Napisz do nas
   


Kategorie

NAJBLIŻSZA WYSYŁKA:

poniedziałek 27 lutego
czwartek2 marca

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2346 wydawnictw w ofercie
1739 dostępnych natychmiast
33070 próbek utworów
2084 recenzji płyt
21356 zrealizowanych zamówień
4304 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Vangelis

(41 albumów)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Vangelis | Delectus

    Vangelis | Delectus

    Nowość

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 13CD


    459,47 zł
  • Vangelis | Rosetta

    Vangelis | Rosetta

    Bestseller

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    38,99 zł
  • Vangelis | El Greco (ltd 1000)

    Vangelis | El Greco (ltd 1000)

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik:


    388,56 zł
  • Vangelis | Oceanic (japan)

    Vangelis | Oceanic (japan)

    Po cudownej płycie Voices przyszedł czas na Oceanic. Kupując tę drugą obawiałem się czy oby Vangelis nieco nie przesadził z tą nadproduktywnością. Dopiero co zachwycałem się "głosami", a tu już druga płyta? Pojawienie się jej było dla mnie sporym zaskoczeniem. Już pierwsze minuty tej muzyki przekonały mnie jednak, że moje obawy były nie słuszne. Oceanic to dzieło przemyślane i dopracowane. Tej płyty się nie słucha, ją się po prostu chłonie. Najnowsze dzieło Vangelisa to podróż po głębinach, podwodna muzyczna opowieść. Rozpoczyna Bon Voyage - krótki utwór stanowiący wprowadzenie, a może raczej zaproszenie do tej podróży. Po nim następuje Sirens Whispering i przez prawie osiem minut jesteśmy czarowani głosami syren (rzecz jasna nie alarmowych), ten kawałek to naprawdę coś. W Memories Of Blue pobrzmiewają dalekie echa utworu Memories Of Green z płyty See You Later - ciekawy utwór z pianinem w roli głównej. Najbardziej jednak zachwycił mnie Aquatic Dance, moim zdaniem prawdziwa, muzyczna rewelacja. To jeden z tych kawałków, którego słucha się bez przerwy, dopóki nie obrzydnie. Wtedy następuje dość długa przerwa, aż do momentu, gdy okładka na płycie przypadkiem wpada nam w oko i wszystko zaczyna się od nowa. Do przyjemniejszych kawałków na płycie należą Fields Of Coral, Song Of The Seas oraz Spanish Harbour z ciekawym hiszpańskim motywem.
    Mogłoby się wydawać, że twórca, który ma na swoim koncie tyle srebrnych krążków powinien się powoli "wypalać". Z Vangelisem jest zupełnie odwrotnie - "chłopak" dopiero się rozkręca! Zapas inwencji twórczej naprawdę do pozazdroszczenia. Podsumowując: Vangelisowi udało się stworzyć dzieło niesamowite, przemyślane, a co najważniejsze ciekawe. Ostatnie płyty dowodzą, że twórca ten jeszcze długo będzie nas czarował swoją muzyką, bez straty na jej jakości chociażby wydawał płyty co miesiąc....

    Kacper Olejnik


    Z muzyką Vangelisa obcuję już od kilkunastu lat. Kolejne płyty (baczność!) mistrza (spocznij!) potwierdzają, że jest on artystą poszukującym, lecz jednocześnie umiejętnie wykorzystującym swe dotychczasowe osiągnięcia. Dzięki takiemu podejściu, jego kolejne albumy niosą w sobie echa kompozycji z poprzednich płyt, będące jednakże tylko pretekstem do zaprezentowania czegoś nowego, do pokazania danego tematu w trochę innym ujęciu. Tak było w przypadku Voices i tak jest obecnie. Dzięki Oceanic pozostajemy w kręgu morskich podróży, przygód pod żaglami pełnomorskich jachtów zapoczątkowanych w Conquest of Paradise i Voices.
    Płyta zawiera ciepłą, bogato zaaranżowaną muzykę ilustracyjną w dużym stopniu pobudzającą wyobraźnię. Co prawda fani nastrojowego wokalu znanego z Loosing Sleep czy Ask the Mountains mogą czuć się trochę zawiedzeni, gdyż poza tajemniczymi, kuszącymi zawodzeniami syren Sirens' Whispering", głosu na płycie nie uświadczą. Jednakże atrakcje w postaci rytmicznego Spanish Harbor, porywających, koronkowych dźwięków sekwencera imitującego falowanie morskiej toni Fields of Coral oraz nostalgicznego brzmienia fortepianu z Dreams Of Surf czy Memories of Blue ani na chwilę nie pozwolą odpocząć rozbudzonej wyobraźni.
    Podsumowując - nic dodać, nic ująć. Kolejna płyta Vangelisa bardzo przypadła mi do gustu. Z pewnością będę po nią sięgał jeszcze wiele razy, do czego zachęcam również innych.

    PP

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    73,34 zł
  • Vangelis | Light & Shadow

    Vangelis | Light & Shadow

    Bestseller Super cena

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    25,18 zł
  • Socrates, Vangelis | Phos + Drank the Conium

    Socrates, Vangelis | Phos + Drank the Conium

    Socrates, słynna grecka rockowa formacja jaka powstała w 1969. Tamtejsza odpowiedź na muzykę spod znaku Cream, The Jimi Hendrix Experience, Led Zeppelin czy Deep Purple. Trzon grupy stanowili: Antonis Tourkogiorgis, Yannis Spathas i Makis Gioulis. Na wydanym w 1972 albumie Drunk The Conium, ich muzyka bliska jest dokonaniom brytyjskiej fali ówczesnego blues rocka. Mocne i żywiołowe granie, drapieżne, surowe okraszone instrumentalnymi fajerwerkami. Artyści grają na pełnej mocy i bez jakichkolwiek kompleksów wobec zachodnich tuzów rocka. Ta mieszanka rocka i bluesa brzmi doprawdy znakomicie, a po latach jest wręcz wnikliwym reportażem z peryferii ówczesnego rockowego światka. Na wydanym w 1976r albumie Phos, grupa Socrates skręca w nieco inne rejony. Za sprawą Vangelisa który pomagał zespołowi, jak również produkował ów album, grupa podąża w progresywne rejony. Muzyka jest bardziej rozbudowana, już nie tak ekspresyjna i surowa jak na Drunk The Conium. Zyskuje zdecydowanie na klimatyczności, a owa rozbudowana forma nieco wyhamowuje jej wcześniejszą zadziorność. Mimo tego to zdecydowanie najpełniejszy obraz Socratesa. Owe wznowienie to świetne wprowadzenie w twórczość tej nieco zapomnianej, ale przecież i znakomitej formacji.

    R. M.

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CD


    69,74 zł
  • Vangelis | Journey to Ithaka

    Vangelis | Journey to Ithaka

    Wiele emocji wśród fanów muzyki na całym świecie wywołały plany produkcji filmu dokumentalnego o greckiej legendy muzyki. Vangelis And The Journey To Ithaka został wydany 11 listopada 2013 r. Dwugodzinny dokument zawiera wywiady z samym Vangelisem jak i zwieloma jego przyjaciółmi i kolegami (Sean Connery, Hugh Hudson, Jessye Norman , Oliver Stone , Akiko Ebi , Julian Rachlin i wielu innych). Obejmuje on również rzadki, historyczny materiał, z którego większość nigdy nie była publikowana. Kolejną atrakcją jest rejestracja najnowszej imrpowizacji Vangelisa przygotowującego materiał na nową płytę.
    Vangelis, kompozytor muzyki elektronicznej, ambient, jazzu, popu i rocka oraz muzyki orkiestrowej, jest najbardziej znany ze swojej oscarowej kompozycji do filmu Chariots of Fire oraz z wielu innych kompozycji ścieżek filmowych (Antartica, Blade Runner, 1492 Conquest of Paradise i Aleksander). Wykorzystano jego muzykę także w filmie dokumentalnym Cosmos przez Carla Sagana. Vangelis rozpoczął swoją profesjonalną karierę muzyczną w kilku popularnych greckich zespołach w latach 60-tych (The Forminx, Aphrodites Child). W 1970 roku Vangelis skomponował muzykę do kilku filmów przyrodniczych. Sukces tych filmów przwniósł go do na "wyższą półkę" wśród kompozytorów.
    We wczesnych latach 80-tych, Vangelis współpracował z grupą Yes gdzie wokalistą i autorem tekstów był Jon Anderson. Wraz z nim nagrał serię udanych albumów pod nazwą Jon & Vangelis . W 1981 roku Vangelis skomponował muzykę do nagrodzonego Oscarem filmu Chariots of Fire, a singiel Titles osiągnął szczyt na amerykańskim Billboard Hot 100 i był używany jako motyw muzyczny w Igrzysk Olimpijskich Londyn 2012.
    Kariera Vangelisa trwa już ponad 50 lat, skomponował muzykę do ponad 50 albumów, jest uważany za jednego z największych kompozytorów muzyki elektronicznej wszechczasów.

    press info

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1DVD


    93,40 zł
  • Vangelis | Heaven and Hell (remaster 2013)

    Vangelis | Heaven and Hell (remaster 2013)

    Niemożliwe jest opisywanie tego co dzieje się na tym albumie muzycznie gdyż mamy tu taka miksturę dźwięków i nastrojów którą trudno tu oddać słowami i ubrać w przystępny opis. Zacznę od końca czyli tracklisty ze względów na opisy utworów z LP jakie będę stosował przybliżając tą płytę. Chodzi o to że wydania CD Heaven and Hell dzielą suity na:
    1. Heaven and Hell (part one) 21:58 (wliczając 4:58 So Long Ago, So Clear)
    2. Heaven and Hell (part two) 21:16
    ale niektóre analogi mają bardziej szczegółowy podział :
    1. Heaven and Hell, Part One 21:58
      • Bacchanale 4:40
      • Symphony to the Powers B 8:18
      • Movement 3 4:03
      • So Long Ago, So Clear 5:00
    2. Heaven and Hell, Part Two 21:16
      • Intestinal Bat 3:18
      • Needles and Bones 3:22
      • 12 O'Clock 8:48
      • Aries 2:05
      • A Way 3:45
    i tym podziałem się posłużę.

    Heaven and Hell rozpoczynał okres pracy w Nemo Studios i początek prawdziwej kariery międzynarodowej i był pierwszym albumem zrealizowanym dla RCA. Płyta została odnotowana na listach przebojów co zaowocowało niesamowitym ponoć koncertem w Royal Albert Hall. Wtedy gwiazdą wytworni był

    Rick Wakeman

    i pokłosie właśnie progresywnego rocka na tej płycie wyraźnie słychać.
    Część pierwsza zaczyna się od Bacchanale. Utwór rozpoczyna się od samotnego akordu keyboardów do którego dołącza po chwili współbrzmiący z nimi chór by eksplodować w końcu perkusją i całym kompleksem pasaży na syntezatorach, dźwiękami z Fender Rhodesa wybrzmiewających na tle mooga i chóralnych śpiewów przywodzących na myśl potępieńcze krzyki. To zdecydowanie Hell - nagle wszystko gwałtownie cichnie i syntezatory znowu powtarzają uporządkowaną strukturę, dołącza do nich chór i kolejne powtórzenie dzikiej jazdy naśladującej cierpienia potępionych poddawanych torturom. To chyba zdecydowanie najbardziej prog rockowa część płyty przypominająca

    ELP

    czy

    Wakemana

    . Muzyka atakuje słuchacza czymś w rodzaju imitacji wojny między dobrem a złem za pomocą dźwięków cichnących i wybuchających na nowo. Utwór ukazuje bardziej agresywną stronę muzyki

    Vangelisa

    .
    Symphony to the Powers B to centralna część pierwszej suity, rozpoczyna je emulowane intro na panino, przechodzący w kosmiczne brzmienia, tak charakterystyczne później dla

    Vangelisa

    , do których dołącza chór wyśpiewujący w rytmicznym, prawie pompatycznym nastroju łacińskie teksty przydające tej muzyce coś na kształt jakiegoś religijnego obrządku. Wtedy też na zasadzie kontrapunktu, dochodzi do konfrontacji męskiej i żeńskiej części chóru anielskich i demonicznych sił wspieranych brzmieniem fortepianu, trójkąta i orkiestry. Dźwiękowo także dochodzi do gwałtownych zmian - od pełnego brzmienia orkiestry wspartego talerzami do delikatnych bramień fortepianu i perkusyjnych przeszkadzajek. W tym utworze najczęściej dopatruje się inspiracji Carminą Burana,

    Karla Orffa

    . Frenetyczne tempo inspirowane pracami tego twórcy w To the Powers B podkreśla dodatkowo także klasyczna technika gry na fortepianie. Mamy tu sporo porywających orkiestracji i wstawek etnicznych z Grecji. Przez kilka minut fortepian i chór i orkiestra otaczają słuchacza z niezwykłą burzą dźwięków aby przejść do crescendo pod koniec tej części .
    Z tej kakafonii dźwięków wpadamy w stonowany Movement 3. Rozpoczyna się melancholijną partią fortepianu, syntezatora - po chwili otrzymujemy ferię głośniejszych dźwięków wspartych przez chór - radzę zwrócić uwagę na tę kompozycję, przede wszystkim na główne brzmienie, wszak to nic innego jak wyciszona, pierwocina tytułowego utworu z Chariots Of Fire! Po drugie ten przepiękny, najbardziej przypominający późniejsze dzieła el

    Vangelisa

    fragment ma swoją drugą historię związaną z bardzo popularnym serialem dokumentalnym z lat 70 -tych

    Carla Sagana

    Cosmos, gdzie ten utwór był tematem przewodnim.
    Wreszcie So Long Ago, So Clear, gdzie falset

    Jona Andersona

    słodki i relaksujący przynosi ukojenie po agresywnej muzyce części pierwszej. Delikatny, sentymentalny duet powstał w ciekawych okolicznościach. Ponoć

    Anderson

    chciał ściągnąć

    Vangelisa

    na keybordzistę do

    Yes

    .

    Vangelis

    odmówił przyłączenia się do tej legendy progresji ale za to Anderson wystąpił na tej płycie. Dostajemy tu delikatne brzmienia Rhodesa połączone z harmoniami śpiewu - pozytywne i romantyczne liryki tworzą gorzko słodki rezonans z interpretacją Andersona przepełnioną jakimś wewnętrznym smutkiem.
    Część II jest jeszcze bardziej mistyczna, rozpoczyna ją czysta improwizacja Intestinal Bat zbiór brzmień, dzwonków i harf tajemniczych i przyprawiających o dreszcze mrocznych dźwięków - kończy się to intro szokującym brzmieniem skrzypiec. Po tym dziwnym wprowadzeniu czas na Needles and Bones rytmiczny lecz wciąż tajemniczy fragment muzyki z słyszalnym wpływem greckiego folkloru z chórami, keyboardami i dzwoneczkami w stylu

    Oldfielda

    przypominający wyszukane pląsy .
    Nagle muzyka zmienia się i kolejny utwór 12 O'clock rozpoczyna melancholijna melodia której po chwili wtórują na wpół gregoriańskie chorały podparte wolnym tonem perkusji na tle których słychać najpierw jakby lament mężczyzny a następnie kobiety - czyściec? Nagle słyszymy rytm wybijany na bębnach który nabiera siły i splata się z dzikimi dźwiękami z syntezatora- mamy chwile ciszy przerywane przeraźliwymi dźwięki, przerywane nagłymi i krótkimi chaotycznymi eksplozjami muzyki znikającymi tak szybko jak się pojawiają wymieniających się z imitacją na keyboardy ludzkich głosów, nagła cisza i kolejne powtórzenie chorału z dźwiękiem dzwonu w tle - memento mori? - dochodzi współczesny chór, kory oddaje pierwszy plan - niezwykły glos

    Very Varoutis

    daje wyobrażenie jak brzmieć powinien anielski głos, jej wokaliza rośnie z minuty na minutę w siłę by w końcu zejść jakby na dalszy plan i oddać pola męskiemu chórowi. Niezwykła pełna emocji wokaliza współbrzmiąca wspaniale z prostą elegancją muzyki. Dla mnie najbardziej przepyszny fragment płyty, również wykorzystany w serialu Cosmos.
    Ale kiedy myślimy że wszystko już wybrzmiało przechodzimy do Aries pełnej eksplodujących orkiestracji. Ten pełen splendoru i mocy utwór konczy się gwałtownie i wpada w delikatną melodię A Way w spokojny, stonowany sposób zamykającą album co kontrastuje z jego początkiem. Delikatność tego utworu pozwala słuchaczowi ochłonąć po porcji muzyki jaką serwuje

    Vangelis

    . Kończy się niepostrzeżenie wyciszeniem.
    Mamy tu kreację szerokiej wariacji nastrojów i kontrastów co tłumaczyć należy tytułem - płyta koncepcyjna opowiadająca o przepaści między dobrem a złem.

    Vangelis

    uczynił to poprzez wysublimowaną i wyszukaną w każdej minucie tej płyty muzykę. Nie da się jednoznacznie zaszufladkować tej płyty: czasami symfoniczny, momentami etniczny mocno progresywny jest dziwnym i pięknym zarazem eksperymentem nigdy więcej przez

    Vangelisa

    nie powtórzonym a zarazem to podwalina pod kolejne arcydzieła oparte na chórze i harmoniach, które odnajdujemy w Opera Sauvage i Chariots Of Fire.

    Dariusz Długołęcki



    Heaven and Hell - czyli niebo i piekło. Faktycznie

    Vangelis

    ten album, który poniekąd należy już do historycznych dzieł z gatunku el-muzyki zaskakuje dwoistością formy. Ale z pewnością po raz kolejny jak na mistrza przystało nie rozczarowuje. Wręcz przeciwnie... tematy ,,piekielne,, są niespokojne, nieraz z lekka agresywne, pełne przerażenia i strachu a z kolei ,,niebiańskie,, wyciszone, uspokojone i kojące z fantastycznym utworem ,12 o'clock. Partie chóralne i wokal żeński wspaniale harmonizują z muzyką i podkreślają jeszcze bardziej atmosferę całej płyty. To jeden z albumów

    Vangelisa

    , do których często powracam, choć cenię sobie całą twórczość tego wybitnego greckiego kompozytora, który w pełni zasłużył na Oskara tylko dlaczego tylko za Rydwany Ognia? I dlaczego tylko Oskara? Polecam każdemu fanowi

    Vangelisa

    - to muzyka, którą można kupować "w ciemno" bez odsłuchu w sklepie a dopiero po rozpakowaniu w zaciszu własnego mieszkania, najlepiej wieczorem ze słuchawkami na uszach Piekło i niebo na ziemi zapewnione na kilkadziesiąt minut.

    Mariusz

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    63,21 zł
  • Vangelis | Albedo 0'39 (remaster 2013)

    Vangelis | Albedo 0'39 (remaster 2013)

    Utwory Pulstar i Alpha przynoszą aranżacje i zwroty melodyczne wytyczające Vangelisowi szlak na długie lata - pojawiają się tu bardzo chwytliwe melodie, poddawane rozmaitym parafrazom, wtopione w interesująco brzmiące ostinato i frapującą ścieżkę rytmiczną pełną drobnych, kreujących odpowiedni nastrój elementó brzmieniowych. Inne prezentowane tu impresje mają niejednokrotnie niewiele wspólnego z przestrzennymi harmoniami konstruowanymi na schemacie zwyczajnych durowych i mollowych akordów. Wiele fragmentó tego longplaya można wręcz śmiało określić mianem muzyki eksperymentalnej. Szczególnie interesująco brzmią wszystkie ścieżki rytmiczne, niekoniecznie generowane przy wykorzystaniu typowych instrumentów - w utworze Freefall słychać płynące zegarowe dźwięki przenoszące słuchacza pogrążonego w stanie nieważkości w zagubiony wymiar czasoprzestrzeni, w Mare Tranquillitatis stojące, gęste akordy o nietypowej strukturze ciekawie mieszają się z odrealnionymi, nieco oddalonymi głosami kosmonautów.
    Długie kompozycje Main Sequence i Nucleogenesis charakteryzuje iście rockowa ekspresja. Budulcem tych tematów są wyraziste, agresywnie brzmiące riffy organowe, wpadające w wir nieregularnego, łamanego rytmu perkusji i basu. Kolejne tematy wykluwają się z siebie w myśl niczym nieskrępowanych zasad improwizacji, a jedynym elementem porządkującym jest obecność instrumentu wiodącego wyraźniej i dosadniej swój wątek na pierwszym planie, na tle zataczających turbulencyjne kręgi pozostałych instrumentów. Te fragmenty albumu mogą się raczej kojarzyć z rozimprowizowanymi, niekończącymi się impresjami grupy Yes we wczesnych latach siedemdziesiątych, niż z późniejszą muzyką greckiego multiinstrumentalisty (warto tu dodać, iż Vangelis miał przecież znaleźć się swego czasu w składzie tej legendarnej art-rockowej grupy, a jego późniejsze kolaboracje z Jonem Andersonem stanowią jeden z najbardziej znanych rozdzialow w działalności greckiego muzyka i kompozytora).
    Znacznie mniej tu fortepianowych rozległych pasaży, które proponował Vangelis na płycie Heaven And Hell - brak też tak odważnych eksperymentów, jak na Beaubourg. Płyta zachwyci tych, którzy interesują się niekonwencjonalną, wielowątkową muzyką z pogranicza elektroniki i awangardowych odmian muzyki rockowej - a dla najbardziej wybrednych słuchaczy przeznaczone są spokojne, frapujące krajobrazy muzyczne Sword Of Orion i Albedo 0.39, pełne zachmurzonych widoków i zmieniających się leniwie atrakcyjnych akordowych konstelacji.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    63,21 zł
  • Vangelis | Spiral (remaster 2013)

    Vangelis | Spiral (remaster 2013)

    Otwierający album tytułowy Spiral rozpoczynają proste dźwięki, które można nazwać loopem tamtych czasów, wibrujące, wirujące wokół nas idealnie naśladujące spiralę albo właściwie ruch po niej. Zostają one przyciszone i słychać stopniowany , narastający motyw symfoniczny z dodanym dzwonem rurowym przypominającym

    Tomitę

    z Pictures At An Exibition. Wielokrotnie powtarzany ma pompatyczne, doniosłe brzmienie. Im bardziej melodia się rozwija tym rytm staje się szybszy. Syntezatory przyspieszają tempo podkładu na tle którego

    Vangelis

    wygrywa solówkę na keyboardzie podobną do tych z Albedo 0'39 o konotacjach prog rocka wspartą wstawkami instrumentów perkusyjnych jako ozdobników (pojedyńcze uderzenia, talerze) by w końcu prawie że galopadę gwałtownie urwać. To jeden z najsłynniejszych tematów

    Vangelisa

    często wykorzystywany w TV (u nas telewizyjne Studio Sport), stworzony z brzmienia podobnego do trąbki brzmiącej dość nienaturalnie bo kreowanej z syntezatora. Utwór jest powalający; wymiatające kaskady elektronicznych dźwięków robią wrażenie zwłaszcza przy słuchaniu przez słuchawki. Chwytliwy , atmosferyczny pełen biegle stworzonych ozdobników: sekcja wypełniająca ostatnie dwie minuty to czysta muzyka progresywna wygenerowana przez syntezatory, doprawiony bębnami, kotłami, dzwonkami, i innymi instrumentami perkusyjnymi. Słuchacz zostaje zaskoczony nieskończonym, pełnym splendoru loopem: wywierającym dramatyczne wrażenie, prowadzonym na keyboardach łączących nastrój symfoniczno-hymnowy. Spirala jest odzwierciedleniem nieskończonego ruchu wszechświata. Słychać coś jak właśnie wirujący w spirali dźwięk zrobiony w jak na ówczesne czasy nowoczesnej technologii, które

    Vangelis

    umiejętnie wplótł w swe muzyczne pejzaże. Pełen mocy, poruszający utwór jest wspaniałym wprowadzeniem w dalszą zawartość płyty.
    Mocne, głośne dźwięki zastępuje rozlewający się leniwie pejzaż barw, nastrojowe intro do Ballad rozwija się wolnym rytmem, wspartych gwałtownie silniejszą partią muzyki która zostaje wyciszona a na tle wielce nastrojowego podkładu pojawia się jako akompaniament zwokoderowany głos ludzki podśpiewujący jakieś niezrozumiałe onomatopeje. Słowa są nie do rozszyfrowania. Można rzec że nie mają znaczenia w myśl słów

    Vangelisa

    : obraz to poezja bez słów , poemat jest wyobrażeniem bez obrazu, a muzyka jest jednym i drugim. Niesamowity klimat zostaje wzmocniony, pojawia się coś na kształt refrenu poprzez mocniejsze granie, pasaże na CS80 niezwykłej urody zdecydowanie pasują do obrazku rozgrzanej plaży , spokoju, relaksu ale i zarazem jakiejś zadumy... około szóstej minuty melodia przechodzi bardziej w improwizację by powrócić na końcu do głównego wątku. Kompozycja składa się z większej ilości brzmień niż melodii. Utwór to kontrast do Dervisha D - tutaj mamy instrumentalną balladę, która wycisza nastrój po rozbudzającej Spirali - eksplorując bardziej intymne nastroje, z wpływem interakcji pomiędzy elektrycznym pianinem a syntezatorami wprowadzającymi romantyczne niuanse. Mamy tu ulotny, impresjonistyczny kolaż dziwnych wokaliz, z bluesowo nastrojonymi syntezatorami.
    Dervish D zainspirowany jest tańcem derwiszów, którzy poprzez obracanie się wokół własnej osi w tańcu odzwierciedlają wirowanie wszechświata. To kolejny bardzo rozpoznawalny utwór. Bardzo dynamiczny wstęp kontrastuje z poprzednią melodią opartą na instrumentach perkusyjnych którą przełamuje pasażami na syntezatorze, zwróćmy uwagę że gdyby nie podkład bliżej byłoby glissandom

    Vangelis

    do eksperymentalnej Beauborg niż do melodyki jego innych dokonań; znowu pojawia się tematy przypominające coś jak refren i zwrotki jakby to był album z piosenkami bez słów. Warto odnotować dużo łagodnych dodatków przypominających delikatny w odbiorze wibrafon. Podobny do Spiral, ale odrobinę szybszy, ma 'loopa', w linii melodycznej granej na jej szczycie. Melodia pozostaje niezmienna tylko zmienia się w górnych partiach co jest bardzo efektowne. Dervish D to prawie popowy najbardziej zorientowany na ten kierunek muzyki na płycie utwór z chwytliwym motywem i powracającą sekwencja syntezatorową, gdzie można odnotować najszybsze tempo.
    Powolne uderzenie basu rozpoczyna To The Unknown Man. Temat rozwija się powoli poprzez konwersację linii basowej z główną melodią; od powtarzania motywu przewodniego przechodzącego przez syntezator na wyższe tony. Po wybrzmieniu całej frazy, dochodzą nowe podkłady , instrumenty - przypominające chór brzmienie syntezatora, trąby, w końcu na pierwszy plan wchodzą werble przełamujące kompozycję. Kiedy pojawiają się owe werble bardzo militarne brzmienie przypomina pogrzeb nieznanego żołnierza. Czyżby ten utwór dotyczył ciągłych wojen? Następnie powraca główny temat, który tym razem oblany jest keyboardowymi brzmieniami przypominającymi późniejsze symfoniczne podkłady

    Vangelisa

    , które pozostają ale zmienia się melodia. Od 6.30 pojawia się spokojny rytm perkusyjny. W finale ten perkusyjny bit ulega zelżeniu abyśmy mogli ujrzeć w pełni cały operowy obrazek gdzie zakręcone arrpeggiatory wywołują surrealistyczne wyobrażenia niczym kosmiczna interpretacja

    Ravela

    . Doniosłe powagą brzmienie jest charakterystyczne dla tego utworu stworzonego jako rodzaj symfonicznego poematu, mieszanki spokoju, melancholii i majestatycznej celebry ; pogrzebowy rytm wzbogacono przez dodanie różnych tekstur i orkiestracji biegle wprowadzonych do utworu. Jest tu splendoryczno - bombastycznie, prawie wagnerycznie. Mamy tu mieszankę nowoczesnych wpływów i melodii z keyboardów;

    Vangelis

    później rozwinął to brzmienie co da się choćby usłyszeć na Opera Sauvage. Zarazem To the Unknown Man, można postrzegać jako kolejnego prekursora Titles z Chariots Of Fire z imitującym marsz bitem i ze strukturą przypominającą ten hit.
    3+3 tytuł prawdopodobnie wziął się od rytmu utworu. Składa się jakby z dwóch melodii z których pierwsza powraca na końcu . Pierwsza melodia w typowym dla

    Vangelisa

    stylu: melodia jest prosta i powtarzana coraz to wyżej. Druga melodia to kombinacja brzmień orkiestrowych z solo upodobniającym się do organów. Brzmi to prawie jak blues na syntezatorach. W finale mamy bardzo melodyjny kompleks sekwenserów wymieszanych z partiami syntezatora i orkiestracji. 3 + 3 to kolejny temat przedstawiający ideę spirali z niezwykłymi sekwencjami i chórami w stylu progresji.
    Heaven and Hell był

    Vangelisa

    przełomem, tak Albedo 0'39 a zwłaszcza ten album ugruntowały popularność

    Vangelisa

    . Oprócz cieszących się do dziś dużą rozpoznawalnością melodii zawartych na tym albumie swoistą ikoną stylu

    Vangelisa

    stała się okładka tej płyty czyli wtyczka od mikrofonu układająca się w wężowy kształt wyłaniająca się spośród chmur błękitnego nieba. To chyba jedna z najciekawszych okładek jeśli nie najlepsza z tamtych czasów. Kabel to odzwierciedlenie techniki lecz jego usadowienie w chmurach i to że przypomina kształtem żywe stworzenie zdają się mówić: nowoczesna technologia nie musi być bezduszna; można nią kreować obrazy i barwy, które dają ludziom radość a zarezerwowane dotąd dla tradycyjnych środków wyrazu.

    Vangeli

    s swymi eksperymentami pchnął elektronikę na nowe tory. Można rzec że był prekursorem space music - zwróćmy uwagę choćby na użycie echowych brzmień jak ten na arpeggiatorze w tytułowej kompozycji. Arpeggiatory zresztą znakomicie są użyte także i na 3+3. Struktury są dynamiczne a utwory bardziej wyszukane i skomplikowane. Keyboardowe przedstawienia są nadal bardzo efektowne .Wyraźna transgresja w muzycznym rozwoju ku pełnym dźwiękowym pejzażom, szczególnie w To The Unknown Man to dowód artyzmu.

    Vangelis

    w tym okresie już popadał w rozbudowane orkiestracje ale to wysublimowany przykład rozumienia kiedy przed tym należy się powstrzymać w aranżacjach. Po Spiral, styl

    Vangelisa

    zmienił się w bardziej gładki, melodyjny , syntezatorowy, z bliższą relacją pomiędzy muzyką klasyczną a elektroniczną. Yamaha CS-80 stała się nieodłącznym emploi związanym z postacią

    Vangelisa

    . Myślę że to kamień milowy w jego karierze, który wypromował go poza wąskie grono miłośników el muzyki. Pytany o sukces albumu odpowiedział : "Próbowanie stworzenia albumu sukcesu jest błędem. Próbować być prawdziwym wobec siebie to sukces. Spiral wyłapuje i powraca do ducha wcześniejszych dokonań ale zarazem zdaje się być materiałem bardziej przemyślanym i zwartym - zdaje się ascetycznie doskonale perfekcyjna w kompozycjach, pomimo że nie osiągnął tego samego poziomu ekscytacji w większości epickich pasaży w stosunku np. do Heaven And Hell ( można zarzucać mu pewną kliniczną precyzję) ale kompozycje są tu bardziej zwarte, cały album przypomina monolit , gdy na wcześniejszym, porównywalnym brzmieniem i stylem Albedo 0'39 pojawiają się zgrzyty. Konkludując Spiral stoi na pozycji absolutnego klejnotu muzyki elektronicznej - łączy ekspresję i muzyczne ambicje wczesnego

    Vangelisa

    z awangardą i symfonicznym prog rockiem i zarazem jest wzorcem jak zrobić doskonała płytę z el muzyką. Spiral udowadniał że użycie keyboardów nie polega na włączeniu przełącz nika tylko na ON, ale i na tym ze artysta może z nich stworzyć nowoczesne arcydzieło, nie nużące słuchacza bełkotem dźwięków. Płyta ta to prawie patetyczny sposób wyrażania emocji zawierająca pięć perfekcyjnie dopracowanych dźwiękowych malowideł arcydzieł obracających się wokół tytułowego tematu spirali. Jeśli można mówić że są dla mnie jakieś lepsze od tej płyty dzieła Vangelisa to tylko z czysto emocjonalnych powodów - to kwintesencja muzyki spod znaku ME, której płyty

    Vangelisa

    są podwaliną.

    Dariusz Długołęcki



    Tytułowa kompozycja rozpoczyna się bardzo wyrazistym, chwytliwym, nostalgicznie brzmiącym pasażem, wciągającym słuchacza w rozedrgany wir chłodnej alternacji zarpeggiowanych akordów. Brzmienie zatacza szerokie, stereofoniczne kręgi, powracając w końcu z przejmującym brzmieniem syntezatora wiodącego główną melodię. Brzmienia basu i perkusji nie są już tak wyeksponowane jak choćby na płycie Albedo 0.39, tutaj główną rolę gra chłodne, migoczące ostinato, na którym piętrzą się mgliste, powłóczyste obłoki dodających swe mantrowe zdania kolejnych syntezatorów. Nieco podobnie skonstruowany jest Dervish D., demoniczny syntezatorowy utwór zbudowany na typowo bluesowej progresji, z drobnymi ornamentami (zahaczającymi improwizująco o skale jazzowe) jako łącznikami uparcie powtarzanego motywu ostninatowego. Brzmienie muzyki jest głębokie i dosadne,

    Vangelisowi

    przy pomocy głównie elektronicznego instrumentarium udaje się bez trudu malować barwy i wyrażać emocje dotąd zarezerwowane dla tradycyjnego instrumentarium składającego się z gitary i sekcji rytmicznej.
    Moim ulubionym fragmentem płyty jest impresja Ballad - niezwykłe, oniryczne dźwiękowe malowidło, które mogłoby posłużyć jako ścieżka dźwiękowa do jakiegoś filmu Akira Kurosawy albo muzyczny podkład do kontemplacji takich obrazów jak "Nagły deszcz w Ohashi". Z ciemnych chmur wzdychających akordów wyłania się główna melodia, malowana przetworzonym głosem - syntezator skarży się, unosi ironicznie brwi, spogląda z pobłażaniem, wzrusza się, przypomina sobie stare dzieje; dźwięki brzmią po prostu pierwszorzędnie, stawiając słuchacza oko w oko z dziwacznym duchem o niespodziewanej barwie głosu. Muzyka ma coś niepokojącego, napięcie kiełkujące gdześ w tle musi w końcu zostać rozładowane. W czarno-szaro-białym orientalnym pejzażu raz po raz wykwitają plamiste, niezidentyfikowane kształty przerażając i rozbawiając swą nagłą żółcią, czerwienią albo swym błękitem. Słuchacz kroczy po deskach mostu o kolorze skorupki orzecha włoskiego, wdychając woń soli morskiej i małż, a gęsty dym co chwilę zasłania pole widzenia i nigdy nie wiadomo, co za chwilę ukaże się zdumionym oczom. Warto dodać, że

    Vangelis

    wykorzystał w tej kompozycji bardzo atrakcyjny motyw, który przewinie się lata później w zadumanej kompozycji Twilight z albumu The City. Innym spokojnym utworem jest hymn To The Unknown Man - tutaj nie czają się już niesamowite istoty, kompozycja nie jest podminowana podskórnym napięciem. Główna melodia oparta jest na pogodnym, prostym temacie, który podlega subtelnym wariacjom na tle stałego rytmu kojarzącego się z tempo di bolero, rozpościerając się w końcu leniwymi smugami na tle porządkującego się w typowy sposób rytmu i wzdychając turbulencyjnie zakrzywiającymi się promieniami do nadal pogodnie brzmiących skal urozmaicanych akordami septymowymi. Obok Dervish D. jest to jeden z motywów z płyty Spiral najchętniej przypominanych na różnych wydawnictwach retrospektywnych a także trawestowanych przez wykonawców zafascynowanych dziełem

    Vangelisa

    i nagrywających własne wersje jego utworów.
    Płytę wieńczy impresja 3+3, łącząca orientalny posmak i atmosferę kontemplacji typową dla "Ballad" z zadziornością dynamicznej improwizacji typową dla Spiral. Miękkie, po kociemu skradające się tony fortepianowe to zapowiedź nadcągającego wichru, który przetoczy się masywnymi falami akordów pozostawiających po sobie mieniącą się pianę kipiących drobnych dźwięków, układających się w małe motywy umiejscowione w różnych złośliwie zdeformowanych muzycznych skalach. Utwór zakończy się powrotem fortepianowego zamyślenia - dobrze ilustrując motto zdobiące kopertę płyty.

    Igor Wróblewski

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CD


    55,76 zł