english version wersja polska Napisz do nas
   

Obniżka

okazje cenowe zobacz wszystkie


Kategorie



Newsletter


Statystyki sklepu

2 279 wydawnictw w ofercie
88% albumów dostępnych od ręki
27 377 próbek utworów
1 391 recenzji płyt
12 129 zrealizowanych zamówień
2 808 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...

Oldfield Mike | Incantations

powrót
  • PRODUCENT Universal Music
  • NUMER PRODUCENTA 06007 5334636
  • ROK WYDANIA (NAGRANIA) 2011 (1978)
  • MEDIA 1CD
  • OPAKOWANIE JEWELCASE
  • Kod produktu 006394

40,22 zł
Towar w magazynie

Zrealizowana z symfonicznym rozmachem, przebogato zinstrumentowana czteroczęściowa suita potwierdza kompozytorskie umiejętności Oldfielda, wiele zaś fragmentów przynosi brzmienia świadczące o dalekowzroczności autora: niektóre rozwiązania będą miały swą kulminację na płytach Platinum i QE2. Oldfield wydając ten album stwierdził bezceremonialnie, iż jego poprzednie nagrania w porównaniu z Incantations to po prostu śmieci. Tak sformułowana może nieco szokować, ale niewątpliwie Incantations jest najdojrzalszą, najkonsekwentniej skonstruowaną, z największym pietyzmem stworzoną muzyczną łamigłówką w całej dyskografii Oldfielda.

  • Incantations Part One [19:05]
  • Incantations Part Two [19:34]
  • Incantations Part Three [16:59]
  • Incantations Part Four [17:01]
  • Guilty [4:14]

Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player. Pobierz i zainstaluj.

Głos Maddy Prior odpowiada samemu sobie długo wygasającym echem, po czym rozpoczyna się pasaż orkiestry smyczkowej, snującej wyraziste, znakomicie rozwiązane rytmicznie ostinato, na tle którego trylujący flet wiedzie niekończącą się, rozimprowizowaną impresję – drugi flet odpowiada kunsztownym zwierciadlanym głosem i cała muzyka nabiera iście barokowego rozmachu i posmaku. Dochodzą kolejne progresje oraz wariacje na główny temat; dopiero po kilku minutach na scenę wkracza gitara, okraszając perlącymi się dźwiękami orkiestrowy akompaniament. Jest to jedna z tych udanych prób połączenia muzyki orkiestrowej ze współczesnymi nurtami tzw. muzyki rozrywkowej, której rezultaty zadziwiają po dziś dzień. Mało która suita rockowa lub typowo elektroniczna ma tak niesamowitą siłę wyrazu i niesie ze sobą tyle ognia, co pierwszy epizod suity „Incantations“. Brzmienia są doskonale wyważone, muzyka jest niebywale głęboka, a podobnie intrygujące i świeżo brzmiące polifoniczne pasaże udało się jeszcze wyczarować bodajże tylko Klausowi Schulze w rewelacyjnej kompozycji „Ludwig II. von Bayern“ z albumu „X.“ (1978). W pewnym momencie włączają się trąbki, dyskutujące ze sobą jak w najprawdziwszym koncercie Telemanna, gitara trawestuje odegrany przez nie motyw, po czym zamarkowany zostaje wyrazisty rytm ze znakomicie podbitym basem i subtelnym, migotliwym syntezatorowym tłem – wszystko to stanowi akompaniament dla żeńskiego chóru snującego zachmurzoną, przetykaną tylko pojedynczą słoneczną nicią, pieśń. Orkiestra milknie zupełnie, pozostawiając na scenie aranżację kojarzącą się z dynamicznymi fragmentami młodszej płyty „Platinum“. Gdy pieśń umilknie, powrócą rozśpiewane flety dyskutujące do utraty tchu na tle orkiestrowego ostinata opartego na „utykającym“ metrum. Część druga rozpoczyna się kipiącym, pulsującym pogodnie tematem, który brzmieniowo bardzo kojarzy się z później napisaną przez Oldfielda kompozycją „QE2“. Syntezator przeciąga się wesołymi tonami na tle bulgoczącego arpeggia instrumentów elektronicznych operujących niższymi rejestrami, po czym wszystko nagle milknie niemal zupełnie i pozostają tylko prężące się kocie grzbiety smyczkowego arpeggia, dobiegającego gdzieś z daleka, jakby z innego snu. Na takim tle, akcentowanym bardzo subtelnie westchnieniami perkusyjnymi, gitara łka swój temat balansujący między systemem durowym i mollowym – za wrzosową mgiełką kaczki pławią się w stawie, próbując dotrzeć do porośniętej pokrzywami i kraśnymi makami fantomowej wyspy. Samotny flet podchwytuje gitarowy temat i krótko improwizuje na jego bazie, po czym prowadzi do przetworzonej pieśni z części pierwszej: mieszany chór brzmi teraz bardziej jak u Carla Orffa niż jak na płycie „Platinum“. Wreszcie na scenie pozostaje tylko hipnotyczny puls afrykańskiej sekcji rytmicznej, towarzyszący Maddy Prior snującej niekończącą się opowieść o mistycznym i wieloznacznym jak zwykle u Oldfielda tekście. W części trzeciej spotykają się w fascynujący sposób trzy muzyczne style. Przede wszystkim rozbrzmiewają tu trawestacje irlandzkich tańców ludowych oraz motywów typowych dla muzyki renesansowej; druga odsłona tej części to rewelacyjna, brawurowa improwizacja gitarowa na tle syntezatorowo-orkiestrowego ostinata, znakomity oldfieldowski przyczynek do stylistyki grupy Ashra. Trzecia odsłona to art-rockowa impresja oparta na posuwistym rytmie, bazująca na zdecydowanym pulsie swingujących nieco organów – tu gitara ma pole do popisu w nieco bardziej kąśliwym, przybrudzonym stylu. Rytmiczna struktura kojarzy się nieco z epizodem „Człowieka z Piltdown“ z drugiej części suity „Tubular Bells“ (1973), z drugiej strony otwarta zostaje droga agresywnym, rockowym epizodom albumów „Platinum“, „Five Miles Out“ i „Discovery“. Część ostatnia rozpoczyna się jednym z najbardziej fascynujących motywów w dyskografii Oldfielda – szkoda, że ten oniryczny wstęp trwa tak krótko. Atmosfera tej introdukcji znakomicie koresponduje z ilustracją zdobiącą okładkę; dosłownie widać, jak fale obmywające samotne skały pod rozerwanym sklepieniem nabrzmiałego nieba odgrywają swe tęskne pieśni! Nieco podobny klimat uda się jeszcze Oldfieldowi wyczarować w utworze „Mont St. Michel“ na lp. „Voyager“ (1997), poza tym impresja ta ma w sobie coś z zagadkowego nastroju sennych impresji instrumentalnych Davida Bowie i Briana Eno z albumów „Heroes“ i „Low“. Po tym pachnącym morską solą i skorupiakami wstępie odzywa się przetworzone ostinato z części pierwszej, zaaranżowane na wibrafony i miękko, metalicznie brzmiące syntezatory. Impresja toczy się w identycznym stylu, choć zmienionej aranżacji, jak na początku albumu – po czym nagle wkrada się znienacka mrukliwy riff gitary basowej, zbójecko łypiący na słuchacza ponad intrygującą ścieżką instrumentów perkusyjnych i różnorakich przeszkadzajek. Na takim brunatnym, skalistym tle Oldfield wygrywa jedną z najlepszych gitarowych solówek w swojej karierze – przy tym fragmencie ciarki chodzą po skórze, niezależnie od tego, ile przesłuchań tego albumu ma się już za sobą. Potem jeszcze raz pojawi się wibrafonowy motyw, zaczepiany jednak bezczelnie przez coraz częstsze wejścia gitary, aż niezwykły, brunatny motyw zagości na scenie jeszcze raz. Muzyka nagle milknie i po niespełna sekundowej pauzie odżywa w parafrazie pieśni Maddy Prior – tym razem obok jej głosu słychać znów tylko wibrafony, brak już hipnotycznej, błotnistej perkusji i dodatkowych instrumentów. Solo gitarowe powtarzające „brunatny“ motyw powraca w zwolnionym tempie i całą suita doproawdzona zostaje do końca. Nie do wiary, jak szybko potrafi minąć godzina i dwanaście minut…

Igor Wróblewski
Tagi albumu: Oldfield Mike | Incantations , Universal Music, Mike Oldfield, muzyka elektroniczna, ambient, Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jarre, electronic music, Kraftwerk