Napisz do nas
   


Kategorie

NAJBLIŻSZA WYSYŁKA:

poniedziałek 27 lutego
czwartek2 marca

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2346 wydawnictw w ofercie
1739 dostępnych natychmiast
33070 próbek utworów
2084 recenzji płyt
21356 zrealizowanych zamówień
4304 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Przemysław Rudź | Cosmological Tales

powrót
Przemysław Rudź | Cosmological Tales lupa
Bestseller Super cena

35,00 zł
brutto
Towar w magazynie
Wysyłamy do 5 dni
Dostawa w formie listu poleconego dostępna już od 8zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska. Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.
Druga wydana w barwach wytwórni Generator.pl płyta Przemysława Rudzia to blisko 70-minutowa porcja atrakcyjnie brzmiącej syntezy elektroniki sekwencyjnej w stylu Edgara Froese (oraz "postberlińskich" klimatów Under The Dome lub AirSculpture) i wyrafinowanego, czytelnego melodycznie a przy tym jednak nader otwartego strukturalnie elpopu nieco w duchu Jean-Michela Jarre'a lub Vangelisa. Cosmological Tales to album urozmaicony, ciekawie łączący najróżniejsze "klasyczne" elementy dobrej sprawdzonej elektroniki ze szczyptą nowoczesności - szczególnie warto zwrócić uwagę na dopracowane wielogłosowe aranżacje zrealizowane w naprawdę profesjonalny sposób.
  • Through The Planck Era
  • The God Particle's Dance
  • Let There Be Light
  • Islands Of The Universe
  • We Live Here
  • Disputable Future (feat. Jarek Figura)

Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player. Pobierz i zainstaluj.


"Jako człowiek, który poświęcił całe swoje życie na najbardziej zdroworozsądkową naukę - studia nad atomem mogę Was zapewnić jako rezultat moich badań, że w istocie - nie ma czegoś takiego jak materia. Materia w takim sensie w jakim ją postrzegamy wywodzi się i istnieje jedynie dzięki sile, która wprawia cząstki w drgania i trzyma ten malutki układ słoneczny w całości. Musimy przyjąć, że za tą siłą kryje się inteligenty i świadomy umysł. Ten umysł jest macierzą całej materii i całego wszechświata."
To ważne słowa ojca teorii kwantowej Maxa Planka, które niech będą wprowadzeniem do wyjątkowego albumu Przemysława Rudzia, który muzycznie obrazuje nam niesamowitości ewolucji wszechświata. Muzyka w utworze Through the Planc era niczym supernowa wybucha feerią iskrzących motywów, które słuchacza wprawiają w stan euforycznego podniecenia, w którym słuchacz celebruje te magiczne dźwięki z głową skierowaną w kosmiczną otchłań.
W drugiej odsłonie tego albumu The God particles dance mamy relaksujący wstęp, zadumany i chwilami wręcz refleksyjny i zarazem zachęcający do dalszej penetracji kosmicznych czeluści .Cudnie rozwija się tu linia melodyczna, okraszona wielobarwnymi partiami syntezatorów. Last There be Light to trzeci etap kosmologicznej opowieści. Przemysław Rudź oprowadza nas po tajemniczych i niesamowitych rejonach odległych kosmicznych galaktyk. Te minorowe nastroje znakomicie przygotowują słuchacza do podróży magicznym wehikułem czasu do okresu "wielkiego wybuchu" czyli narodzin wszechświata. Emocje sięgają zenitu, podobnie jak to miało miejsce w kultowym filmie Stanleya Kubricka 2001- Odyseja Kosmiczna - skojarzenia jakże na miejscu z niesamowitym epizodem kiedy to kapitan Booman zaczyna transcendentalną podróż do miejsca narodzin - być może wszechświata. Muzyczne przemyślenia Przemysława również są takim traumatycznym lotem w kosmicznych otchłaniach, muzyka czasem dość hermetyczna i oscylująca wokół minorowych klimatów rozbudza wyobraźnię wrażliwego słuchacza.
Transowość Last there be light cudnie koreluje tu z kosmicznymi fluidami i wręcz hipnotyzuje swoją magią, pozostawiając w pamięci niezwykle kosmiczne krajobrazy. Autor Cosmological Tales jak mało kto potrafi posłużyć się prostą materią muzyczną tak abyśmy przeżyli ekscytującą podroż do krainy tajemniczych zakątków kosmosu. Penetracja mrocznych zakamarków kosmosu znowu ma ciąg dalszy w utworze Islands of the Universe. Muzyka jak wyimaginowana pajęczyna owija mnie w kokon i nie pozwala się na moment choćby ruszyć z miejsca - czuję się jak pilot zagubionego statku kosmicznego gdzieś w odległej galaktyce - narasta strach do niewyobrażalnej wielkości wszechświata. Pytanie gdzie jest granica tych kosmicznych otchłani? Te i parę innych pytań nurtuje od wieków ludzkość. Ta unikalna i zarazem eklektyczna muzyczna uczta ładuje mój akumulator i jest inspirującym przewodnikiem po prehistorii wszechświata. Sekwencyjne ostinato miesza się z ekspresyjnymi i siarczystymi dźwiękami syntezatorów analogowych, ten pozytywny muzyczny zgiełk wprowadza mnie w transcendentalne stany, specyficzny niepokój daje do myślenia - w jakich to bólach rodził się nasz wszechświat. Czy teoria kwantowa to jedyne rozsądne wytłumaczenie - ta muzyka świetnie pasuje do rozmyślań i podpowiada jakie mogą być kierunki naszych kosmicznych dociekań.
W utworze We live here wracamy na Ziemię. Kompozycja ta jest odskocznią od kosmicznych rozmyślań. Fragment ten ma jak najbardziej pierwiastek ludzki. Piękna fortepianowa i zarazem romantyczna partia przenosi mnie w ludzki wymiar a może jest to muzyczna podpowiedź autora Cosmological Tales - radujcie się życiem, szanujcie przyrodę.
Po tych nostalgicznych dźwiękach Przemek daje "pozytywnego kopa" za sprawą potężnych i zarazem pozytywnych energetycznych partii syntezatorów - el-popowo wręcz ekscytująco muzyka promieniuje tu feerią pobudzających wyobraźnie dźwięków. Utwór ten promieniuje tu pozytywnymi wibracjami znakomicie ubarwiony elektryczną gitarą Jarka Figury. Końcowy fragment tego utworu i zarazem całego albumu to oniryczne pejzaże, muzyka jest tu zadumana i jest taką refleksją nad cudem naszej ziemskiej egzystencji.
Kolejne wartościowe dzieło naszego zdolnego el-muzyka, gorąco polecam.

Mariusz Wójcik



Druga wydana w barwach wytwórni Generator.pl płyta Przemysława Rudzia to blisko 70-minutowa porcja atrakcyjnie brzmiącej syntezy elektroniki sekwencyjnej w stylu Edgara Froese (oraz "postberlińskich" klimatów Under The Dome lub AirSculpture) i wyrafinowanego, czytelnego melodycznie a przy tym jednak nader otwartego strukturalnie elpopu nieco w duchu Jean-Michela Jarre'a lub Vangelisa. Krążek otwiera ośmiominutowy mariaż sprężystych, iskrzących brzmień a la Stuntman lidera Tangerine Dream oraz pogodnych, lawirujących pochodów syntezatorowych wprost kojarzących się z muzyką kontynuatorów berlińskich tradycji, nagrywających dla Manikin Records albo Neu Harmony. Pierwszy "prawdziwy przebój" na płycie to kompozycja druga (zresztą najkrótsza w zestawie), bodajże najsilniej kojarząca się stylistycznie z poprzednią płytą Rudzia - mamy tutaj wyrazisty rytm i natychmiast wpadające w ucho melodie, które - także za sprawą aranżacji - pozwalają z miejsca pomyśleć o dziełach Marka Bilińskiego (szczególnie "Po drugiej stronie świata" - chyba najbardziej "jarre'ującym" utworze tego muzyka i kompozytora). Przez elektroniczny nieboskłon przesuwają się gęste, parujące chmury, otaczające Słuchacza ciasnym pierścieniem lekko melancholijnych akordów, zza których przebija wprawdzie słońce, ale na twarzy jak najbardziej wyczuwalny jest lodowaty podmuch... Utwór trzeci wykwita z kolażu niemuzycznych zgrzytów i szelestów, przechodzi przez silnie zrytmizowaną, połyskującą fosforyzującym elektronicznym żwirem ścieżkę ostinatowo-perkusyjną i, dość znienacka, rozpływa się niczym uciekający sen na wysokości 14. minuty. Główną atrakcję w zestawie Cosmological Tales stanowi czwarta impresja - najdłuższa i najbardziej wprost nawiązująca do tradycji analogowej elektroniki sekwencyjnej: chropowate ostinato przeplatane ściegiem poświstów oraz przesuwających się niczym na taśmie produkcyjnej elektronicznych koralików w wysokich rejestrach brzmi niczym hołd dla Manuela Gottschinga w okresie New Age of Earth, znakomicie pasowałaby także jako podkład dźwiękowy do najdynamiczniejszych scen filmu Koyaanisqatsi! Piąty utwór to dla kontrastu chwila wyciszenia - nostalgiczne dźwięki fortepianu spotykają się tu ze ścianą deszczu i powracającymi oddalonymi grzmotami. Rudź wyczarowuje tutaj kameralny nastrój nieco w duchu arytmicznych pasaży z albumu Detlefa Kellera The Story of the Clouds; poza tym znów można przez chwilę pomyśleć o muzyce Bilińskiego, aczkolwiek tej nieco nowszej niż Po drugiej stroine świata - mam na myśli zwłaszcza album Refleksje. Album kończy się optymistycznym akcentem utrzymanym w konwencji polifonicznego elektronicznego pop-rocka spod znaku Melrose Years Tangerine Dream - takie skojarzenia można mieć głównie za sprawą charakterystycznie brzmiącej partii gitarowej, zadziornie przeplatającej się z pulsującym ostinatem. Ogólnie rzecz biorąc, Cosmological Tales to album urozmaicony, ciekawie łączący najróżniejsze "klasyczne" elementy dobrej sprawdzonej elektroniki ze szczyptą nowoczesności - szczególnie warto zwrócić uwagę na dopracowane wielogłosowe aranżacje zrealizowane w naprawdę profesjonalny sposób. Miłego wielokrotnego słuchania...

Tagi albumu:

Przemysław Rudź | Cosmological Tales

,

Generator.pl

,

Przemysław Rudź

,

muzyka elektroniczna

,

ambient

,

Tangerine Dream

,

Klaus Schulze

,

Vangelis

,

Jarre

,

electronic music

,

Kraftwerk