Napisz do nas
   


Kategorie

NAJBLIŻSZA WYSYŁKA:

czwartek 19 października
poniedziałek 23 października

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2346 wydawnictw w ofercie
1739 dostępnych natychmiast
33070 próbek utworów
2084 recenzji płyt
21356 zrealizowanych zamówień
4304 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Pete Namlook

(9 albumów)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Pete Namlook | Pearl 4

    Pete Namlook | Pearl 4


    Można powiedzieć, iż Pete Namlook śpi i pracuje w nurcie ambient. Czy to solo, czy też w kolaboracji z kimś innym, każdy jego projekt zasługuje na wzmożoną uwagę. Nie inaczej jest z czwartą częścią serii Pearl. Opatrzona charakterystycznymi zdjęciami na okładkach, muzyka powstaje na przecięciu prymitywnych i najnowocześniejszych technologii. Całość ma eksperymentalny charakter, jednak bez tego ciężkiego bagażu. Namlook często nurkował w głąb tych tekstur, które tworzył. Podobnie jest i tu, korzystając z nowoczesnego sprzętu, artysta stara się dociec do istoty dźwięku. Muzyka zyskuje jakąś ulotną i natchnioną siłę, sącząc się w tempie przepływających obrazów z jakiegoś kataleptycznego snu. Na przemian oparta jest na dronowych pomrukach i klinicznie czystych barwach. Gdzieś na przecięciu tych dwóch warstw, powstaje ta trzecia która niesamowicie głęboko wnika pod czaszkę. Towarzyszy temu niezwykle przyjemne uczucie, bo owe dźwięki niczym ciecz rozlewają się po umyśle, szczelnie wypełniając każdą jego wyrwę. Ten ambient ma w sobie coś z narkotyku, silnie bowiem uzależnia każąc niemal non stop wciskać przycisk "play" w odtwarzaczu. Po raz kolejny Pete Namlook pokazuje iż na polu tworzenia subtelnych i wyimaginowanych obrazów, nie ma sobie równych. Można popaść w niezłe odrętwienie przy obcowaniu z tym materiałem, ale czas jemu poświęcony na pewno nie będzie zmarnowanym. Doskonała odtrutka na ogłupiałą rzeczywistość.

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD + 1DTS CD


    133,63 zł
  • Pete Namlook | Pearl 2

    Pete Namlook | Pearl 2


    Pete Namlook projekt Namlook zawsze traktował jako pole do wszelkiego rodzaju eksperymentów i szukania nowych dróg w muzyce. Po tylu latach wydawania solo i w przeróżnych kolaboracjach, ten tytan pracy ponownie prezentuje znakomitą muzykę. Ambient z Pearl 2 to oniryczna podróż w siedemnastu odsłonach. Zanurzona w czystych, przestrzennych, dźwiękowych planach, tworzy w wyobraźni wyimaginowane światy i tam zabiera odbiorcę. Najlepszym określeniem dla tej muzyki było by słowo "hipnotyczna". Już po odpaleniu płyty w odtwarzaczu, następuje dziwne odrętwienie i niczym lunatyk, słuchacz podąża w rytm tej niespiesznej, wyciszonej muzyki. Nie ma brzmieniowych ekstrawagancji, jest niezmącony niczym spokój i chęć wykreowania innej rzeczywistości. Drony jakie tu Namlook wykorzystał, nie brzmią surowo i bucząco. Niczym dobrze wyszlifowany kawałek metalu, nabierają tu połysku i gładzi, przez co ich brzmienie dźwięcznie wybrzmiewa niemal przez cały album. Doprawdy trudno się uwolnić od tej płyty, czekam z utęsknieniem na kontynuacje. Z pewnością warto!

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD + 1DTS CD


    133,63 zł
  • Pete Namlook | Ambient - the Definitive Collection 2

    Pete Namlook | Ambient - the Definitive Collection 2


    To, jeśli chodzi o wznowienie, z pewnością jedna z najbardziej oczekiwanych pozycji w katalogu frankfurckiego FAXu. Znakomicie dobrane pod względem nastroju utwory dokumentują początki klarowania się niepowtarzalnego "faxowego" stylu - tym razem nie w dynamicznej, przeznaczonej na klubowe parkiety odsłonie, lecz w refleksyjnej, wolnej, najczęściej bezbeatowej wersji. Dzięki temu frapującemu zestawowi możemy przenieść się myślami w pierwszą połowę lat dziewięćdziesiątych i prześledzić, na czym polega odpowiedź "environmentalnego Frankfurtu" na ambient Briana Eno, Harolda Budda i innych pionierów tego gatunku... Szczególnie ucieszyć może fakt, iż pojawiają się tutaj dwa nagrania z fenomenalnego, ale niestety nadal nie wznowionego w barwach Ambient World podwójnego albumu Escape (Namlook / Dr Atmo), a także strona B winylowego maxi-singla (4) Minimalistic Source, fascynująco mroczne i rozkołysane Vibe (Namlook / Pascal F.E.O.S.). Oprócz tych nagrań znajdziemy tu m.in. halucynacyjne, prowadzące Słuchacza w kawową toń czarnej orientalnej nocy Garden of Dreams... pierwszy owoc współpracy P. Namlooka i Tetsu Inoue: hipnotyczne Saturn Cruises, w którym skonfrontowane zostają dwa plany: "klubowy" oraz bardzo wyrafinowanie ambientalny i medytacyjny... surrealną, natychmiast wciągającą swą zagadkową melodią i aranżacją przekornie balansującą między typowo elektronicznymi a typowo akustycznymi klimatami 1st Impression... wyłowiony z dna chmurnego, niebezpiecznego jeziora dziwaczny dokument: Fishology... zbudowane na fantastycznym temacie melodycznym Travelling Without Moving: Trip 8, które z pewnością sprawdziłoby się choćby jako część soundtracku do filmu Koyaanisqatsi... Polecam bezwzględnie już choćby ze względu na historyczną wartość prezentowanych tu nagrań, aczkolwiek znów uprzedzić trzeba ortodoksyjnych miłośników elektroniki sekwencyjnej, iż może nie za dużo znajdą tu dla siebie - jednakowoż każdy Słuchacz otwarty na piękną, wciągającą, autentyczną muzykę bez względu na etykietki posłucha niniejszej składanki raczej z zaciekawieniem, które być może przerodzi się pewnego pięknego dnia w "faxowe uzależnienie".

    I. W.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD


    76,51 zł
  • Pete Namlook | Subconscious Worlds

    Pete Namlook | Subconscious Worlds


    Opening the Gate. Spokojny minimalizm oparty na brzmieniu przypominającym ksylofon z techno tłem ale w delikatnej oprawie. Fajna rzecz trochę zamordowana przez rozwlekłość i wstawienie elektro ale Namlook próbuje ją ratować choćby gitarą basową. Living the Dream bardzo ciekawie przechodzi od dark ambientu w stronę mrocznego techno. Subconscious Worlds soniczna wędrówka w zakamarki ludzkiej psychiki czyli eksperymentalne eskapady. Canned Love. Spokojny technobit w zestawieniu z kobiecym nastrojowym ale zmodulowanym głosem opowiadającym coś po francusku (bardzo słabo słychać odpowiadajacego jej mężczyznę). A wszystko to unurzane w kosmicznych padach. Jak dla mnie ciekawe -więc polecam.

    Dariusz Długołęcki




    Tytułem Namlook opatrzona jest seria eksperymentalnych, tworzonych na żywo projektów frankfurckiego artysty. Ostatni faktycznie koncertowy album w tej serii to Namlook XIII - License To Chill; późniejsze płyty to po prostu eksperymenty tonalne kreowane w namlookowskim Klanglabor. W tej późniejszej fazie Namlook przedstawił dwie płyty w stylu oscylującym między muzyką do filmów SF, nowoczesnym breakbeatem oraz dźwiękowym eksperymentem (Solarized i Free Your Mind), trzy części projektu bazującego na syntezie granularnej (New Organic Life) oraz dwie nie mniej awangardowe płyty z serii Music For Urban Meditation. Płyta Subconscious Worlds stanowi pomysłowe podsumowanie wszystkich tych stylów. Muzyczna podróż zaczyna się impresją Opening the Gate, ocierającą się o styl serii Koolfang za sprawą jazzujących harmonii, chill-outowych wtrętów oraz swobodnych, swingujących, tak charakterystycznych dla Namlooka solówek gitarowych. Drugi utwór to pogrążanie się w mrocznym świecie podświadomych wizji i impulsów: mamy tutaj przede wszystkim coś z atmosfery obu części Syn, niepokojące akcenty rytmiczne brzmiące na wygenerowane z nieśmiertelnej "kosmicznej walizki" Synthi AKS, a w finale popisowy koncert na replikujące się w nieskończoność spusty migawki aparatu fotograficznego. Utwór tytułowy, zarazem najdłuższy na płycie, to przede wszystkim gęste chmury upartego, matowego dymu, który snuje się tak w oddali, jak i na bliższych planach, raz po raz dając złudzenie przygotowywania miejsca mającej nadejść niepokojącej melodii - niezwykle wciągająca porcja dark ambientu w dobrym, starym stylu. Finał płyty to nieco harmonicznego uspokojenia, ale na nie mniej frapująco odrętwiałym, hipnotyzującym tle jak w utworze poprzednim. Niby nie ma tutaj zupełnie nowych, zaskakujących elementów - ale jednak zaskakujące okazuje się już połączenie takich a nie innych elementów mniej czy bardziej typowych dla serii Namlook, a do tego mamy tutaj jednak nowe pomysły aranżacyjne oraz dowód niewyczerpanej inwencji melodyczno-nastrojowej. Ciekawe, co artysta wykombinuje na następnej płycie - zwłaszcza, że coś wygląda na to, iż wbrew wcześniejszym zapowiedziom ukaże się jednak następna, jedenasta już, część legendarnego cyklu The Dark Side Of The Moog przygotowywanego z Klausem Schulze! Nie uprzedzajmy jednak faktów, tylko ucieszmy się, że tyle już na niniejszej płycie miejsca do zanurzenia się w czarne, szeleszcząco-bulgotliwe tonie...

    I. W.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD + 1DTS CD


    133,63 zł
  • Pete Namlook | Music for Urban Meditation 2

    Pete Namlook | Music for Urban Meditation 2


    W nieskończoność podtrzymywane akordy, które dawno przekroczyły barierę dur/moll, nigdy nie wygasające dźwięki opancerzone niezliczonymi elektronicznymi filtrami, spokój uchwycony w przekroju poniewierającej się na placu budowy betonowej rury lub na skrawku ociekającej świeżym asfaltem jezdni... Tak można by próbować wprowadzać słuchacza w nastrój tej nietypowej płyty. To fascynujące, ile treści można zawrzeć w podskórnej sferze każdej proponowanej tu kompozycji, na pozór odstręczającej swą upiorną minimalistycznością i niebywałą statycznością. Stojące syntetyczne akordy doznają nieustannego mrowienia, na ich powierzchni można zaobserwować nieustannie dokonujące się zmiany. Rodowód parujących tu brzmień jest naturalnie miejski, cywilizacyjny, rezultatem jest jednak jedyne w swoim rodzaju emergentne, organiczne zjawisko. W pełni można docenić tę płytę traktując ją jako ścieżkę dźwiękową do fascynującej lektury lub jako soundtrack do zapadania w sen, niemniej jednak to właśnie świadomy, wytężony kontakt z tą muzyką - najlepiej po ciemku, przez słuchawki - pozwoli Słuchaczowi rozsmakować się tymi dźwiękowymi wysączeniami do woli. Trudno wybrać najlepszy utwór z tego zestawu, ale nie tylko dlatego, że wszystkie impresje są do siebie - programowo - bardzo podobne, lecz przede wszystkim dlatego, iż każdy z nich dopiero w szerszym kontekście, czyli w towarzystwie pozostałych, nabiera pełni barw. Niemuzyczne grzechoty, poszumy i pogłosy w fascynujący sposób balansują na granicy melodyczności, podczas gdy spiętrzone ścieżki akordowe jeszcze tylko "ostatkiem sił" podpadają pod definicję "wątku muzycznego". Dajmy się ponieść tej brunatnej, wydzielającej stalowo-asfaltową woń muzyce i rozsmakujmy się w poezji milknących świateł ulicznych, odgrodzonych żółto-czarnymi szlabanami zakamarków, pustych parkingów i łopat wiatraków klimatyzacyjnych...

    I. W.




    Ponury, mroczny ambient połączony z industrialnymi odgłosami. Pesymistyczny ton dark ambientu jest niekoniecznie moim ulubionym ale trzeba przyznać że da się słuchać.

    Dariusz Długołęcki

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD + 1DTS CD

    133,63 zł
    89,00 zł
  • Pete Namlook | Air 5 - Jeux Dangereux

    Pete Namlook | Air 5 - Jeux Dangereux


    Jak na razie ostatnia część tego znakomitego cyklu. Zaskakuje otwarcie - Happiness - hinduistyczne medytacje z dodanymi po jakimś czasie bitami i monodeklamacjami. Jeux dangereux to świetny żarcik - gwizdanie, tarka i mnóstwo przeszkadzajek, wokaliza w manierze lat 60 tych, plus pani mówiąca coś po francusku wszystko w rytmie cha-cha. Czuć wprost zapach paryskiego bistro i klimat paryskiej bohemy lat studenckich niepokojów. Znakomita podróbka ówczesnej muzyki. Obsessions to energetyzujące klubowe rytmy w kontrze do orientalnych wtrętów. I wreszcie skóra mi cierpnie - czyli to na co czekaliśmy - hit. State of Mind łączy znakomitą elektronikę ze zmysłowym damskim głosem (Tying Tiffany) który wyszeptuje prawie - pozwól mi mówić kłamstwa, wtedy czuję się dobrze, kiedy to prawda czuję się naprawdę źle... End of Line to prawie popowy kawałek w stylu imitującym brzmienie Francuzów z Daft Punk. Jeux dangereux (Reprise) zaś jako punkt wyjścia stosuje przeszkadzajki i klimacik z utworu Jeux dangereux z dodaną kolejna zmysłową monodeklamacją po francusku tyle że dojrzałej kobiety. Świetna płyta - warto.

    Dariusz Długołęcki


    Namlook postępuje tutaj zgodnie z dewizą King Crimson: i tak wiadomo, że nie uda się cofnąć czasu i stworzyć klonu Air 2, zatem trzeba iść z duchem czasu i stworzyć nowy album, nie szczędząc sił, spontaniczności i aranżacyjnej fantazji. Po raz kolejny otrzymujemy oryginalny melanż ethno, IDM, surrealizmu, zmysłowości i niekonwencjonalności, a największym zaskoczeniem będzie tutaj prawdopodobnie piosenka z gościnnym udziałem Tying Tiffany. Z pewną obawą sięgnąłem po najświeższy wolumin Air (miejmy jednak nadzieję, że bynajmniej nie ostatni...): wydawało mi się, iż naprawdę trudno będzie w oryginalny i świeży sposób nawiązać do atmosfery cyklu, w ramach którego zrodziły się płyty tak fenomenalne i ponadczasowe jak Air lub przede wszystkim Air 2. Nie na darmo jednak Pete Namlook pozostaje jednym z moich absolutnie ulubionych (i godnych największego zaufania) el-artystów. Air 5 jest naprawdę dobrą płytą, a Namlook postępuje tutaj zgodnie z dewizą King Crimson: i tak wiadomo, że nie uda się cofnąć czasu i stworzyć klonu Air 2, zatem trzeba iść z duchem czasu i stworzyć nowy album, nie szczędząc sił, spontaniczności i aranżacyjnej fantazji. Introdukcja, adresowana szczególnie do miłośników ethno, jest jeszcze dość zachowawcza, chętnie usłyszałoby się dokładniej dźwięki próbujące się przebić przez monotonną ścianę falującą równym oddechem. Później jednak nie mamy już wątpliwości, że gościmy w krainie Air: słyszymy duszną, podminowaną erotyzmem, klubową bossanovę z francuską narracją i tym trudnym do scharakteryzowania nastrojem cechującym praktycznie wszystkie płyty zrealizowane w ramach serii Air. Jeux dangereux kontynuuje zmysłową opowieść od mniej więcej tego miejsca, w którym urwała się surrealistyczna rumba Elle a du shell z poprzedniej płyty w serii. Kolejna impresja przynosi nieco "laptopowego IDM", które momentami ma nawet coś wspólnego z atmosferą utworu Talk to the Stars z legendarnego albumu The Fires of Ork (Namlook / Geir Jenssen), jednak niebezpiecznie balansuje na granicy suchości. Dość zaskakującym elementem jest relatywnie konwencjonalna "piosenka" (!) zjawiająca się na albumie pod postacią czwartej impresji, jednak mimo dość zachowawczego schematu kompozycyjnego otrzymujemy tutaj niespodziewaną porcję dreszczy: ta ocierająca się o stylistykę Hooverphonic lub GusGus ballada niewątpliwie ma to "coś". Partię wokalną przejęła tutaj z lekka kontrowersyjna Tying Tiffany. Kolejny utwór, poprzedzający zresztą repryzę znanych już z Jeux dangereux tematów, jest kolejnym przyczynkiem do faxowego IDM. Podsumowując: dobra płyta stanowiąca niebanalny przyczynek do doprawdy fascynującej serii.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD + 1DTS CD


    133,63 zł
  • Pete Namlook | Compilation 5

    Pete Namlook | Compilation 5


    Nareszcie mamy kolejną okazję, aby zapoznać się z niedostępnymi praktycznie w inny sposób nagraniami z pierwszego okresu w twórczości Pete'a Namlooka. W przypadku albumów Sequential i Deltraxx słuchacz znajdzie tu po jednym dynamicznym utworze na pierwszym krążku oraz wariacje na ich temat w zwolnionym tempie pozbawione żywej ścieżki perkusyjnej - zabieg często stosowany przez Namlooka na wczesnych winylowych maxi-singlach - na płycie drugiej. Album Limelight reprezentują trzy utwory: dwa stanowiące syntezę nieco subtelniejszej odmiany muzyki trance z brzmieniami chillout / lounge oraz jeden (Loca aspera) będący typowym przedstawicielem frankfurckiego hardtrance'u. W przypadku 4 Voice otrzymujemy z kolei dwa wyjątkowo dynamiczne utwory oraz, na zakończenie kompilacji, zdumiewająco minimalistyczny ambient o walorach praktycznie czysto ilustracyjnych pod postacią The Final Frontier. Niezwykle cieszy fakt, iż nadarza się okazja poznania muzyki z pierwszej części The Putney (jak i towarzyszącego jej winylowego singla) w postaci obu dynamicznych, podszytych wypukłymi, wyrazistymi beatami kompozycji Putney Dust i Amourette. W przypadku Putney Dust interesujące okaże się prześledzenie, jak z wątków tej kompozycji wyłoniły się impresje Tower to a Wall (akcenty rytmiczne) oraz Clockwork (atonalne, subharmoniczne pasaże kojarzące się z anihilacją cząstek elementarnych) na drugiej części The Putney. Jeszcze większą atrakcję stanowi ponad 17-minutowa impresja Namhouse z sygnowanego wraz z Pascalem F.E.O.S. albumu Hearts of Space - to fantastyczne, odrealnione połączenie wyrafinowanego ambientu z przeszytym najdziwniejszymi efektami dźwiękowymi intelligent techno. Idealną wizualizację do tego utworu mogłyby stanowić obrazy symbolisty-samotnika Degouve de Nuncquesa. Na dodatek nie jest to jedyny utwór z Hearts of Space - na pierwszym krążku otrzymujemy dodatkowo Supervision. A oprócz tego wszystkiego znajdziemy tu znane wyłącznie z czarnej płyty Crypt. Corp. 5 Inner Space (nagrane z Peterem Prochirem, tu ukrywającym się pod pseudonimem redruM) oraz kilkunastominutowe suity Subconscious Power i Ancient History z Syn. Warto się pospieszyć z zakupem, ponieważ niniejsza kompilacja wydana została w zaledwie 500 egzemplarzach; prezentowana tu muzyka jest naprawdę warta poznania (natomiast Putney Dust i Namhouse to po prostu rewelacja), natomiast inny sposób dotarcia do tej muzyki, jak już pisałem, praktycznie trzeba wykluczyć. Na marginesie można wspomnieć, iż jeden z 'zabłąkanych' egzemplarzy oryginalnego albumu The Putney 1 osiągnął niedawno na niemieckiej aukcji internetowej Ebay cenę 190 Euro, natomiast pewien entuzjasta muzyki wydawanej przez Fax Records zapłacił za wstawiony tam przez kogoś egzemplarz Hearts of Space 231 Euro! Miłośnicy tak frankfurckiego hardtrance'u, jak i klimatycznego ambientu powinni doprawdy jak najszybciej sięgnąć po Compilation 5, by (za bardzo przyzwoitą cenę) nacieszyć się zebranymi tam pond dwiema godzinami fascynującej muzyki.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 2CD


    119,18 zł
  • Pete Namlook | New Organic Life 3

    Pete Namlook | New Organic Life 3


    Trzecia płyta z serii New Organic Life nie przynosi jakichś szczególnie rewolucyjnych zmian, w stosunku do wcześniejszych części. To nadal mocno wykręcony ambient z silnymi wpływami muzyki konkretnej. Tym razem Namlook wszelkich form życia szuka raczej w kosmosie. W każdym bądź razie sporo tutaj owego kosmicznego szumu. Słychać czasem i odgłosy roztrzaskujących się o siebie, cząsteczek elementarnych. Utwory w rodzaju Russia's NOL In Space zastygają w niemal medytacyjnym bezruchu. Właśnie ów bezwład cechuje tę płytę, choć materia dźwiękowa tu zawarta, nie jest łatwa w odbiorze. Ci którzy mieli do czynienia z twórczością Xenakisa i Stockhausena, dość gładko przejdą przez tę płytę. Podobna wrażliwość na dźwięk jako taki. Z owego albumu zionie wręcz bezkresnym, kosmicznym chłodem. Niczym na planecie odkrytej na samych obrzeżach wszechświata, gdzie życie przybiera dziwne i nieupozorowane formy. Trudna płyta, którą docenią tylko nieliczni, jednak warto się z nią zmierzyć. W końcu to poszukujące, a więc najciekawsze wydanie ambientu.

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD


    76,51 zł
  • Pete Namlook | 4 Voice 3

    Pete Namlook | 4 Voice 3


    Rozważania, że życie pochodzi z kosmosu (czy to upozorowane wypowiedzi czy rzeczywiste komentarze naukowe?) oplata swymi charakterystycznymi barwami wybuchając szybkim rytmem i świetną melodią w The Cosmick Packing Order. A już Evidence to prawdziwy majstersztyk klimatu utkany z kilku taktów, wokalizy i paru zdań powtarzanych niczym refren o odkryciu pierwszego dowodu inteligentnego życia poza ziemią. Pojawia się nawet techno bit (The Place of Mankind), który trochę rozsadza odbiór całości płyty. Wydawnictwo jest lekkie i przyjemne w odbiorze – to takie przystępne, prawie popowe, dla mniej wyrobionego słuchacza oblicze Namlooka. Polecam.

    Dariusz Długołęcki


    Oto najbardziej eklektyczna ze wszystkich płyt w cyklu 4 Voice. O ile pierwsza część to klasyka gatunku "Frankfurt Trance", a część druga to ważny przyczynek do bardziej podziemnej odmiany electro-house, o tyle niniejsza płyta to raczej swoistego rodzaju scherzo. W zasadzie brak tutaj naprawdę frapujących melodii czy aranżacyjnych nowości. Krótkie intro, bazujące raczej na dźwiękowych walorach urywków narracji oraz brzmieniowych efektów, prowadzi ku najbardziej motorycznemu fragmentowi płyty, który z wdziękiem nawiązuje do dobrych starych czasów FAXu, ale… właściwie nie jest niczym więcej aniżeli nostalgicznym nawiązaniem do melodyjnego trance’u początku lat dziewięćdziesiątych. Motywy z impresji The Cosmic Packing Order powrócą w dynamicznych parafrazach pod postacią utworu piątego. Wieńczący album The Space Driver przynosi kuszącą melodię i kolejną porcję tanecznych beatów, ale… właściwie brakuje tutaj tak ważnej na innych płytach Namlooka "podskórnej warstwy", zapewniającej głębszy nastrój. W sumie nie można przyczepić się do muzyki wypełniającej ten album, ale znając inne, klasyfikowane jako techno-trance, płyty autora trudno nie mieć pewnego niedosytu. Ten niedosyt rekompensuje nieco utwór No Evidence, najciekawszy w zestawie: to istny kalejdoskop, na przestrzeni ośmiu zaledwie minut łączący w zadziwiającą mozaikę kobiece chórki nawiązujące jeszcze do wydanej nakładem Y&T niezwykłej płyty Passion, nowe dla Namlooka funkujące brzmienia clavinetu i klawiszowe akordy a la Marusha! Płyta ta brzmi dość zaskakująco w towarzystwie wydanych w podobnym czasie The Fires of Ork II i Silence V, ale dlaczegóżby nie stworzyć od czasu do czasu płyty bardziej rozrywkowej, lekkiej, zgoła żartobliwej? Mr. Kuhlmann wychodzi z takiego lekkiego przedsięwzięcia obronną ręką, ale prawdziwych emocji, jakie bez trudu jest on przecież w stanie serwować miłośnikom muzyki wydawanej w barwach FAXu, nie ma tu przesadnie dużo. Odpowiedni werdykt: 6 punktów w skali do 10.

    I. W.


    Seria 4Voice przedstawia nieco inne oblicze Namlooka, bo taneczne. Trzecia część nie odstaje zbytnio od pozostałych, sześć kompozycji i raptem niewiele ponad 40 minut muzyki. Trzy kompozycje The Cosmic Packing Order, The Place Mankind i The Space Driver, zachęcają do tańca. Dwie pierwsze to klasyczne transy, ostatnia to mieszanina housu i ambientowych przestrzeni. Namlook nie byłby sobą gdyby nie upchnął kilku odprężających utworów. Dwie kompozycje No Evidence i Shmooz idealnie spełniają to zadanie. Piękne, nastrojowe utwory w No Evidence słychać urocze, kobiece wokale, a w rolach glównych występują: Jenny Gibbert, Alma Rehberg i Anja Michels. W sumie to kawał dobrej, lekkiej, przyjemnej i jednocześnie imprezowej muzy. Płyta 4Voice III została wytłoczona w nieco większym nakładzie, 3000 sztuk. Zapewne pozwoli to dotrzeć do niej nieco większej liczbie słuchaczy. Album niewiele wnoszący do wizerunku Namlooka, ale jego lekkość i taneczny żywioł uwiodą nie jednego.

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD


    76,51 zł