2 279 wydawnictw w ofercie 88% albumów dostępnych od ręki 27 377 próbek utworów 1 391 recenzji płyt 12 129 zrealizowanych zamówień 2 808 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...
Ta wydana w 1986 roku niespełna 50-minutowa płyta przynosi nagrania koncertowe z roku 1980. Jest to bez wątpienia jedna z najlepszych płyt Mandarynkowego Snu nie tylko spośród albumów koncertowych, lecz w obrębie całej dyskografii berlińskiej grupy. Zespół prezentuje między innymi brawurowe odsłony wątków wykorzystanych na longplayu Tangram, pojawia się tu jedna z najbardziej popisowych gitarowych partii solowych Edgara Froese, nie brak też malarsko-sugestywnych detali aranżacyjnych
Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player.
Pobierz i zainstaluj.
Ten materiał znalazł się najpierw bez tytułu na LP zawierającym dwie suity Quichotte Part 1 i 2 - wydany
przez wschodnoniemiecką Amigę - a kiedy jej prawa do niego wygasły w 1986 nowa wersja zaistniała w wytworni Virgin na cd jako Pergamon. Szczerze mówiąc ten winyl kurzy się gdzieś u mnie w piwnicy jaki i inne winyle i nie pamiętam (może ktoś podpowie?) czy te dwie pozycje czymś się różnią - wyczytałem że niby remiksowano tą na cd.
Bardzo ciekawa pozycja w dorobku TD z przyczyn także pozamuzycznych - materiał to wycinek z koncertu w
Pałacu Republiki w NRD-owskiej części Berlina, tutaj odbywały się zjazdy partii i różne agitki - w tym
miejscu pierwszy raz komunistyczny rząd zezwolił na koncert zespołu ze zgniłego moralnie Zachodu. Po
drugie to debiut koncertowy Schmoelling'a w TD (31.01.1980). Froese zwierzał się w wywiadzie, że nie
chciał z tego robić politycznego wydarzenia a jedynie dać ludziom dobry koncert. Przebieg przydziału
biletów kojarzy się mocno z koncertem w Pekinie JMJ - większość biletów otrzymali partyjni bonzowie i ich
świty z rodzinami - reszta biletów dla zwykłych ludzi rozeszła się w pięć minut...
Najbardziej cenię sobie część pierwszą - fortepianowe intro to jedna z piękniejszych solówek TD - zagrał
ją Schmoelling wyśmienicie, wprowadza element błogiej zadumy... potem już odważniej, z towarzyszeniem
sampli by znowu się wyciszyć - bardzo piękny fragment. Potem już dochodzą do głosu syntezatory i płynie
typowo berlińskie brzmienie, trudno tu coś wyróżnić, całość jest na równie dobrym poziomie.
Jak dla mnie trochę odstaje część druga której większość sprawia wrażenie trochę przynudnawej albo
inaczej - nie za wiele wnoszącej do gatunku.
Dariusz Długołęcki
Płytę otwiera wyrazisty motyw fortepianowy zbudowany na intrygującej sekwencji poczerniałych akordów. Krótka parafraza o wyrafinowanej kolorystyce prowadzi do chwytliwego, optymistycznego wątku, który zdobi pierwszą część suity Tangram, pojawiając się mniej więcej w jej połowie. Don Kichot odkłada na bok swoje zakurzone rycerskie księgi, by z dumną mina samemu przywdziać zbroję i hełm, po czym dosiąść wyschniętego, zrezygowanego konia jawiącego mu się jako najprzedniejszy rumak. Bohaterowi opowieści Quichotte przy jego wyjeździe w świat towarzyszy słońce i bezchmurne niebo. Krzywe płoty obejść ciągną się fortepianowymi motywami, ścieżka wybrukowana jest motoryczną syntezatorową sekwencją. Stopniowo nadciągają pierwsze chmury, rozsmarowywane kwaśnymi plamami instrumentów klawiszowych na tle mętniejącego nieba. Sceneria nabiera posiwiałych, przyciemnionych kolorów niczym z obrazów Rembrandta. Sekwencery mżą mollowymi promieniami, gęstnieje linia basu, utwór wpada w coraz bardziej dynamiczne rozkołysanie. Między 11. a 12. minutą dociera do uszu Don Kichota terkot wiatraków, z którymi przyjdzie mu stoczyć bitwę na śmierć i życie. Niepomny na ostrzeżenia swojego towarzysza dosiadającego markotnego osła, Don Kichot rusza do boju w takt wspaniałych arpeggiowych sekwencji wygasających echem upartych mollowych akordów, padających ciężkimi kroplami trochę podobnie jak w tle utworu Cloudburst Flight (Force Majeure, 1978). Walka jest nierówna szerokie ramiona wiatraków obojętnie wymierzają ciosy coraz bardziej strudzonemu bohaterowi, który w końcu pada jak bez życia, wzniecając tumany oszołomionego pyłu
Pośród tej zwolnionej, osowiałej pylnej zawiei rodzi się druga część utworu; unoszące się coraz wyżej kłęby elektroakustycznego, amuzycznego kurzu prowadzą wkrótce słuchacza do pogodniejszego pasażu. Niestrudzony Don Kichot zażył wspaniały balsam na gojenie wszelkich ran i gotów jest, by przeżywać dalsze przygody w Mandarynkowym Świecie. Napotkana grupa życzliwych bohaterowi ludzi pozoruje kolejne walki, w których Don Kichotowi przyjdzie okryć się chwałą. Syntezator intonuje dynamiczny, prężny, akordowy motyw, w takt którego pobłyskuje chwacko miska golibrody, nie będąca przecież żadną miską, tylko wspaniałym hełmem Mambryna: Edgar Froese szarpie struny lekko przesterowanej gitary i rozpoczyna się długa, triumfalna, nieco gniewna solowa partia improwizowana, opowiadająca kolejne zdania o Don Kichocie na tle upartej, żywej rytmicznie sekwencji. Utwór dobiegnie końca właśnie w tym euforycznym nastroju, zmierzając do zbudowanej z eleganckiej sekwencji durowych akordów podniosłej konkluzji Krótki szum oklasków Apoteoza obłędu bohatera muzycznej opowieści, czy podziw dla rychłego otrząśnięcia się z szaleństwa?... Tak czy inaczej, teraz ajlepiej włączyć płytę jeszcze raz od początku