Du Printemps Perdu, gdzie Schulze wraca do "złotych lat" niemieckiej elektroniki. Gdy w finale ponownie pojawia się Lisa Gerrard, muzyka brzmi jakby wyciągnięto ją z jakiś nieznanych sesji wytwórni 4AD. Całość dedykowana jest wszystkim ofiarom katastrofy smoleńskiej. Dodatkowe DVD, to dokument na temat historii całego projektu. Początek mamy w studiu artysty w Niemczech, aż do jego spotkań z dziennikarzami i fanami w Warszawie.

    Robert Moczydłowski



    1983.Rozpoczęcie procesu zmian za "żelazną kurtyną", czas "Solidarności". Klaus Schulze to jeden z niewielu zachodnioniemieckich muzyków, którzy mogą w tym czasie odbyć trasę koncertową w Polsce. Czysta muzyka instrumentalna wydaje się dla ówczesnego polskiego rządu bezpieczna. Ale Klaus Schulze nie traci okazji, aby pokazać swoją solidarność z protestującymi w Polsce robotnikami.
    Po zmianie sytuacji politycznej, po wielu latach, dawni uczestnicy tych koncertów znaleźli się w nowym polskim rządzie. Ten rząd zaprosił Klausa Schulze do ponownych odwiedzin i zagrania w 70 rocznicę napaści Związku Sowieckiego na Polskę. 17-tego września 2009 roku w Warszawie, na dziedzińcu Zamku Królewskiego razem z Lisą Gerrard, znaną wokalistką Dead Can Dance, Klaus Schulze dał imponujący koncert w niesamowitej scenerii.
    Ten koncert w Warszawie jest centralnym punktem Big in Europe v.1, pierwszego z trzech wydawnictw, które będą zawierać całą trasę europjeską z 2009 roku. Na kolejnych znajdą się występy w Berlinie, Amsterdamie, Brukseli i Paryżu. Druga płyta DVD z tego zestawu zawiera, obok pełnej długości film dokumentalny i wiele bisów z tej trasy.

    press info

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD + 2DVD


    77,00 zł
  • Lustmord | The Word as Power

    Lustmord | The Word as Power

    Brian Williams aka Lustmord, Walijczyk wychowany pośród pyłu tamtejszego przemysłu, brudu i obdrapanych budynków walijskich miast. Zafascynowany muzyką industrialną, ale los napisał dla niego inny scenariusz. Wraz z płytą Heresy nagraną pośród wygasłych wulkanów, ciemnych jaskiń i niemalże piekielnych czeluści, stał się ikoną muzyki dark ambient. W roku 2013 Brian Williams nie zwalnia tempa, ani nie przechodzi na muzyczną emeryturę. Album The Word As Power może pretendować do miana kolejnego klasyka w jego dyskografii. Tym razem Lustmord w szeroki sposób wykorzystał walory głosowe zaproszonych gości. Jarboe, Aina Skinnes Olsen, Soviahl oraz wokalista rockowej grupy Tool, Maynard James Keenan. Ich głosy tworzą podstawę konstrukcyjną dla The Word As Power. Lustmord jeszcze nigdy w takim zakresie nie wykorzystywał ludzkiego głosu. Z początku wydaje się że będzie to przyjemna muzyka z kręgu Dead Can Dance, ale tylko do czasu. W utworach Babel i Korozain Aina Skinnes Olsen tworzy quasi religijne zaśpiewy rodem z liturgii prawosławnej. Jednakże tło muzycznej zaczyna wokół niej szarzeć, a w końcu ciemnieć. Nisko strojone drony z siłą bomby atomowej wgniatają w fotel, porywając w jedynego rodzaju podróż. Nie mniej ciekawie wypada Jarboe w Andras Sodom i Keenan w Abaddon. Jarboe ma w sobie coś z tajemniczej szamanki, zaś wokalista Tool stopniowo dozuje napięcie w finale osiągając iście upiorny efekt. Sama okładka tej płyty jest niejako wytrychem do tego świata. Pełna złożonych geometrycznych struktur, szyfrowanych słów, znaków, sigili, splecionych w jednym uścisku ma swoistą magiczną moc. Doskonały album po raz kolejny przesuwający granice ekstremum w tym gatunku.

    Robert Moczydłowski

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    73,76 zł
  • Lustmord | Purifying Fire

    Lustmord | Purifying Fire

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    71,62 zł
  • Cluster | Cluster

    Cluster | Cluster

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CD


    58,09 zł
  • Steve Roach | Live Transmission

    Steve Roach | Live Transmission

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 2CD


    106,33 zł
  • Andymian | Atlantis - Ładna dla Nieba

    Andymian | Atlantis - Ładna dla Nieba

    Ładna dla Nieba

    Elektronik zapowiada, że utrzyma takie modus operandi - dzięki temu może zaprezentować się jako twórca , który do palety środków wyrazu co rusz dodaje coś nowego. Może więc na początek przyjrzyjmy się płycie, którą Elżbieta i Andrzej Mierzyńscy stworzyli razem. Bo to faktycznie "nowy" Andymian. Nie tylko nowy krążek, ale też nowa jakość muzyki wypełniającej płytę. Do tej pory Andymian zdążył się nam zaprezentować jako twórca bogatej brzmieniowo muzyki instrumentalnej, ale też uroczych piosenek (album Bezsenność Anioła). Jak się okazuje państwo Mierzyńscy potrafią wyciągnąć ze współpracy żywego wokalu i syntezatorów znacznie więcej. Tym razem śpiew stanowił punkt wyjścia, dopiero potem został uzupełniony klawiszowymi brzmieniami. Ale też nie jest to śpiew typowy. Organizuje go rytm, a nie melodia. Rytmicznie wyrzucane pojedyncze sylaby czy krótkie, hasłowe frazy - i tak na kilku brzmieniowych planach, żeby całość zabrzmiała bardziej bogato. Dużo przydechu, co dodaje tajemniczości. Kiedy pierwszy raz właczyłem ten album zastanawiałem się parę godzin gdzie ja już coś podobnego słyszałem. Aż dotarło do mnie, że tę samą wokalną technikę lubił na wcześniejszych płytach Riverside wykorzystywać Mariusz Duda. A jak prezentuje się oprawa muzyczna?
    Siłą rzeczy motywy melodyczne są krótsze, mniej rozlewne. Bardziej wyeksponowano beat. Podobnie jak w przypadku Bezsenności Anioła kooperacja państwa Mierzyńskich przywodzi na myśl różne new age'owe wynalazki pokroju Enigmy czy Delerium – z tym, że broń Boże nie jest to nawiązanie świadome. Ot, przypadkowa zbieżność brzmień. Bo na dobrą sprawę Ładna dla Nieba... ma brzmienie swoiste – tak brzmią tylko państwo Mierzyńscy i tylko na tym krążku. Oni na to wpadli i zaprezentowali światu. A jakieś podobieństwa zawsze się znajdą. Cieszy zróżnicowanie utworów - kilkanaście kompozycji opartych na jednym, choćby i nowym patencie, zlałoby się w jedną całość. A tymczasem już na początek dostajemy jawny hołd dla wiadomej kapeli -utwór Budzi się serce z uśpienia zaczyna się biciem serca przechodzącym we wiodący beat. Hołd to nieprzypadkowy -przypomnijmy, że państwo Mierzyńscy maczali palce w obchodach 40-lecia wydania "Ciemnej strony Księżyca" w olsztyńskim planetarium. Druga w kolejności Siostra złotego fletu kusi orientalizmami, Aksamitna rozmowa zagubionych dusz oparta jest na przestrzennym brzmieniu syntezatorów, którego nie powstydziłby się i Dave Brock. Party dzikiego ogrodu ze swoim bukolicznym nastrojem mogłoby znaleźć się na dawniejszej płycie Mierzyńskiego - In The Garden Of A Rainy King. Pan Andrzej ma chyba w głowie zakodowany jakiś związek między wyobrażeniem ogrodu a takim, a nie innym brzmieniem. Od połowy albumu swoisty scat pani Elżbiety zostaje dopełniony pojedynczymi, mocno odjechanymi zdaniami. Efekt - ciekawy. Przeplatanie zdań Twoja głowa chora. i A ja nie śpię nadal w Miasto trzaska drzwiami mi osobiście przywodzi na myśl próbę autodiagnozy osoby obłąkanej. Trochę się tu państwo Mierzyńscy oddalają od swojego programowego optymizmu. Gęste, zawiesiste Resetuję myśli i strachy wyszydzam jest po prostu świetne - to chyba najlepszy utwór na płycie, ale trochę żal, że tryle pani Elżbiety nie rozwijają się w jakąś dłuższą wokalną melodię - byłoby jeszcze ciekawiej. W Tańczę w sukni za wszystko odnajduję refleksy innego albumu Andymiana - Lords And Paupers, echa muzyki dawnej przefiltrowanej przez wrażliwość współczesnego elektronika. A na koniec wreszcie odchodzimy od surrealizmu dzięki lapidarnej, ale uniwersalnej prawdzie: Raz, dwa trzy, upadam i wstaję od nowa. Czego sobie i Wam drodzy Czytelnicy życzę. Autorom nie, bo ta płyta nie świadczy bynajmniej o upadku. Forma państwa Mierzyńskich zdecydowanie zwyżkuje!. Dokooptowanie już ładne parę lat temu wokalu małżonki poszerzyło możliwości Andrzeja Mierzyńskiego. Miło patrzeć jak wymyśla siebie na nowo.

    Atlantis – Journey To The Abyss Of Time

    Druga część kolejnego dwupłytowego wydawnictwa Andrzeja Mierzyńskiego. Po zabawach z wokalem na Ładnej dla Nieba, wrednej dla Piekla pora na płytę instrumentalną. Wokal Elżbiety Mierzyńskiej pojawia się tu w kilku miejscach, ale tym razem na zasadzie dodatkowej barwy. Rządzą syntezatory Andymiana. Jak każdy album olsztyńskiego elektronika, także i ten opowiada konkretną historię. Tym razem jest to legenda o zatopionym lądzie - utraconym na zawsze raju na Ziemi (jeśli wierzyć dialogom platońskim). Mierzyński wyciągnął z szuflady szkice utworów, nad którymi pracował niemal dekadę wcześniej. Odkurzył, dokończył i co się objawia naszym uszom? Objawia się ni mniej ni więcej, tylko najbardziej olśniewająca instrumentalna płyta Andymiana. Mierzyński nigdy nie stronił od efektownych, podniosłych melodii - te na Atlantis... są jakby bardziej efektowne i jest tu ich jakby więcej. Jak dla mnie, osobnika wychowanego na rocku, który na elektroniczne poletko zagląda od przypadku do przypadku, jest to najłatwiejszy w odbiorze krążek olsztynianina. Od razu zagnieżdża się w głowie, nie wymaga jakiejś głębszej analizy żeby go polubić. Cały jego urok od razu rzuca się w uszy. Co bynajmniej nie oznacza, że jest jakoś przesadnie prosty - jest przystępny, ot co. Wyróżniające się fragmenty?
    Uroczysty Anthem, końcowa część suity Antiquity – Artifacts Of The Past z syrenim śpiewem Elżbiety Mierzyńskiej (porwanie się na tak długą, wieloczęściową kompozycję to nowość w twórczości Andymiana), hipnotyczne Atlantis - The Perfect World, delikatne Lullaby Of The Setting Sun (tym razem pani Mierzyńska dyskretnie nuci), kojąca Journey To The Abbyss Of Time - jest tego trochę! Ale pozostałe utwory też nie są muzyczną watą. To kawał klasycznej elektroniki na świetnym poziomie. Jak każde poprzednie dzieło Andymiana, także i to podnosi na duchu, poprawia nastrój. Wycieczki w mroczne rejony? - to nie z Mierzyńskim. On jest piewcą radości, optymizmu, a jeśli pojawia się u niego nutka zadumy, to jest to zaduma pogodna. Taki to już z pana Andrzeja muzyczny idealista. Opowiedział nam swoją wersję mitu o doskonałym państwie - o czymś, czego nigdy nie osiągniemy, ale do czego warto dążyć. Kolejna udana wyprawa w nieznane z Andymianem za mną. Nie raz jeszcze wpadnę z nim na Atlantydę, bo warto. To krążek dający wytchnienie, ale nie usypiający umysłu słuchacza. Chyba najciekawsze instrumentalne dzieło Mierzyńskiego obok Scarecrow - The Passion Of Survival. Kto nie lubi popeliny, a ceni szczery, nawet jeśli nie do końca pasujący do naszych cynicznych czasów idealizm - niechaj słucha!

    Paweł Tryba (Progrock)

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 2CD


    45,00 zł