Napisz do nas
   


Kategorie

NAJBLIŻSZA WYSYŁKA:

poniedziałek 29 maja
czwartek 1 czerwca

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2346 wydawnictw w ofercie
1739 dostępnych natychmiast
33070 próbek utworów
2084 recenzji płyt
21356 zrealizowanych zamówień
4304 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Kraftwerk

(28 albumów)
123 Następna strona Ostatnia strona
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Kraftwerk | 3-D the Catalogue

    Kraftwerk | 3-D the Catalogue

    Nowość

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1Blu-ray+1DVD


    118,39 zł
  • Kraftwerk | 3-D the Catalogue

    Kraftwerk | 3-D the Catalogue

    Nowość

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 4Blu-ray


    728,18 zł
  • Kraftwerk | 3-D the Catalogue

    Kraftwerk | 3-D the Catalogue

    Nowość

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 8CD


    253,28 zł
  • Karl Bartos | Off The Record

    Karl Bartos | Off The Record

    Kim jest Karl Bartos, wiadomo. Niegdysiejsza 1/4 składu Kraftwerk nie próżnuje, co i raz wydając album który sprawia radość u fanów muzyki elektronicznej. Bartos był członkiem grupy w latach 1975-1990. I to słychać, bo muzyka z tej płyty nawiązuje do klasycznego okresu działalności grupy. Płyta Off The Record jawi się wręcz jako dziedzictwo wobec tego wszystkiego, co Bartos zdziałał dla muzyki elektronicznej. Jego "robotyczne" elektro miesza się z dźwiękowymi eksperymentami, zabójczo przebojowymi melodiami, rytmami wybijanymi przez poczciwe automaty perkusyjne. Do tego Bartos nader często przepuszcza swój wokal przez vocoder, niczym za starych, dobrych "kraftwerkowskich" czasów. Tych 12 doskonale zagranych i wyprodukowanych utworów, ma szansę po raz kolejny wejść do kanonu muzyki elektronicznej. Począwszy od singlowego Atomium, niesamowicie przebojowego Without Trace Of Emotion, poprzez nostalgiczny The Tuning Of The World, Bartos nie zawodzi. Wszędzie unosi się duch "inżynierów z Düsseldorfu", który nadaje odpowiedni ton tej muzyce. Już sama biało-czarna okładka z "robocią" podobizną Bartosa, mówi chyba wszystko. Doskonały album ikony elektroniki, którego absolutnie nie wolno przegapić.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    65,87 zł
  • Kraftwerk | Trans Europe Express (japan)

    Kraftwerk | Trans Europe Express (japan)

    Zdecydowana większość uważa że niemieckie wersje płyt

    Kraftwerk

    (chodzi o śpiew) dużo lepiej wkomponowuje się w robotyczno - mechaniczną muzykę, swoiste odzwierciedlenie ambicji wykreowania przez grupę muzyki, która miała być czymś odrębnym, nie kolejną kalką, kopią muzyki anglosaskiej a czymś kojarzącym się z Niemcami. Ostre, przenikliwe dźwięki z twardym wyraźnym niemieckim nadają całości jeszcze większego znaczenia niż z miękkim, rozlazłym angielskim.
    Europe Enless - ku zaskoczeniu fanów Radioactivitat słyszymy taneczny rytm, sekcja rytmiczna stara się odwzorować dźwięki charakterystyczne dla jadącego pociągu, imitację brzmienia wybijaną perkusją. Wokół tego chwytliwego wzoru owijają się urokliwe tekstury z syntezatora i pojawia się wokal ze zwokoderyzowanym refrenem wytwarzając dodatkowe harmonie. Tekst roztacza wizję tego co widzimy za oknami pędzącego składu - parki, pałace, hotele, góry, lasy, rzeki, rzeczywistość i pocztówki. Teksty w utworach są proste ale zarazem bardzo przemyślane. Nie ma tu silenia się na liryki i poezję lecz rzeczowość (też zapewne strategia zespołu związana z emploi), która ma zarazem podwójne dno. Każde ze słów - haseł, np. w tym utworze wpływa niesamowicie na wyobraźnię, która buduje u nas różne obrazy. Zwróciłbym też uwagę na duży podkład ironii, którą wydobywają już na etapie zestawienia słów - w wersji niemieckiej rzeczywistość, angielskiej prawdziwe życie i pocztówki co jasno daje nam do zrozumienia prawda jest zupełnie inna niż podkoloryzowane zdjęcia dla turystów. Kogo zaś tekst umieszcza w centralnym miejscu jako pasażera owego Expressu mówi ostatni apostrof - elegancja i dekadencja. Czyli roztoczona jest wizja jazdy pociągiem przez stereotyp europejskiego dandysa, snoba celebrującego widoki na zewnątrz. Chwytliwa melodia, dobre riffy syntezatorowe powodują że tą balladę słucha się bez wysiłku niemal hipnotycznie ale nigdy nudnie. Europe Endless wskazuje na ciąg dalszy eksploracji obszarów wyznaczonych w Autobahn; tematu podróży środkiem lokomocji a minimalistyczno - mechaniczny kierunek poszukiwań zespołu jako wówczas wiodący.
    Spiegelsaal. Opowieść portretująca nowoczesnego narcyza urzeczonego własnym pięknem i złapanego w pułapkę rozmyślań o samym sobie. Nowoczesna wersja portretu Doriana Gray'a. Straszliwy los zakochanego w sobie człowieka podkreślono wolnym rytmem, ponurym, dekadenckim wokalem, głuchymi brzmiącymi niczym wlekące się kroki perkusacjami rodem z horroru, co otoczono minimalistycznymi sekwencjami syntezatorowymi. Swoisty krytycyzm staromodnego dandyzmu, to ze swymi przeraźliwymi dźwiękami najmroczniejszy utwór i prototyp elektro popu wykorzystany zresztą przez grupę tego nurtu, Siouxsie and the Banshees jako cover.
    Schaufensterpuppen. To nic innego jak manifest manekinów, pigamlionowska historia o tym jak manekiny z butiku ożywiają i idą na imprezę potańczyć. Mamy kontynuację rytmu naśladującego pociąg (mimo że temat podróży jest zarzucony) z tym ze tempo zdaje się szybsze ale dalej mamy do czynienia z oszczędnością w dźwiękach. Realizm opowieści podkreślają efekty np. gdy mowa o zbiciu szyby wystawowej słyszymy tłuczone szkło, śpiew zaś wydaje się być momentami na pograniczu histerii, strachu a może zdumienia?. To chyba pierwsza próba

    Kraftwerk

    uczłowieczenia imitacji człowieka co później rozwinie się na płycie Die Mensche Machine. Trudno dociec czy powinniśmy się bać takiego stanu rzeczy czy przyjąć go jako wyznacznik przyszłości. Ten prekursor Das Modell był zapewnie inspiracją dla amerykańskiej komedii Mannequin gdzie wykorzystano pomysł z ożywieniem na wystawie manekina rodzaju żeńskiego... Jako ciekawostka

    Kraftwerk

    na rynek francuski Manekiny wydał zaśpiewane w tym języku jako Les Manneqiuns. Francuski oddział EMI przygotował płycie dość nietypową promocję. Co potem wspominał

    Karl Bartos

    : "Wytwórnia płytowa wynajęła pociąg z wagonami w starym stylu z lat trzydziestych, który miał przejechać z Paryża do Reims. Podczas podróży dziennikarze mieli możliwość wysłuchania płyty. W momencie kiedy dojechaliśmy do Reims i złożyliśmy wizytę w jednej z najsławniejszych winiarni w Szampanii, wszyscy dziennikarze byli już pijani."
    Trans Europa Express Tak jak Europa Endlos jest bardziej o podróży poprzez krajobrazy tak Trans Europa Express jest obrazkiem z eskapady poprzez zurbanizowane rejony Europy. Słowa są po części reportażem i ilustracją z podrózy. Spotykamy się więc na Champs-Elysees, opuszczamy Paryż, jedziemy na kawę do Wiednia, bezpośrednio bez przesiadek, docieramy do Dusseldorfu, miasta kojarzonego zawsze z

    Kraftwerk

    . Jak napisał znany kraftolog Tomasz Wójcik taka podróż TEE jest niemożliwa, ale bardziej chodzi tu o stworzenie pewnej atmosfery kosmopolityzmu i postrzegania Europy jako wspólnoty bez granic, idei zjednoczenia jej w jeden organizm. Podkreśla to też przywołanie postaci Iggy Popa i Davida Bowie, którzy rezydowali wówczas w popularnych wtedy wśród muzyków Niemczech (temat ten przywołał Pop w hicie I'm Passenger). Ten hymn lokomocji to zwiewny, elegancki, rodzaj wielkiej podróży na syntezatory. Niesamowite obrazy kreowane syntezatorami wyrażają się dryfującymi sekwencjami i sennymi podkładami wyczarowującymi różne wizje. Mijanie stacji symuluje efekt czasu rzeczywistego jak i inne typowe dla podróży dźwięki imitujące kołyszący ruch i uporczywe jechanie naprzód i rytm naśladujący kola pociągu. Utwór ten przechodzi w płynny sposób w swoistą kodę tematu w utworach Metal Auf Metal i Abzug (wersja angielska łączy te dwa utwory jako Metal On Metal) gdzie dodano do intensywności i monotonii podkładu agresywną sekcję perkusyjną. Powracające wybuchy keyboardowych orkiestracji kontrastują z vokoderyzowanymi chórami, które nasycone są robotyczno-plastikową ekspresją. Utwór kończy się ostrym dźwiękiem hamującego pociągu. Kolejna rzecz zapadająca w pamięć co przełożyło się na wykorzystanie go chociażby przez Afrika Bambaataa, która zrobiła z tego taneczny hit Planet Rock.
    Franz Schubert. Zmiana tematyki. Imponujący hołd, ekscentryczny ale szczery demonstrujący łatwość w tworzeniu melodii. Krótki instrumentalny takt powtarzany na okrągło splatają przypominające klasyczną muzykę pasaże.
    Endlos Endlos - rodzaj repryzy konkludujący album. Pojawia się jako melancholijne przypomnienie, że obecny świat jest już całkiem inny niż ten sportretowany.

    Kraftwerk

    wydał tę płytę gdy w Europie szalała moda na muzykę punkową. Zaskoczył tym że był lepiej przyswajalny niż pełen eksperymentów formalnych Radioactivitat i tym że kontynuował temat podróży mechanicznymi środkami lokomocji zaczęty w Autobahn. Zapewne wielu sądziło że skoro z samochodu przesiedli się do lokomotywy następny w kolejności powinien byś prom kosmiczny... Udowodnili tu także że nie tylko posiadali znakomite techniczne zdolności wygenerowania ciekawych dźwięków ale i zrealizowali się jako muzycy tworząc melodyjne utwory , z prostszymi strukturami wymieszanymi z technologią. Rytmy, wokale, melodie wciąż porywają słuchacza mimo upływu lat. Uważam, że to archetypiczny album wyznaczający to co w muzyce

    Kraftwerk

    najbardziej rozpoznawalne. Przeplatanie i powtarzanie melodii, mechaniczne brzmienia, specyficzne wokale. Słychać już tu przeświadczenie zespołu jaka ścieżką powinni podążyć; to co wyróżnia album jest zwartość melodyczna, pewna konsekwencja która jest bardziej widoczna niż przy Autobahn. Mimo, że jako płyta koncepcyjna w konfrontacji z Autostradą wydaje się chybiona (mamy zbyt wiele wątków pobocznych - manekiny, Dorian Gray, Schubert) to jednak oferuje rozwinięty, bardziej wyszukany schemat, świetną mieszankę minimalizmu, mechanicznych rytmów ,chwytliwych, zręcznie zrobionych melodii. Odtąd ich utwory nabiorą bardziej tanecznych jakości które tu jeszcze są w pewnym stopniu są ukryte. Jest swoistym kompromisem a zarazem krokiem naprzód pomiędzy nakierowanym na technologie Radioaktivitat i tworzącym nowe pojęcie muzyki Die Mensche Machine. Album ten lokowany jest jako innowacyjny dla wielu późniejszych dokonań elektronicznych, od synth popu, new wave po electrodisco czy techno, będący inspiracją dla innych szukających natchnienia dla swych działań w otaczającym nas industrialnym świecie. Zwróciłbym jeszcze uwagę na zdjęcie członków zespołu na okładce w wystylizowanych pozach, ubranych w eleganckie garnitury. Należy je odbierać jako nawiązanie do treści zawartych na płycie. Mamy tu więc albo obraz owych snobów podróżujących po Europie najlepszych hoteli, albo widok na wystawę z upozowanymi manekinami.

    Dariusz Długołęcki



    Najważniejszym epizodem tego albumu jest niewątpliwie suita złożona z trzech części: Trans Europa Express, Abzug, Metall auf Metall. Rewelacyjnie brzmi tutaj elektroniczna perkusja, nadająca wyrazisty ton całości, idealnie naśladując stukot kół pociągu. Rytm podlega różnym brzmieniowym deformacjom, pojawiają się rozmaite metaliczne wtrącenia i dygresje, ale ani na chwilę nie zostaje zburzony jego nieubłaganie mechaniczny porządek, co oczywiście potęguje wrażenie obserwacji przetaczającego się jednostajnie - na tle coraz o innych okolic - zespołu wagonów. Warto dodać, iż charakterystyczna melodia motywu przewodniego suity najwyraźniej zainspirowała członków grupy

    Tangerine Dream

    komponujących w 1981 roku utwór Midnight in Tula (White Eagle) - wykorzystana na płycie

    Tangerine Dream

    sekwencja nie może nie skojarzyć się z pasażem na którym zbudowane jest Trans Europa Express.
    Inne motoryczne utwory z tego albumu to Europa endlos i Schaufensterpuppen. Pierwszy z nich może stanowić ilustrację podróży pociągiem, z którego okien widać zalane słońcem piękne zakątki Europy, podczas gdy przybliżona w pierwszym akapicie suita świetnie ilustruje podróż nocą, w czasie deszczu, wzdłuż wyludnionych fabryk pełnych dziwacznych, zardzewiałych urządzeń... Schaufensterpuppen natomiast opowiada o manekinach, które pod nieobecność klientów oraz nadzorców sklepu wydostają się na wolność i udają się... do najbliższego klubu, aby tam się wytańczyć. Utwór osnuty jest na bardzo chwytliwej, typowej dla Elektrowni melodii. Warto zwrócić uwagę na prosty, a efektowny schromatyzowany pasaż wkradający się między powracające uporczywie nuty głównego, nostalgicznego tematu.
    Utwór Franz Schubert (płynnie przechodzący w króciutką kodę: Endlos Endlos) jest najmniej wyrazistym fragmentem całej płyty: hołd dla znakomitego kompozytora to czteroipółminutowy kanon, w którym lekko rozmyte, rozchwiane brzmienia układają się w zanadto klarowną i oczywistą melodię powtórzoną kilkakrotnie.
    Obok tytułowego utworu największą ozdobą albumu jest niewątpliwie komopzycja Der Spiegelsaal. Napięcie jest znakomicie stopniowane, utwór brzmi zagadkowo i dość niepokojąco, szczególnie za sprawą leniwego rytmu akcentowanego tylko odgłosem kroków wybrzmiewających echem oraz za sprawą ułożonych w intrygującą melodię plam akordów. Dysonansujące smugi migotliwych brzmień rewelacyjnie odmalowują refleksy rzucane i odbijane przez niezliczone tytułowe lustra, a tekst tej kompozycji właściwie można by nazwać nawet i "filozoficznym białym wierszem"...

    Igor Wróblewski



    Kolejna pamiętna płyta niemieckich komputerowców, znana przede wszystkim ze względu na tytułowy ekspres, który przetaczał się w swoim czasie po sklepach muzycznych całej Europy. Zespół ponownie wyszedł ponad swoją epokę uprzedzając swoimi wizjami nadchodzącą cywilizację i automatyzację codziennego życia.
    Tradycyjnie już, mamy w T.E.E. adekwatne do tytułu odgłosy pędzącego pociągu, stukot kół i pisk hamulców na końcu. Ten utwór to następny klasyk legendarnej grupy, chociaż reszta nie pozostaje w tyle, szczególnie Showroom Dummies i mój ulubiony Europe Endless.
    "Ich muzyka jest bardzo niemiecka i europejska w stylu. Są jedną z nielicznych formacji kontynentu, której udało się wywrzec wpływ na Anglosasów." - mawiał o zespole

    KlausSchulze

    . Nie wypada chyba nic więcej dodawać; to wiecznie młody album.

    Michał Żelazowski

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    86,59 zł
  • Kraftwerk | The Man Machine (japan)

    Kraftwerk | The Man Machine (japan)

    Bestseller
    Die Roboter. Rozpoczyna ten utwór dźwięk jak żywo przypominający efekt zaczerpnięty z Radioactivitat - pulsujące pikanie przerwane terkotaniem zakończonym serią wysokich tonów. Można to odczytywać jako sekwencję uruchomienia, ożywienia tytułowych robotów, których rozbłysk świadomości i wytrącenie ze stanu spoczynku w ruch obrazuje przejście w imitujący te kanciaste ruchy robotyczny rytm. Po chwili dołącza się syntezator naśladujący brzmienie marszu a wokal słyszymy mocno zwokoderyzowany, w typowym dla filmów SF z lat pięćdziesiątych brzmieniu charakteryzującym wyobrażenie głosu robota. Otwarcie płyty jawi się więc jako manifestacja zawartości całego krążka - z tym że to jeszcze nie człowiek maszyna a raczej człowiek a maszyna. Hipnotyczno minimalistyczny, pełen ciągłych powtórzeń z prostą melodią i sprzężonym rytmem to rodzaj podpisu programowego w jakim kierunku zespół podąża. Skąpe linie syntezatorowe spływają bez wysiłku nieskończenie się regenerując w nieskazitelnej formule tworzenia odpowiedniego dla potrzeb grupy nastroju pełnego powściągliwego estetyzmu i ascezy. Stąd owe robotyczne niuanse zarysowywane są delikatnymi pasażami syntezatorowymi w korelacji z perkusacjami. W pewnym sensie to podsumowanie obsesji i przeświadczeń społeczeństwa lat siedemdziesiątych o przyszłości ludzkości ale w sosie międzywojennego futuryzmu i jak mogą wskazywać słowa, rosyjskiego konstruktywizmu, propagującego tą nową sztukę, jako adekwatną do współczesnego, stechnicyzowanego świata i wyrażającą fascynację techniką. W warstwie tekstu to opowieść oczami robota, który po naładowaniu baterii pełen energii funkcjonuje automatycznie i mechanicznie tańczy (motyw tańca sztucznego odpowiednika człowieka pojawił się wcześniej na TEE w opowieści o manekinach). Szczególne znaczenie mają rosyjskie słowa Ja twoj sługa, ja twoj rabotnik powtórzone kilkakrotnie i zamieszczone na okładce płyty.
    Spacelab. Słychać trzask i głuchy dźwięk wędrujący coraz wyżej po skali co kojarzy się z odliczaniem , albo nawet startem rakiety co dodatkowo potęguje coraz szybsze jego zapętlone tempo, którego finałem jest w końcu wejście na orbitę (słychać jakby dźwięk równania pozycji) i w końcu odpalenia silników, co pozwala rakiecie odważnie ruszyć naprzód. Elektronicznie przetworzony głos nie mający zbyt wiele do zaśpiewania oprócz tytułowego Spacelab tym razem podkreśla kosmiczne oblicze utworu. Całość ma wyraźnie spokojny charakter pełnego podziwu hołdu dla ludzkiego geniuszu. Romantyczny mrok Spacelab oparto na loopach i dziwnych astralnych odgłosach ilustrujących pracującą stację kosmiczną i widoki na jej zewnątrz. Spacelab ma też pewien wymiar profetyczny - w kosmosie upatrują członkowie grupy dalszy ciąg ludzkiej eksploracji a zarazem nabiera swoistej złowieszczości jeśli brać pod uwagę, że kilka miesięcy później o ziemię rozbiła się stacja Skylab. Mimo, że jest zwiewny, zadumany, z nieziemskim brzmieniem syntezatorów, to nadal rozpoznawalny jako dzieło

    Kraftwerk

    przez charakterystyczne brzmienia zarezerwowane dla tej grupy i jest równie impresywny jak poprzednik tyle że bardziej subtelny. Wytłumione dominujące syntezatorowe linie, rytm, perfekcyjna, nieskalana błędami minimalistyczna aranżacja łączą się w perfekcyjną całość.
    Metropolis. Początkowo, niczym w ambiencie linie syntezatorowe unoszą się i nakładają na siebie w wolnym rytmie bez harmonii - mamy wrażenie, że coś budzi się do życia, jakby włączano kolejne podzespoły wielkiej maszyny z pewnym wysiłkiem dochodzącej do swych pełnych mocy, które pozwalają jej w pełni sił przejść w szybki rytm pracy - czyli chwytliwy takt trwający do końca tej ścieżki. Rytmiczne sekwencje pokładu brzmią głucho, prawie archaicznie, a częstym motywem jest syntezatorowy dźwięk naśladujący syreny fabryczne. Refren w postaci tytułu utworu jest nieprzetworzony i słychać w nim swoistą nostalgiczno zadumaną nutę. Metropolis lśni perfekcją stworzenia wyalienowanego nastroju. Utwór ten w sugestywny sposób odnosi się do filmu Fritza Langa Metropolis gdzie przedstawiono społeczeństwo przyszłości uzależnione od technologii, w którym większość ludzi jest robotnikami obsługującymi bezduszne maszynerie, a ich ponury los nie jest godny pozazdroszczenia. Lang daje w tym filmie lekcję, że technika może stworzyć przepaść między ludźmi (dochodzi do buntu) ale nie należy jej lekceważyć i odtrącać (bezmyślne niszczenie maszyn w stylu angielskich robotników z początków rewolucji przemysłowej, o mały włos nie doprowadza do tragedii i zagłady całego miasta) a jedynie oswoić i połączyć z warstwą duchową, która została przez zbytnie zadufanie w technologię odtrącona. Utwór reprezentuje ciekawą kombinację intensywnego, futurystycznego nastroju z melancholią i nostalgią, precyzyjnie oddając atmosferę przedstawionego przez Langa miasta, jego dźwięki i widoki.
    Das Modell. Klasyk. Taneczny rytm snuje się jakby od niechcenia jednostajnym zapętleniem z wielokrotnie powtarzanymi kolejnymi syntezatorowymi ozdobnikami, zmienia się jedynie tekst tej, nie bójmy się tego powiedzieć, piosenki. Ten utwór według mnie muzycznie jest najsłabszym ogniwem płyty a zarazem najbardziej kojarzonym utworem który furorę zrobił na listach przebojów trzy lata później. Ów szkic charakterologiczny to cyniczne spojrzenie na blichtr efektownego stylu życia zainspirowany nieosiągalnym obiektem marzeń tłumów chcącym być w centrum uwagi mediów niczym owo ucieleśnienie targowiska próżności jakie przedstawia świat mody. Fascynujące studium charakteru zakłada, że modelka jest najlepszym przykładem człowieka maszyny łączącego piękno ze sztucznymi emocjami (uśmiecha się od czasu do czasu), człowieczeństwo z bezmyślnym skupieniem maszyny (trzeba tylko kamery aby zmienić jej zdanie). Może się wydawać że nie powinna znaleźć się na albumie o futuryzmie ale wyraźnie kontynuuje temat z Die Roboter, opowieść o ludzkiej kondycji w nowoczesnych czasach. Ironiczne spojrzenie na wysoko opłacane "bezduszne" modelki zachowujące się jak automaty, stało się klasykiem na miarę Fashion

    Bowiego

    - komentującym modny styl życia. Przy czym klarowność ironicznego przekazu jest większa w wersji niemieckiej niż angielskiej. W konfrontacji z późniejszą falą electro popu utwór ten brzmi dziś archaicznie ale to on dał kierunkowskaz tego gatunku, jest jego podwaliną, ba od niego właśnie ukuto termin elektro pop. To pionierskie dokonanie doczekało się dziesiątków coverów śpiewanych przez przeróżne osobowości - od gwiazdek porno po spadkobierców ich ironii, królów ciężkiego brzmienia

    Rammstein

    . Co więcej muzyka z "modelki" na stałe weszła do kanonu... pokazów mody czyli blichtr wyśmianie jego zaadaptował bezkrytycznie na swoje potrzeby jako ikonę mody.
    Neon Licht epickie sentymentalne studium miasta. Mój zdecydowany faworyt na tym krążku przyciąga uwagę przede wszystkim piękną syntezatorową solówką graną w interludium powtarzaną później pod koniec utworu, podbudowaną mieszanką różnych ozdobników i nastrojowym, magnetyzującym wokalem kreślącym słowami bardzo ogólny obraz - błyszczące światła neonów, kiedy nadchodzi noc miasto oblewa się sztucznym światłem - te oszczędne słowa pozostawiają resztę naszej wyobraźni prowadzonej przez generowane na keyboardach kolejne dźwięki. Spokojny rytm, jak zwykle na instrumentach perkusyjnych brzmi kojąco i zarazem wyłamuje się z koncepcyjnego charakteru płyty. Muzyka uchwyciła migoczący portret oświetlonego miasta, przedstawienie uroku urbanizacji gdzie szczególnie warte uwagi jest sześć minut instrumentalnej kody. Introspektywny tekst wyraża poczucie poważania dla wspaniałego widoku miasta ze świateł, cześć dla sposobu w jaki ludzkość może kontrolować swój świat. Najbardziej efektowny utwór gdzie za pomocą prostej linii melodycznej i banalnego tekstu osiągają niesamowity efekt.
    Die Mensch Machine. Prawdopodobnie najbardziej minimalistyczny utwór brzmiący jak przeróbka

    Glassa

    na piosenkę pop. Wokale są powściągliwe, bezstronne, imitując swoim brakiem emocjonalności przypuszczalny śpiew maszyny. Monotonia brzmienia, powolność, naśladowanie dźwiękiem i zwokoderyzowanym głosem jakiejś uporczywie wykonywanej na okrągło czynności ubarwianej tylko zestawem ozdobników kojarzą się z pracą właśnie tytułowej maszyny. Prostota melodii pretensjonalny, bezużyteczny rytm bez harmonii jest logicznym i spójnym odzwierciedleniem tendencji albumu. Interpretacja jest trudna gdyż zespół jakby relacjonuje swój ogląd spraw ale na tyle bezstronnie aby nie można określić jednoznacznie jakie stanowisko zajmują - ten ukryty komentarz socjalny człowiek maszyna to istota lub obiekt - czy odczytywać jako mroczną przepowiednię zagrożenia, czy jako pochwałę tego stanu rzeczy? Wszak śpiewają, ze to pseudo ludzka istota ale zarazem super istota...
    Koncepcję albumu, zarówno w sferze tekstowej jaki i wizualnej wykorzystano do stworzenia robotycznego image. Dla wzmocnienia całego konceptu skonstruowano bowiem roboty na podobieństwo każdego z członków grupy odzwierciedlając technologiczne wizje człowieka maszyny. Lalki te oficjalnie zaprezentowano podczas prasowej konferencji w Paryżu, gdzie prawdziwi artyści wmieszali się w tłum na scenie ustawiając kukły. Te manekiny wykorzystywano od tej pory na koncertach i stały się swoistą wizytówką grupy. Zaskakuje bardziej stylowe, dźwiękowe środowisko będące rezultatem cierpliwego rozwoju i poszukiwań nowej estetyki w ich muzyce. Otwarli ważny rozdział w genesis elektroniki gdzie istotną rolę odgrywa prosta industrialna monotonia spleciona z na pół epickimi strukturami melodii w neoklasycznym duchu, skonstruowanych tak że mimo długości i jednostajności nagrań, te nie nużą. To jeden z najlepiej zrealizowanych w historii muzyki albumów koncepcyjnych, deklarujący kombinację muzyki ze sztuką, osadzony w fantastyce naukowej kontemplującej korelacje między ludźmi a technologią ale przede wszystkim wpisujący się w nurt czerpania z tradycji przedwojennego postrzegania świata - w TEE było to przywołanie kolei żelaznej czasów dandysów we frakach tutaj zamiast wizji high tech przyszłości mamy ramotę technologii widzianej oczami Wellsa czy Czapka, poprzez pryzmat ówczesnych tendencji artystyczno filozoficznych, idei futuryzmu i konstruktywizmu postulujących próbę fuzji ludzkiego ciała z technologią, połączone z kultem tej ostatniej. Tytuł określa centralną ideę wokół, której cały album jest oparty czyli bada koneksje człowiek a maszyna w nowoczesnym społeczeństwie uwidaczniając ją mocno w tekstach jak i w formie kompozycji naśladujących mechaniczność. Filozoficzne przesłanie odsłania stopniową dehumanizację ludzkości i sztuki po części. Z jednej strony robotyzacja ilustruje triumf intelektu i perfekcję ludzkiej wiedzy z drugiej zagubienie emocjonalne i utratę duszy. Prymitywne riffy syntezatorowe znakomicie korelują z tą tematyką. Album ten jest zarazem jednym z najbardziej wpływających na rozwój nowych gałęzi muzyki. Ma potężny, pionierski wpływ na ruch synth pop, czy new romantic w stylu Gary Numana (choćby Cars). Mniej minimalistyczny w aranżacjach, bardziej kompleksowy i taneczny w podstawowych rytmach, dający balans pomiędzy eksperymentem a komercją, zaskoczył po świetnej Trans-Europe Express po której jako prawie niewykonalne zadanie jawiło się wydanie jeszcze lepszego albumu w niecały rok po premierze TEE, biorąc pod uwagę czasochłonne koncentrowanie się grupy na detalu i perfekcji aranżacji. Do dziś zadziwia minimalistyczny rdzeń i prostota melodii, oszczędność i treściwość słowa w tekstach układające się w arcydzieło formy wyrazu. Owo gładkie, akuratne i zimne i zarazem bardzo atrakcyjne brzmienie, nadal dynamiczne i witalne, ów klinicznie czysty dźwięk oblany sosem ironii nie zaprzestał dostarczać do dziś emocji, kolejnym adaptującym ją trendom muzycznym chcącym dorównać zwartej całości tego dzieła. Dzisiejsze techno (techno-logia) wywodzi swe korzenie z tych dźwięków stających się inspiracją dla kolejnych pokoleń zafascynowanych nowoczesnymi objawami życia wyrażanymi za pomocą muzyki. Co do przesłania - fascynacja technologią, mechanizacją raczej ironicznie ucieleśnia bardzo subtelne przesłanie sugerujące jednak ważność nadrzędną człowieczeństwa. Zwróciłbym tu uwagę na okładkę. Dość szokujące zdjęcie przedstawiające członków grupy jako nienagannie ubranych w czerwone koszule ozdobione czarnym krawatem, w spodniach przypominających wojskowe bryczesy, schludnie ogolonych i uczesanych jednoznacznie wywołują w nas skojarzenie z członkiem totalitarnej organizacji spod znaku komunizmu lub faszyzmu. Podpis ja twój sługa ja twój robotnik wskazuje w zestawieniu z tym zdjęciem, że człowiek maszyna to idealny kandydat na istotę wypraną z uczuć z której można stworzyć totalitarne monstrum. Dodatkowo wzmacnia to ironia tekstu piosenki o modelce - ona staje się powoli takim monstrum, maszyną wypraną z wyższych wartości co deprecjonuje ją w oczach

    Kraftwerk

    Tak więc zamiast odczytywać płytę jako pochwałę jednak trop wiedzie ku sugestii zminimalizowania wpływu maszyn. Płyta przeszła test czasu stając się ich znakiem firmowym. Nie na darmo Francuz Pascal Bussy zatytułował ich książkową biografię Kraftwerk: Man Machine & Music.

    Dariusz Długołęcki



    Na tej płycie - stosownie do tytułu - udało się muzykom

    Kraftwerk

    osiągnąć ideał mechanicznego, futurystycznego brzmienia. Sześć prezentowanych tu utworów zostało opracowanych oszczędniej aniżeli kompozycje z wcześniejszych albumów - instrumentacje nie brzmią jednak ubożej, tylko przestrzenniej; słuchacz przywiązany do takich płyt jak Kraftwerk 1 czy - zwłaszcza - Radioaktivitat może tylko dziwić się, iż muzyka

    Kraftwerk

    została do tego stopnia wyczyszczona z niemuzycznych, pozamelodycznych brzmieniowych nieregularności.
    Die Roboter to znakomite otwarcie albumu: oparty na chwytliwym motywie i monotonnym rytmie utwór z partiami wokalnymi zdeformowanymi przez vocoder. Ciekawostkę stanowi fakt, iż charakterystyczny dźwięk rozpoczynający ten utwór został wsamplowany w mało znany, pochodzący z 1989 roku, remiks utworu Everything Counts

    Depeche Mode

    oraz… w przeróbkę Das Modell wykonywaną przez francuską piosenkarkę RoBERT. Spacelab i Metropolis to świetne, dynamiczne utwory zbudowane na wyrazistych, minimalistycznych syntezatorowych riffach i ostinatach - tu partie wokalne zostały potraktowane tylko w charakterze ozdobnika, zakłócając od czasu do czasu czysto instrumentalny porządek. Tak samo jest w tytułowej kompozycji, w której syntezatorowe chmury przesuwają się na tle "złamanego" rytmu. Głos pełni tu po prostu rolę dodatkowego instrumentu, artykułując we wszystkich trzech wymienionych utworach jako jedyne słowa tylko tytuły tych utworów (grupa powraca więc do takiego traktowania głosu, jakim rozpoczęła wykorzystywanie wokalu - mowa o Ananas Symphonie z lp. Ralf und Florian).
    Neonlicht to nocny spacer po mieście zabarwionym przez kołyszące się światła neonów. Obraz ten zostaje znakomicie odmalowany przez rzęsisty deszcz syntezatorowych iskier, układający się w coraz to inne struktury na tle posuwistego, hipnotycznego rytmu i pogodnego, wciąż odnawiającego się ostinata. To już właściwie regularna piosenka z tradycyjnie brzmiącymi zwrotkami - ale i tak najbardziej "szablonowa" a przy tym najpopularniejsza piosenka to Das Modell. Jest w tym utworze coś, co sprawia, że mimo programowej prostoty i niemal "nachalnej" melodyki można słuchać go wciąż od nowa. Czy tajemnica leży w brzmieniu instrumentów, czy w nośności i ponadczasowości genialnego w swej prostocie tematu melodycznego, tego nie wiem - ważne, że utworu tego, podobnie jak całej płyty, słucha się po upływie blisko 30 (!) lat znakomicie i świeżo...

    Igor Wróblewski




    Okładka jest bardzo myląca - zdjęcie czterech eleganckich panów w czerwonych marynarkach sugeruje jazzową zawartość płyty. Tytuł albumu wydrukowano w czterech językach, same utwory natomiast są śpiewane (?) po angielsku lub niemiecku, w zależności od wersji.

    R.Hutter

    ,

    F.Schneider

    ,

    W.Flur

    i

    K.Bartos

    wspomagani przez tajemniczego

    E.Schulta

    wykreowali znów niepowtarzalny komputerowy świat, którego muzyka tchnie wręcz maszynową mechanicznością i robotowatością. W tym okresie

    Kraftwerk

    kreował swój image tytułowych ludzi-maszyn, niewrażliwych na jakiekolwiek ludzkie uczucia, tworząc "muzykę dla maszyn, komputerów i cyborgów" (

    R.Hutter

    ). Nawet nieliczne partie wokalne brzmią tu sztucznie. Jednocześnie ta płyta jest chyba najbardziej znana - prawie wszystkie utwory na niej zawarte znane są do dziś: The Model, Neon Lights, The Robots czy The Man-Machine.
    Nagrania są niezwykłe, z jednej strony budzą podziw dla myśli ludzkiej i cywilizacji technicznej, z drugiej - niosą ponurą wizję przyszłego, odczłowieczonego świata robotów i maszyn... Myśląc o twórczości tej grupy, znajduję tylko jedno słowo - klasyka. Dotyczy to również tego albumu.

    Michał Żelazowski



    W słuchaniu "elektroniki" mam już prawie siedmioletni staż. Zaczynałem (po co ja to piszę?) od

    Jarre'a

    . I od

    Kraftwerk

    ... Na kwartet z Dusseldorfu nadziałem się (bardzo dobre słowo - nadziałem) w bardzo dziwny sposób, choć o tym może innym razem.

    Kraftwerk

    to zespół dobrze znany w el-społeczeństwie, ale wydaje mi się, że trochę pomijany. A może odniosłem złe wrażenie?
    Jakby nie było, dziś pozachwycamy się Człowiekiem - Maszyną, płytą która właśnie osiągnęła pełnoletniość, a więc, jak na muzykę - rzecz już nie pierwszej młodości. Die Mensch-Maschine tematycznie oscyluje tam, gdzie prawie wszystkie płyty

    Kraftwerk

    , więc gdzieś pomiędzy Człowiekiem, a Techniką. Zetknięcie tych dwóch pojęć wyraźnie fascynuje

    Kraftwerk

    i dają temu upust właśnie w swojej muzyce. Pierwszy utwór albumu - Die Roboter to ulubiony materiał na czołówki dla różnych audycji publicystycznych w radiu i telewizji. Motyw główny - cykliczne powtarzające się, młócące powietrze dźwięki sprawiają niesamowite wrażenie. Również elektronicznie przetworzony chórek

    Hutter

    -

    Schneider

    robi swoje. Klimatem i wymową utwór ten sprawia, że łatwo wyobrazić sobie ogromną halę produkcyjną z rzędami stalowych robotników pracujących dla swego pana i stwórcy. Martwe przedmioty produkujące inne martwe przedmioty... Spacelab - numer dwa - to podróż w kosmos, wprost na aseptyczne pokłady stacji orbitalnych. Melodia doprawdy niebanalna. Utwór trzeci Metropolis to hołd złożony Fritzowi Langowi, za film pod tymże tytułem - monumentalne dzieło S.F. z 1926 roku. Obawiam się, że ten kto nie widział filmu, niezbyt dobrze "znajdzie" ten utwór. Najprawdopodobniej w ogóle nie znajdzie. Numer cztery - sztandarowa produkcja - Das Modell. Utwór znany nawet przez tych, co przysięgają że o

    Kraftwerk

    w życiu nie słyszeli. Hit dyskotekowy i hit w ogóle, ale... od stycznia 1982r... Tak to Kraftwerk wyprzedził swoją epokę. Mówiąc krótko o tym utworze, o jego treści - sukces potrafi zmienić człowieka w sopel na nóżkach. Następny jest Neonlight - nocny spacer po ulicach uśpionego miasta wciąż i wciąż mrugającego neonami reklamowymi. Wreszcie tytułowy Die Mensch Maschine, wspaniały popis wprowadzający w sztuczny świat pełen stuków, trzasków i drgań. Świat bardzo rytmiczny, bardzo, ale to bardzo zmechanizowany.
    I taki właśnie jest ten album - Technika jest tu wszędzie, może z wyjątkiem Das Modell, tego śpiewanego el-cudu (w tym miejscu ślę gorące pozdrowienia dla wszystkich, którzy sądzą, że jak się połączy syntezator i głos ludzki, to nic dobrego z tego nie wyjdzie), który to el-cud, mimo swego "człowieczeństwa" doskonale tu pasuje. Może więc warto wsłuchać się w rytm Techniki, w rytm tego co sami stworzyliśmy.
    Wydana przez EMI Elektrola niemiecka wersja tego albumu, we wkładce, oprócz zdjęć zawiera pomysł bardzo miły i ciekawy: jak w chińskim teatrze cieni, na białym tle widnieją czarne sylwetki członków grupy. Niezorientowanych informuję, że od lewej stoją:

    Ralf Hutter

    ,

    Karl Bartos

    ,

    Wolfgang Flur

    i

    Florian Schneider

    .

    ABMP

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CD


    93,36 zł
  • Kraftwerk | Autobahn (japan)

    Kraftwerk | Autobahn (japan)


    Tytułowa kompozycja to propozycja o najdłuższym jak dotąd czasie trwania - co ważniejsze, w odróżnieniu choćby od 17-minutowej impresji Klingklang (z płyty Kraftwerk 2) nie jest to już zbiór luźno powiązanych ze sobą rozmaitych motywów, tylko zmyślnie skonstruowana suita, której główne tematy splatają się ze sobą, wynikają z siebie i powracają w regularny sposób. Zgodnie z sugestią tytułu, utwór jest muzycznym zapisem wrażeń z podróży autostradą. Samochód zostaje uruchomiony, wytacza się na autostradę i mknie przed siebie, unosząc słuchacza podziwiającego zmieniające się niespiesznie widoki, pojawiające się i znikające wiadukty, nadjeżdżające z naprzeciwka inne pojazdy... Właśnie ten utwór jest pierwszą "prawdziwą piosenką" Kraftwerk - w przeciwieństwie do debiutu wokalnego grupy z Dusseldorfu (mowa o Ananas Symphonie z LP. Ralf und Florian) można tu wyraźnie rozróżnić zwrotki i refren; poza tym, brzmienie głosu nie zostało tu przetworzone nie do poznania przez vocoder. Najciekawszy epizod tego utworu to chyba jednak ten fragment, w którym na tle rytmicznego ostinata niezwykle sugestywnie prześlizgują się z dopplerowskim wizgiem rozpędzone syntezatorowe samochody z naprzeciwka... Potem zaś znów wyłania się znajomy, przewodni motyw utworu i dźwiękowe szaleństwo zostaje na powrót uporządkowane w kształty zwrotek i refrenu. W charakterze żartu przytoczę wypowiedź mojego teścia, który stwierdził, iż utwór Autobahn jest istotnie znakomity do słuchania w samochodzie, ale tylko dopóty, dopóki jedzie się bez przeszkód - ledwie utknie się w korku, staje się okropny ;-) Sądzę jednak, iż mimo swoistej "programowej" monotonii na przestrzeni ponad 22 minut trwania utwór ten znudzić nie może - należy się tylko uważnie wsłuchać i przekręcić kluczyk w stacyjce swej wyobraźni...
    Kometenmelodie, impresja w dwóch częściach, stanowi pewne muzyczne rozdroże: pierwsza część wskazuje jeszcze kierunek poszukiwań z pierwszych trzech płyt Kraftwerk, choć zmasowane plany dźwiękowe są już czystsze i brak w nich nietypowych, zdumiewających odgłosów - część druga natomiast, skonstruowana na rytmicznym ostinacie podlegającym kolejnym tonalnym progresjom, bardzo melodyjna i wyrazista, zapowiada rozwiązania typowe dla późniejszych albumów. Kometenmelodie można by określić mianem "wzorcowego utworu" grupy Kraftwerk - aranżacja, rozwijanie melodii i zagospodarowanie całego planu dźwiękowego są bardzo charakterystyczne dla zespołu w tym czasie.
    Bardzo ciekawie brzmi utwór Mitternacht - jest to mój ulubiony fragment płyty. Prawie nie do wiary, jak niesamowitą atmosferę można wyczarować za sprawą umiejętnego operowania samymi barwami i niepokojącymi brzmieniami rozpalającymi się i wygasającymi w tle - przecież od strony melodycznej utwór ten to jedna, miarowo powtarzana figura melodyczna. W ciągu niespełna czterech minut trwania tego fragmentu można jednak przyjrzeć się każdemu zakątkowi świata pogrążonego w swym trwaniu o północy: muzyka odsłania przed zdziwionym słuchaczem mżące światła wielkiego miasta, pracujące mimo późnej pory tajemnicze maszyny, uśpione ptaki kołyszące się na osowiałych drzewach, rozsiewające oszałamiającą woń nocne klomby kwiatów... Wizualizacje mogą być oczywiście przy kolejnych przesłuchaniach zupełnie inne, a utwór zawsze ujawni jakieś dotzchczas niedosłyszane niuanse...
    Płytę wieńczy eteryczna, relaksacyjna miniatura Morgenspaziergang. Tutaj, przy fletowych trylach i śpiewie gwiezdnych ptaków, udaje się muzykom Kraftwerk przywołać kojącą - a przy tym enigmatyczną - atmosferę rodem z utworów takich jak Tongebirge i Heimatklaenge... Brzmienie jest bardzo plastyczne i barwne, a za niepowtarzalny czar i zwiewność utworu znów odpowiedzialna jest przede wszystkim pomysłowa aranżacja. Można tu jeszcze dodać, iż króciutki urywek jednego z wątków tego utworu powróci jak przez mgłę w utworze Radioland z kolejnej płyty, Radioaktivitaet.

    I. W.



    Zespół Ralfa Huttera i Floriana Schneidera zawsze był zaliczany do klasyków niemieckiej szkoły elektronicznej, obok Klausa Schulze, Tangerine Dream czy Ashry. W latach '70 był najpopularniejszym zespołem tego typu. Ich muzyka, chociaż tworzona całkowicie na niezwykłych wtedy instrumentach, zawierała partie wokalne, co różniło Kraftwerk od typowych instrumentalistów. Faktem jest, że wokaliz tych nie było wiele, a i te były odpowiednio "odczłowieczone". "Nasza muzyka sama śpiewa, słowa to tylko klucze do naszego świata dźwięków" - mawiał Ralf. Autobahn jest pierwszą z serii słynnych płyt Kraftwerk. Zasadniczą część albumu stanowi 22-minutowy utwór tytułowy, z chwytliwym motywem przewodnim, radosnym nastrojem i przetworzonym śpiewem. Jeden z niezapomnianych klasyków wczesnej el-muzyki, pełen optymistycznej inwencji i ciekawości, której coraz mniej w obecnych latach.
    Nieco mroczniej brzmi dalsza, już instrumentalna część płyty, szczególnie Mitternacht. Użyte w tym utworze brzmienia nadal brzmią nieco przerażajaco, chociaż minęły 23 lata! Na koniec miły Morgenspaziergang, ze sztucznym śpiewem ptaków, pluskiem wody i beztroską melodią graną na flecie.
    Warto mieć tę płytę - bije z niej niezapomniany duch pionierskich dokonań zespołu.

    Michał Żelazowski

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    94,71 zł
  • Kraftwerk | Tour de France (japan)

    Kraftwerk | Tour de France (japan)

    Ta płyta brzmi przede wszystkim świeżo i pomysłowo - a jeszcze ważniejsze jest, iż brzmi ona tak, jak gdyby grupa

    Kraftwerk

    nigdy nie usunęła się w cień by ustąpić miejsca młodszym kolegom z ich komputerami i programatorami. Tour de France - Soundtracks to po prostu album, którego duch logicznie wynika z kierunku obranego przez grupę lata temu, a jednocześnie nie sposób powiedzieć, słuchając tych nagrań, ile ów duch już liczy sobie lat... Grupa zachowała tak charakterystyczne dla swego stylu elementy jak ascetyczne partie wokalne na pograniczu melorecytacji, budowane często na atrakcyjnie brzmiącym muzycznie kojarzeniu splotów słów, takie jak mechaniczne rytmy, takie jak chwytliwe syntezatorowe riffy oscylujące najchętniej wokół pewnych ulubionych skal. Jednocześnie zaś w każdym utworze słychać, iż muzycy

    Kraftwerk

    są po prostu ekspertami w dziedzinie nowoczesnej elektroniki, aranżacje są przestrzenne i niemal eteryczne, tworzone bez najmniejszego trudu, przy czym aż chce się stwierdzić, że członkowie

    Kraftwerk

    nie tyle uważnie śledzili rozwój elektroniki na przestrzeni ostatnich lat, ile wręcz, iż nadal trzymają oni pałeczkę lidera wyznaczającego odważnie kierunki twórcom muzyki elektronicznej, a nie "postarzają" na siłę nowych brzmień chcąc siebie na siłę odmłodzić!
    Otwierającą album suitą muzycy

    Kraftwerk

    mogą śmiało wjechać na swych rowerach prosto na teren kompilacji typu Café del Mar i wnieść w nie więcej świeżego powiewu, niż goszczący tam młodzi artyści - motyw przewijający się przez tę suitę równie dobrze zresztą mógłby być ozdobą jakiejś płyty wyimprowizowanej przez

    Pete Namlooka

    do spółki z jakimś pomysłowym, pochodzącym z najmłodszego pokolenia DJ-em. Do tego wszystkiego dodać jeszcze trzeba: nie do wiary, ale przy tym wszystkim słychać, że to stara, dobra Elektrownia, nie szukająca interesujących rozwiązań, tylko znajdująca je bez wysiłku ad hoc… Atmosfera przepełniająca takie piosenki jak Vitamin, Aerodynamik czy La forme może przywołać na myśl wspomnienie takich choćby płyt, jak Attention GusGus - przy czym propozycje

    Kraftwerk

    zabrzmią nawet bardziej tajemniczo i w pełniejszy sposób niż wczesne impresje islandzkiej grupy. Faktura utworów jest niejednokrotnie ciekawie zagęszczona, po części zagospodarowana przez tak charakterystyczne dla grupy niemuzyczne efekty dźwiękowe - jednocześnie zaś warto wspomnieć, iż cała muzyka stworzona została przy pomocy skromnych środków. Rytmy proponowane przez Elektrownię i tak porywają, chociaż nie ociekają aż od najrozmaitszych odmian scratchingu bądź jakichkolwiek bardzo nowoczesnych wtrętów - muzycy

    Kraftwerk

    delektują się dorzucanymi od czasu do czasu tu i ówdzie ornamentami i przyozdabiają nimi swą muzykę z godną pozazdroszczenia fantazją.
    Miłą niespodzianką jest utwór finałowy - atrakcyjnie "odświeżona" kompozycja Tour de France ze słynnego singla wydanego między płytami Computerwelt i Electric Cafe: nie jest to ani nachalnie dyskotekowy remiks dawnego nagrania, ani oryginalna wersja sprzed lat, dorzucona tu w niezmienionej edycji przez sentyment. Dobrze może posłużyć jako analogia przykład nagrań

    Mike Oldfielda

    Tubular Bells z lat 1973 i 2003: to muzyka jednocześnie stara i nowa, tli się tu dawny duch, a aranżacja nie jest na tyle nowoczesna, by rozkojarzać, lecz na tyle świeża, by dyskretnie wprowadzić dawniejszą muzykę na scenę wzniesioną po (sporym nieraz...) upływie czasu.
    Jest to niewątpliwie album, który zaintryguje oddanych fanów Elektrowni i pozwoli im się przekonać, że mistrzowie z Düsseldorfu są w znakomitej kondycji, a jednocześnie przekona do

    Kraftwerk

    młode pokolenie, które na starszych płytach niewiele mogło znaleźć do siebie - najlepsze w tym wszystkim jest to, że słychać, iż nie jest to ze strony

    Kraftwerk

    efekt zimnej kalkulacji, tylko uwielbienia dobrej, nośnej, prawdziwej muzyki elektronicznej: pełnej duszy niejako na przekór swej programowej mechaniczności.

    Igor Wróblewski



    "Gdzie są wszyscy? Co, już w środku? Dobra, idę. Czekaj, masz bilety? Ja mam? A tak... To jeszcze popcorn i colę. Wchodzimy, siadamy. Światło gasić. Zaczynaj Pan ten film". Zapraszam Was na film o jednej z najważniejszych imprez sportowych XX wieku, na film o Wyścigu Dookoła Francji. I co z tego, że nikt jeszcze tego filmu nie nakręcił! Scieżkę dzwiękową już mamy. Zadbał o to

    Kraftwerk

    . Nie ma sensu biadolić, że na tę płytę czekaliśmy 12 lat, że jest pierwszym całkowicie nowym longplayem Elektrowni od 17 lat. Niemniej, kiedy wziąłem tę płytkę po raz pierwszy do rąk, czułem wzruszenie.

    Kraftwerk

    mnie zaskoczył, w pierwszej kolejności powrotem do tematu, rozgrzebanego, a nieskończonego, dwie dekady wcześniej. Miłe było też to, że to wciąż ten sam, dobry,

    Kraftwerk

    , że Panowie nie poszli w stronę jakiegoś "bum bum umcyk umcyk". Słowem, że muzyka wytrzymała długie rozstanie. Jako się już rzekło, płyta stanowi swoistą ścieżkę dźwiękową (muzyczną) do filmu kolarskiego, choć może bliższe byłoby określenie ilustrację do pracowitego dnia kolarza podczas wyścigu. Zaczyna się długą suitą (Prologue, Tour de France Etape 1 & 2 & 3, Chrono), która ma oddać wysiłek kolarzy i monotonię wyścigu. I jeśli tak spojrzymy na początek płyty, wydaje się nam usprawiedliwiona jego nadmierna długość. To jest programowa płyta. Smakołyki zaczynają się chwilę dalej: Vitamin - Polfa powinna wykorzystywać ten utwór w reklamach (A B C D Vitamin). Poza zabawną w sumie treścią, utwór w warstwie muzycznej to stary dobry technopop,

    Kraftwerk

    w każdym celu, rytmiczny, dobrze brzmiący. Po spokojnym poprzedniku zaskakuje, kto wie czy nie najlepszy punkt płyty, czyli Aerodynamik wraz z Titanium - utwór szybszy, z ostrzejszym basem i warstwą rytmiczną. Perfection Mechanic - pozwolę sobie na mały cytacik. EKG spodobał mi się już z powodu nazwy. Ale co

    Kraftwerk

    wymyślił pod tą nazwą? - tego się nie domyśliłem. I znów jak za najlepszych czasów: połamany rytm, wyraźny motyw i bijące serce jako deser. La Forme i zaraz potem zbliżony Regenaration to kawałek, przez który miałem zepsutą (ale tylko troszeczkę) przyjemnośc podziwiania

    Kraftwerk

    na żywo. Dlaczego? Bo nie grali La Forme! Napisałbym protest, gdybym wiedział gdzie. Utwór w 200% kraftwerkowy, technopop bliski ideałowi, śmiało mógłby się znaleźć na Die Mensch Maschine - a to już wielki komplement. I na koniec deserek, doczekała się dwudziestowieczna i dwudziestoletnia wersja Tour de France debiutu na longplay. I bardzo jej z tą dojrzałością do twarzy. Dobrze, że Panowie umieścili też tę starą wersję. Od niej w końcu się zaczęło... Cała płyta jednym słowem - 55 minut 59 sek. 100%

    Kraftwerku

    . Miło także, że ukazały się dwa single, z utworem tytułowym i Areodynamik. "Co, już koniec filmu? Chcecie, to sobie idźcie. Ja zostaję na jeszcze jeden seans" Prologue czas zacząć. "Panie, dawaj pan ten film!"

    ...



    ...zatem

    Kraftwerk

    powrócił...
    Po długim dość milczeniu niemieckie trio triumfalnie powraca na scenę el-muzyki a ściśle mówiąc na arenę elektronicznego techno. Nota bene zespół zaliczany jest do czołowych prekursorów tego właśnie gatunku. Tytuł wskazuje na kontynuację dawnego tematu znanego także z singli, czyli Tour de France. Jest to złudne bo zaskakuje nowymi suitami, które przywołują w pamięci ,"stary, dobry

    Kraftwerk

    , w jeszcze ciekawszych czasach...
    Sympatyczny jest także język francuski jako kolejny popis wokalny trójki muzyków. Album pięćdziesięcio paro minutowy nie nuży fanów Elektrowni, a tym bardziej nie rozczarowuje i nie poraża nieoczekiwaną zmianą formy muzycznej jak to często sie zdarza u największych z kręgu muzyki el. Polecam ją zatem z czystym sumieniem każdemu kto zna całą dyskografię

    Kraftwerku

    albo przynajmniej od Man Machine czy Radioactivity.
    I jeszcze jedna ciekawostka: kilka utworów nosi tytuły: Witaminy, Elektrokardiogram czy też Regeneracja. Może to zapowiedż kolejnego albumu o tematyce związanej z medycyną? Dostałem ten album w prezencie jako miłą niespodziankę... i faktycznie milszej niespodzianki wyobrazić sobie nie mogłem, chyba, że już w przyszłym roku znów się ukaże kolejny , nowy album

    Kraftwerku

    . A korzystając z okazji dziękuję SStokrotce za płytę i Jej to właśnie dedykuję tę recenzję.

    Koniczynek

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    96,06 zł
  • Kraftwerk | The Mix (japan)

    Kraftwerk | The Mix (japan)

    Przy okazji gdy na rynku w 1991r pojawiła się kompilacja The Mix, nie obyło się bez kontrowersji. Niewielu pasowało, iż utwory były mocno pozmieniane w stosunku do oryginałów. Ale muzycy Kraftwerk nie byli by sobą, gdyby nie szli z duchem czasu. Ekspansja i popularność muzyki techno w latach 90, niejako wymusiła na nich by dokonać dosyć drastycznych zabiegów w swoich klasycznych kompozycjach. A te stały się przyjazne dla klubów i technicznych DJ-ów. Zbliżyły się do estetyki techno i house, zachowując jednocześnie warstwę melodyczną (by były rozpoznawalne). Doskonale brzmią The Robots, Computer Love, Radioactivity, Autobahn czy finałowy Music Non Stop. Materiał znany od lat, tu jednak też słychać i widać zmiany. W końcu dokonano solidnego masteringu, zaś oprawa graficzna (nowa) tych płyt, bliska jest tym ideom którym hołduje Kraftwerk, minimalizmowi, nowoczesności i prostocie. Fajny zabieg i warto postawić na półce te "nowości", obok nobliwych klasyków.

    R. M.

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CD


    94,71 zł
  • Kraftwerk | Techno Pop (japan)

    Kraftwerk | Techno Pop (japan)


    Muzycy Kraftwerk postąpili z rozmaitymi próbkami głosów w sposób podobnie pomysłowy i nieraz żartobliwy, jak Jean Michel Jarre na swej słynnej płycie Zoolook. Większość wątków melodycznych i charakterystycznych brzmień na których oparte są kompozycje rodzi się właśnie ze zderzenia deformowanych, rozmaicie obrabianych i powtarzanych głosowych sampli. Szczególnie wyraźnie słychać to w otwierającej album miniaturze Boing Boom Tschak, która nawet swój tytuł zawdzięcza melorecytowanym, łączonym ze sobą w rozmaite motywy urywkom. Podkład perkusyjny i okazjonalne ornamenty syntezatorowe pełnią tu marginalną rolę, choć oczywiście dopasowują się idealnie do ścieżki "wokalnej" i interesująco podkreślają rytm.
    Utwór przechodzi płynnie w kompozycję Techno Pop - tutaj instrumenty wysuwają się na bliższy plan, szczególnie wpada w ucho chwytliwy syntezatorowy riff: osnowa całego utworu. Głosy wdają się ze sobą w rytmiczny dialog, stanowiący rozwinięcie recytacji formującej kształty Boing Boom Tschak. Kolejna propozycja to Musique non stop - wzdychające syntetyczne brzmienia składają się na ascetyczną, ale niezwykle frapująco brzmiącą melodię; przebieg utworu zostanie wielokrotnie zakłócony najróżniej przetwarzanymi brzmieniami tytułowych słów. O ile pierwsza połowa płyty brzmi bardziej eksperymentalnie, na drugą składają się nieco bardziej konwencjonalne piosenki. Głos wysuwa się na pierwszy plan, snując tradycyjnie brzmiące zwrotki i refreny, ale tło instrumentalne oraz warstwa rytmiczna pozostają równie intrygujące jak awangardowe brzmienia dominujące w pierwszych trzech utworach. Najbardziej "przebojowo" brzmi chwytliwa piosenka Telefon Anruf, zbudowana na wyrazistej, melancholijnej konfiguracji akordów. Głos wokalisty w tym jednym utworze może przez krótki moment przywołać skojarzenia z głosem Erica Woolfsona (Alan Parsons Project) lub Ricka Wrighta (Pink Floyd). Klarowność linii melodycznej interesująco zderzona zostaje z dysonansującymi, naturalistycznymi brzmieniami generowanymi z telefonów, fragmentami telefonicznych rozmów… W tym utworze widać przemożny wpływ, jaki twórczość Kraftwerk miała choćby na muzyków Depeche Mode: warto wspomnieć o tym, że cała gama telefonicznych odgłosów, splatanych z główną melodią bardzo podobnie jak na planie Telefon Anruf, pojawia się w wersji Beatmasters Mix utworu Behind The Wheel i Telephone Stomp Mix utworu Personal Jesus...
    Następny utwór - Sex Objekt - to chyba najlepsza kompozycja na płycie. Utwór ten jest nieco bardziej zamglony intrygującymi kolażami dźwiękowymi, ale dominującym, powracającym wątkiem jest genialna, nostalgiczna, chłodna figura elektronicznej sekcji smyczkowej w niskich rejestrach. W tle nie zabrakło oczywiście budowanych z fantazją, zagęszczonych struktur ulepionych z przeróżnych brzmień głosów.
    Płytę wieńczy utwór tytułowy - to interesujący pomost między czasami Die Mensch-Maschine i Computerwelt a daleką przyszłością, w której ukaże się album Tour de France: Soundtracks. Mimo prostoty wykorzystanych środków, piosenka Electric Cafe brzmi bardzo nowocześnie i przestrzennie, jednocześnie i porywajc, i skłaniając do zadumy...

    I. W.



    To jak dotąd ostatnia płyta Kraftwerk, po której muzycy zamilkli na lata (nie licząc albumu z remixami z 1991), i po 10 latach trudno już chyba spodziewać się nowych nagrań. Muzyka zawarta na Electric Cafe jest silniej zrytmizowana niż dawniej, i jeszcze bardziej "techniczna". Mimo to zachowany został dawny nastrój samotności i nostalgii, wciąż można bezbłędnie rozpoznać to brzmienie, chociaż wpływ zespołu na rozliczne grupy syntezatorowe lat '80. był bardzo silny. Mistrzowie nie pozwolili zagłuszyć się naśladowcom i po raz kolejny wprowadzili słuchacza w swój unikalny świat "żywych" komputerów i maszyn.
    Szansa na wydanie nowej płyty jest nikła, ale może to i lepiej. Zespół będzie dzięki temu zapamiętany na zawsze jako ponadczasowe, niezwykłe zjawisko w muzyce. Inni wykonawcy (np. Tangerine Dream), którzy kontynuowali wydawanie kolejnych, coraz słabszych płyt, utracili przez to dawny blask. Kraftwerk zaś pozostaje niezmiennie zespołem-legendą.

    Michał Żelazowski

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CD


    94,71 zł
123 Następna strona Ostatnia strona