2 279 wydawnictw w ofercie 88% albumów dostępnych od ręki 27 377 próbek utworów 1 391 recenzji płyt 12 129 zrealizowanych zamówień 2 808 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...
Nie da się ukryć, iż sekwencyjna elektronika postberlińska jest w zasadzie terenem dość mocno przeoranym, nadal jednak możliwe jest tworzenie kompozycji poruszających, robiących duże wrażenie, mistrzowsko aranżowanych - i bądź co bądź programowo "nie-innowacyjnych". Pyramid Peak świetnie wywiązuje się ze swojego zadania dopisania interesującego rozdziału do dziejów nastrojów zapoczątkowanych przez Klausa Schulze i Tangerine Dream. Coda albumu, Psycho, jest smakowitym kąskiem dla miłośników nieco bardziej ekspermentującej elektroniki sekwencyjnej; udało się w tym utworze zawrzeć coś z niecodziennej, lekko schizofrenicznej (stąd być moze tytuł) impresji Klausa SchulzeKlaustrophony (Dreams, 1986).
Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player.
Pobierz i zainstaluj.
Album rozpoczyna się mocnym akcentem w postaci sekwencyjnie napędzanego utworu Reflections, przepojonego nie tylko intrygująco fazowanymi ostinatami, ale i atrakcyjnymi, chropawymi, syntezatorowymi wyładowaniami objawiającymi się pod postacią quasi-akordowych plam śmiało przepływających między systemami tonicznymi: dosłownie słychać, jak muzyka nabiera mocy, by bez żadnych zahamowań rozpędzić się niczym bolid na dnie bezkresnego wyschniętego jeziora. Jak zwykle w przypadku Pyramid Peak, sporo tutaj mamy aluzji do techniki Tangerine Dream (barwa i konstrukcja ostinat) jak i Klausa Schulze (ciągnące się, rozchwiane m. in. przy pomocy suwaka pitch bend solówki) - trio pozwala się jednak inspirować, nie uciekając się do popełniania plagiatów. Nie da się ukryć, iż sekwencyjna elektronika postberlińska jest w zasadzie terenem dość mocno przeoranym, nadal jednak możliwe jest tworzenie kompozycji poruszających, robiących duże wrażenie, mistrzowsko aranżowanych - i bądź co bądź programowo "nie-innowacyjnych'. Pyramid Peak świetnie wywiązuje się ze swojego zadania dopisania interesującego rozdziału do dziejów sekwencyjnej el-muzyki. Jednym z najlepszych tego dowodów jest tytułowa kompozycja albumu, trwająca 23 minuty, rozpoczynająca się w oparach mollowych harmonii i niespiesznym, acz zdecydowanym rytmie sekwencerów - wyciszająca się i niemalże dryfująca w kierunku arktycznego ambientu w części środkowej - i ostatecznie zmierzająca ku dynamicznemu, błyskotliwemu finałowi, w którym powraca podsunięta na początku sekwencja, tym razem skrząc się w żywszym tempie i tonacyjnych przeskokach w towarzystwie ożywionej sekcji rytmicznej. Dive najwięcej ma aranżacyjnie wspólnego z dorobkiem Tangerine Dream u schyłku okresu Virgin Years, Sunrise jest prawdopodobnie najpogodniejszym momentem albumu (nie czytaj: banalnym); Twilight zgodnie z obiecującym tytułem przyprósza sekwencje i nanizane na nie akordy nieco mroczniejszym melodycznie nalotem (przynajmniej w pierwszej połowie), a zaczynająca się troszkę podobnie do słynnego utworu OrbitalThe Box coda Psycho jest smakowitym kąskiem dla miłośników nieco bardziej ekspermentującej elektroniki sekwencyjnej; udało się w tym utworze zawrzeć coś z niecodziennej, lekko schizofrenicznej (stąd być moze tytuł) impresji Klausa SchulzeKlaustrophony (Dreams, 1986). Bardzo udana pozycja.