Napisz do nas
   


Kategorie


S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2196 wydawnictw w ofercie
1721 dostępnych natychmiast
33648 próbek utworów
2258 recenzji płyt
24653 zrealizowanych zamówień
4652 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

OBNIŻKA - promocje cenowe

(152 albumy)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Vangelis | Blade Runner (LP)

    Vangelis | Blade Runner (LP)

    Vangelis ponownie mnie zaskoczył, ale zdążyłem się już do tego przyzwyczaić. Kolejne jego płyty zawsze mnie zachwycały i przynosiły moc niesamowitych wrażeń (wspomnę tu The City). Tak też jest i tym razem. Ta płyta jest jednak wyjątkowa i to nie tylko z powodu nawiązań do wspaniałego filmu Ridleya Scotta. Takiej dawki nastroju, klimatu i zwykłego piękna w vangelisowskim sosie muzycznym nie słyszałem od dawna. Wynika stąd wniosek, iż Vangelis jest jak dobre wino - im starsze, tym lepsze.
    Ścieżki dźwiękowe mają to do siebie, że muzyka na nich zawarta powinna stanowić składową część filmu. W przypadku Łowcy androidów Vangelis poszedł dalej: jego muzyka i film Scotta stanowią pewnego rodzaju amalgamat. To połączenie sprawia, że nie można słuchać muzyki nie myśląc o filmie i nie oglądać filmu nie ulegając urokowi kompozycji Vangelisa. A uroku jak już wspomniałem, muzyka to posiada wyjątkowo dużo. W zestawie nagrań znajdują się trzy utwory, które znane są już z wcześniejszej płyty Vangelisa Themes, a mianowicie Memories of Green (ten kawałek kompozytor opublikował już w 1980r. - See You Later), Love Theme, i Blade Runner. Jako, że te utwory są już znane skupią się na pozostałych nagraniach. Najbardziej niesamowite wrażenie sprawia (moim skromnym zdaniem) utwór Blade Runner Blues - najpełniej oddający klimat filmu; wprost trudno oprzeć się nastrojowi tej najdłuższej na płycie kompozycji, co ciekawe stworzonej bardzo prostymi środkami. Rachel's Song to kolejna perełka na tym soundtracku - nostalgiczna wokaliza Many Hopkin uzupełniona o typowo vangelisowskie dźwięki (fortepian "udający" spadające krople deszczu). Wait for Me to równie piękny utwór, choć już może nie tak nastrojowy. Tales of the future to przede wszystkim popis wokalny starego kompana Vangelisa, Demisa Roussosa - faceta, który zawsze kojarzył mi się z łzawymi utworami o miłości (jestem chyba niesprawiedliwy - są przecież jeszcze nagrania Aphrodites Child). Opowieści przyszłości brzmią dzięki niesamowitemu głosowi Roussosa jak apokaliptyczna wizja. W trzy utwory Main Titles, Blues Response i Tears in Rain zostały umiejętnie wplecione dialogi bohaterów filmu. To bardzo dobry pomysł i wart naśladowania. Całość wizerunku muzycznego Blade Runnera dopełnia "tandetna piosenka barowa" (to moje określenie) One more kiss, dear - mimo swej oczywistej banalności nie drażni zmysłu słuchu (to chyba kwestia przyzwyczajenia). Ta płyta to przykład ciągłej ewolucji muzycznej Vangelisa. Mimo tego ewoluowania nadal jest wierny korzeniom swych fascynacji muzycznych i nie ulega wpływom wszelakich mód i tak powszechnej obecnie komercji, która zabija prawdziwą muzykę (nie tylko elektroniczną).

    Marcin Pirek


    Rok 1982 przyniósł Vangelisowi szczyt sławy i długo oczekiwane uznanie jako kompozytora muzyki filmowej. Jego ścieżka dźwiękowa do Chariots Of Fire przez 15 tygodni utrzymywała się na pierwszych miejscach amerykańskich list przebojów, aby w końcu zdobyć Oskara. W tym wspaniałym dla siebie okresie w Londynie Vangelis przygotowuje muzykę do innego wielkiego przeboju kasowego - Blade Runnera, opowieści science fiction wyreżyserowanej przez Ridleya Scotta, w której główne role zagrali: Harrison Ford i Rutger Hauer. W tej doborowej stawce Vangelis wcale nie okazał się słabszy. Stworzył wspaniałą muzykę, która mimo upływu wielu lat wcale się nie zestarzała, o czym przekonałem się niedawno. Szkoda tylko że przyszło nam na to czekać aż tak długo. Ale nie jest to do końca prawdą bowiem w tym samym 1982 roku ukazała się wersja orkiestrowa tej muzyki. Przygotował ją Jack Eliott specjalnie dla New American Orchestra, którą sam poprowadził. Niestety przez lata byliśmy skazani na słuchanie tej wersji, z małym wyjątkiem bowiem trzy kompozycje z filmu w oryginalnej wersji ukazały się na płycie Themes (Polydor, 1989). Teraz kiedy po latach mogę posłuchać obu wersji ta pierwsza wydaje mi się śmieszna i staromodna. Przypomina mi nieco poczynania orkiestry Zbigniewa Górnego, prezentującego w latach 70-tych i 80-tych światowe hit w polskiej telewizji. Ale wówczas czasami nie można było inaczej. Dlaczego tak samo stało się u amerykanów, prawdopodobnie na zawsze pozostanie ich słodką tajemnicą. Bogate, orkiestrowe aranże Patricka Williamsa, Eddiego Karama czy Angela Morley są bardzo pięknie i zapewne wspaniałe... ale mają się nijak do tematyki i przesłania całego filmu. Dopiero słuchając oryginalanej muzyki odkrywamy geniusz Vangelisa.
    Przejawia się on w tworzeniu wspaniałego klimatu ogromnego miasta, jego ulic, knajp, mrocznych wnętrz domów. Wcześniej ilekroć oglądałem film moja uwaga skupiona była głównie na sugestywnych obrazach wykreowanych przez Scotta. Muzyka była tłem, na które zawsze zwracałem uwagę, ale nigdy nie była ona dominująca. Teraz kiedy mamy płytę, jest sama muzyka i ona jedynie oddziaływuje na wyobraźnię. I to działa.
    Pewnie niewielu kinomanów lubiących często powracać do tego filmu odkryłoby, że w jednej ze scen śpiewa niegdyś wielka gwiazda festiwalu w Sopocie, sam Demis Roussos. Wcześniej Roussos wspólnie z Vangelisem i grupa emigrantów z Grecji przez kilka lat tworzyli zespół Aphrodites Child. Na ścieżce dźwiękowej Blade Runnera Roussos wykonał wspaniały, prawie arabski wokal w mrocznym utworze Tales Of The Future. I pewnie ja także bym się nie zorientował gdybym nie usłyszał samej muzyki. To nie jedyna perełka, którą odkryłem podczas słuchania oryginalnych utworów Vangelisa. Podczas realizacji orkiestrowych wersji pominięto jeszcze pięć innych kompozycji: Blush Response, Wait For Me, Rachel's Song, Damask Rose i finałowy Tears In Rain. Wcale się nie zdziwiłem, że było ich tak wiele bowiem muzyka Vangelisa w odróżnieniu od tego co się powszechnie uważa, jest pełna elektronicznych brzmień i efektów czysto studyjnych, praktycznie nie do odtworzenia przez orkiestrę. Jedyny wyjątek stanowi One More Kiss, Dear - knajpian blues, w którym poza głosem wokalisty i barwą dźwięku w filmie symulującą radio, nie różni się niczym od swej orkiestrowej kopii. Cała reszta muzyki to czysta elektronika ożywiona magicznym tchnieniem genialnego Greka.
    Spośród nowoopublikowanych utworów na uwagę zasługuje dynamicznie rozwijający się Blush Response z nagranymi na początku głosami aktorów, mroczny Damask Rose przedłużenie Tales Of The Future oraz deszczowy Tears In Rain, podobnie jak poprzednie zawierające głosy Forda i umierającego w scenie finałowej Hauera.
    Co ciekawe całą tę elektroniczną otoczkę wytworzoną dla potrzeb Blade Runnera - szumy, głosy i ambientalne dźwięki docierające z zakamarków żyjącego miasta po latach Vangelis przypomniał podczas nagrywania The City (Dawn, Morning Papers, Procession). Jednak płyta ta nie jest w stanie dorównać autorskiej wersji soundtracku Blade Runner.
    Michał Zioło

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1LP

    82,10 zł
    74,99 zł
  • Nattefrost | Skaldic Themes

    Nattefrost | Skaldic Themes

    Nattefrost to po duńsku "nocny mróz". Pod tym pseudonimem skrywa się syntezatorzysta Bjorn Jeppesen tworzący od połowy lat 90-tych XX w. Wydany w 2017 roku album Skaldic Themes zawiera pięć kompozycji utrzymanych w duchu szkoły berlińskiej. Tytuł płyty sugeruje tematykę opowieści skaldów, czyli średniowiecznych poetów wi­kiń­skiej Skan­dy­na­wii. Nie powinny więc dziwić wplecione w sekwencje odgłosy płonących ogni i fal uderzających w nadbrzerzne skały. Sekwencje Nattefrosta są na tyle oryginalne, że warto się z nimi zapoznać bez obawy, iż po raz setny usłyszymy mandarynkowo czy klausowo brzmiące dźwięki.

    J.D.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD

    67,98 zł
    49,99 zł
  • E=Motion | Re-Trance-Mission

    E=Motion | Re-Trance-Mission

    Underwater Music - prężna, mała oficyna wie, kto tworzy dobrą muzykę - tak było i w tym przypadku. Re-Trance-Mission jest albumem stosunkowo młodym (data wydania to sierpień 2004), ale warto go poznać, żeby wiedzieć, co można ciekawego odkryć w elektronice na nowo. E=Motion tworzy bardzo ciekawe kompozycje. Pomimo obecnej dynamiki, niezbyt nachalnej, płyta jest stonowana. Sekwencer w kompozycjach tworzy hipnotyczne wizje. Album jest bardziej wyrównany niż wcześniejsze dokonania Jacka, ale jedno sie nie zmieniło, ciągłe poszukiwania muzyczne i coś co bardzo osobiście sobie cenię u muzyków - wspaniałe syntezatorowe solówki! Na krążku kompozycje określane mianem tradycyjnej "szkoły berlińskiej" wybiegają w "przyszłość" ciekawe połączenia barw, zaskakują. W żadnym wypadku nie powinno się oceniać albumu po wysłuchanych fragmentach, krążek wywiera pożądany efekt dopiero jako całość. Płyta jak najbardziej pozytywna. Jest to trzeci album E=Motion. Kompozytor kroczy ścieżkami eksperymentów, aż boję się pomyśleć, co przyniesie przyszłość. Jednego tylko mogę być pewny, muzyka E=Motion przypomina Supernovą, tylko czeka, żeby eksplodować w każdym z nas.

    Yaroo/styczeń 2005/www.mooza.pl

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr

    60,43 zł
    39,99 zł
  • E=Motion | A Dream Within a Dream

    E=Motion | A Dream Within a Dream

    Intrygująca synteza zachmurzonego elpopu, mollowego lounge oraz wyrafinowanego soft-trance, nie bez trafnych aranżacyjnie odniesień do tradycyjnej elektroniki sekwencyjnej. Sugestywna muzyka lotnisk i przystanków przesłoniętych oniryczną mgiełką. Pierwsze wrażenie po wysłuchaniu tej płyty ubrałbym w słowa dość lapidarnie: tej płyty naprawdę chce się słuchać. Wszystkie osiem prezentowanych tutaj dość krótkich utworów cechuje aranżacyjne wyczucie i melodyczna werwa. Nie jest to typowa elektronika sekwencyjna i to nie tylko ze względu na skromny format wszystkich kompozycji - mamy tu do czynienia z mariażem ambitnego elpopu oraz zorientowanego na rytm i ostinatowe wysączenia chilloutu. Brak tu na szczęście aranżacyjno-melodycznych mielizn, a swoista repetytywność jest raczej programowa, można potraktować ten projekt jako specyficzny concept-album poświęcony aerodromom i poczekalniom w deszczowej aurze. Lekko zamglone arpeggia pełnią funkcję podkładu i melodii jednocześnie, kolejne ostinata wykluwają się z siebie nawzajem i często dopiero w finałowej części kompozycji prowadzą do bardziej swobodnego, rozimprowizowanego pasażu. Miękkie ścieżki perkusyjne potraktowane zostały dość zachowawczo, ale zarazem i nienachalnie, dobrze stapiają się z syntezatorowymi pochodami rytmicznymi w jedno tło. Raz po raz zdarzają się tutaj akcenty melodyczne zupełnie w stylu Jean-Michela Jarre'a (zwłaszcza z okresu od Magnetic Fields po Zoolook); ta konstatacja utwierdzi niektórych Czytelników w przekonaniu, że w pierwszej kolejności trzeba się jednak zainteresować inną płytą (np. Meditationen Wolframa Spyry, która zadowoli nawet najbardziej wybrednych miłośników ortodoksyjnej elektroniki sekwencyjnej), a innych - do których zaliczyłby się sam piszący te słowa - zachęci do sięgnięcia właśnie po CD A Dream Within A Dream, ponieważ można będzie po tej płycie spodziewać się swobodnej zabawy niezwykle chwytliwymi harmoniami na naprawdę wysokim poziomie warsztatowym i nastrojowym. Podsumowując: warto zwrócić uwagę na ostinatowo-melodyczne pasaże - elektryzujące, mrowiące i deszczowo-nerwowe; na wkraczające na scenę wraz z przyspieszeniem tempa w piątym utworze elementy wysublimowanego soft-trance (oraz na pojawiające się tutaj brawurowe solo); na melodię i oprawę w stylu Tangerine Dream z wczesnych lat osiemdziesiątych w kompozycji szóstej... oraz na nieprawdopodobnie porywający utwór trzeci, w którym orientalizujące kwintowe motywy i "plastikowy" podkład perkusyjny współbrzmią po prostu genialnie.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr

    60,43 zł
    39,99 zł
  • Moonsatellite | Low Life

    Moonsatellite | Low Life

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr

    66,50 zł
    49,99 zł
  • Alpha Lyra | Between Cloud and Sky

    Alpha Lyra | Between Cloud and Sky

    Alpha Lyra czyli stojący za tą nazwą Francuz, Saint Julien De Crempe udanie koligaci starą szkołę berlińską i estetykę ambient. Jednakże na płycie Between Cloud And Sky ów drugi kierunek jego poszukiwań zdecydowanie przeważa. De Crempe kreśli napowietrzone, zwiewne przestrzenie próbując poprzez dźwiękowe klisze, oddać piękno przestworzy między nieboskłonem a chmurami. To coś, co można zobaczyć podczas podróży samolotem, bądź też poczuć fizycznie uprawiając sporty ekstremalne. W jego koncepcie muzyki elektronicznej, niemal z miejsca rezygnuje on z sekwencyjnych bloków, stawiając na delikatnie sączone przestrzenne dźwięki. To muzyka która w żaden sposób nie płynie w tempie dzisiejszego, informacyjnego przeładowania. Wręcz nie musi, wystarczy że jest i trwa. Doskonała, atmosferyczna wprawka dla wielbicieli dźwiękowych krajobrazów, które tym razem ukazane są z nieco innej perspektywy.

    R.M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CDr

    66,50 zł
    49,99 zł
  • Andymian | Rezerwacja na łyk powietrza

    Andymian | Rezerwacja na łyk powietrza

    Super cena
    Andymian dał już się poznać na rodzimej elektronicznej scenie, jako niezwykle zdolny producent i muzyk. Na jego albumach wspomaga go czasami jego żona, Elżbieta Mierzyńska. Artystka sama pisze teksty, w których to przemyca swoje przemyślenia. Niestety album Rezerwacja Na Łyk Powietrza to dla mnie przykład, iż klasyczna elektronika i wokal to najgorsze połączenie jakie można sobie wyobrazić. Próbowali tego inni, jak chociażby słynni Tangerine Dream którzy nagrali najgorszy album w swojej dyskografii Cyclone. Tu wbrew tytułowi, który może kojarzyć się z estetyką science- fiction, mamy skupienie się Elżbiety na problemach dnia codziennego. Jej wokalowi wtóruje elektronika, o nierzadko ilustracyjnych walorach. Tylko dla ekstremalnych fanów gatunku.
    R. M.



    Jak ten czas szybko płynie! Trzymam w ręku okładkę 10. płyty zaprojektowanej i nagranej przez Andrzeja Mierzyńskiego. Od pewnego czasu ten olsztyński kompozytor wydaje nowe projekty z żoną Elżbietą jako duet Andymian. Najnowszy krążek pod tytułem Rezerwacja na łyk powietrza jest jak poprzednie, dopieszczony w każdym calu. Ale o tym za chwilę. Nie byłoby tej muzyki, gdyby nie synergia wielu osób. Na okładce wspomniano o współudziale naszych rodaków z Polskiego Radia Chicago i zdjęciach nadesłanych przez mieszkających w USA Polaków. Projekt pod nazwą "Bilet Olsztyn - Chicago" miał swoją publiczną premierę w 2014 roku w Olsztyńskim Planetarium. Te dość niezwykłe otoczenie na pewno odpowiednio nastroiło do odbioru słuchaczy. Materiał nagrany na płycie, konsumowany w domowym zaciszu, również broni się doskonale. Na pewno wpływ ma na to nie tylko inwencja artystów, ale też precyzyjny miks i mastering, również autorstwa Andrzeja. Pewne niuanse dostrzega się dopiero przy kilkukrotnym odsłuchaniu. Wtedy to całość nabiera blasku i pozwala rozkoszować się cyfrową jakością zapisu. Łatwo zauważyć, że zawartość CD to pewnego rodzaju koncept-album. Początek (ciekawe sample), rozwinięcie tematu, dużo piosenek i swoista coda. Pewną ciekawostkę stanowi fakt, że prócz sampli, kompozytor nie używał żadnych syntezatorów wirtualnych, wszystko gra "z ręki". Wspomnieć należy też o części wokalnej Eli i tekstach jej autorstwa. Chyba już nie raz pisałem, że Elżbieta Mierzyńska po prostu lubi śpiewać i to słychać, a jej mąż ma talent do tworzenia melodii, więc dobrze się uzupełniają. Piosenki są czasami zabawne (Śpiewam po polsku, bo to szeleści nic nie rozumiesz, a mnie to cieszy), pokazują w poetycki sposób rzeczywistość (Nie stracę głowy dla diabła w kinie), czy też wyrażają autoironię (Łyżkami jeść będę do syta moje słodkie kalorie). Ciekawe, prawda? Skoro autorka zapewnia "Mam rezerwację na łyk powietrza, jestem jak wszyscy na chwilę jedną" poświęćmy tych chwil więcej, aby odpocząć przy tej przemyślanej, a zarazem subtelnej muzyce.

    Damian "DiKey" Koczkodon http://elmuzyka.blogspot.com

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD

    28,86 zł
    19,99 zł
  • Christopher Franke | New Music for Films 1

    Christopher Franke | New Music for Films 1

    Super cena
    Wśród kompozytorów zajmujących się muzyką filmową, Christopher Franke zajmuje szczególne miejsce. Po rozstaniu z grupą Tangerine Dream w 1986r, wyemigrował do USA i osiedlił się w Kalifornii. To był nowy początek dla niego, próba zerwania z przeszłością i rozpoczęcie startu od zera. Franke chciał spróbować swoich sił na polu muzyki filmowej. Jednak jego pomysłem było wykorzystanie nowoczesnej technologii, by elektronika imitowała orkiestrę symfoniczną a jednocześnie brzmiała jak ona. Prototypem dla tego przedsięwzięcia był album Tangerine Dream Near Dark z muzyką do wampirycznego horroru. Franke wraz z założeniem Berlin Symphonic Orchestra Film rozpoczął komponowanie muzyki z użyciem nowoczesnej technologii. Powyższy album z dwudziestoma czterema krótkimi utworami, to próbka tych eksperymentów. Muzykę można porównać do tych dzieł za które odpowiedzialne były takie postacie jak Ennio Morricone czy John Goldsmith. Eksperymenty z dźwiękiem, elektroniką, instrumentami takimi jak: fortepian, pianino elektryczne, rogi, oboje, czy instrumenty smyczkowe zaskakują inwencją. A utwory na przemian piękne i straszne, kreują nowe dźwiękowe światy. Ten album „prototyp” był pionierskim dla Chrisa Franke. Pozwolił mu na realizację bardziej zaawansowanych dzieł, jak choćby seria płyt do serialu science- fiction Babylon 5. Po latach nadal brzmi innowacyjnie i wspaniale.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD

    34,41 zł
    29,99 zł
  • Sequentia Legenda | Amira

    Sequentia Legenda | Amira

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD

    66,50 zł
    49,99 zł
  • Airsculpture | Vanishing Point v.2

    Airsculpture | Vanishing Point v.2

    Airsculpture w składzie: Adrian Beasley i John Christian podróżowała poprzez USA. O ile pierwsza część tego wydawnictwa była zapisem fragmentów koncertów i wystąpień radiowych, to cześć druga (2 płyty CD) jest zapisem długiego koncertu jaki odbył się w Filadelfii. Muzyka w pełni improwizowana, ta formuła przypomina niejako o tych ekscytujących żywiołowych tripach jakie w latach 70-tych, serwowała chociażby grupa Tanegrine Dream. Airsculpture nokautują potęgą brzmienia, sekwencyjne uderzenia mieszają z ambientalnymi tłami, dając i iście filmowy posmak. Na szczęście swojego muzycznego DNA, nie kontestują z amerykańską tradycją, cały czas będąc poza jej obrębem. Ich dźwiękowe obrazy mogą za to kojarzyć się z gigantycznymi przestrzeniami, środowiskiem i miastami-molochami, które są przecież integralną częścią USA. Dostaliśmy zatem fascynujący dokument i zarazem świetny koncert, Ameryka widziana oczyma Europejczyków i ubrana w dźwiękowe obrazy przez nich stworzone.

    R.M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 2CD

    71,76 zł
    54,99 zł