Napisz do nas
   


Kategorie


S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2196 wydawnictw w ofercie
1721 dostępnych natychmiast
33648 próbek utworów
2258 recenzji płyt
24653 zrealizowanych zamówień
4652 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Popularność 5

(412 albumy)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Tangerine Dream | Gate of Saturn Live at the Lowry Manchester 2011

    Tangerine Dream | Gate of Saturn Live at the Lowry Manchester 2011

    Aż na trzech płytach CD, grupa Tangerine Dream zapisała koncert z Manchesteru z 28 maja 2011r. To swoisty upominek dla fanów grupy, bo Edgarowi Froese chodziło by dźwięk był najwyższej jakości, a cena wydawnictwa zbytnio nie rujnowała kieszeni. Sama strona wizualna tego występu nie odbiegała od tego, co zespół prezentował do tej pory. Rozbuchany, laserowy show z licznymi wizualizacjami w tle. Za to muzycznie grupa zaprezentowała się od zupełnie innej strony. Rozbity na trzy dyski materiał pochodzi z ostatnich płyt grupy. A więc mamy kompozycje z takich albumów jak : The Island Of The Fay, The Gate Of Saturn, The Angel Of The West Window, Summer In Nagasaki czy Views From A Red Train. To skupienie się na najnowszych kompozycjach, jest dowodem na to że Tangerine Dream nie odgrzewają jedynie kultowych nagrań sprzed lat. Z resztą i improwizatorski pazur zespołu nieco się przytępił. W latach swojej świetności zespół potrafił improwizować na żywo, co było dowodem znakomitej interakcji między poszczególnymi członkami grupy. Dziś Froese i reszta jego świty, jedynie sprawnie odtwarza to co znamy już ze studyjnych albumów. Chociaż w takich uznanych klasykach jak chociażby niezapomniany Kiev Mission, ta magia sprzed lat chociaż na chwilę powraca. Ogólnie to sprawny montaż i przegląd tego, czym zespół para się ostatnimi czasy. Miks elektroniki, rocka, new age, ambientu, ale to już znamy od lat. Dla najwierniejszych fanów grupy.

    R. M.

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 3CD


    135,46 zł
  • Klaus Schulze (Wahnfried) | Trance Appeal

    Klaus Schulze (Wahnfried) | Trance Appeal

    To z pewnością jedna z najbardziej "podskórnych" wypowiedzi Richarda Wahnfrieda - rytmy kiełkują tutaj powoli, niespiesznie, nie wypuszczając naraz zbyt wielu odnóg; pierwszoplanowe dźwięki ostrożnie i podejrzliwie skanując otoczenie, i tak wyłapując przez oddalone peryskopy coraz to inne, głośne, znienacka wyrastające w polu widzenia sample. Doprawdy trudno lepiej mi opisać rzeczywistość szkicowaną szczególnie w drugiej impresji na albumie, Bizarre, ale podobny nastrój dominuje z grubsza na całej płycie. Utworu Rubbish raczej nie powstydziłby się Aphex Twin: tło znów jest podejrzliwe, minimalistyczne, zachowawcze, tymczasem na pierwszym planie dochodzi do ekspresywnego bombardowania muzycznej przestrzeni beatami i rozregulowanymi stukotami. Pojawia się tutaj ponadto jedna z najbardziej przejmujących melodii albumu, przyniesiona przez podmuchy egzotycznego aerofonu. Angel Heart jest pierwszym utworem, w którym do głosu dochodzi tak esencjonalne dla KS mżące sekwencjonowanie, tutaj otrzymuje ono jednak zaskakujący, nowoczesny posmak laptopowego IDM przy skręconych do minimum głośności beatach. So What? stanowi kolejną wyprawę w rejony ulubione przez Aphex Twina, a jednocześnie nie zabrakło tutaj miejsca na atmosferę wyczarowaną przez Klausa Schulze na albumie En=Trance. Kolejne utwory w imponujący sposób balansują na granicy eksperymentalnych kompozycji i prowokujących tonicznych szkiców, nie przestając przy tym tchnąć atmosferą dość jednak typową dla Schulzego. A Chilly Fiesta to z kolei porcja głębokich basów i smutnie zamyślonych improwizacji utrzymanych w humorze przepełniającym Le Moulin de Daudet. Psychedelic Clubbing, jeden z najlepszych utworów w zestawie, ma wiele wspólnego z motorycznymi partiami A Saucerful of Ambience (TDSOTM II, wraz z P. Namlookiem). Le Sleep des Animaux to schulzeański przyczynek do skradającego się click-ambientu... a bonusowy utwór Marooned to trzynastominutowy melanż "zdekodowanych" na harmoniczny język muzycznych skarg typowych dla Esoteric Goody oraz posępnych wyiskrzeń nieco w stylu pierwszego Oxygene Jean-Michel Jarre'a. Prawdopodobnie jedna z najmniej przystępnych, za to najbardziej fascynujących pozycji opublikowanych pod pseudonimem Richarda Wahnfrieda.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    62,97 zł
  • Tangerine Dream | Out of this World (2LP)

    Tangerine Dream | Out of this World (2LP)

    Tangerine Dream to już historia, żona artysty Bianca Froese-Acquaye też chciała mieć w tym udział. Okładkowe zdjęcie Edgara, spacerującego z laptopem pod pachą, po pustynnym krajobrazie jest dosyć wymowne. Wszak w biało czarnych kolorach przedstawia się osoby, których już nie ma pośród żywych. Ten wybór nagrań też ma specyficzny wymiar, bo jest to pożegnanie z artystą i mężem. Utkane w ciemnych tonacjach, mają coś z dostojeństwa muzyki klasycznej. Jakby Froese zza grobu, chciał powiedzieć wszystkim o rzeczach ostatecznych. Jednak jest tu drobny rarytas dla którego warto jest sięgnąć po ten zbiór. Bianca wygrzebała z archiwum męża wcześniej nieznane nagranie Ganymede's Kiss. Dla tych którzy chcą mieć absolutnie wszystko jest to zdecydowanie powód do ekscytacji. Poza tym nie ma tu niczego, czego by nie znali. Dla Bianci płyta Out Of This World ma na pewno wymiar szczególny, w sumie to całkiem zręcznie ułożony zbiór, obok którego z powodu widomego faktu, fan grupy nie przejdzie obojętnie.

    R.M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 2LP


    112,10 zł
  • Klaus Schulze | Virtual Outback

    Klaus Schulze | Virtual Outback

    Wznowienie pierwszego krążka pięciopłytowego boksu Contemporary Works II, wzbogacone o utwór dodatkowy. 65-minutowa kompozycja The Theme: The Rhodes Elegy to bez wątpienia jeden z najbardziej fascynujących schulzeańskich pejzaży dźwiękowych. Pojawia się tutaj miękki, nostalgiczny temat trawestowany również w miniaturze Manikin Jubilee oraz w pierwszej części suity Schulzego i Namlooka Set the Controls for the Heart of the Mother (DSOM IX) - tym razem zostaje on doprawdy barokowo rozbudowany, a użycie słowa "barokowo" okaże się o tyle nieprzypadkowe, iż w instrumentarium pojawia się w jednej z głównych ról omszały, posępny, melancholijny obój. Klausowi Schulze z miejsca udaje się wyczarować nastrój niczym z "Krajobrazu Toledo" El Greco; wariacje na temat głównego wątku przypływają do Słuchacza niczym z pachnącego świeżym tynkiem oraz deszczem snu. Mniej więcej w połowie utworu główny motyw podchwycony zostaje przez fenomenalnie przybrudzoną i "skradająco" miaukliwą gitarę elektryczną, pozwalając pomyśleć o nastrojowych pasażach Ash Ra Tempel. Dodatkową atrakcją krążka jest bonus w postaci kompozycji Chinese Ears, wziętej z limitowanej jedynie do 333 egzemplarzy szóstej płyty boksu CW II. Mamy tutaj perliste ostinata i akordowe westchnienia utrzymane jednocześnie w nastroju kilku porozrzucanych na przestrzeni Contemporary Works I i II utworów: Klaus Schulze bawi się wykorzystanymi już raz w ramach boksu brzmieniami i sampluje je ze swadą i genialnym wyczuciem, tkając nowe motywy, które na dodatek lekko przyprawione zostają rzeczywiście orientalnym kolorytem. Miejmy nadzieję, że pozostałe trzy utwory z limitowanej płytki Chinese Eyes również doczekają się wznowienia jako bonusy do regularnych płyt...!

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    62,97 zł
  • Gert Emmens, Ruud Heij | Galaxis

    Gert Emmens, Ruud Heij | Galaxis

    Tytuł całości (Galaxis) jak i poszczególnych utworów przenosi nas w daleki kosmos. Sekwencerowe granie Gerta Emmensa i Ruuda Heija mocno podkreśla to oderwanie od naszego ziemskiego świata, ba, od tego całego poznanego już trochę kosmicznego otoczenia i przenosi w odległe obszary pełne tajemnic. Zawartość pierwszego krążka tej swoistej trylogii zafascynowała mnie tak, jak kiedyś zrobił to legendarny album Tangerine Dream Rubycon. Analogia nieprzypadkowa – wyraźnie słychać, że ta właśnie płyta mocno zainspirowała autorów dźwiękowych galaktyk. Odwołań zarówno brzmieniowych jak i strukturalnych do twórczości Tangerine Dream znajdziemy tu wiele, ale trzeba przyznać, że panowie Emmens i Heij zrobili to z wielka klasą! Gorąco polecam podróż do ich świata galaktyk.

    J.D.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 3CD


    147,78 zł
  • Free System Projekt | Spoon Forest

    Free System Projekt | Spoon Forest

    Free System Projekt to holenderski duet wykonawców muzyki elektronicznej, w skład którego wchodzą Marcel Engels i Ruud Heij. Ich muzyka jest mocno osadzona w stylu Tangerine Dream z lat 70-tych XX wieku czyli prezentuje tzw. szkołę berlińską.
    Spoon Forest to materiał nagrany w w trzyosobowym składzie w październiku 2012 r. Duetowi Free System Projekt towarzyszy norweski muzyk-kompozytor Terje Winther. Mamy tu klasyczne ciężkie syntezatorowe granie zwane żartobliwie, ale jakże trafnie, laniem berlińskiego betonu, przepełnione dobrze znanymi z płyt Tangerine Dream dźwiękami i frazami, dające pole do popisu w konkurencji "skąd znam tę melodię?". Dla wielbicieli n-tej wariacji na temat Rubyconu pozycja obowiązkowa. Innym też może się spodobać, bo całość brzmi bardzo efektownie i, co najważniejsze, nie nuży! Na ile to skutek rześkiego powiewu norweskiego chłodu, niech ocenią sami słuchacze.

    J.D.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    73,89 zł
  • Klaus Schulze | Body Love v.2 (LP)

    Klaus Schulze | Body Love v.2 (LP)

    Kontynuacja bardzo udanej ścieżki dźwiękowej do kontrowersyjnego filmu Lasse Brauna. Pojawiające się tu motywy utrzymane są w podobnej chłodno-zmysłowej, "rtęciowej" tonacji, co utwory ze znakomitej poprzedniczki, a dłuższa wersja Stardancer (na dodatek chyba odrobinę inaczej zmiksowana, jeśli chodzi o uwypuklenie odpowiednich głosów) wprost do oryginalnej płyty Body Love nawiązuje. Pozostałe utwory to prawdziwe klejnoty w schluzeańskim skarbcu: Moogetique to ponure, metaliczne wyziewy samoczynnie się aktywujące w bezdennej przepaści, zasnuwające całe pole widzenia burym dymem podobnie frapująco jak dwadzieścia lat później we wstępie do Phantom Heart Brother (DSOM 3). Główny utwór albumu, Nowhere - Now Here (jakże genialny tytuł!), zawiera wszystkie niezbędne elementy schulzeańskiego poematu: utwór rodzi się w amorficznej syntezatorowej mgle, wkrótce wkracza leniwy, hipnotyczny rytm wybijany tradycyjnie już przez fenomenalnego perkusistę Haralda Grosskopfa, nanizana nań zostaje kroplista sekwencja, na pierwszym planie zaś może rozwijać się swobodnie improwizowana partia o kleistym brzmieniu. Utwór przechodzi przez kilka progresji tonalnych, z tła dobywa się fascynujący pomruk elektronicznych chórów (Klaus Schulze odpowiada na Mother Fore Pink Floyd, epizod suity Atom Heart Mother?...), w końcu zaś wątek urywa się nieoczekiwanie, perkusja kipi i bulgocze, a sekwencery i improwizowane ścinki gonią się w szale zamroczenia. Motywy stanowiące szkielet tej kompozycji wielokrotnie były odświeżane, transponowane i przerabiane w tym okresie: porównajmy choćby koncertowe Zeitgeist albo Buddy Laugh prezentowane po raz pierwszy właśnie na reedycji tego albumu…

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1LP


    107,72 zł
  • Klaus Schulze | Body Love (LP)

    Klaus Schulze | Body Love (LP)

    Syntezatorowe westchnienia, splatające się w zimnych konstelacjach i mollowych uściskach, osnuwają krystaliczną siecią cały pierwszy plan wszystkich trzech wypełniających tę płytę kompozycji. Odsłona pierwsza, Stardancer, rodzi się w niemuzycznej, wibrującej otchłani, z której wybijają się pierwsze promienie, pierwsze pomruki elektronicznych chórów, następnie zaś wysupłują się perkusyjne ozdobniki. Wstęp prowadzi do tętniącego, gumiastego ostinata, na tle którego rozwija się melancholijna, pobłyskująca, improwizowana impresja głównego syntezatora. Rytm zostaje coraz zmysłowiej podkreślany przez kipiącą perkusję, a ostinato zostaje podszyte basową linią. W ostatniej sekwencji utworu improwizacja balansuje między systemem durowym a melodyką orientalną. Muzyka niespodziewanie gaśnie, ledwo zabrzmi dysonansujący znak zapytania zaintonowany przez wszystkie ścieżki instrumentalne.
    Blanche to najspokojniejszy i najbardziej zadumany - może najbardziej "nieszczęśliwy"?... - fragment płyty (wycinek tej właśnie kompozycji reprezentuje album Body Love na przekrojowym wydawnictwie Schulzego podsumowującym lata 1972-1991, pt. 2001). Smętne, gasnące łabędzie syntezatorowe dają się ponosić czarnym, śliskim falom przypominającym ciała spowite satynowym całunem. Momentami może się ta muzyka troszeczkę pod względem nastroju kojarzyć ze wstępem do kompozycji Shine On You Crazy Diamond Pink Floyd (Wish You Were Here, 1975), ale to tylko przelotne, uchwytne jak przez mgłę zestawienie. Słychać tu w każdym tonie tę samą chłodną, opustoszałą tęsknotę, która czyniła tak niesamowitym nagranie Wahnfried 1883 (Timewind, 1975).
    Finałowa kompozycja P:T:O: trwa ponad 27 minut i łączy w sobie elementy cierpkiej zadumy Blanche (wstęp oraz finałowa sekwencja) z dynamiką i zapierającym dech rozchwianiem ostinatowym Stardancer (część główna, w której genialne ostinato zmienia kilkakrotnie skalę i tempo, czemu towarzyszy jedna z najwspanialszych solowych partii syntezatorowych w dyskografii Schulzego). Ta muzyka znakomicie zilustrowałaby spacer wzdłuż zamglonego wybrzeża, gdzie z jednej strony szumią ledwo dostrzegalne fale, z drugiej zaś zaczyna się już zgiełk metropolii. Każdy mijany kształt, każda latarnia i każda trafostacja, rozmazuje się w zadymioną plamę przybierającą kształt dowolnego słowa wypowiedzianego kobiecym szeptem.
    Dodatkowy utwór, na cześć reżysera filmu Body Love zatytułowany po prostu Lasse Braun, to 22 (chciałoby się powiedzieć: tylko 22…) minuty niezwykłej, mrocznej muzyki utrzymanej siłą rzeczy w podobnym tonie kolorystycznym co trzy inne impresje z albumu Body Love, ale chyba jednak najbardziej posępnej i niezgłębionej. Na początek sine, ciągnące się światło muzycznego reflektora drąży ciemną, nieprzejrzaną przestrzeń lepkimi smugami. Przez opustoszałą przestrzeń przemknie czasem tylko spóźniony podmuch nocnego Mooga, a dopiero po paru minutach wyklują się zdrętwiałe, zimne, stojące mollowe akordy. Reflektor przeczesujący wyludnioną przestrzeń pomału chrypnie, snując swoje uparte, rozsiane, jednodźwiękowe ostinato, za każdym razem wysyłając nieco inaczej brzmiącą smugę światła. Miękkie tony perkusyjne szemrzą miarowo w tle, służąc tutaj tylko jako ornament, zdecydowanie zanadto słabe i niezdecydowane, by mogły podsunąć tej mrocznej suicie stały rytm. Ostatecznie zjawia się też na scenie napięte, zziębnięte solo syntezatora, ciągnącego opowieść podobną w nastroju do tych, które wypełniły suity Blanche oraz P:T:O:, a wkrótce potem dochodzi do tak charakterystycznej dla Klausa Schulze intrygującej progresji. Samotny reflektor emituje coraz silniejsze i bardziej sprężyste wiązki światła, a w tle pojawia się mnóstwo frapujących poszumów i lodowatych wyładowań elektronicznych. Mimo oczywistego podobieństwa, jeśli chodzi o atmosferę, do pozostałych trzech impresji zamieszczonych na albumie, nie da się odmówić utworowi Lasse Braun niesamowitego klimatu i ogromnej siły wyrazu, wręcz zastanawiałbym się nad przyznaniem tej kompozycji tytułu najbardziej przejmującego epizodu z całego wydawnictwa Body Love. Miłośnicy muzyki Klausa Schulze posiadający już płytę analogową Body Love, a nawet i jej kompaktową edycję, ponad wszelką wątpliwość powinni zainteresować się najnowszym wydaniem tego niezwykłego materiału.

    PS. Nie widziałem filmu, do którego Klasus Schulze stworzył tę muzykę, ale coś mi się wydaje, że wyglądał nieco inaczej niż próbki proponowanych przeze mnie wizualizacji...

    I. W.


    Ten krążek pochodzi z okresu, w którym Klaus Schulze stworzył swoje chyba najlepsze utwory - te z Mirage czy Moondawn. Na Body Love znajdują się trzy rozbudowane czasowo kompozycje. Rozpoczyna się od dosyć rytmicznego Stardancer (w tytule chodzi, jak podejrzewam, o podobieństwo do Skywalkera). Jest tu interesujący sekwencer, ale mimo ściśle Klausowego klimatu nie przepadam za tym utworem. Po blisko czternastu minutach zaczyna się drugi, będący dla mnie esencją całego krążka Blanche. Szczególnie piękne są pierwsze minuty, kiedy Klaus swymi długimi, ciągłymi brzmieniami maluje pejzaż wschodu księżyca nad spokojną powierzchnią morza, w którym odbijają się gwiazdy. Ogarnia mnie przy tym jakaś wyjątkowa nostalgia i tęsknota za czymś, co dość trudno nazwać. Potem dochodzi tylko wiodący instrument śpiewający swą zawodzącą pieśń i kolejne kilkanaście minut gdzieś znika. Lecz to dopiero połowa płyty. Ostatni jest P:T:O: (co to znaczy?), powoli nabrzmiewająca sekwencerowa kompozycja, w której później pojawiają się nawet instrumenty perkusyjne. Napięty klimat pęka nagle niczym zerwana struna chyba w 22. minucie i dalej jest do końca całkiem spokojnie. Informacja na okładce, jak zwykle bardzo lakonicznej, mówi, że mamy do czynienia ze ścieżką dźwiękową do filmu Lasse Brauna o tym samym tytule, co płyta. Myślę, że zaden reżyser nie pokusiłby się o wykorzystanie w swej produkcji tak długich utworów i że wersje z płyty są po prostu niezwykle rozbudowanymi rozwinięciami tematów zawartych w filmie. Warto go pewnie obejrzeć nawet dla samej muzyki.

    Michał Żelazowski

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1LP


    107,72 zł
  • Klaus Schulze | Angst (LP)

    Klaus Schulze | Angst (LP)

    Ta płyta otwiera swoisty cykl albumów Klausa Schulze: albumów zawierających kilka krótszych, bardziej zwartych kompozycji ożywionych zagęszczoną fakturą rytmiczną. Pierwsza kompozycja, Freeze, to kontynuacja jednego z wątków rozbudowanej suity Sebastian im Traum z albumu Audentity. Aranżacja jest nawet dość podobna: dominują chłodne, wibrafonowe kryształki, lśniące pomiędzy smutnymi plamami oddalonego fortepianu.
    Pain brzmi najbardziej "przebojowo" (4-minutowy wycinek tego właśnie utworu reprezentuje zresztą album Angst na składance pt. 2001) i już po pierwszym wysłuchaniu płyty najbardziej pozostaje w pamięci. Melodyjna alternacja mollowych i durowych akordów zamarkowuje akcenty, a w dialog z tymi akordami wchodzą na tle pulsującego ostinata smużki syntezatorowego "dymu", ciągnące się w nieregularne motywy w dość wysokich rejestrach. Rozedrgany akompaniament odsunie się na moment w dal, po czym powróci wraz z wyrazistym perkusyjnym rytmem. Ten fragment potrwa przez chwilę, po czym zacznie ubywać instrumentów na scenie - najpierw z powrotem zniknie perkusja, potem zaś ostinato, pozostawiając tylko snującą się, frapująco brzmiącą mgłę. Na późniejszej płycie Inter*Face Klaus Schulze podobnie skonstruuje utwór The Beat Planante, rezerwując w jego środkowej części miejsce na największą ilość brzmień perkusyjnych i zdecydowany rytm. W Memory rozbrzmiewa temat tytułowego utworu z płyty Drive Inn - tamta motoryczna impresja tu brzmi niemal eterycznie, rozpisana na wibrafonowe brzmienia w duchu Freeze oraz na dźwięki kojarzące się z fletnią pana (choć zapewne wygenerowane z innego urządzenia). Surrender zaś dla odmiany to najbardziej natarczywa partia perkusyjna, hipnotyzująca, otwierająca zdecydowanym ruchem kolejne wyimaginowane bariery ciszy i wdzierająca się do kolejnych bezdźwięcznych pomieszczeń, by wypełnić je swym stukotem.
    Najdłuższy utwór to wieńczący płytę Beyond. Na tle transowych uderzeń perkusji kipi i skwierczy elektroniczny podkład, wijący się i zacieśniający, a gdzieś w oddali nastepują po sobie nostalgiczne chmary akordów, kojarzące się z oglądanymi przez szkło oddalające ścianami deszczu. Dodatkowy utwór nosi tytuł pasujący nastrojem do pozostałych propozycji z oryginalnej płyty Angst: Silent Survivor. W książeczce dołączonej do digipacku zamieszczone jest jednak znacznie bardziej prozaiczne wyjaśnienie "mistycyzującego" tytułu. Utwór pochodzi z 1984 roku i aż do teraz przeleżał spokojnie w pudle z taśmami Klasua Schulze - "przetrwał cicho" do dzisiejszego dnia. To ponad półgodzinne nagranie przynosi wspaniałe, dynamiczne sekwencje, przyprawione charakterystycznymi schulzeańskimi dysonansami, interpolacjami tonicznymi i niecodziennymi efektami brzmieniowymi. Słychać tutaj echo sesji Audentity, Drive Inn oraz oczywiście Angst, ale nie można powiedzieć, by Silent Survivor nie wnosił nic nowego w obraz artysty w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych. Przede wszystkim fascynujący okazuje się tu przebieg splatania dynamicznej ścieżki sekwencerowej o klarownym rytmie i wyrazistej tonacji z tłem, w którym nie zabrakło miejsca dla najbardziej abstrakcyjnych i atonalnych elektronicznych wysączeń i wyładowań. Cały utwór oscyluje wokół jednego z ulubionych motywów Klasua Schulze, polegającego na przeplataniu akordu (n)-moll z akordem (n-1 ton)-Dur i po raz kolejny okazuje się, jak wiele nastroju i nowych barw można oddać w wariacjach na stosunkowo prosty temat. Im bardziej utwór się rozwija, tym więcej znajdzie się w jego polu "przeszkadzających", burzących harmonię dźwięków. Podobno Silent Survivor znajdował się na taśmie opatrzonej napisem "muzyka baletowa" - dla tych, którzy znają już cztery tomy "muzyki baletowej" Klasua Schulze z dzieła Contemporary Works, utwór dodany do reedycji Angst stanowić będzie nader ciekawe uzupełnienie eterycznych i onirycznych kompozycji o wymiar prawdziwie eksplozywny: Silent Survivor jest po prostu jednym z najbardziej ekspresywnych utworów Klasua Schulze w latach osiemdziesiątych, co w połączeniu z charakterystyczną dla albumu Audentity specyficzną "klinicznością brzmienia" zapewnia niesamowity efekt.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1LP


    107,72 zł
  • Vangelis | Earth (LP)

    Vangelis | Earth (LP)

    Jeśli ktoś mieni się wielbicielem twórczości Vangelisa, a nie zna płyty Earth, to powinien czym prędzej nadrobić tę zaległość. Dobra okazją ku temu jest wznowienie albumu z remasteringiem samego Mistrza. Zrealizowany w 1973 roku i sygnowany jeszcze pełnym nazwiskiem Vangelis O. Papathanassiou album Earth jest swoistą zapowiedzią tego, co później usłyszymy na kolejnych jego solowych dziełach. Nie będzie wcale wielka przesadą stwierdzenie, że wiele późniejszych płyt wielkiego Greka to tylko muzyczne rozwinięcie utworów z tego własnie albumu.

    J.D.



    Słuchając dynamicznej scieżki rytmicznej i elektryzujących riffów introdukcji Come On można przypuszczać, iż słucha się nagrania Led Zeppelin (z okresu trzeciej płyty) albo T. Rex, ale na pewno nie Vangelisa! Utwór otwierający mocnym akcentem album Earth nie zaskoczy już jednak aż tak bardzo wszystkich tych, którzy zdążyli się już zapoznać choćby z płytą Phos sygnowaną: Socrates with Vangelis. Sporo na Earth elementów ocierających się o stylistykę Socratesa, niemniej jednak już od pierwszego przesłuchania niniejszy album wydaje się w porównaniu z Phos dużo dojrzalszy, ciekawszy, bardziej urozmaicony. Szczególnie interesująco brzmi utwór We were all uprooted, balansujący między free-jazzem a rockiem progresywnym - to byłby znakomity fragment ścieżki dźwiękowej do filmu A. Kurosawy Rashomon. Po tajemniczej, deszczowej impresji konstrukcyjnie i muzycznej już nie tak odległej od późniejszej muzyki Vangelisa słyszymy utwór, z którego wyłoniła się Bacchanale, otwierająca album Heaven & Hell. W kolejnych utworach znów fascynować będzie nas połączenie zachmurzonych gitar, grzechotliwych instrumentów perkusyjnych oraz najbardziej zdumiewających dodatków rodem z egzotycznego snu. Balladowe, wokalne fragmenty mają nawet coś z atmosfery A Pillow of Winds Pink Floyd (Meddle, 1971). Dla wszystkich miłośników dobrej, otwartej na eksperymenty i aranżacyjne poszukiwania muzyki, Earth jest pozycją obowiązkową, natomiast dla słuchaczy znających tylko najnowsze płyty Vangelisa będzie to na pewno duża niespodzianka, może w niektórych przypadkach zbyt duża, ale dobra muzyka pozostaje dobrą muzyką: na pewno warto poświęcić tej płycie uwagę.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1LP


    105,09 zł