2 279 wydawnictw w ofercie 88% albumów dostępnych od ręki 27 377 próbek utworów 1 391 recenzji płyt 12 129 zrealizowanych zamówień 2 808 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...
W porównaniu z poprzednimi płytami, brzmienie stało się bardziej sterylne i suche, aranżacje nieco ascetyczniejsze. Partie wokalne zostały w większości przypadków nieco zredukowane albo przetworzone przez vocoder.
To właśnie z tego longplaya pochodzi największy przebój Elektrowni, z którym zespół jest natychmiast kojarzony: "Das Modell".
Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player.
Pobierz i zainstaluj.
Die Roboter. Rozpoczyna ten utwór dźwięk jak żywo przypominający efekt zaczerpnięty z Radioactivitat -
pulsujące pikanie przerwane terkotaniem zakończonym serią wysokich tonów. Można to odczytywać jako
sekwencję uruchomienia, ożywienia tytułowych robotów, których rozbłysk świadomości i wytrącenie ze stanu
spoczynku w ruch obrazuje przejście w imitujący te kanciaste ruchy robotyczny rytm. Po chwili dołącza się
syntezator naśladujący brzmienie marszu a wokal słyszymy mocno zwokoderyzowany, w typowym dla filmów SF z
lat pięćdziesiątych brzmieniu charakteryzującym wyobrażenie głosu robota. Otwarcie płyty jawi się więc
jako manifestacja zawartości całego krążka - z tym że to jeszcze nie człowiek maszyna a raczej człowiek a
maszyna. Hipnotyczno minimalistyczny, pełen ciągłych powtórzeń z prostą melodią i sprzężonym rytmem to
rodzaj podpisu programowego w jakim kierunku zespół podąża. Skąpe linie syntezatorowe spływają bez
wysiłku nieskończenie się regenerując w nieskazitelnej formule tworzenia odpowiedniego dla potrzeb grupy
nastroju pełnego powściągliwego estetyzmu i ascezy. Stąd owe robotyczne niuanse zarysowywane są
delikatnymi pasażami syntezatorowymi w korelacji z perkusacjami. W pewnym sensie to podsumowanie obsesji
i przeświadczeń społeczeństwa lat siedemdziesiątych o przyszłości ludzkości ale w sosie międzywojennego
futuryzmu i jak mogą wskazywać słowa, rosyjskiego konstruktywizmu, propagującego tą nową sztukę, jako
adekwatną do współczesnego, stechnicyzowanego świata i wyrażającą fascynację techniką. W warstwie tekstu
to opowieść oczami robota, który po naładowaniu baterii pełen energii funkcjonuje automatycznie i
mechanicznie tańczy (motyw tańca sztucznego odpowiednika człowieka pojawił się wcześniej na TEE w
opowieści o manekinach). Szczególne znaczenie mają rosyjskie słowa Ja twoj sługa, ja twoj rabotnik
powtórzone kilkakrotnie i zamieszczone na okładce płyty.
Spacelab. Słychać trzask i głuchy dźwięk wędrujący coraz wyżej po skali co kojarzy się z odliczaniem ,
albo nawet startem rakiety co dodatkowo potęguje coraz szybsze jego zapętlone tempo, którego finałem jest
w końcu wejście na orbitę ( słychać jakby dźwięk równania pozycji ) i w końcu odpalenia silników, co
pozwala rakiecie odważnie ruszyć naprzód. Elektronicznie przetworzony głos nie mający zbyt wiele do
zaśpiewania oprócz tytułowego Spacelab tym razem podkreśla kosmiczne oblicze utworu. Całość ma wyraźnie
spokojny charakter pełnego podziwu hołdu dla ludzkiego geniuszu. Romantyczny mrok 'Spacelab' oparto na
loopach i dziwnych astralnych odgłosach ilustrujących pracującą stację kosmiczną i widoki na jej
zewnątrz. Spacelab ma też pewien wymiar profetyczny - w kosmosie upatrują członkowie grupy dalszy ciąg
ludzkiej eksploracji a zarazem nabiera swoistej złowieszczości jeśli brać pod uwagę, że kilka miesięcy
później o ziemię rozbiła się stacja Skylab. Mimo, że jest zwiewny, zadumany, z nieziemskim brzmieniem
syntezatorów, to nadal rozpoznawalny jako dzieło Kraftwerk przez charakterystyczne brzmienia
zarezerwowane dla tej grupy i jest równie impresywny jak poprzednik tyle że bardziej subtelny. Wytłumione
dominujące syntezatorowe linie, rytm, perfekcyjna, nieskalana błędami minimalistyczna aranżacja łączą się
w perfekcyjną całość.
Metropolis. Początkowo, niczym w ambiencie linie syntezatorowe unoszą się i nakładają na siebie w wolnym
rytmie bez harmonii- mamy wrażenie, że coś budzi się do życia, jakby włączano kolejne podzespoły wielkiej
maszyny z pewnym wysiłkiem dochodzącej do swych pełnych mocy, które pozwalają jej w pełni sił przejść w
szybki rytm pracy - czyli chwytliwy takt trwający do końca tej ścieżki. Rytmiczne sekwencje pokładu
brzmią głucho, prawie archaicznie, a częstym motywem jest syntezatorowy dźwięk naśladujący syreny
fabryczne. Refren w postaci tytułu utworu jest nieprzetworzony i słychać w nim swoistą nostalgiczno
zadumaną nutę. "Metropolis" lśni perfekcją stworzenia wyalienowanego nastroju. Utwór ten w sugestywny
sposób odnosi się do filmu Fritza Langa Metropolis gdzie przedstawiono społeczeństwo przyszłości
uzależnione od technologii, w którym większość ludzi jest robotnikami obsługującymi bezduszne maszynerie,
a ich ponury los nie jest godny pozazdroszczenia. Lang daje w tym filmie lekcję, że technika może
stworzyć przepaść między ludźmi (dochodzi do buntu) ale nie należy jej lekceważyć i odtrącać (bezmyślne
niszczenie maszyn w stylu angielskich robotników z początków rewolucji przemysłowej, o mały włos nie
doprowadza do tragedii i zagłady całego miasta) a jedynie oswoić i połączyć z warstwą duchową, która
została przez zbytnie zadufanie w technologię odtrącona. Utwór reprezentuje ciekawą kombinację
intensywnego, futurystycznego nastroju z melancholią i nostalgią, precyzyjnie oddając atmosferę
przedstawionego przez Langa miasta, jego dźwięki i widoki
Das Modell. Klasyk. Taneczny rytm snuje się jakby od niechcenia jednostajnym zapętleniem z wielokrotnie
powtarzanymi kolejnymi syntezatorowymi ozdobnikami, zmienia się jedynie tekst tej, nie bójmy się tego
powiedzieć, piosenki. Ten utwór według mnie muzycznie jest najsłabszym ogniwem płyty a zarazem
najbardziej kojarzonym utworem który furorę zrobił na listach przebojów trzy lata później. Ów szkic
charakterologiczny to cyniczne spojrzenie na blichtr efektownego stylu życia zainspirowany nieosiągalnym
obiektem marzeń tłumów chcącym być w centrum uwagi mediów niczym owo ucieleśnienie targowiska próżności
jakie przedstawia świat mody. Fascynujące studium charakteru zakłada, że modelka jest najlepszym
przykładem człowieka maszyny łączącego piękno ze sztucznymi emocjami (uśmiecha się od czasu do czasu),
człowieczeństwo z bezmyślnym skupieniem maszyny (trzeba tylko kamery aby zmienić jej zdanie). Może się
wydawać że nie powinna znaleźć się na albumie o futuryzmie ale wyraźnie kontynuuje temat z "Die Roboter",
opowieść o ludzkiej kondycji w nowoczesnych czasach. Ironiczne spojrzenie na wysoko opłacane "bezduszne"
modelki zachowujące się jak automaty, stało się klasykiem na miarę "Fashion" Bowiego - komentującym modny
styl życia. Przy czym klarowność ironicznego przekazu jest większa w wersji niemieckiej niż angielskiej.
W konfrontacji z późniejszą falą electro popu utwór ten brzmi dziś archaicznie ale to on dał
kierunkowskaz tego gatunku, jest jego podwaliną, ba od niego właśnie ukuto termin elektro pop. To
pionierskie dokonanie doczekało się dziesiątków coverów śpiewanych przez przeróżne osobowości - od
gwiazdek porno po spadkobierców ich ironii, królów ciężkiego brzmienia Rammstein. Co więcej muzyka z
"modelki" na stałe weszła do kanonu... pokazów mody czyli blichtr wyśmianie jego zaadaptował
bezkrytycznie na swoje potrzeby jako ikonę mody.
Neon Licht epickie sentymentalne studium miasta. Mój zdecydowany faworyt na tym krążku przyciąga uwagę
przede wszystkim piękną syntezatorową solówką graną w interludium powtarzaną później pod koniec utworu,
podbudowaną mieszanką różnych ozdobników i nastrojowym, magnetyzującym wokalem kreślącym słowami bardzo
ogólny obraz - błyszczące światła neonów, kiedy nadchodzi noc miasto oblewa się sztucznym światłem -te
oszczędne słowa pozostawiają resztę naszej wyobraźni prowadzonej przez generowane na keyboardach kolejne
dźwięki. Spokojny rytm, jak zwykle na instrumentach perkusyjnych brzmi kojąco i zarazem wyłamuje się z
koncepcyjnego charakteru płyty. Muzyka uchwyciła migoczący portret oświetlonego miasta, przedstawienie
uroku urbanizacji gdzie szczególnie warte uwagi jest sześć minut instrumentalnej kody. Introspektywny
tekst wyraża poczucie poważania dla wspaniałego widoku miasta ze świateł, cześć dla sposobu w jaki
ludzkość może kontrolować swój świat. Najbardziej efektowny utwór gdzie za pomocą prostej linii
melodycznej i banalnego tekstu osiągają niesamowity efekt.
Die Mensch Machine. Prawdopodobnie najbardziej minimalistyczny utwór brzmiący jak przeróbka Glassa na
piosenkę pop. Wokale są powściągliwe, bezstronne, imitując swoim brakiem emocjonalności przypuszczalny
śpiew maszyny. Monotonia brzmienia, powolność, naśladowanie dźwiękiem i zwokoderyzowanym głosem jakiejś
uporczywie wykonywanej na okrągło czynności ubarwianej tylko zestawem ozdobników kojarzą się z pracą
właśnie tytułowej maszyny. Prostota melodii pretensjonalny, bezużyteczny rytm bez harmonii jest logicznym
i spójnym odzwierciedleniem tendencji albumu. Interpretacja jest trudna gdyż zespół jakby relacjonuje
swój ogląd spraw ale na tyle bezstronnie aby nie można określić jednoznacznie jakie stanowisko zajmują -
ten ukryty komentarz socjalny człowiek maszyna to istota lub obiekt - czy odczytywać jako mroczną
przepowiednię zagrożenia, czy jako pochwałę tego stanu rzeczy? Wszak śpiewają, ze to pseudo ludzka istota
ale zarazem super istota...
Koncepcję albumu, zarówno w sferze tekstowej jaki i wizualnej wykorzystano do stworzenia robotycznego
image. Dla wzmocnienia całego konceptu skonstruowano bowiem roboty na podobieństwo każdego z członków
grupy odzwierciedlając technologiczne wizje człowieka maszyny. Lalki te oficjalnie zaprezentowano podczas
prasowej konferencji w Paryżu, gdzie prawdziwi artyści wmieszali się w tłum na scenie ustawiając kukły.
Te manekiny wykorzystywano od tej pory na koncertach i stały się swoistą wizytówką grupy.
Zaskakuje bardziej stylowe, dźwiękowe środowisko będące rezultatem cierpliwego rozwoju i poszukiwań nowej
estetyki w ich muzyce. Otwarli ważny rozdział w genesis elektroniki gdzie istotną rolę odgrywa prosta
industrialna monotonia spleciona z na pół epickimi strukturami melodii w neoklasycznym duchu,
skonstruowanych tak że mimo długości i jednostajności nagrań, te nie nużą.
To jeden z najlepiej zrealizowanych w historii muzyki albumów koncepcyjnych, deklarujący kombinację
muzyki ze sztuką, osadzony w fantastyce naukowej kontemplującej korelacje między ludźmi a technologią ale
przede wszystkim wpisujący się w nurt czerpania z tradycji przedwojennego postrzegania świata - w TEE
było to przywołanie kolei żelaznej czasów dandysów we frakach tutaj zamiast wizji high tech przyszłości
mamy ramotę technologii widzianej oczami Wellsa czy Czapka, poprzez pryzmat ówczesnych tendencji
artystyczno filozoficznych, idei futuryzmu i konstruktywizmu postulujących próbę fuzji ludzkiego ciała z
technologią, połączone z kultem tej ostatniej. Tytuł określa centralną ideę wokół, której cały album jest
oparty czyli bada koneksje człowiek a maszyna w nowoczesnym społeczeństwie uwidaczniając ją mocno w
tekstach jak i w formie kompozycji naśladujących mechaniczność. Filozoficzne przesłanie odsłania
stopniową dehumanizację ludzkości i sztuki po części. Z jednej strony robotyzacja ilustruje triumf
intelektu i perfekcję ludzkiej wiedzy z drugiej zagubienie emocjonalne i utratę duszy. Prymitywne riffy
syntezatorowe znakomicie korelują z tą tematyką.
Album ten jest zarazem jednym z najbardziej wpływających na rozwój nowych gałęzi muzyki. Ma potężny,
pionierski wpływ na ruch synth pop, czy new romantic w stylu Gary Numana (choćby Cars). Mniej
minimalistyczny w aranżacjach, bardziej kompleksowy i taneczny w podstawowych rytmach, dający balans
pomiędzy eksperymentem a komercją, zaskoczył po świetnej 'Trans-Europe Express' po której jako prawie
niewykonalne zadanie jawiło się wydanie jeszcze lepszego albumu w niecały rok po premierze TEE, biorąc
pod uwagę czasochłonne koncentrowanie się grupy na detalu i perfekcji aranżacji. Do dziś zadziwia
minimalistyczny rdzeń i prostota melodii, oszczędność i treściwość słowa w tekstach układające się w
arcydzieło formy wyrazu. Owo gładkie, akuratne i zimne i zarazem bardzo atrakcyjne brzmienie, nadal
dynamiczne i witalne, ów klinicznie czysty dźwięk oblany sosem ironii nie zaprzestał dostarczać do dziś
emocji, kolejnym adaptującym ją trendom muzycznym chcącym dorównać zwartej całości tego dzieła.
Dzisiejsze techno (techno-logia) wywodzi swe korzenie z tych dźwięków stających się inspiracją dla
kolejnych pokoleń zafascynowanych nowoczesnymi objawami życia wyrażanymi za pomocą muzyki.
Co do przesłania - fascynacja technologią, mechanizacją raczej ironicznie ucieleśnia bardzo subtelne
przesłanie sugerujące jednak ważność nadrzędną człowieczeństwa. Zwróciłbym tu uwagę na okładkę. Dość
szokujące zdjęcie przedstawiające członków grupy jako nienagannie ubranych w czerwone koszule ozdobione
czarnym krawatem, w spodniach przypominających wojskowe bryczesy, schludnie ogolonych i uczesanych
jednoznacznie wywołują w nas skojarzenie z członkiem totalitarnej organizacji spod znaku komunizmu lub
faszyzmu. Podpis ja twój sługa ja twój robotnik wskazuje w zestawieniu z tym zdjęciem, że człowiek
maszyna to idealny kandydat na istotę wypraną z uczuć z której można stworzyć totalitarne monstrum.
Dodatkowo wzmacnia to ironia tekstu piosenki o modelce - ona staje się powoli takim monstrum, maszyną
wypraną z wyższych wartości co deprecjonuje ją w oczach Kraftwerk Tak więc zamiast odczytywać płytę jako
pochwałę jednak trop wiedzie ku sugestii zminimalizowania wpływu maszyn.
Płyta przeszła test czasu stając się ich znakiem firmowym. Nie na darmo Francuz Pascal Bussy zatytułował
ich książkową biografię Kraftwerk: Man Machine & Music.
Dariusz Długołęcki
Na tej płycie - stosownie do tytułu - udało się muzykom Elektrowni osiągnąć ideał mechanicznego, futurystycznego brzmienia. Sześć prezentowanych tu utworów zostało opracowanych oszczędniej aniżeli kompozycje z wcześniejszych albumów - instrumentacje nie brzmią jednak ubożej, tylko przestrzenniej; słuchacz przywiązany do takich płyt jak "Kraftwerk 1" czy - zwłaszcza - "Radioaktivität" może tylko dziwić się, iż muzyka Elektrowni została do tego stopnia wyczyszczona z niemuzycznych, pozamelodycznych brzmieniowych nieregularności.
"Die Roboter" to znakomite otwarcie albumu: oparty na chwytliwym motywie i monotonnym rytmie utwór z partiami wokalnymi zdeformowanymi przez vocoder. Ciekawostkę stanowi fakt, iż charakterystyczny dźwięk rozpoczynający ten utwór został wsamplowany w mało znany, pochodzący z 1989 roku, remiks utworu "Everything Counts" Depeche Mode oraz w przeróbkę "Das Modell" wykonywaną przez francuską piosenkarkę RoBERT.
"Spacelab" i "Metropolis" to świetne, dynamiczne utwory zbudowane na wyrazistych, minimalistycznych syntezatorowych riffach i ostinatach - tu partie wokalne zostały potraktowane tylko w charakterze ozdobnika, zakłócając od czasu do czasu czysto instrumentalny porządek. Tak samo jest w tytułowej kompozycji, w której syntezatorowe chmury przesuwają się na tle "złamanego" rytmu. Głos pełni tu po prostu rolę dodatkowego instrumentu, artykułując we wszystkich trzech wymienionych utworach jako jedyne słowa tylko tytuły tych utworów (grupa powraca więc do takiego traktowania głosu, jakim rozpoczęła wykorzystywanie wokalu - mowa o "Ananas Symphonie" z lp. "Ralf und Florian").
"Neonlicht" to nocny spacer po mieście zabarwionym przez kołyszące się światła neonów. Obraz ten zostaje znakomicie odmalowany przez rzęsisty deszcz syntezatorowych iskier, układający się w coraz to inne struktury na tle posuwistego, hipnotycznego rytmu i pogodnego, wciąż odnawiającego się ostinata. To już właściwie regularna piosenka z tradycyjnie brzmiącymi zwrotkami - ale i tak najbardziej "szablonowa" a przy tym najpopularniejsza piosenka to "Das Modell". Jest w tym utworze coś, co sprawia, że mimo programowej prostoty i niemal "nachalnej" melodyki można słuchać go wciąż od nowa. Czy tajemnica leży w brzmieniu instrumentów, czy w nośności i ponadczasowości genialnego w swej prostocie tematu melodycznego, tego nie wiem - ważne, że utworu tego, podobnie jak całej płyty, słucha się po upływie blisko 30 (!) lat znakomicie i świeżo
Igor Wróblewski
Okładka jest bardzo myląca - zdjęcie czterech eleganckich panów w czerwonych marynarkach sugeruje jazzową zawartość płyty. Tytuł albumu wydrukowano w czterech językach, same utwory natomiast są śpiewane (?) po angielsku lub niemiecku, w zależności od wersji.
R.Hütter, F.Schneider, W.Flür i K.Bartos wspomagani przez tajemniczego E.Schulta wykreowali znów niepowtarzalny komputerowy świat, którego muzyka tchnie wręcz maszynową mechanicznością i robotowatością. W tym okresie Kraftwerk kreował swój image tytułowych ludzi-maszyn, niewrażliwych na jakiekolwiek ludzkie uczucia, tworząc "muzykę dla maszyn, komputerów i cyborgów" (R.Hütter). Nawet nieliczne partie wokalne brzmią tu sztucznie. Jednocześnie ta płyta jest chyba najbardziej znana - prawie wszystkie utwory na niej zawarte znane są do dziś: "The Model", "Neon Lights", "The Robots" czy "The Man-Machine".
Nagrania są niezwykłe, z jednej strony budzą podziw dla myśli ludzkiej i cywilizacji technicznej, z drugiej - niosą ponurą wizję przyszłego, odczłowieczonego świata robotów i maszyn...
Myśląc o twórczości tej grupy, znajduję tylko jedno słowo - klasyka. Dotyczy to również tego albumu.
Michał Żelazowski
W słuchaniu "elektroniki" mam już prawie siedmioletni staż. Zaczynałem (po co ja to piszę?) od Jarre'a.
I od Kraftwerk...
Na kwartet z Dusseldorfu nadziałem się (bardzo dobre słowo - nadziałem) w bardzo dziwny sposób, choć o tym może innym razem. Kraftwerk to zespół dobrze znany w el-społeczeństwie, ale wydaje mi się, że trochę pomijany. A może odniosłem złe wrażenie?
Jakby nie było, dziś pozachwycamy się Człowiekiem - Maszyną, płytą która właśnie osiągnęła pełnoletniość, a więc, jak na muzykę - rzecz już nie pierwszej młodości.
Die Mensch - Maschine tematycznie oscyluje tam, gdzie prawie wszystkie płyty Kraftwerk, więc gdzieś pomiędzy Człowiekiem, a Techniką. Zetknięcie tych dwóch pojęć wyraźnie fascynuje Kraftwerk i dają temu upust właśnie w swojej muzyce.
Pierwszy utwór albumu - Die Roboter to ulubiony materiał na czołówki dla różnych audycji publicystycznych w radiu i telewizji.
Motyw główny - cykliczne powtarzające się, młócące powietrze dźwięki sprawiają niesamowite wrażenie. Również elektronicznie przetworzony chórek Hutter - Schneider robi swoje. Klimatem i wymową utwór ten sprawia, że łatwo wyobrazić sobie ogromną halę produkcyjną z rzędami stalowych robotników pracujących dla swego pana i stwórcy. Martwe przedmioty produkujące inne martwe przedmioty...
Spacelab - numer dwa - to podróż w kosmos, wprost na aseptyczne pokłady stacji orbitalnych. Melodia doprawdy niebanalna,
Utwór trzeci Metropolis to hołd złożony Fritzowi Langowi, za film pod tymże tytułem - monumentalne dzieło S.F. z 1926 roku. Obawiam się, że ten kto nie widział filmu, niezbyt dobrze "znajdzie" ten utwór. Najprawdopodobniej w ogóle nie znajdzie.
Numer cztery - sztandarowa produkcja - Das Modell. Utwór znany nawet przez tych, co przysięgają że o Kraftwerk w życiu nie słyszeli. Hit dyskotekowy i hit w ogóle, ale... od stycznia 1982r... Tak to Kraftwerk wyprzedził swoją epokę.
Mówiąc krótko o tym utworze, o jego treści - sukces potrafi zmienić człowieka w sopel na nóżkach.
Następny jest Neonlight - nocny spacer po ulicach uśpionego miasta wciąż i wciąż mrugającego neonami reklamowymi.
Wreszcie tytułowy Die Mensch Maschine, wspaniały popis wprowadzający w sztuczny świat pełen stuków, trzasków i drgań. Świat bardzo rytmiczny, bardzo, ale to bardzo zmechanizowany.
I taki właśnie jest ten album - Technika jest tu wszędzie, może z wyjątkiem Das Modell, tego śpiewanego el-cudu (w tym miejscu ślę gorące pozdrowienia dla wszystkich, którzy sądzą, że jak się połączy syntezator i głos ludzki, to nic dobrego z tego nie wyjdzie), który to el-cud, mimo swego "człowieczeństwa" doskonale tu pasuje.
Może więc warto wsłuchać się w rytm Techniki, w rytm tego co sami stworzyliśmy.
Wydana przez EMI Elektrola niemiecka wersja tego albumu, we wkładce, oprócz zdjęć zawiera pomysł bardzo miły i ciekawy: jak w chińskim teatrze cieni, na białym tle widnieją czarne sylwetki członków grupy.
Niezorientowanych informuję, że od lewej stoją: Ralf Hutter, Karl Bartos, Wolfgang Flur i Florian Schneider.