Napisz do nas
   


Kategorie


S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2196 wydawnictw w ofercie
1721 dostępnych natychmiast
33648 próbek utworów
2258 recenzji płyt
24653 zrealizowanych zamówień
4652 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Pete Namlook

(4 albumy)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Pete Namlook | Subconscious Worlds

    Pete Namlook | Subconscious Worlds


    Opening the Gate. Spokojny minimalizm oparty na brzmieniu przypominającym ksylofon z techno tłem ale w delikatnej oprawie. Fajna rzecz trochę zamordowana przez rozwlekłość i wstawienie elektro ale Namlook próbuje ją ratować choćby gitarą basową. Living the Dream bardzo ciekawie przechodzi od dark ambientu w stronę mrocznego techno. Subconscious Worlds soniczna wędrówka w zakamarki ludzkiej psychiki czyli eksperymentalne eskapady. Canned Love. Spokojny technobit w zestawieniu z kobiecym nastrojowym ale zmodulowanym głosem opowiadającym coś po francusku (bardzo słabo słychać odpowiadajacego jej mężczyznę). A wszystko to unurzane w kosmicznych padach. Jak dla mnie ciekawe -więc polecam.

    Dariusz Długołęcki




    Tytułem Namlook opatrzona jest seria eksperymentalnych, tworzonych na żywo projektów frankfurckiego artysty. Ostatni faktycznie koncertowy album w tej serii to Namlook XIII - License To Chill; późniejsze płyty to po prostu eksperymenty tonalne kreowane w namlookowskim Klanglabor. W tej późniejszej fazie Namlook przedstawił dwie płyty w stylu oscylującym między muzyką do filmów SF, nowoczesnym breakbeatem oraz dźwiękowym eksperymentem (Solarized i Free Your Mind), trzy części projektu bazującego na syntezie granularnej (New Organic Life) oraz dwie nie mniej awangardowe płyty z serii Music For Urban Meditation. Płyta Subconscious Worlds stanowi pomysłowe podsumowanie wszystkich tych stylów. Muzyczna podróż zaczyna się impresją Opening the Gate, ocierającą się o styl serii Koolfang za sprawą jazzujących harmonii, chill-outowych wtrętów oraz swobodnych, swingujących, tak charakterystycznych dla Namlooka solówek gitarowych. Drugi utwór to pogrążanie się w mrocznym świecie podświadomych wizji i impulsów: mamy tutaj przede wszystkim coś z atmosfery obu części Syn, niepokojące akcenty rytmiczne brzmiące na wygenerowane z nieśmiertelnej "kosmicznej walizki" Synthi AKS, a w finale popisowy koncert na replikujące się w nieskończoność spusty migawki aparatu fotograficznego. Utwór tytułowy, zarazem najdłuższy na płycie, to przede wszystkim gęste chmury upartego, matowego dymu, który snuje się tak w oddali, jak i na bliższych planach, raz po raz dając złudzenie przygotowywania miejsca mającej nadejść niepokojącej melodii - niezwykle wciągająca porcja dark ambientu w dobrym, starym stylu. Finał płyty to nieco harmonicznego uspokojenia, ale na nie mniej frapująco odrętwiałym, hipnotyzującym tle jak w utworze poprzednim. Niby nie ma tutaj zupełnie nowych, zaskakujących elementów - ale jednak zaskakujące okazuje się już połączenie takich a nie innych elementów mniej czy bardziej typowych dla serii Namlook, a do tego mamy tutaj jednak nowe pomysły aranżacyjne oraz dowód niewyczerpanej inwencji melodyczno-nastrojowej. Ciekawe, co artysta wykombinuje na następnej płycie - zwłaszcza, że coś wygląda na to, iż wbrew wcześniejszym zapowiedziom ukaże się jednak następna, jedenasta już, część legendarnego cyklu The Dark Side Of The Moog przygotowywanego z Klausem Schulze! Nie uprzedzajmy jednak faktów, tylko ucieszmy się, że tyle już na niniejszej płycie miejsca do zanurzenia się w czarne, szeleszcząco-bulgotliwe tonie...

    I. W.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD + 1DTS CD


    136,70 zł
  • Pete Namlook | Music for Urban Meditation 2

    Pete Namlook | Music for Urban Meditation 2


    W nieskończoność podtrzymywane akordy, które dawno przekroczyły barierę dur/moll, nigdy nie wygasające dźwięki opancerzone niezliczonymi elektronicznymi filtrami, spokój uchwycony w przekroju poniewierającej się na placu budowy betonowej rury lub na skrawku ociekającej świeżym asfaltem jezdni... Tak można by próbować wprowadzać słuchacza w nastrój tej nietypowej płyty. To fascynujące, ile treści można zawrzeć w podskórnej sferze każdej proponowanej tu kompozycji, na pozór odstręczającej swą upiorną minimalistycznością i niebywałą statycznością. Stojące syntetyczne akordy doznają nieustannego mrowienia, na ich powierzchni można zaobserwować nieustannie dokonujące się zmiany. Rodowód parujących tu brzmień jest naturalnie miejski, cywilizacyjny, rezultatem jest jednak jedyne w swoim rodzaju emergentne, organiczne zjawisko. W pełni można docenić tę płytę traktując ją jako ścieżkę dźwiękową do fascynującej lektury lub jako soundtrack do zapadania w sen, niemniej jednak to właśnie świadomy, wytężony kontakt z tą muzyką - najlepiej po ciemku, przez słuchawki - pozwoli Słuchaczowi rozsmakować się tymi dźwiękowymi wysączeniami do woli. Trudno wybrać najlepszy utwór z tego zestawu, ale nie tylko dlatego, że wszystkie impresje są do siebie - programowo - bardzo podobne, lecz przede wszystkim dlatego, iż każdy z nich dopiero w szerszym kontekście, czyli w towarzystwie pozostałych, nabiera pełni barw. Niemuzyczne grzechoty, poszumy i pogłosy w fascynujący sposób balansują na granicy melodyczności, podczas gdy spiętrzone ścieżki akordowe jeszcze tylko "ostatkiem sił" podpadają pod definicję "wątku muzycznego". Dajmy się ponieść tej brunatnej, wydzielającej stalowo-asfaltową woń muzyce i rozsmakujmy się w poezji milknących świateł ulicznych, odgrodzonych żółto-czarnymi szlabanami zakamarków, pustych parkingów i łopat wiatraków klimatyzacyjnych...

    I. W.




    Ponury, mroczny ambient połączony z industrialnymi odgłosami. Pesymistyczny ton dark ambientu jest niekoniecznie moim ulubionym ale trzeba przyznać że da się słuchać.

    Dariusz Długołęcki

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD + 1DTS CD

    136,70 zł
    89,00 zł
  • Pete Namlook | Compilation 5

    Pete Namlook | Compilation 5


    Nareszcie mamy kolejną okazję, aby zapoznać się z niedostępnymi praktycznie w inny sposób nagraniami z pierwszego okresu w twórczości Pete'a Namlooka. W przypadku albumów Sequential i Deltraxx słuchacz znajdzie tu po jednym dynamicznym utworze na pierwszym krążku oraz wariacje na ich temat w zwolnionym tempie pozbawione żywej ścieżki perkusyjnej - zabieg często stosowany przez Namlooka na wczesnych winylowych maxi-singlach - na płycie drugiej. Album Limelight reprezentują trzy utwory: dwa stanowiące syntezę nieco subtelniejszej odmiany muzyki trance z brzmieniami chillout / lounge oraz jeden (Loca aspera) będący typowym przedstawicielem frankfurckiego hardtrance'u. W przypadku 4 Voice otrzymujemy z kolei dwa wyjątkowo dynamiczne utwory oraz, na zakończenie kompilacji, zdumiewająco minimalistyczny ambient o walorach praktycznie czysto ilustracyjnych pod postacią The Final Frontier. Niezwykle cieszy fakt, iż nadarza się okazja poznania muzyki z pierwszej części The Putney (jak i towarzyszącego jej winylowego singla) w postaci obu dynamicznych, podszytych wypukłymi, wyrazistymi beatami kompozycji Putney Dust i Amourette. W przypadku Putney Dust interesujące okaże się prześledzenie, jak z wątków tej kompozycji wyłoniły się impresje Tower to a Wall (akcenty rytmiczne) oraz Clockwork (atonalne, subharmoniczne pasaże kojarzące się z anihilacją cząstek elementarnych) na drugiej części The Putney. Jeszcze większą atrakcję stanowi ponad 17-minutowa impresja Namhouse z sygnowanego wraz z Pascalem F.E.O.S. albumu Hearts of Space - to fantastyczne, odrealnione połączenie wyrafinowanego ambientu z przeszytym najdziwniejszymi efektami dźwiękowymi intelligent techno. Idealną wizualizację do tego utworu mogłyby stanowić obrazy symbolisty-samotnika Degouve de Nuncquesa. Na dodatek nie jest to jedyny utwór z Hearts of Space - na pierwszym krążku otrzymujemy dodatkowo Supervision. A oprócz tego wszystkiego znajdziemy tu znane wyłącznie z czarnej płyty Crypt. Corp. 5 Inner Space (nagrane z Peterem Prochirem, tu ukrywającym się pod pseudonimem redruM) oraz kilkunastominutowe suity Subconscious Power i Ancient History z Syn. Warto się pospieszyć z zakupem, ponieważ niniejsza kompilacja wydana została w zaledwie 500 egzemplarzach; prezentowana tu muzyka jest naprawdę warta poznania (natomiast Putney Dust i Namhouse to po prostu rewelacja), natomiast inny sposób dotarcia do tej muzyki, jak już pisałem, praktycznie trzeba wykluczyć. Na marginesie można wspomnieć, iż jeden z 'zabłąkanych' egzemplarzy oryginalnego albumu The Putney 1 osiągnął niedawno na niemieckiej aukcji internetowej Ebay cenę 190 Euro, natomiast pewien entuzjasta muzyki wydawanej przez Fax Records zapłacił za wstawiony tam przez kogoś egzemplarz Hearts of Space 231 Euro! Miłośnicy tak frankfurckiego hardtrance'u, jak i klimatycznego ambientu powinni doprawdy jak najszybciej sięgnąć po Compilation 5, by (za bardzo przyzwoitą cenę) nacieszyć się zebranymi tam pond dwiema godzinami fascynującej muzyki.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 2CD


    121,92 zł
  • Pete Namlook | 4 Voice 3

    Pete Namlook | 4 Voice 3


    Rozważania, że życie pochodzi z kosmosu (czy to upozorowane wypowiedzi czy rzeczywiste komentarze naukowe?) oplata swymi charakterystycznymi barwami wybuchając szybkim rytmem i świetną melodią w The Cosmick Packing Order. A już Evidence to prawdziwy majstersztyk klimatu utkany z kilku taktów, wokalizy i paru zdań powtarzanych niczym refren o odkryciu pierwszego dowodu inteligentnego życia poza ziemią. Pojawia się nawet techno bit (The Place of Mankind), który trochę rozsadza odbiór całości płyty. Wydawnictwo jest lekkie i przyjemne w odbiorze – to takie przystępne, prawie popowe, dla mniej wyrobionego słuchacza oblicze Namlooka. Polecam.

    Dariusz Długołęcki


    Oto najbardziej eklektyczna ze wszystkich płyt w cyklu 4 Voice. O ile pierwsza część to klasyka gatunku "Frankfurt Trance", a część druga to ważny przyczynek do bardziej podziemnej odmiany electro-house, o tyle niniejsza płyta to raczej swoistego rodzaju scherzo. W zasadzie brak tutaj naprawdę frapujących melodii czy aranżacyjnych nowości. Krótkie intro, bazujące raczej na dźwiękowych walorach urywków narracji oraz brzmieniowych efektów, prowadzi ku najbardziej motorycznemu fragmentowi płyty, który z wdziękiem nawiązuje do dobrych starych czasów FAXu, ale… właściwie nie jest niczym więcej aniżeli nostalgicznym nawiązaniem do melodyjnego trance’u początku lat dziewięćdziesiątych. Motywy z impresji The Cosmic Packing Order powrócą w dynamicznych parafrazach pod postacią utworu piątego. Wieńczący album The Space Driver przynosi kuszącą melodię i kolejną porcję tanecznych beatów, ale… właściwie brakuje tutaj tak ważnej na innych płytach Namlooka "podskórnej warstwy", zapewniającej głębszy nastrój. W sumie nie można przyczepić się do muzyki wypełniającej ten album, ale znając inne, klasyfikowane jako techno-trance, płyty autora trudno nie mieć pewnego niedosytu. Ten niedosyt rekompensuje nieco utwór No Evidence, najciekawszy w zestawie: to istny kalejdoskop, na przestrzeni ośmiu zaledwie minut łączący w zadziwiającą mozaikę kobiece chórki nawiązujące jeszcze do wydanej nakładem Y&T niezwykłej płyty Passion, nowe dla Namlooka funkujące brzmienia clavinetu i klawiszowe akordy a la Marusha! Płyta ta brzmi dość zaskakująco w towarzystwie wydanych w podobnym czasie The Fires of Ork II i Silence V, ale dlaczegóżby nie stworzyć od czasu do czasu płyty bardziej rozrywkowej, lekkiej, zgoła żartobliwej? Mr. Kuhlmann wychodzi z takiego lekkiego przedsięwzięcia obronną ręką, ale prawdziwych emocji, jakie bez trudu jest on przecież w stanie serwować miłośnikom muzyki wydawanej w barwach FAXu, nie ma tu przesadnie dużo. Odpowiedni werdykt: 6 punktów w skali do 10.

    I. W.


    Seria 4Voice przedstawia nieco inne oblicze Namlooka, bo taneczne. Trzecia część nie odstaje zbytnio od pozostałych, sześć kompozycji i raptem niewiele ponad 40 minut muzyki. Trzy kompozycje The Cosmic Packing Order, The Place Mankind i The Space Driver, zachęcają do tańca. Dwie pierwsze to klasyczne transy, ostatnia to mieszanina housu i ambientowych przestrzeni. Namlook nie byłby sobą gdyby nie upchnął kilku odprężających utworów. Dwie kompozycje No Evidence i Shmooz idealnie spełniają to zadanie. Piękne, nastrojowe utwory w No Evidence słychać urocze, kobiece wokale, a w rolach glównych występują: Jenny Gibbert, Alma Rehberg i Anja Michels. W sumie to kawał dobrej, lekkiej, przyjemnej i jednocześnie imprezowej muzy. Płyta 4Voice III została wytłoczona w nieco większym nakładzie, 3000 sztuk. Zapewne pozwoli to dotrzeć do niej nieco większej liczbie słuchaczy. Album niewiele wnoszący do wizerunku Namlooka, ale jego lekkość i taneczny żywioł uwiodą nie jednego.

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD


    78,27 zł