Napisz do nas
   


Kategorie


S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2196 wydawnictw w ofercie
1721 dostępnych natychmiast
33648 próbek utworów
2258 recenzji płyt
24653 zrealizowanych zamówień
4652 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Klaus Schulze, Lisa Gerrard | Rheingold

powrót

102,14 zł
brutto
Towar w magazynie
Wysyłamy do 3 dni
Dostawa w formie listu poleconego dostępna już od 8zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska. Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.
Oto mamy na rynku jeden z najciekawszych, najbardziej różnorodnych i zarazem najbardziej naładowanych energią albumów niemieckiego pioniera elektroniki sekwencyjnej. Klaus Schulze odważnie miesza na muzycznej palecie bardzo wiele nieregularnych akordów, pojawiają się nieznane barwy - wszystko to zbliża prezentowane tu brzmienia ku istnej "elektronicznej muzyce symfonicznej XXI wieku", jako że mamy tu do czynienia z naprawdę zaawansowanym, skomplikowanym sposobem prowadzenia kompozycji i wyprowadzania motywów pobocznych z wiodącego wątku. Rheingold to rewelacyjny album, świadczący o dużej inwencji - a zatem, miejmy nadzieję, także dalszej owocnej karierze - projektu Farscape (Schulze + Gerrard), a także wyjątkowej formie - także koncertowej samego Klasua Schulze.
  • CD1
  • Alberich
  • Loreley
  • CD2
  • Wotan
  • Wellgunde
  • Nothung
  • Nibelungen (bonus-track)

Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player. Pobierz i zainstaluj.


Z pozoru taka kolaboracja nie miała prawa się udać. Klaus Schuzle miał ochotę na wspólne sesje z Lisą Gerrard jeszcze w latach '80, gdy Dead Can Dance byli w twórczym zenicie. Jednak dopiero po latach udało się im nagrać wspólny album Farscape. Po tym wszystkim duet wyruszył w trasę, zarejestrowany 18 lipca 2008r w St. Goahausen album Rheingold, jest świadectwem ich twórczego potencjału. Nie ma mowy o odgrywaniu i powtarzaniu tego, co zostało nagrane w studiu. Schulze i Gerrard improwizują i właśnie tu trzeba szukać klucza do zrozumienia ich muzycznej drogi. Zaczyna Klaus długimi improwizacjami, na myśl przychodzą najlepsze lata niemieckiej elektroniki. To ważne aby stworzyć odpowiedni nastrój dla Lisy Gerrard i jej niezwykłego głosu. Gdy ta zaczyna swoje popisy w Wellgunge i Lonely, tworzy się istny rytuał. Delikatnie napędzany transową elektroniką głos Lisy, brzmi po prostu niesamowicie. Nadal jak za najlepszych czasów Dead Can Dance śpiewa w wymyślonym przez siebie języku. A to pokazuje obezwładniającą skalę jej głosu, jak i umiejętność wczucia się w elektroniczne tekstury Schulze'a. Muzyka Niemca nie dominuje nad głosem Lisy, nie przytłacza go. Raczej znakomicie koegzystuje, wspólnie tworząc niezapomnianą podróż w nieznane. Piękne uzupełnienie studyjnej płyty Farscape, i jednocześnie obietnica na więcej.

R. M.



Zapis koncertu z 18 lipca 2008 danego w amfiteatrze Loreley w Hambuhren, usadowionym w dolinie Renu. Po Farscape drżącą ręką wsuwałem dysk z tej płyty zwłaszcza że stoi na okładce "z udziałem Lisy Gerrard"... Ale najpierw pęk elektrycznych wyładowań jak za najlepszych czasów Klausa Schulze a potem prowadzony przez syntezator zawieszony na jednym tonie, elficko anielski chór dyskretnie zastąpiony przez durowe odpływy i przypływy i te charakterystyczne schulzowskie niby sekwencje roztapia mnie jak wosk i sprawia że szczęka opada ruchem gwałtownym na pierś. Wciągająca pulsacja zawieszona przez resztę utworu powoduje że trafia to nagranie (Alberich) do ścisłej czołówki według mnie najciekawszych kompozycji Schulze. A jednak diabeł pali w starym piecu. Ale jak będzie dalej? Loreley to jakby rozwinięcie tematu pierwszego z pozostawionymi z niego elementami z generowanym elektronicznie chórem na czele z dołączeniem śpiewu Lisy Gerrard (wreszcie wkomponowuje się idealnie) wywołując dreszcze jakie może przynieść tylko jej głos, jak za czasów w Dead Can Dance plus wokaliza na tle której gdzieś koło 12 minuty pojawiają się przepiękne wyciszone z początku syntezatorowe subtelności, zdynamizowane i uwypuklone od 16 minuty w schulze’wskich sekwencjach do których dołącza bit perkusyjny... Niestety trochę się dalej Klaus zapętla (jego znak firmowy) a następnie mam wrażenie że wracają ambicje aby stworzyć dzieło operowe. Na pewno mamy tu przynajmniej 40 minut fenomenalnej muzyki. Wotan otwierają mroczne pomruki niczym cytat z Prodigy by przejść to typowych konkretów. Na pewno ciekawsze jest zamyślone, wyciszone Wellgunde. I znowu zaskoczenie, że Ian Boddy jest jednym z mistrzów niebywale nastrojowego, surrealnego ambientu (jako połowa duetu Arc z kolei ma od czynienia przede wszystkim z wytrawną elektroni wydobywa krótko mówiąc ładne dźwięki co mu się rzadko zdarzało następuje przy bonus tracku którego nie ma na DVD czyli Nibelungen. Zdaje się że Schulze po ostatnich chorobach czując brzemię lat, stał się bardziej romantyczno-nostalgiczny...Bardzo dobre wydawnictwo.

Dariusz Długołęcki



Pierwsza płyta zawiera tylko dwa, za to odpowiednio długie utwory. Pierwsza, jeszcze czysto instrumentalna kompozycja, to poszerzenie formuły wypracowanej na albumach Contemporary Works II, Kontinuum oraz przede wszystkim Farscape o nowe elementy. Schulze odważnie miesza na muzycznej palecie bardzo wiele nieregularnych akordów, pojawiają się nieznane barwy - wszystko to zbliża prezentowane tu brzmienia ku istnej "elektronicznej muzyce symfonicznej XXI wieku", jako że mamy tu do czynienia z naprawdę zaawansowanym, skomplikowanym sposobem prowadzenia kompozycji i wyprowadzania motywów pobocznych z wiodącego wątku. Blisko 40-minutowa suita Loreley, w której słyszymy już niepowtarzalny głos Lisy Gerrard, to kompozycja utrzymana w podobnym charakterze. Utwór jest żywszy niż większość materiału proponowanego na Farscape, jednocześnie zaś znacznie więcej tutaj optymizmu i wiosennej pogody... a typowo schulzeański, atmosferyczny mistycyzm naturalnie nic tutaj nie traci ze swojej specyfiki. Ten elektroniczny poemat, jeśli porównywać go z wcześniejszymi dokonaniami Klasua Schulze, najwięcej wspólnego ma z "symfonizującymi" suitami wypełniającymi zestaw Silver Edition - nie brakuje tutaj typowych dla Klasua Schulze zwrotów melodycznych oraz bardzo charakterystycznych mollowych pasaży akordowych, ale spektrum wszystkich użytych tutaj środków jest niemalże oszałamiające.
Drugi krążek to z kolei aż cztery utwory. Płytę otwiera naprawdę znakomita impresja z miejsca kojarząca się ze "złotymi czasami" Klasua Schulze, głównie za sprawą porażających solówek, najlepszych od czasu Dosburg Online. Jest w tym utworze coś, co porusza w podobnym stylu jak kompozycje z płyt Body Love albo X, choć już po aranżacji słychać, że nie ma tu mowy o kopiowaniu własnych patentów sprzed lat. Fenomenalny klimat... Po nim następuje chwila wyciszenia, głos Lisy Gerrard prowadzi Słuchacza ku baśniowym, leśnym ostępom, w których rozgrywają się dalsze wydarzenia audiowizualnego spektaklu bez słów. Trzeci utwór to udana synteza elementów Farscape i The Crime of Suspense i powrót nieco żywszych temp oraz promieniujących sekwencerów. Na deser otrzymujemy ponad półgodzinny bonus, czyli instrumentalne wariacje na tematy przewijające się przez Farscape. Rewelacyjny album, świadczący o dużej inwencji - a zatem, miejmy nadzieję, także dalszej owocnej karierze - projektu Farscape (Schulze + Gerrard), a także wyjątkowej formie - także koncertowej - samego Klasua Schulze. Koniecznie.

I. W.

Tagi albumu:

Klaus Schulze, Lisa Gerrard | Rheingold

,

Synthetic Symphony

,

Klaus Schulze

,

muzyka elektroniczna

,

ambient

,

Tangerine Dream

,

Klaus Schulze

,

Vangelis

,

Jarre

,

electronic music

,

Kraftwerk