2 279 wydawnictw w ofercie 88% albumów dostępnych od ręki 27 377 próbek utworów 1 391 recenzji płyt 12 129 zrealizowanych zamówień 2 808 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...
Wydany w 1986 roku album to oryginalne zestawienie ścieżek dźwiękowych z roku 1973, stworzonych w okresie między Atem a Phaedrą i ostatecznie niewykorzystanych, z nowymi brzmieniami noszącymi już wyraźne znamiona stylu TD w tzw. Błękitnych Latach. Oto ciekawe połączenie pierwiastków amorficznego krautrocka i kosmicznego ambientu z gładkością i melodycznością postberlińskiego już raczej sekwencjonowania.
Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player.
Pobierz i zainstaluj.
Wydany w 1986 roku album to oryginalne zestawienie ścieżek dźwiękowych z roku 1973, stworzonych w okresie między Atem a Phaedrą i ostatecznie niewykorzystanych, z nowymi brzmieniami noszącymi już wyraźne znamiona stylu TD w tzw. Błękitnych Latach. Oto ciekawe połączenie pierwiastków amorficznego krautrocka i kosmicznego ambientu z gładkością i melodycznością postberlińskiego już raczej sekwencjonowania. Pamiętam, że nie mogłem doczekać się, aż w jakimś sklepie uda mi się wreszcie dopaść album Green Desert upragniony od czasu, gdy dowiedziałem się, iż zawiera nagrania z 1973 roku; moim najulubieńszym albumem TD od zawsze była płyta Atem i byłem niezmiernie ciekaw, jak brzmią nieznane owoce sesji datowanej na okres, z którego pochodzi ten album. Prawdopodobnie dlatego, że tak nastawiałem się na oryginalne, nieobrobione nagrania, album tak kolosalnie mnie podówczas rozczarował: z atmosfery Różowych Lat nie ostało się praktycznie nic, za to najwyraźniej nowo dodane sekwencje i konstelacje akordowe brzmiały niestety już nie tak magicznie jak na albumach White Eagle czy Poland. Dokonano tutaj podobnego zabiegu, jakiego i do dziś nie może sobie odmówić Edgar Froese remasterujący (i niestety nie tylko remasterujący) swe solowe nagrania: połączono śladowe ilości ścieżek oryginalnych z nowymi, mało przy tym niestety atmosferycznymi. Kolejne przesłuchania Green Desert pozwoliły mi jednak stwierdzić, iż nie jest to aż taki zły album; szczególnie tytułowy, ponad 19-minutowy utwór robi spore wrażenie za sprawą hipnotycznego, leniwego rytmu perkusji, psychedelicznych partii gitar oraz tlących się na dalszym planie niepokojących elektronicznych ogników. Pozostałe kompozycje są nieco bledsze, ale nie sposób odmówić im pewnego uroku, szczególnie White Clouds z harmoniami i brzmieniami w stylu Kitaro ma bardzo dużo wdzięku, potęgowanego jeszcze przez kontrastową, a przy tym świetnie do całości pasującą kipiącą, rozhuczaną ścieżkę perkusyjną. Naprawdę szkoda jednak, iż ocalałe w archiwum zespołu fragmenty potraktowano tutaj tak zachowawczo: na dobrą sprawę trudno dosłuchać się tutaj jakichkolwiek elementów, które zdradzałyby, iż wywodzą się z okresu Atem Popatrzmy jednak na rzecz inaczej: jeśli Słuchacz polubił (skądinąd przecież świeży i naprawdę udany) album Le Parc, a przy tym generalnie woli melodyjniejszą stronę mandarynkowego sekwencjonowania od wczesnych eksperymentów grupy, na pewno nie będzie miał powodów do narzekania. Po ostatecznym namyśle gotów jestem dać Green Desert 7 punktów w skali do 10.