2 279 wydawnictw w ofercie 88% albumów dostępnych od ręki 27 377 próbek utworów 1 391 recenzji płyt 12 129 zrealizowanych zamówień 2 808 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...
Niby zmienił się sposób aranżowania i ornamentowania tej muzyki, a jednak od razu słychać, iż mamy do czynienia z gttschingowską paletą barw. Mamy tutaj impresję w stylu Terryego Rileya albo wczesnego Philipa Glassa, nawiązania do kojącego, durowego oblicza Ashry w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, dziwaczny, trudny do brania na serio utwór w stylu lounge, a na koniec cztery minuty całkiem miłej, ale niezobowiązującej instrumentalnej muzyki pop, w której partia grzechotliwej gitary nie brzmi już za bardzo jak by wyszła spod palców Gttschinga, lecz raczej Mikea Oldfielda. Ogólnie rzecz biorąc, dość nierówny i nietypowy, ale na pewno wart dostrzeżenia 46-minutowy album.
Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player.
Pobierz i zainstaluj.
Polifoniczne, fortepianowe wariacje spiętrzone w stereofonicznie efektowne ostinato, nieco w stylu Terryego Rileya albo wczesnego Philipa Glassa, rozpoczyna tę płytę w bardzo obiecujący sposób. Niby zmienił się sposób aranżowania i ornamentowania tej muzyki, a jednak od razu słychać, iż mamy do czynienia z göttschingowską paletą barw. Drugi utwór wyraźnie nawiązuje do muzyki Göttschinga z drugiej połowy lat siedemdziesiątych, ale za sprawą nowocześniejszych syntezatorów w tle oraz przede wszystkim wibrafonowej sekwencji na pierwszym planie moglibyśmy wziąć tę impresję za któryś z Ekscerptów Wolframa Spyry (gdyby nie zanadto kojąca, zwyczajna ścieżka melodyczna z czasem wkraczająca na plan). Trzeci utwór to Manuel Göttsching jakiego znamy i lubimy, wygrywający rozfunkowane pochody gitarowe i łączący je w jeden silnie zrytmizowany kobierzec pełen swingujących poślizgów i przytłumień strun. Bardzo dziwaczną propozycją jest z kolei czwarta impresja, najdłuższa na płycie: nie za bardzo wiadomo, czy mnóstwo etnizujących sampli porozsiewanych na przestrzeni tego słonecznego, leniwego utworu obliczone było na efekt eksperymentatorski czy jawnie żartowny. Finał płyty to cztery minuty całkiem miłej, ale niezobowiązującej instrumentalnej muzyki pop, w której partia grzechotliwej gitary nie brzmi już za bardzo jak by wyszła spod palców Göttschinga, lecz raczej Mikea Oldfielda. Ogólnie rzecz biorąc, dość nierówny i nietypowy, ale na pewno wart dostrzeżenia 46-minutowy album.
Igor Wróblewski
W 1988 roku Manuel Göttsching i Lutz Ulbrich reaktywowali formację Ashra specjalnie po to, aby wystąpić w berlińskim planetarium w ramach cyklu koncertów, zorganizowanego pod auspicjami Wspólnoty Europejskiej (Berlin był w tym roku 'kulturalną stolicą Europy'). Występ miał być połączeniem muzyki i tekstu i początkowo nie planowano wydawania go na płycie: 'Manu' uznał, że ze względu na znaczny udział tekstu i spore fragmenty, kiedy muzyka była praktycznie niesłyszalna, całość byłaby nieczytelna i niezrozumiała. Później jednak obydwaj muzycy ponownie zmiksowali 'ścieżkę dźwiękową', dodali końcowy fragment i wydali całość jako Walkin' the Desert.
Dla tych, którzy kojarzą Göttschinga z melodyjnymi, relaksującymi niemal kawałkami z New Age of Earth czy Blackouts, muzyka z tego krążka może być sporym zaskoczeniem. Od razu trzeba powiedzieć, że ma ona charakter eksperymentalny, i natychmiast dodać, że wcale nie oznacza to zgrzytliwej kakofonii. Eksperyment jest tu brzmieniowy, nie formalny; tytuły mówią same za siebie. Pierwszy fragment, Two Keyboards, to bardzo osobliwy duet dwóch instrumentów klawiszowych, brzmiących zresztą nader akustycznie: trochę nerwowa, niespokojna melodia, która zdaje się nie mieć początku ani końca. Następny to, dla odmiany, bardzo spokojny Six Voices, może najbardziej przywołujący wspomnienia z New Age of Earth. Four Guitars można z kolei odczytywać jako ciąg dalszy eksperymentów Göttschinga z gitarami; brzmienie przynajmniej niektórych z nich jest zresztą mocno spreparowane. Twelve Samples to w samej rzeczy parada sampli, instrumentalnych i wokalnych (czy jest ich rzeczywiście dwanaście, trudno stwierdzić): najbardziej 'odjechany' fragment, o zaskakująco orientalnym brzmieniu. Deser, czyli Eight Tracks, brzmi w tym towarzystwie z kolei najbardziej 'normalnie'.
Może najbardziej adekwatnym komentarzem do tej niezwykłej płyty jest wypowiedź samego 'Manu': 'Nie należy rozumieć tej muzyki jako próby interpretacji lub opisu: raczej jako stymulację. Chcielibyśmy, aby to od słuchacza zależało, przez jaką pustynię 'idzie''. Pozwolę sobie dodać, że polecam ją każdemu, kto czasem lubi posłuchać muzyki trochę innej niż wszystkie.