Napisz do nas
   


Kategorie

NAJBLIŻSZA WYSYŁKA:

poniedziałek 29 maja
czwartek 1 czerwca

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2346 wydawnictw w ofercie
1739 dostępnych natychmiast
33070 próbek utworów
2084 recenzji płyt
21356 zrealizowanych zamówień
4304 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Redshift

(7 albumów)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Redshift | Life to Come

    Redshift | Life to Come

    Bestseller
    Mark Shreeve może uchodzić już za klasyka muzyki elektronicznej na rodzimym rynku brytyjskim. Już w latach 80 dał się poznać jako autor tekstów dla Samanthy Fox. Na szczęście na płycie Life To Come dowodzonej przez siebie formacji Redshift, nie serwuje nam tego typu "niespodzianek". To czystej wody elektronika sekwencyjna. Jednak po odpaleniu płyty, słychać że Shreeve nie stara się rozjaśniać swoich kompozycji. Raczej ciągnie w drugą stronę, jego bloki muzyczne są tak skonstruowane, iż kumulują w sobie jakieś mroczne, atawistyczne siły. Coś na kształt tego jakby Lustmord próbował swoich sił w "szkole berlińskiej". Te utwory przybierają kształt skąpanych w ciemnościach figur, perespektywa postrzegania zostaje tu niemal całkowicie zaburzona. Shreeve nie waha się serwować tu uderzeń bliskich dronowym pomrukom, które nabierają psychoaktywnej siły i ciągną w dół. Gęste tła wzmagają tylko poczucie osaczenia. Ponadto Shreeve pozwala swoim maszynom "wygrać się". Nie tarmosi i nie temperuje ich brzmienia, raczej pomaga im się uwolnić z tych pęt. Otrzymujemy pełen niezwykłych tekstur album, który porywa swą ciemną, majestatyczną energią.

    R.M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,68 zł
  • Redshift | Colder

    Redshift | Colder

    Bestseller

    Twórcy elektroniczni nie rzadko tworzą muzykę na żywo vide Klaus Schulze. Owa "improwizacja", chwytanie chwili ma coś niepowtarzalnego w sobie. Danego momentu nie da się powtórzyć i tu jest cały tego urok. Formacja Redshift podobnie jak Schulze wychodzi z założenia iż w wersji live, tego typu formuła sprawdza się najlepiej. Płyta Colder jest właśnie zapisem takiej chwili jaka odbyła się podczas Hapshire Jam Festival. Ta improwizacja ma coś z ducha starej szkoły Tangerine Dream. Wszak Edgar Froese z grupą w latach 70 dawali kapitalne, spontaniczne koncerty. Redshift wracają do tej formuły i to z niezłym efektem. Ta muzyka równie dobrze mogłaby się pojawić w owym czasie, chociaż brzmienie jest już dzisiejsze. Otwierający całość utwór Sister Moon, oparty jest na pulsacji rezonansowej uzupełnionej rytmicznymi teksturami. Muzycy udanie balansują tu między ambientowym chłodem a sekwencyjnymi przebiegami. Są momenty kiedy muzyka niemal cichnie, by za chwilę zaatakować wyrazistymi teksturami. Tak jak tytuł muzyka solidnie chłodzi, niczym dobra klimatyzacja. Ma też w sobie wiele powietrza, lekkości i dynamiki. Ta odświeżona wersja "berlin school", podana została w dosyć nowoczesny sposób. Ambientalne plamy to raptem krótkie wyciszenia przed kolejnymi erupcjami syntetycznych fal. Doskonały koncert pokazujący tę trójkę brytyjskich weteranów w znakomitej formie.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,68 zł
  • Redshift | Turning Towards Us

    Redshift | Turning Towards Us


    Mam wrażenie że panowie z Redshift zawędrowali do krainy dreszczowców. Nerwowa, niespokojna atmosfera szczególnie wyraźnie zaprezentowana jest w Clan –zresztą najbardziej podobnym do wcześniejszych dokonań Redshift (te fantomowe chórki, ekstatyczna podniosłość zderzona z basowymi dźwiękami ) i jak dla mnie najciekawszej na tej płycie. Zrealizowana między marcem a wrześniem 2008 w Distant Sun Studios na pewno nie jest płytą średniej jakości ale też jak dla mnie nie powala na kolana. Ciekawe.

    Dariusz Długołęcki




    Kolejny kamień milowy w dziejach elektroniki sekwencyjnej i jednocześnie dowód, iż chyba nie istnieje słaba płyta sygnowana przez Marka Shreeve'a i Redshift. Miłośnicy gatunku znajdą tutaj wszystko, czego potrzeba do szczęścia: upiorną dynamikę prężnych, kapitalnie chromatyzowanych sekwencji, melancholijne pasaże "elektronicznych chórów" oraz niezwykły nastrój i niekończące się intuicyjne sola. Formuła albumu nie po raz pierwszy jest taka, że długie, wielowątkowe, dynamiczne kompozycje przeplatane zostają krótszymi, na swój sposób "amorficznymi", medytacyjnymi impresjami. Krążek potwierdza klasę Marka Shreeve'a jako zarówno kontynuatora najprzedniejszych sekwencyjnych tradycji, jak i twórcy pierwszorzędnych, natychmiast wpadających w ucho melodii: tak, możliwe jest tworzenie „sekwencyjnych przebojów” w około dwudziestominutowym formacie! Projekt Redshift nie ma ponadto równych sobie, jeśli chodzi o szaloną ekspresję muzyki - bez wielkiej przesady można by zaszufladkować ten gatunek jako "stuprocentowo elektroniczny hard-rock". Motywy zmieniają się jak w kalejdoskopie, ale nastrojowo-brzmieniowa spójność zostaje zachowana w najwyższym stopniu, muzyka Redshift jest logiczna, a jednocześnie niebywale żywiołowa i nieschematyczna. Kto jeszcze tego albumu nie zna, powinien natychmiast po niego sięgnąć, jako że jest to niewątpliwie jedna z najbardziej błyskotliwych produkcji w dorobku Redshift.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,68 zł
  • Redshift | Last

    Redshift | Last

    Jedna z niewielu okazji, by usłyszeć fenomenalny projekt Marka Shreeve'a i Iana Boddy'ego na żywo. Last to przejmująca, kojarząca się z sekwencyjnym seansem spirytystycznym propozycja Redshift, w niczym nie ustępująca studyjnym produkcjom tej oryginalnej grupy - być może o tyle nawet bardziej interesująca, iż kreowana intuicyjnie, na żywo, bez możliwości powtórzenia. Genialna synteza sekwencerowej szkoły z jazzowym sposobem myślenia o budowaniu odpowiedniego nastroju. Tormenter, niesamowita 16-minutowa introdukcja, nosi tytuł adekwatny do treści: Słuchacz istotnie jest gnębiony przez sekwencyjne zjawy, które przypominają mu urywki niejasnych mrocznych snów sprzed dłuższego czasu. Ciemnoambientalne interludia Nightshift i Long Way Out są równie przekonującymi pomostami między dłuższymi kompozycjami, jak nastrojowe intermezza snute przez Pete'a Namlooka i Klausa Schulze w ramach cyklu The Dark Side of the Moog. Porażające sekwencje Last i Torn to nader sugestywne obrazy elektronicznej burzy, ale nadal największą atrakcją krążka pozostaje blisko 20-minutowa fantazja Damage. W tej wielowątkowej suicie trio Shreeve, Shreeve & Boddy przechodzi samo siebie: obrazy zmieniają się niczym w upiornym kalejdoskopie, a każdy następny wątek okazuje się być jeszcze większym elektronicznym "wykopem" aniżeli poprzedni epizod. Nawet jeżeli Redshift nie zalicza się do pokolenia pionierów elektroniki sekwencyjnej: i tak nie można nie znać tego albumu.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,68 zł
  • Redshift | RW2

    Redshift | RW2


    Wild 2 - to zestaw wcześniej niepublikowanych utworów z lat 1996 -2002. Fuel - Bardzo spokojny, stonowany poczatek powoli przechodzi w sekwencje, nie tak dramatycznie głośne jak na Toll ale równie ciekawe. State II - niespokojny klimat, podskórna nerwowość, minimalizm dźwiękowy własciwie zapętlony motyw na tle którego słychać jakieś odlegle echowe dźwięki, delikatnie wkrada się brzmienie jak żywo przypominające stare analogi - brak ostrego grania. Prime - zdecydowanie odwołanie się do psychodelii ale w uporzadkowany miły dla ucha sposób (gdyby Tangerine Dream tak grało na swych pierwszych płytach...) od połowy przechodzi w świetne sekwencje. Iron Heart - rozpoczyna się nie berlińsko - całości bliżej do prog rocka i ME. Heaven is a Turquoise Avenger - ociera się delikatnie o ambient i dark NBS przechodzace potem w rozedrgane tony... Nie jestem fanem Redshift, które cieszy się swoistym kultem ale szczerze mogę zarekomendować - podoba mi się.

    Dariusz Długołęcki

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,68 zł
  • Redshift | Redshift 1

    Redshift | Redshift 1

    Bestseller

    Redshift to obok Arcane jeden z najwybitniejszych kontynuatorów tradycji Mandarynkowego Snu: z jednej strony słyszymy tutaj dokładnie te tony i konstelacje akordów, dokładnie ten żywioł i tę spontaniczność, których zaczęło nam w dyskografii Tangerine Dream brakować z końcem lat siedemdziesiątych, a z końcem następnej dekady już w ogóle na dobre, z drugiej zaś nie ma tutaj mowy o żadnym imitatorstwie, Redshift ma wyraźnie rozpoznawalny własny styl, własne pomysły, Słuchacz jednak nie może otrząsnąć się z wrażenia, iż został teleportowany w połowę lat siedemdziesiątych, prosto na przedmieścia krain Rubycon, Ricochet i Stratosfear. Album rozpoczyna utwór nazywający się po prostu Redshift: budzimy się gdzieś na siarkowych, zamglonych zgliszczach przywołujących na myśl elektroakustyczne eksperymenty Tangerine Dream, na wysokości 5:52 pojawia się potężne, sękate ostinato, które jeszcze tylko nabierze rozpędu i bardzo zmysłowej melodyczności. Czegóż chcieć więcej, jeśli mamy tu jeszcze pojawiające się z czasem pomruki elektronicznych chórów, intuicyjnie kreowaną melodię melotronowych fletów oraz kolejny elektroakustyczny rozpad elektronicznego, mandarynkowo zabarwionego popiołu w finale?...
    Spin to imponująca polifoniczna fuga, propozycja ubrania w elektroniczne dźwięki wariacji na mollowe tematy kojarzące się tonacyjnie z muzyką barokową. W zaledwie 4-minutowym Shine projektowi udaje się nie pierwszy i nie ostatni raz przekonać Słuchacza, jaki drzemie w Redshift potencjał nie tylko improwizacyjny, ale i melodyczny. Na przestrzeni suity Blueshift dzieje się bardzo dużo, mamy tutaj dźwięki nieco w stylu Oxygene Part I Jarre'a (zamarznięte, napięte akordy, po których prześlizguje się tęskna pieśń PPG Wave), mroczne pochody ostinatowe oraz dumne, patetyczne akordowe chmury, zza których wychodzą promienie pogodnego syntezatorowego sola... Około 21 minuty muzyka milknie, światła gasną... wydaje się, że zostaliśmy sam na sam z dojmującą ciszą, ale kolejne 10 minut wypełnia ledwo, ledwo słyszalny miarowy poszum, prawdopodobnie oddalone bicie serca. Finał płyty to charakterystyczna dla Redshift, patetyczna miniatura zbudowana na bardzo chwytliwym akordowym motywie, nieco w stylu Vangelisa. Fantastyczna płyta, która zadowoli nawet najbardziej wymagających – tylko, czy ktoś spośród najprawdziwszych fanów Szkoły Berlińskiej jeszcze nie ma jej w swoich zbiorach?...

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,68 zł
  • Redshift | Faultline

    Redshift | Faultline

    Bestseller

    Charakterystyczne brzmienie Redhsift podlega dalszej ewolucji; transowe, musujące ostinata jeszcze bardziej wezbrały na sile, a zamyślone epizody to już raz po raz prawdziwe klejnoty wyrastającego na berlińskiej glebie ambientu. Album rozpoczyna się porażającym wprost utworem tytułowym, w którym wiodący głos należy do typowego dla Redshift ostinata o zmysłowo schromatyzowanej, „uskakującej” melodii – a raz wzniecone napięcie nie siada już aż do samego końca tej zdumiewającej płyty. Po krótkiej wizycie na opustoszałej planecie zasłoniętej mgiełką mżącego, fosforyzującego deszczu („Chrysolite”) odbywamy kolejną podróż przez ciasne pierścienie sprężystych ostinat w „Pyro-Gen”; niektóre sekwencje podminowane są terkotliwym pogłosem w stylu „Quichotte” TD, a namiętna melodyka ostinat połączona z wykonawczo-programatorskim temperamentem z pewnością pozostawi wielu słuchaczy pokręcających jedynie głowami bez słów... To na pewno jeden z najmocniejszych punktów całego albumu. „Aquamarine” to kolejne eksperymentalne intermezzo, zaczynające się gdzieś w rejonach mrocznego ambientu, prowadzące natomiast z czasem w zakurzone, oświetlone słabym światłem gazowych lamp rejony „The Big Sleep in Search of Hades” TD. „Quenzer” to po relatywnie krótkiej chwili wytchnienia kolejny zmasowany atak sekwencyjnych batalionów. Płytę wieńczy hipnotyczne, ponad 20-minutowe „Praetorian”, w którym lekko opóźniono tempo i wyrównano proporcje między tętentem ostinat a akordowo-improwizacyjnymi halucynacjami atrakcyjnie pokolorowanymi w duchu „Rubycon” Mandarynkowego Snu...
    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,68 zł