english version wersja polska Napisz do nas
   

Obniżka

okazje cenowe zobacz wszystkie


Kategorie



Newsletter


Statystyki sklepu


2 261 wydawnictw w ofercie
91% albumów dostępnych od ręki
26 950 próbek utworów
1 369 recenzji płyt
12 031 zrealizowanych zamówień

Kucz Konrad | Railroad paths

powrót
Kucz Konrad | Railroad paths lupa
Bestseller Super cena
  • PRODUCENT Generator.pl
  • NUMER PRODUCENTA GEN CD 005
  • ROK WYDANIA (NAGRANIA) 2008
  • MEDIA 1CD
  • OPAKOWANIE JEWELCASE
  • Kod produktu 005390
  • POPULARNOŚĆ

35,00 PLN
Towar w magazynie

Po medytacyjnej, wyciszonej płycie Vita Contemplativa Litania Konrad Kucz prezentuje swoje oblicze zorientowane przede wszystkim na rytmiczną elektronikę sekwencyjną. Mimo przelotnych skojarzeń z twórczością gigantów Szkoły Berlińskiej albo grupy Kraftwerk, uwadze Słuchacza z pewnością nie umknie, iż Railroad Paths jest płytą na wskroś oryginalną, a przede wszystkim bardzo przemyślaną i profesjonalnie zrealizowaną. Idealna muzyka nie tylko do podróży pociągiem o świcie.

  • Path I 10'05
  • Path II 5'23
  • Path III 7'00
  • Path IV 14'46
  • Path V 13'26
  • Robotic Missions 4'24

Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player. Pobierz i zainstaluj.

Jedna z najbardziej szanowanych osobistości w polskiej elektronice, przypomina o sobie nowym albumem. "Railroad Paths" można odbierać jako podkład muzyczny do długiej jazdy pociągiem. A stacjami na tej trasie są długie kompozycje ujawniające fascynacje Kucza artystami Szkoły Berlińskiej (Schulze, Tangerine Dream), jak i syntetycznym brzmieniem Kraftwerk. Kucz buduje utwory osnute wokół sekwencerowych pulsacji jak i w końcówce albumu odwołuje się do electro- popu. Daje do blisko godzinę niezwykle hipnotycznej i urokliwej muzyki, w sam raz na dalekie wojaże.

Robert Moczydłowski www.vivo.pl

Zawiodą się Ci którzy spodziewali się nowego materiału spod rąk Konrada Kucza. Railroad Paths bowiem to zmodyfikowane Tracks, które miały premierę na Festiwalu Ambient 2005 w Gorlicach. O Konradzie - Konrad: Od samego początku tj. od 1987r. kiedy faktycznie zacząłem na poważnie zajmować się komponowaniem, ambicją moją było znaleźć swoją artystyczną odrębność. Już wówczas reagowałem na zalewający media chłam muzyczny, wtórny i snobistyczny. Uznałem że każda z inspirujących mnie postaci muzyki elektronicznej tkwiła pośrednio bądź bezpośrednio w dziełach swoich klasyków. Schulze w Wagnerze, Ligetim, Orfie, Vangelis - folk grecki, Oldfield - szkocki itp. Do dziś uważam folklor za moje główne źródło inspiracji. Dlatego uwielbiam Kilara, Szymanowskiego, Chopina i młodsze pokolenie współczesnych kompozytorów; Szymański, Mykietyn. Wszystkie informacje na temat tych moich 20 lat w muzyce elektronicznej zawarte są w książeczce dołączonej do płyty którą wydał ostatnio Łukasz Pawlak z REQUIEM RECORDS. Polecam wszystkim to wydawnictwo, za niewielkie pieniądze. Obecnie główną inspiracją muzyczną jest estoński kompozytor muzyki współczesnej Arvo Part, który łączy muzykę średniowiecza ze współczesną. Kocham nadal Brian’a Eno. Ze współczesnych Roysskop. Nadal namiętnie słucham zespołów rocka progresywnego z przełomu lat 60/70. W życiu prywatnym uprawiam sztukę. Zajmuję się grafiką i designerstwem. Robię sporo muzyki na zamówienie dla różnych programów telewizyjnych. Stale współpracuje z firmą PARIS MUSIC która dysponuje moimi nagraniami do wynajęcia( biblioteka muzyczna dla radia i TV-przyp. aut.). Prywatnie mam żonę i psa buldożka francuskiego który jest moją muzą nr 1. Uwielbiam jeździć na nartach.” Rozwijając to co Konrad podaje: owe sporo muzyki dla TV to m.in. dla WOT-u do programu "Wierze Wątpię, Szukam", PR1 i 2 TVP - cykl programów Znaki - "Być księdzem dzisiaj", "Wstyd", "Genetyka", "Apokalipsa", ", „Czy religia jest sprawa prywatna?", CANAL+ jingle, MINIMAX, oprawy muzycznie filmów dokumentalnych, sztuk teatralnych ("Bezprizorni", "Złodziejki Chleba" Natalii Korynckiej – Gruz) a także muzyka filmowa ( serial Codzienna 2/3, odcinki: 1-13 –2005-2007). Najbardziej poza środowiskiem kojarzony jest z formacją Futro powstałą w 1999 roku przy współudziale Wojciecha Appela i Katarzyny „Noviki” Nowickiej ( ich jedyna płyta była nominowana do europejskiej nagrody MTV AWARDS i krajowych FRYDERYKÓW). Od lat stara się promować elektroniczną formę sztuki muzycznej, którą określa jako minimal ambient. Ambient z domieszką nowoczesnych wpływów to rzeczywiście jego ukochane dziecko o czym dobitnie świadczy cykl Vita Contemplativa często odnoszący się do bardzo surowych, ascetycznych brzmień. Ale w błędzie są ci którzy sądzą, że Konrad schował się w tej szufladce gdyż nie potrafi tworzyć nic innego. Otóż elektronika opiera się w dużej mierze na tym co już było ( np. NBS) a to dla Kucza, artysty wciąż poszukującego, jako wtórne jest nie do przyjęcia -„ Interesuje mnie oryginalność, o którą dzisiaj coraz trudniej (wszak wszystko już wymyślono). Moja muzyka ewoluowała przez różne etapy inspiracji od muzyki gregoriańskiej po Polski transowy folk.”. Ale czasami przełamuje swój wewnętrzny opór i wtedy znać jego klasę i kunszt bowiem ten chociażby album stworzony jako swoisty odprysk od głównego nurtu działalności elektryzuje formą i treścią. Sam artysta o niej mówi: „Tracks to właściwie taka odskocznia, margines, taki kaprys wbrew moim wewnętrznym przekonaniom. Taka podświadoma potrzeba. Obecność na scenie klubowej spowodowała że miałem dość udawania że jestem przedstawicielem jedynie nowoczesnego nurtu w muzyce czyli clubbingu. Swego czasu odbyłem taką rozmowę z Polarisem na temat jego płyty Moo'n'Sequences. Wyraziłem dezaprobatę wobec drogi jaką obrał, czyli podążanie dawno odkrytymi ścieżkami. Ale oto nagle moja obecność na forum wymogła podświadomie potrzebę skomponowania czegoś tylko dla forumowiczów, czegoś co nie będzie zbyt wytężać ich gustów a jedynie spełnię ich oczekiwania ( mowa o liście dyskusyjnej moo). Nie wiem czy mi się to udało, ale okazało się że też się świetnie bawiłem. W sumie te 18 lat temu sam zaczynałem od takiej muzyki. Wykorzystałem na płycie wszystkie brzęczące urządzenia, głównie radziecką ELEKTRONIKĘ EM25 i KORGI MS 10 i 20. Ale jest tam także CASIO PT25, MICROKORG VOCODER, oryginalny sekwencer KORGa a także fenomenalny włoski SIEL OPERA 6 dający piękne ciepłe brzmienia. Sporo natrudziłem się wgrywając wiecznie psujący się włoski ELKA CONCORDE 602 którego używał na swych pierwszych płytach J.M.Jarre.” A skąd pomysł na Railroad Paths? Kucz odpowiada: „Historia tej płyty przedstawia się następująco. Ziemowit Poniatowski zadzwonił do mnie z propozycją wydania TRACKS oficjalnie. Zastrzegł jednak, że nie odpowiada mu forma krótkich nagrań. Zaproponował aby ten materiał posklejać i rozbudować. Tak też zrobiłem. A nie jest to prosty zabieg. Nie co dzień ma się okazję być wydanym oficjalnie a nie w formie CD'Ra... TRACKS zresztą sprzedał się zaledwie w kilku egzemplarzach. Niewielu tą płytę zna. Z tego też powodu uznałem ją jako coś nie do końca skończonego. Poprawiłem jakoś i dodałem projekty które grałem na Elektronicznym Woodstocku”. Path 1 już prezentuje walory tej muzyki. Delikatne minimalistyczne „plumkanie” splecione z brzmieniem analogu kojarzącym się z Ricochet part 2 grupy TD z tym że owa fujarkowa imitacja jest dużo bardziej soczysta i wspaniale buduje nostalgiczno zadumany nastrój. Ta pojedyncza barwa snuje się leniwie czarując słuchacza aż do pojawienia się okrążających słuchacza brzmień przypominających wirowanie dźwięku gdzie od 4.45 przechodzimy ku zaskoczeniu w świat kreowany w tzw. okresie japońskim przez Kitaro! Nieziemskie ozdobniki, charakterystyczny zwokoderowany chórek, lejący się dźwięk to składniki idealnie wpasowujące się w stylistykę Japończyka. Ta bardzo wciągająca kosmiczna sekwencja ma niepowtarzalną hipnotyzującą pełną rozmachu naturę gdzie stonowane rozmazy dźwięków zniewalają odbiorcę. Jeśli ktoś chciałby muzyką opisać nirwanę -niech sięgnie po tą kompozycję. Jedynie zakończenie bardziej przypomina psychodeliczne odnośniki do szkoły berlińskiej. Path 2. Minimalistyczno mistycznie rozpoczęta powoli przechodzi w taki rodzaj „berlina” jaki osobiście lubię. Sam nie wiem czy to tylko zasługa instrumentów wykorzystanych w tym nagraniu? Na pewno nie. Kucz po prostu wie jak je inteligentnie wykorzystać aby wskrzesić ducha lat świetności znakomicie imitując charakter muzyki elektronicznej z lat 70 tych. Nie trzeba sięgać po np. Redshift by nacieszyć „starą nową” muzyką NBS. Path 3. Świstający dźwięk wprowadza nas w sekwencję ozdobioną tak, że rzeczywiście pasuje do tytułu płyty przypominając ruch lokomocyjny, pędzącej trakcji parowej. Oszczędna, prawie ascetyczna forma ale wciągająca oprawa i wpadamy w wpleciony w niego Track 05 Najbardziej dynamiczny i żywy, podparty sekcją rytmiczną wpada w ucho ( najbardziej pamiętam z występu w Kruszwicy 2005) i zaskakuje długą sekwencją zabawy vocoderem. Zdecydowanie najbardziej sekwenserowy utwór. Path 5 unosi nas na głębię obszarów wyobraźni. Jeśli lubisz jak dźwięk zniewala cię, powoduje że wyciszasz się i relaksujesz wpadając w trans, czujesz jak muzyka powoduje na ciele gęsią skórkę, wchłania Ciebie w swój wykreowany świat to wzorcowy przykład jak to uczynić. Tytułowe kolejowe ścieżki wiodą nasz umysł w zróżnicowane światy fantazji czarując swym pięknem każdego kto potrafi docenić estetykę tej muzyki. Ta próba wskrzeszenia analogowych brzmień (artysta wykorzystał wszystkie dostępne mu takie instrumenty), swoisty sentymentalny powrót do dawnych inspiracji eksploduje niesamowitym potencjałem jaki w sobie ona kumuluje. Swoboda z jaką generuje taką muzyczną podróż, to jak smacznie miksuje wszelkie związane z tym nurtem ingrediencje poraża.

Dariusz Długołecki

Pogodny arpeggiowy motyw otwierający płytę przyciszonym głosem może skojarzyć się – być może to sugestia tytułu „Railroad Paths” – z introdukcją do „Europa Endlos” z „Trans Europa Express” grupy Kraftwerk. Wkrótce na elektronicznych meandrach kładzie się głos prowadzącego instrumentu, a nastrój dość szybko przechodzi w nieco bardziej ponury i deszczowy. Zza okien pociągu Słuchacz przygląda się pociemniałemu krajobrazowi, w którym często widać znajome kształty (wypunktowywane melodyjnym ostinatem), innym razem wszystko rozpływa się w abstrakcyjny obraz (podkreślony amuzycznymi pulsacjami w szóstej minucie impresji). Z drugą częścią suity przyspieszamy tempo podróży, jednocześnie pogoda wydaje się pogarszać, jest jeszcze ciemniej, a w poruszającym finale utworu czekamy na zapomnianym skrzyżowaniu torów na zmianę, która nieuchronnie musi nadejść – póki co jednak, towarzyszy nam szara, osowiała pieśń „melotronowych chórów”, robiąca podobnie duże wrażenie jak „Silent Sorrow in Empty Boats” Genesis. Spodziewana zmiana nadciąga wraz z żelazistym ostinatem trzeciej impresji, w które wpleciona zostaje oddalona, atrakcyjna elektroniczna „koloratura” w wysokim rejestrze. Jeszcze przed czwartą minutą na scenę wkracza ścieżka perkusyjna, a w oddalonych elektronicznych wirach dochodzi do kilku przeładunków i przerejestrowań akordowych tonacji. W podróży zaczyna nam ponadto towarzyszyć vocoderowa melorecytacja. „Tor 4” to najdłuższa impresja w zestawie, jednocześnie zaś swoistego rodzaju zwrotny punkt tego koncepcyjnego albumu: w trakcie trwania utworu rozpoznamy atrakcyjną polifoniczną sekwencję z poprzedniej impresji, tym razem jednak docieramy do niej z innej strony i przy innej pogodzie... Finałowy utwór najwięcej ma wspólnego z początkami „Szkoły Berlińskiej”, przynosząc fantastycznie oniryczne pejzaże, bazujące na nieregularnych akordach, mające w nastroju coś z „Mysterious Semblance at the Strand of Nightmares” Tangerine Dream. Pod koniec kompozycji wprowadzi nas w trans ścieżka rytmiczna utkana z przetworzonego stukotu kół pociągowych, a ostatnie dwie minuty zwiastują koniec podróży w deszczu i odważniejsze promienie słońca. Wieńczące album „Robotic Missions” to idealny utwór do wykrojenia na promujący całość singel: krótka, rytmiczna impresja przepełniona perkusyjnymi poświstami i warkotami, vocoderową partią wokalną, stereofonicznym fazowaniem metalicznych sekwencji – wreszcie, pojawia się tu najbardziej z całego albumu wpadająca w ucho konstelacja melodyczna, bardzo miła dla ucha fanów wspominanej na początku Elektrowni. Znakomita płyta, po medytacyjnej i wyciszonej „Vita Contemplativa Litania” ukazanie zorientowanego na rytmiczne sekwencyjne struktury oblicza Konrada Kucza.

Igor Wróblewski

"Railroad Paths" by Polish composer Konrad Kucz contains lots of beautifully rendered vintage sounds and choir textures, fx's and sequences, which almost immediately made my mind wander back to the great analogue days of the late '70s. The music is split in five "paths", which creates a great moody atmosphere, featuring some very nice mellotron strings. After the tasty 10-minute introductory track, "Path 3" starts off with heavy sequencing, later shifting to a rhythmic piece with some nice vocoder vocals, while "Path 4" features some great Berliner School sequencing with Schulzian '70s soloing on top as the trains pass by on the background. The ending of the piece with mellotron strings evokes a strong sense of nostalgia. The final "Path 5" sounds a bit more disturbing between the lofty textures and mellotron flute melodies, while the metallic sounds bring Kraftwerk's "Trans Europa Express" to mind. As a bonus, the four minute Kraftwerkian "Robotic Missions" is a dynamic, poppy track with vocoder vocals , but a bit out of place here in my opinion. All in all, "Railroad Paths" is a well composed, produced and mastered album keenly fusing vintage sounds with contemporary techniques. Nicely done, Konrad!

Bert Strolenberg www.sonicimmersion,org

After a heavy, syncretic and tenebrously ambient album in Via Contemplativa Litania, Konrad Kucz strikes full shot by offering a splendid album filled of vintage moods and sonorities. Railroad Paths is bordering an analog world where fragrances of Jean Michel Jarre and Tangerine Dream marinate on lively structures with rhythms in constant movements of duality. Interchangeable structures where the ambient espouses with wonder rhythms and sonorities of French EM of the 70's (Jarre, Space Art, Heldon and Fervant) that meet precepts of Berlin School style ? la Schulze and Tangerine Dream. A beautiful flute harmonizes its melody on a rivulet which scintillates in opening of Path I. The notes are high and draw arch poetries on a musical canvas of enchanting forest. A synth wraps of its sinuous waves this ode of Centaur, bringing it in underground dens. There where beautiful musical hoops undulate, forgetting the rhythm and running gracefully on a linear movement. A movement that perspires heavy synth waves. They swarm in a powerful tuneful work of art where strong layers of a dark organ shape its movements in a maelstrom filled up of baroques and sinister choirs, before concluding in a sound din with analog eddies. A long black intro, ambient and sinuous which frees its cadenced anger on Path II with a synth with hems which roll in jerked loops, of which the meshing of ferrules moulds a sequence undulating below a sky overcasts of sonorities as analog as motleys. This train of intermingled sequences follows its race under beautiful wavering layers, finishing its race in a honeyed quietude, where choirs and chirping form a nectar of serenity. Path III is more powerful with its chords which spin in cascade on zigzagging spirals. A strange syncretic ballet on a heavy movement which embraces more ventilated and definitely more progressive tangent, pointing out the universe of Heldon with its percussions which hammer a very cosmic rock beat and its vocodor which sounds so much like Richard Pinhas on East-West. A good piece of music that adds to Railroad Paths' multi dimensionality. Path IV offers a superb sequenced structure which rolls like a train under superb synth solos. Solos which wave and zigzag with a very beautiful dexterity, recalling the synth and sequence synchronism of Klaus Schulze. In constant progression, the rhythm plunges in a sparkling mellotron softness before taking up again the rhythmic rise identical to Path III intro, in order to plunges again in the hazes of dense and black mellotron with whining layers. A wonderful track that will wake up lot of ear memories for the music lovers of the 70's. Path V opens with a beautiful mellotron pad which extends its coat until the first 3 minutes.Thereafter, an undulating rhythm curves a structure filled up of fog. A fog which is dissipating, letting foresees a rhythmic anarchy which curls under flutes of a hybrid mellotron. A track where the rhythm pains to pierce the density of a mellotron with thick fog and bewitching flute before concluding in the half-lights from a train running off the line beneath Tangerine Dream misty fragrances. With its mechanical rhythm and its hyper melodious vocodor, a little bit ? la Kraftwerk, Robotic Missions is out of keys from this enchanting universe that surrounds Railroad Paths. But still there, Konrad Kucz tergiversates between the simple melody and rhythmic complexities which pullulate on this brilliant opus that is Railroad Paths. A quite simply genius album from the Polish synthesist, whose only defect is to have passed unperceived. Thing that, I hope, this chronicle will try to correct.

Sylvain Lupari gutsofdarkness.com & synth&sequences.com

Tagi albumu: Kucz Konrad | Railroad paths, Generator.pl, Kucz Konrad, muzyka elektroniczna, ambient, Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jarre, electronic music, Kraftwerk