Napisz do nas
   


Kategorie


S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2196 wydawnictw w ofercie
1721 dostępnych natychmiast
33648 próbek utworów
2258 recenzji płyt
24653 zrealizowanych zamówień
4652 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Muzyka polska

(120 albumów)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Wladek Komendarek | Time Merchants

    Wladek Komendarek | Time Merchants


    Władysław Komendarek to niemal instytucja na polskiej scenie elektronicznej. Jego przodkiem był Michał Kleofas Ogiński, autor słynnego Poloneza Pożegnanie Ojczyzny. Materiał jaki wypełnił album Time Merchants nagrany został w 1995r i był dostępny w formie kasety. O ile ten nośnik niejako umarł śmiercią naturalną, potrzeba było wznowić go w formie płyty. Syngate stanęła na wysokości zadania. Album Time Merchants to nagrania z koncertów artysty, tu przedstawione w różnych wersjach. Dominuje oczywiście elektronika sekwencyjna, jednak Komendarek nie ogranicza się do odgrywania sekwencerowych podkładów. Spuścizna pamiętnej formacji Exodus, w której grał pierwszoplanową rolę, niejako kieruje jego muzykę w stronę art rocka. To ciekawe połączenie, twórcy elektroniki nierzadko uciekali się do bardziej wyszukanych form, chcąc niejako przetransportować ten rodzaj ekspresji. Tu mamy nawiązania do tej ścieżki w blisko 18-minutowej suicie Bermudian Trapezoid. Po wysłuchaniu Time Merchants można by rzec iż nie ma się czego wstydzić. Komendarek, mimo iż to archiwalny materiał, to wciąż elektroniczny gigant i godny reprezentant polskiej elektroniki.

    R. M.

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CDr


    60,43 zł
  • Aquavoice | Memories

    Aquavoice | Memories

    Bestseller Super cena

    To już drugi album Aquavoice w barwach Generatora. Wcześniejszy Cold nosił znamiona szkoły berlińskiej, zderzonej z chłodnym ambientem. Na płycie Memories ambient jest głównym tworzywem. Aquavoice śmiało sięga po klimaty spod znaku Biosphere. Właśnie norweska szkoła muzyki tła odgrywa tu zasadniczą rolę. Aquavoice kreuje kapitalnie, rozległe przestrzenie, gdzie jedynie horyzont jest ich granicą. To muzyka w sam raz na zimę, podskórnie wnika w tkankę i dosadnie buduje klimat lodowego świata. Mimo iż okładka ma apokaliptyczny wymiar, Aquavoice udanie kroczy drogą atmosferycznej elektroniki. Kolejny krok naprzód poczyniony.

    R. M.




    Aquavoice przygotował był w barwach wytwórni Generator.pl eteryczną, tchnącą nieziemskim spokojem płytę Cold - album Memories przynosi jeszcze więcej różnorakich nastrojów, często niespodziewanych, genialnie asocjacyjnych, niczym wyjętych z jedynego w swoim rodzaju snu. Brzmienia analogowe, digitalne i komputerowe składają się w rewelacyjne melanże z odgłosami natury i samplowymi pętlami, a stylistycznie nawet trudno klasyfikować pojawiające się tu utwory, jako że impresje Aquavoice śmiało wykraczają i aranżacyjnie, i strukturalnie, i nastrojowo, i melodycznie poza wszelkie typowe rozgraniczenia... Żywszy utwór News of the World może skojarzyć się z rytmiczniejszymi kompozycjami sankt-petersburskich New Composers, z kolei już utwór następny, Nostalgy, przynosi w takt ślizgającej się igły gramofonowej sepiowe wspomnienie miejsca, które raz wydaje się być podwórkiem z dzieciństwa, a raz bajecznym parkiem Everglades. To bodajże najpiękniejsza i najbardziej tajemnicza kompozycja na płycie. Niewiele ustępuje jej jednak nostalgia zamarzających, usypiających elektronicznych okruchów w Dancing Snowflakes oraz wyborne, podsycone jazzowym relaksem akordy Autumn, przesypujące się niczym suche liście w drzemiącej klepsydrze, podczas gdy za oknem pada deszcz. Labyrinth to meandry znaczone głównie czynelowymi nacięciami, zza których co i rusz wychylają się kolejne mylące głowy wibrafonowych bukszpanów. Spacer po wyludnionym starym mieście to treść kolejnego utworu, Tycho B., w zasadzie przepełnionego nastrojem typowym dla Flashpoint Tangerine Dream, ale pochodzącym z jeszcze innego zupełnie wymiaru. Old Ship to jeden z najbardziej abstrakcyjnych utworów na całym krążku, frapująco zmurszały i zdezintegrowany na tony składowe niezrozumiałych, pojawiających się spontanicznie wspomnień i haseł. W takt żywszego utworu tytułowego Słuchacz może uporządkować plik starych zdjęć i wyczytać z nich nowe, grzechotliwe znaczenie. Loneliness przekornie balansuje na granicy osamotnionego smutku i osamotnionego szczęścia. Co kryje się tymczasem w porowatych rurach, którymi przedostajemy się ku szarawemu obłokowi świetlistej waty, na samej północy (North)? Druga część News of the World to obraz bez ramy - albo odwrotnie, rama bez obrazu - nastrój bez towarzyszących mu początkowo beatów, dostrzegana tylko w lustrze rozrzucona na stole układanka. Gdy przyjrzymy się bliżej, okaże się, iż rzeczywistość pokoju i rzeczywistość lustrzana różnią się detalami, które wykrywamy w miarę, gdy ambientalny abstrakcyjny nastrój do końca przesypuje się w klepsydrze (Mirror)... Chylę czoła przed tak sugestywnym, nastrojowym i zagadkowym albumem.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    24,00 zł
  • Yarek | Organix

    Yarek | Organix

    Bestseller Super cena

    Album od pierwszych motywów introdukcji China Town przynosi satysfakcjonujące, pełne, bogate brzmienie: udany melanż barw analogowych i komputerowych. Daab nie tyle stanowi wkład Yarka w dub reprezentowany przez postacie takie jak Bill Laswell albo Mad Professor, ile udane nawiązanie do błękitnego chłodu Oxygene Jean Michel Jarre'a. Delfin to dla piszącego te słowa najlepszy utwór na płycie, frapująca, bardzo wyważona synteza tradycyjnej elektroniki i nowych brzmień: z jednej strony otrzymujemy tutaj migotliwe, polifoniczne ostinato, z drugiej zaś wokalne sample z miejsca kojarzące się z mrocznym ambientem projektu Monolake! Utwór czwarty, Fluidion, znów świadczy o umiejętnościach Yarka jako kompozytora eklektyzującego: wypukłe, połyskliwe, uporządkowane w ostinatowe struktury brzmienia w podkładzie świadczą o przywiązaniu do sekwencyjnej tradycji, podczas gdy tempo utworu oraz dodatkowe składniki aranżacyjne czynią zeń potencjalnego kandydata na składankę wydaną przez Fax Records (aczkolwiek bardziej, naturalnie, w duchu Passing Airwhales na przykład, a nie eksperymentów z syntezą granularną albo brzmieniami techno, ma się rozumieć...) Mój drugi faworyt obok wspomnianego Delfina to utwór piąty, Lachemma: słychać tu wyraźnie fascynację muzyką Klausa Schulze, jednakowoż nie tą najbardziej "klasyczną" i w międzyczasie na gigantyczną skalę przez wyznawców berlińskiego kultu "spopularyzowaną", lecz najnowszą - w stylu Farscape i Contemporary Works; Słuchacz otrzymuje tutaj wspaniałą porcję rozmarzonych, oddalonych sekwencji o z lekka etnicznym posmaku, spotęgowanym jeszcze obecnością improwizowanej wokalizy. Kolejne utwory: Koralowa Rafa, No Sequence oraz Radio Active to wielopłaszczyznowe, nierzadko wzbogacane głosowymi i amuzycznymi samplami nagrania, za sprawą których Yarkowi na dobre udaje się przerzucić pomost między tradycyjną elektroniką sekwencyjną, wyrafinowanymi suitami JMJ oraz frankfurckim chill-outem. Wiena to przede wszystkim subtelna gra zmysłowych dysonansów w rozczesanych, włóknistych akordach i pulsująca niepokojem syntezatorowa solówka, prześlizgująca się po subtelnie ostinatowych wybojach niczym granatowy, zdigitalizowany wąż o frapującym spojrzeniu - trzeci utwór, który szczególnie w tym zestawie wyróżniam. Zx Electro to swoistego rodzaju przedłużenie intrygującego, zagadkowego nastroju niepokoju, tym razem jednak już w zasadzie bez dominujących sekwencyjnych bloków ani tym bardziej dominujących beatów, z czasem muzyka pomału wygasa, zapada ciemność, wciąż słychać jednak syntezatorowe pomruki i przetaczające się fale utkane z sampli, syntezatorowego krylu i strzępów elektronicznego sitowia. Fascynująca, organiczna podróż, w którą polecam udać się wiele, wiele razy...

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    24,00 zł
  • Odyssey | Syntharsis

    Odyssey | Syntharsis

    Bestseller Super cena

    Krążek nr 1 zaczyna się utworem Inner Intrussion - kompozycja to dość posępna ale nie świadczy o całości tak klimatycznej muzy na całym wydawnictwie. Świetnie ta muzyka koreluje z frapującą okładką. Kolejny fragment to The space inside. Odyssey brzmieniowo zbliża się do Jarrowskich dzieł dekady lat 70-tych. Re:incarnation z kolei może zadowolić ortodoksyjnych wyznawców "klasycznej" elektroniki - muzyka kontemplacyjna, zadumana ale niosąca w sobie spory ładunek optymizmu, zwiewne dźwięki nie dają się szybko rozgryźć.... i na tym polega wyjątkowość tego wydawnictwa. Magiczne dżwięki Odyssey'a metafizycznie docierają do naszego ego. Neurogenesis to muzyczny groove, zresztą takich smaczków na tym albumie jest wiele. Dość "mroczną" ciekawostką w sensie klimatów jest kompozycja Re:sythesis. Muzyka Tomka Pauszka oscyluje tu wokół minorowych zapętlonych wątków. Niespokojny duch "Dark ambient" dominuje przez kilka minut trwania tego niesamowitego kawałka.
    Intrygujący jest też Re :versed worlds. Jakże muzyka ta jest niejednoznaczna - klimaty ambientowe w stylu Vidna Obmana, mieszają się z pompatyczną i wzniosłą muzyką J.Foxxa z jego albumu Cathedral Oceans - muzyka nieodgadniona, tajemnicza i przenosząca w sferyczne odchłanie - swego rodzaju transcendentalne doświadczenie gwarantowane. Kolejna "klimatyczna" niespodzianka na tym krążku to kompozycja Re:phlexess - Odyssey nie idzie na łatwiznę, każdy dźwięk jest tu przemyślany. Muzyk wykorzystuje intuicyjnie przebogatą paletę samplowanych barw, w ten sposób kreuje cudnej urody surrealistyczno-ambientowy pejzaż.
    Tak jak na albumach C.Padilla i P.Ellisa, następuje przekroczenie "niebieskich bram".
    Krążek nr 2 zawiera sporo fragmentów oscylujących między ambientem a mieszaniną nowoczesnej elektroniki (rave music, synthpop, trans, chilliout). Taką perełką na jest rewelacyjny i zarazem bardzo "groovowy" a momentami wręcz transujący Structures - kawałek ten niczym walec miażdży ucho słuchacza potężnymi basowymi pulsacjami, okraszonymi jazgotliwymi partiami syntezatorów analogowych. Znakomity efekt głębi muzycznej i przestrzenności daje niesamowite wrażenie mentalnego uczestnictwa w tej niepokojącej raczej kompozycji. Innercity - to już futurystyczna el-muzyka rodem z jakiegoś klubu disco z.... odległej przyszłości. Odyssey podobnie jak J.M.Jarre dał się ponieść nowoczesnej elektro-popowej muzyce, która z powodzeniem mogłaby egzystować w rozgłośniach radiowych preferujących dźwięki raczej "Friendly radio". Tak jest do końca tego wyjątkowego wydawnictwa, które promuje Generator.
    Muzyka nietuzinkowego artysty Odyssey'a, tworzącego chwilami dość oniryczne pejzaże choć również jest tu miejsce na ferie iskrzących dźwięków, charakterystycznych dla nowofalowych twórców nowoczesnej muzyki elektronicznej.

    Mariusz Wójcik




    To niechybnie najbardziej złożone dzieło w dyskografii Tomasza Pauszka, muzyka, aranżera i kompozytora ukrywającego się pod pseudonimem Odyssey. Syntharsis (2009) to reedycja debiutanckiego materiału artysty, ale bardzo wyjątkowa, ponieważ nie chodzi tu wyłącznie o wydanie zremasterowanego oryginalnego materiału z 2001; dodatkowo otrzymujemy krążek z niepublikowanymi dotąd utworami pochodzącymi z sesji Syntharsis oraz atrakcyjnymi remiksami dwóch najbardziej "przebojowych" tematów z albumu. Album stanowi bardzo udane połączenie elementów odmłodzonej (kojarzącej się zatem np. z Tangerine Dream od ery "Melrose Years" po dziś) elektroniki sekwencyjnej, wysmakowanego lounge'u oraz "klubowo" przyprawionego, bardzo wyrafinowanego elpopu. Nie brak tu elementu, który można by określić jako "groove" - szczególnie podobać się mogą naprawdę dopracowane, fantazyjne linie basowe - ale jednocześnie słowem najlepiej podsumowującym przebieg całego albumu byłoby słowo "flow": muzyka Odyssey'a jest nieprawdopodobnie "aerodynamiczna", opływowa, bardzo dobrze skoncypowana narracyjnie. Właściwie nie ma tu utworów "typowo dynamicznych" ani "typowo ambientalnych", poszczególne epizody suity Syntharsis są wielowątkowe, wielopłaszczyznowe i utrzymane w raczej średnim tempie, przez co już odpowiednie wyeksponowanie elementów rytmicznych lub ich "schowanie" pośród elektronicznych akordowych obłoków przyczynia się do sklasyfikowania utworu jako "motoryczny" lub "oniryczny"... Na albumie dzieje się bardzo dużo na wielu planach, jest to świeża, niemalże pachnąca zawieszonymi w powietrzu kryształkami lodu muzyka pełna przestrzeni, która znakomicie mogłaby pełnić funkcję ścieżki dźwiękowej do niejednego filmu; zauważmy zresztą, jak wiele wspólnego pod względem instrumentacji i nastroju mają utwory Rephlexes i (szczególnie) Resynthesis z muzyką, którą Peter Gabriel napisał do filmu Birdy (1985). Time/Deep (jeden z "przebojów" z albumu, przedstawiony w dwóch remiksowych odsłonach na bonusowym krążku) z jednej strony ma coś z klimatu nowszych, klubowo-lounge'owych płyt Jean-Michela Jarre'a, a jednocześnie czai się tutaj w podskórnej sferze coś, co można by skojarzyć z muzyką (zwłaszcza z singlowymi remiksami) Bjork! Jeśli już mowa o J.M.J., to skojarzenia z twórczością tego muzyka będziemy też mogli mieć w przypadku Sunlight, jeśli chodzi o połączenie lirycznej fortepianowej melodii i charakterystycznie nostalgicznego akordowego tła z atrakcyjnie nowatorskim programmingiem. Ciekawie prezentuje się też "utkane" z dźwięków spustu migawki aparatu fotograficznego tło w Snapshots (mamy tu właściwie, przez bardzo swobodną asocjację, coś wspólnego z Souvenir de Chine albo Les Chants Magnetiques III?) oraz wyjątkowo smakowita paleta elektronicznych tonów zmieszanych w Terra Eois, utworze, w którym Odyssey z powodzeniem zaciera sztucznie kreowane granice między "tradycyjną elektroniką", new-age, klubowymi brzmieniami oraz light-ambientem. Koniecznie trzeba w tym miejscu powiedzieć, iż w ogóle ożywienie przez Odyssey'a ostinatowo-sekwencyjnych tradycji zasługuje o tyle na uwagę, że nie jest to kolejna wariacja na temat patentów Tangerine Dream, tylko raczej indywidualne potraktowanie formuły nieco w takim duchu, w jakim robiły to "gwiazdy" frankfurckiego FAXu, Pino Shamlou i Benjamin Wild (Xangadix, The Whole Traffic, The MS Series) albo też Beatboys 2000, przy czym wspomnieni wykonawcy raczej skłaniali się w stronę mariażu elektroniki sekwencyjnej i acidu, a Odyssey proponuje dojrzalsze i dopuszczające znacznie więcej skojarzeń aranżacje (umiejętne, dopracowane instrumentacje to jeden z największych atutów Odyssey'a, jak mi się wydaje). Polecam z pełnym przekonaniem, także remiksy (uwaga adresowana specjalnie do najbardziej "ortodoksyjnych" Słuchaczy, często sceptycznie nastawionych wobec "utanecznionych" (?!) wersji alternatywnych), pośród nich zaś szczególnie Aphex Glitch Version tematu Neurogenesis (wbrew tytułowi miksu, relatywnie niewiele tu z klimatu nagrań Aphex Twin albo Glitch, za to jest to wyśmienita wersja w takim duchu, w jakim tworzą tacy remikserzy jak Bitstream albo Kid 606).

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 2CD


    29,00 zł
  • Scamall | A World Behind the Silence

    Scamall | A World Behind the Silence

    Bestseller Super cena

    Album rozpoczyna się poszarpanym, neurotycznym breakbeatem godnym Warp Records, od razu przychodzą na myśl dzieła Aphex Twin (przede wszystkim te z jego winylowych płyt EP). Offline nie jest jednak najbardziej charakterystycznym fragmentem krążka, już raczej dynamiczną introdukcją do płyty na wskroś zamyślonej, spowolnionej, praktycznie pozbawionej beatów. Muzyka Scamalla wymyka się prostym klasyfikacjom, w zasadzie jest to ponury, żelazisto-porowaty dark ambient, ale zarówno ta kategoria jest zbyt szeroka, jak i twórczość Scamalla zbyt niejednoznaczna i bogata. Warts and all przynosi charakterystycznie rozedrganą nerwowość w bardziej "sekwencyjnym" planie głównym oraz ponurą szarość deszczowego poranka w mrowiącym dalszym planie. "Screaming Trees" to abstrakcyjna miniatura, w której można dosłuchać się elementów najbardziej eksperymentalnego noise'u, ale "językiem urzędowym" wciąż jest tutaj język ambientu, nadal najdonioślejszą rolę pełnią mroczne struktury dźwiękowe ulegające autoreplikacji, rozchodzące się niczym kręgi na czarnej wodzie. Wrapped oraz Vanishing Haze to dark-ambientalne perełki, które mogłyby pochodzić z repertuaru Briana Eno. Z kolei podczas słuchania dwóch ostatnich impresji trudno nie pomyśleć: "Pete Namlook z pewnością chętnie wydałby te utwory w barwach Fax Records" - Bright to genialny melanż ambientalnych tekstur i przetworzonych odgłosów natury, przygotowany nieco w duchu Biosphere (zwłaszcza w okresie Dropsonde), natomiast konkluzja albumu ma coś wspólnego z tajemniczą, monochromatyczną eterycznością muzyki Tetsu Inoue, choć naturalnie w obu przypadkach nie ma mowy o kopiowaniu cudzych patentów, a jedynie o umiejętności wyczarowania specyficznej, niebywale odrealnionej a przy tym fantastycznie "wizualizacjogennej" atmosfery. (Patrząc w ten sposób, inne skojarzenia, które mogą spontanicznie przemknąć przez myśl, to twórczość duetu Boddy / Carter, Jochema Paapa albo bezbeatowe dzieła Steve Stolla.) Niewątpliwie trudna to płyta dla oddanych miłośników "tradycyjnej" elektroniki sekwencyjnej, ba, nawet dla fanów ambientu nie będzie to łatwy krążek; największy atut albumu to niewątpliwie ten, że muzyka Scamalla wciąga od pierwszych sekund i trzyma Słuchacza w napięciu do samego końca. Przy pomocy relatywnie prostych środków wyrazu udało się artyście bez trudu zbudować własny dźwiękowy świat, który nie przestaje fascynować. Aby to się udało, trzeba być doprawdy utalentowanym malarzem dźwięków. Gorąco polecam.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    19,00 zł
  • Polaris | Background Stories

    Polaris | Background Stories

    Polaris wydał tę płytę w Ricochet Dream, w limitowanej edycji 300 sztuk. Lucid Dream przynosi oczekiwane od Polarisa berlińskie sekwencje ale zanurzone w raczej jak na tego artystę dziwnych brzmieniach choćby gitary basowej... Mam wrażenie przy kolejnym kawałku, Permutations-Part I że Polaris sprzęża berlińskie klimaty z chill-outowymi wtrętami albo inaczej stara się eksperymentować,wychodzić poza konwencję, mieszając tradycyjną elektronikę z współczesnymi trendami. Najlepiej słychać to na 975-2 gdzie splatają się z tradycyjną el elementy elektro a nawet ambientu czy drum'n'bass na Smile! Czy Out Of Aligment. Flashback ma tradycyjną formę i jest moim zdecydowanym faworytem na tej płycie - znakomita kompozycja. Świetny jest też wspomniany Out Of Aligment łączący zalety tradycyjnej elektroniki z czymś co nazwałbym melodyjnym industrialem. Voltage Controlled Inspirations to piękna wolta ku stonowanym ale nadal nowoczesnym w brzmieniach klimatom. Spokojności przynosi też Les Structures Logiques nagrany razem z Oddysey'em oraz wieńczący płytę, najmniej modernistyczny w ujęciu Nostalgy. Polaris to jeden z najważniejszych a zarazem najbardziej utalentowanych polskich twórców. Szkoda trochę że nie gra już czysto berlińskich kompozycji ale - król umarł, niech żyje król! Nowy Polaris jest równie interesujący i wart wysłuchania jak ten sprzed lat. Polecam!

    Dariusz Długołecki




    Pod pseudonimem Polaris ukrywa się polski kompozytor, aranżer, syntezatorzysta i producent Jakub Kmieć - wydany w 2008 r. krążek Background Stories zawiera 9 kompozycji (w 10 indeksach) utrzymanych w interesującym stylu łączącym wpływy tradycyjnej analogowej elektroniki oraz specyficznego, chłodnego, sekwencyjnego chill-outu nieco w duchu Wolframa Spyry. Skoro pada nazwisko Spyry, wcale nie od rzeczy było moje spontaniczne, przelotne skojarzenie okładki z pewnym okresem w dziejach Fax Records... Do tradycyjnego, bezkompromisowego FAXu naturalnie jeszcze stąd daleko, ale jeżeli chodzi o bardziej skoligacone z elektroniką sekwencyjną nurty przez tę wytwórnię propagowane... Lucid Dream stanowi znakomite otwarcie, jest to jedna z tych introdukcji, których Odbiorca koniecznie musi dosłuchać do końca, ponieważ zestawienie barw, instrumentów i ogólnych pobocznych wrażeń jest więcej niż hipnotyzujące - utwór jest i świetnie wyprodukowany, i odpowiednio głęboki, a jeśli powiem, iż po tej pierwszej impresji byłbym przekonany, że słucham albumu Spyry, nie mam na myśli kopiowania patentów, tylko zdolność uchwycenia tej swoiście nostalgicznej, niepowtarzalnej, eteryczno-odrętwiałej atmosfery, z której słynie artysta z Kassel, a jest to już przecież spora sztuka. Rzeczony klimat panuje na całym krążku, który raz po raz ożywiany jest ciekawie przetworzonymi brzmieniami z pogranicza gitary, melotronu oraz tradycyjnych "solowych" syntezatorów Klausa Schulze pod koniec lat siedemdziesiątych (Permutations 1), to znów intrygującym, "poszatkowanym" programmingiem (Permutations 2), to znów ciekawym unisono pulsujących sekwencji i adekwatnych do nich beatów (Flashback). Muzyka Polarisa zdecydowanie nie pozbawiona jest walorów melodycznych, aczkolwiek zdecydowanie w duchu chill-outu, lounge'u bądź nieco uproszczonej, zmniejszonego formatu elektroniki sekwencyjnej, a nie tradycyjnego elpopu. Ścieżka rytmiczna 975-2 sprawia, że utwór nieoczekiwanie nabiera lekkiego posmaku dub-ethno (!), VCI to przyczynek Polarisa do lounge-ambientu, a Les Structures Logiques (Remix) to spotkanie z brzmieniami bardziej klubowymi, zatem o nudzeniu się w trakcie tego godzinę trwającego albumu nie może być mowy. W finale - Nostalgy - gościnnie pojawia się Odyssey (Tomasz Pauszek): płyta kończy się akcentem w stylu nowszego, eksperymentującego również z ambientem i club-sounds Jean-Michela Jarre'a... Bez najmniejszego wahania polecam.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    46,49 zł
  • Tomasz Zawadziński | Follow Me

    Tomasz Zawadziński | Follow Me

    Bestseller Super cena

    Podążaj za mną - z pewnością ku zaczarowanym elektronicznym krainom, niesamowitym tonalnym dżunglom, z miejsca przywołującym ducha nagrań czołowych reprezentantów Szkoły Berlińskiej lub obdarzonych nieprzeciętną fantazją kontynuatorów ich tradycji: chętnie łączących sekwencyjne patenty z całą paletą brzmień tak elektronicznych, jak i akustycznych, takich jak choćby Paul Nagle. Początek krążka oznacza bardzo przyjemne zdumienie dla fanów bardzo wczesnego Tangerine Dream: budzący się do życia o żółtawym świcie elektroniczny egzotyczny las wibruje takim właśnie niesamowitym poszumem, jak działo się to w impresjach Tangerine Dream z płyt Zeit i Atem! Melanż czarująco abstrakcyjnych brzmień relatywnie szybko ustępuje miejsca spokojnej, może nieco melancholijnej, ale jednak podszytej optymizmem impresji utrzymanej w średnim tempie, bogatej melodycznie, a przy tym przestrzennej, jakby zagadkowo niedopowiedzianej. Drugi utwór, wyłaniający się z ciekawie zorganizowanej grupki tajemniczych chrzęstów, prowadzi nas w rejony, w zwiedzaniu jakich mistrzostwo osiągnął Wolfram Spyra: mamy tutaj podobnie miękki, "deszczowy" podkład, wyjątkowo swobodne dryfowanie między systemami tonalnymi oraz "wibrafonowe" eteryczne tony z miejsca wprowadzające Słuchacza w sam środek jakiejś barwnej, filmowej opowieści. Trzecia impresja, jeden z najlepszych momentów albumu, to przede wszystkim mżące leniwym, mlecznym światłem syntezatorowe reflektory miarowo, hipnotycznie przeczesujące odrętwiały, mollowy mrok podobny temu, jaki spowijał niektóre epizody albumów Klausa Schulze Body Love i Mirage! Czwarta kompozycja przywiewa garść brzmień urzekających melodycznie i aranżacyjnie w podobny sposób, jak dzieje się to na eklektycznych, oryginalnych, a jednak osadzonych w berlińskiej tradycji płytach wspominanego na początku Paula Nagle'a. Kompozycja finałowa ma może najwięcej wspólnego "wprost" z tradycją Szkoły Berlińskiej, niemniej jednak i tutaj odpowiednie wpływy przefiltrowane zostały w wysoce satysfakcjonującym stopniu przez wrażliwość Tomasza Zawadzińskiego. Uważne przesłuchania pozwolą docenić coraz bardziej klarujący się styl tego artysty nastrojonego zarówno refleksyjnie, jak i sekwencyjnie, malującego muzyczne obrazy - Sounds Like Pictures - tak nostalgiczne jak i optymistyczne, zarówno oszronione, jak i emanujące ciepłem. Przy kolejnych spotkaniach z zawartą tu muzyką przekonamy się, iż dane jest nam podążać z pewnością nie tylko w jednym kierunku, nie tylko wciąż do jednego i tego samego tajemniczego świata...

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    24,00 zł
  • Brunette Models | Last Poem

    Brunette Models | Last Poem

    Bestseller Super cena
    Projekt Brunette Models proponuje bardzo wysokiej próby ambient, umiejętnie połączony z odrealnioną, spowolnioną muzyką klubową, mrocznym winylowym lounge’em i subtelnym, zsolaryzowanym, rozsmakowanym w wolnych tempach breakbeatem. O tym, iż jest to połączenie bardzo wysokiej próby i niezmiernie ciekawie zrealizowane, przekonamy się już za sprawą dwóch pierwszych utworów. Słuchając płyty w dalszym ciągu być może pomyślimy przelotnie o muzyce takich artystów jak Centrozoon, Biosphere, Ian Boddy, Robert Rich czy projekt Aerial Service Area, niemniej jednak będą to tylko szkicowe, spontaniczne skojarzenia, jako że ukrywający się pod pseudonimem Brunette Models pewien tajemniczy filozof Piotr ma wyjątkowy talent do malowania bardzo silnie zindywidualizowanych portretów, pejzaży i abstrakcji dźwiękowych. W zasadzie każdy epizod płyty wart jest rekomendacji: czy będzie to obraz popiołowego parku zamkniętego w wybrzuszonej butelce w utworze czwartym, czy płynąca z dołu ku górze woskowa rzeka o kremowej proweniencji w kompozycji piątej, czy salon krzywych klepsydr w impresji szóstej, czy z lekka poddenerwowana jesień przy biurku Erika Satie w utworze siódmym... Kompozycję ósmą mogę sobie spokojnie wyobrazić jako ozdobę jakiegoś mrocznego, ultrakontemplatywnego albumu wydanego w barwach Fax Records (żeby nie było najmniejszych wątpliwości: to duży komplement...). I gdy już wydaje się, że zmierzamy podczas słuchania tego nietypowego krążka ku najchmurniejszym, niezbadanym ostępom ambientu, odzywa się znienacka w impresji dziewiątej przednia elektronika sekwencyjna, prezentowana w wydaniu nie pozbawionym inteligentnego humoru. Jeszcze tylko glacjalna kompozycja dziesiąta... To już koniec płyty?... Na szczęście zawsze można ją włączyć jeszcze raz... do czego niniejszym gorąco zachęcam.

    I. W.




    Piotr Krzyżanowski ma kontrowersyjne poglądy na tematy muzyczne ale podoba mi się jego upór i konsekwencja w tworzeniu na wyznaczonej przez siebie drodze. Call Him Dr. Moog (zdaje się że inna wersja była na CES II). Elementy scratchingu, drum'n'bass kontra głęboko izolacjonistyczny ambient. Ale są też zabawy poszukiwawcze formowaniem dźwięku (Fly With The Margo - zresztą najbardziej przykuwajacy uwagę). Nie wiem na ile poglądy zawarte w płycie (recytacja - to jest pusty świat, to jest nic...) są odzwierciedleniem myśli samego artysty ale coś z tej deklaracji jest też w tej muzyce - to nie krzyk rozpaczy ale manifest wewnętrznego smutku połączonego z pogodzeniem z tym stanem rzeczy. Ale mamy też - wyszło słońce... Czyli Piotr filozof z wykształcenia widzi jakąś nadzieję. Odrealnienie połączone z tęsknotą za światem idealnym z tekstami z bajki wyrażone zostaje też w Searching kończącym krążek. Ciekawe.

    Dariusz Długołęcki

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    9,00 zł
  • Vanderson | Music in my Mind

    Vanderson | Music in my Mind


    Album Vandersona Music in My Mind został zrealizowany w latach 2007 i 2008. Składa się z dziesięciu bardzo urozmaiconych brzmieniowo i aranżacyjnie kompozycji, utwory ocierają się o "klasyczną elektronikę" oraz nagrania nowoczesnej muzyki elektronicznej. Początek to Music in My Mind - intro, bardzo melancholijny, nostalgiczny. Total Destruction - to motoryczne sekwencyjne sola, ujadających się nawzajem z nanizanymi nerwistymi samplami - jest to coś energetycznego co stanowi odskocznię od nostalgicznego początku tego albumu. W utworze Destination - Road 1, Vanderson zachacza o rejony elektro-popu - wiele tu z ducha nagrań Komendarka. Bogactwo użytych tu samplowanych brzmień i nietuzinkowych aranżacji, wyróżniają tę kompozycje. Równie interesująco wypada Paranormal - kompozycja transująca, sekwencyjna i posiadająca element tajemniczości - słuchacz może nie do końca swoją percepcją ogarnąć te fascynujące, pulsujące dżwięki. Z kolei Elements ociera się się o estetykę ambitnej muzyki pop - soczyste o ciepłych barwach sola syntezatorowe, nadają temu albumowi spontaniczności i wigoru. Następny utwór Project 79, to już zupełnie inne muzyczne klimaty, mocne kropy perkusyjne wraz z bogatą paletą samplowanych dżwięków dają interesującą mieszankę nowoczesnej el-muzyki. Vanderson nie był osamotniony w tworzeniu tego materiału. W utworze Hoogie, debiutuje tu kilkuletni syn Vandersona - bardzo to urokliwa i sympatyczna kompozycja. Motoryczna ścieżka perkusyjna okraszona jest zgrabnie dodanym głosem rozbawionego dziecka. Cały album kończy Destination Road - Part 2. Polecam ten album nie tylko fascynatom el-muzyki ale również wszystkim otwartym na nietuzinkową, nowoczesną muzykę pop.

    Mariusz Wójcik

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr


    60,43 zł
  • Andymian | In the Garden of the Rainy King

    Andymian | In the Garden of the Rainy King

    Super cena

    Pod pseudonimem Andymian występuje Andrzej Mierzyński, kompozytor, multiinstrumentalista i wykonawca pochodzący z Olsztyna. Sugestywny, poetycki tytuł krążka podobno nie celowo kojarzy się z Ogrodem Króla Świtu Marka Bilińskiego; prezentowany tutaj materiał ma jednak momentami sporo wspólnego z koncepcyjną wyobraźnią wspomnianego artysty, szczególnie jeśli wsłuchać się w swobodnie „swingujące” solówki oraz brzmienia świadczące o inspiracji muzyką Jean-Michela Jarre'a. Świetny concept-album na zamglone, deszczowe poranki, przynoszący całe spektrum omszałych, elpopowych odcieni zieleni. Wspomniałem o pewnych analogiach między muzyką Andymiana a twórczością Bilińskiego, podczas słuchania płyty można też mieć skojarzenia z bardziej "pejzażową" częścią dyskografii Mikołaja Hertla. Brzmieniu całości nie zaszkodziłaby odrobina przestrzenniejszych basów, niemniej jednak kompozycje bronią się skutecznie po prostu ze względu na melodykę, formę i sposób rozwijania nastroju. Nastroje kojarzące się z elpopem i new-age raz po raz ewoluują w stronę pogodnej, lekkiej elektroniki sekwencyjnej, mniej więcej w stylu Tangerine Dream schyłku lat osiemdziesiątych - dobra wiadomość dla "ortodoksyjniejszych" miłośników muzyki elektronicznej. Tak czy inaczej, warto sięgnąć po In the Garden of the Rainy King dla samej przyjemności obcowania z tonami, które z miejsca porywają Słuchacza w baśniowy świat, z każdym krokiem okazujący się być innym niż ten, w którym żyjemy na co dzień.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD

    28,86 zł
    19,99 zł