2 279 wydawnictw w ofercie 88% albumów dostępnych od ręki 27 377 próbek utworów 1 391 recenzji płyt 12 129 zrealizowanych zamówień 2 808 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...
Czwarta wspólna propozycja Iana Boddy i Marka Shreeve to album koncertowy, zapis występu duetu w ramach Hampshire Jam Festival 2004. W trzech długich utworach udało się muzykom Arc wyczarować atmosferę przepełniającą albumy liderów Szkoły Berlińskiej w połowie lat siedemdziesiątych. Obowiązkowa pozycja dla
wszystkich miłośników dobrej elektroniki sekwencyjnej aranżowanej głównia na syntezatory analogowe.
Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player.
Pobierz i zainstaluj.
Muzyka rodzi się w mrocznych, zamglonych, elektronicznych szuwarach. Nie do wiary, iż album ten powstał
tak niedawno - zdawać by się mogło, iż słuchamy właśnie ogromnie sugestywnych wizualizacyjnie
improwizacji Tangerine Dream z okresu Ricochet i Stratosfear. Boddy i Shreeve nie starają się udawać, że nadal mamy co najwyżej rok 1976: obu muzykom po prostu bez wysiłku udaje się zakomponować muzyczny plan tak świeżymi i fenomenalnymi dźwiękami, jak drzewiej udawało się to Edgarowi Froese, Christopherowi Franke i Peterowi Baumannowi. Prostym wytłumaczeniem nieodpartego wrażenia podróży w przeszłość jest wykorzystanie przez duet Arc na szeroką skalę instrumentarium analogowego; warto wspomnieć, iż wykorzystano tutaj instrumenty tak legendarne i znaczące jak VCS3 (którego możliwości eksplorowane były
także przez muzyków Pink Floyd w okresie The Dark Side Of The Moog) oraz MiniMoog. Obie części
Arcturus oraz kompozycja Helicon brzmią klarownie, a jednocześnie niezmiernie przestrzennie i
tajemniczo; wszystko jest perfekcyjnie wyważone, a jednak słuchacz ani przez chwilę nie odnosi wrażenia
chłodnego wykalkulowania następujących po sobie motywów, lecz daje się ponieść szaleństwu improwizacji.
Chociaż wyłaniające się z sekwencyjnych oparów motywy brzmią dość harmonicznie i wręcz "melodyjnie",
brzmienia prezentowane tutaj predestynowane są nie do "słuchania jednym uchem", lecz do zagłębienia się w
ich masywne, wielowymiarowe struktury. To rewelacyjna i ze wszech miar godna polecenia płyta, która z
pewnością zapewni miłośnikom dzieł przedstawicieli Szkoły Berlińskiej więcej drżeń serca aniżeli nowe
wydawnictwa Tangerine Dream...