english version wersja polska Napisz do nas
   

Obniżka

okazje cenowe zobacz wszystkie


Kategorie



Newsletter


Statystyki sklepu

2 279 wydawnictw w ofercie
88% albumów dostępnych od ręki
27 377 próbek utworów
1 391 recenzji płyt
12 129 zrealizowanych zamówień
2 808 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...

Namlook Pete & Berger Karl | Polytime

powrót
  • PRODUCENT Fax Records
  • NUMER PRODUCENTA PK 08/140
  • MEDIA 1CD
  • OPAKOWANIE JEWELCASE
  • Kod produktu 002655
  • POPULARNOŚĆ

80,04 zł
Towar w magazynie

Oto jedna z wyśmienitych jazzowych płyt Pete Namlooka, do którego tym razem dołącza wibrafonista Karl Berger. Namlook raczy odbiorców głównie fantastycznymi, rozswingowanymi partiami gitary, ale zestaw nagrań otrzymuje mimo wszystko satysfakcjonująco elektroniczną oprawę

  • Worldwide Roaming 07'29
  • Insight11'00
  • Polytime 15'57
  • Tina 05'43
  • True Blue 11'21

Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player. Pobierz i zainstaluj.

Polifoniczne zabawy choćby wibrafonem. Z tym że Berger gra z życiem na tym instrumencie nie tak jak Steve Halpern wpadający w nju ejdzowy trans. Ciekawa jak zwykle u Namlooka pozycja.

Dariusz Długołęcki

Płytę rozpoczyna dosadny akcent: motoryczny utwór Worldwide Roaming, pełen prześlizgujących się tu i ówdzie namlookowskich plam syntezatorowych, układających się w nader czytelną, pogodną wręcz melodię. Spod linii perkusyjnej i dodatkowych dźwiękowych konstrukcji wybija się spokojny puls zamyślonego wibrafonu. W tym utworze nie zostają jeszcze bynajmniej odsłonięte wszystkie asy dwójki muzyków… Insight jest stonowaną, kontemplacyjną miniaturą, w której wibrafon odgrywa już główną rolę. Muzyka ta może skojarzyć się z komponowanymi na marimbę impresjami Keiko Abe takimi jak Dream of the Cherry Blossoms; zdumiony, to usypiający, to rozbudzający się głos wibrafonu snuje nader ciekawą, wielobarwną opowieść, wydaje się wręcz, że metalicznemu idiofonowi towarzyszą ciche głosy z oddali, dopełniające paletę brzmień; a może faktycznie Pete Namlook co jakiś czas dołącza się do Karla Bergera, by przygotować nastrojowe, zagadkowe tło?... Słuchacz spaceruje po labiryncie przestronnego, wielopiętrowego, nasłonecznionego starego budynku, podziwia zastygłe w zamyśleniu rzeźby i przykurzone rośliny, wciąż znajdując na swej drodze nowe zakamarki, w których wybrzmiewa echo przewodniego motywu ciekawskiej wibrafonowej melodii… Najdłuższa propozycja na płycie to utwór tytułowy. Jest to fantastyczna nowoczesna formuła dwunastotaktowego bluesa, pełna rozswingowanych wejść gitarowych i kipiących jazzowym zacięciem ornamentów wibrafonowych. Charakteru dodaje kompozycji programowana ścieżka perkusyjna, nader świeżo brzmią też syntezatorowe zakrętasy i mlaśnięcia nieznacznie obrobionej elektronicznie gitary rytmicznej. W tej otwartej improwizacji wychodzącej od zaskakująco prostych tematów dzieje się zaskakująco dużo, a przede wszystkim słychać, iż prowadzenie instrumentlnego dialogu sprawia obu muzykom niesłychaną frajdę. Przede wszystkim zaś jest to kompozycja, w której – jak w każdym chyba utworze sygnowanym nazwiskiem Pete Namlooka – niewątpliwie drzemie coś, czego nie da się wyłowić od razu przy pierwszym przesłuchaniu… Dwie finałowe impresje to być może w ogóle najlepsze kompozycje zamieszczone na tej płycie. Najkrótsza z całego zestawu Tina to jedyny utwór podpisany tylko nazwiskiem Namlooka. Ta intrygująca, lekko nostalgiczna, bardzo zaś tajemnicza partia gitary elektrycznej wyłania się z odrętwiałych kręgów rozchodzących się po tafli elektronicznego jeziora osłoniętego intensywnie granatowymi szuwarami szumów, sprzężeń i długo wygasających echem amuzycznych westchnień. Ostatni utwór, True Blue, sączy się przez mrok kontemplacyjnej ścieżki rytmicznej ledwo połyskującymi mętnym płomieniem plamami. Nad tą impresją unosi się duch daleko spokrewniony z atmosferą najstarszych, bardziej jazzowych niż elektronicznych, nagrań Vangelisa. Gasną i zapalają się kolejne światła, nie wiadomo, czy to światła w oknach usypiających domów, czy odblaski na zapomnianej sadzawce, w której kołyszą się śniące (zapewne o matowym brzmieniu wibrafonów i miękkim jazzowym osadzie głaskanej miotełkami perkusji) łabędzie.Trudno powiedzieć, czy atmosfera tego utworu jest tęskna, posępna czy melancholijna; nie ulega jednak wątpliwości, iż mimo 11 minut trwania przesypuje się przez odbiorcę niesłychanie szybko i pozostawia duży niedosyt, każący natychmiast włączyć płytę od początku…

Igor Wróblewski

Tagi albumu: Namlook Pete & Berger Karl | Polytime, Fax Records, Pete Namlook, muzyka elektroniczna, ambient, Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jarre, electronic music, Kraftwerk