Napisz do nas
   


Kategorie

NAJBLIŻSZA WYSYŁKA:

czwartek 29 czerwca
poniedziałek 3 lipca

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2346 wydawnictw w ofercie
1739 dostępnych natychmiast
33070 próbek utworów
2084 recenzji płyt
21356 zrealizowanych zamówień
4304 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Najpopularniejsze

(122 albumy)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Klaus Schulze | Mirage (40th anniversary)

    Klaus Schulze | Mirage (40th anniversary)

    Nowość Bestseller
    Album Mirage wydany został między dwiema częściami wydawnictwa Body Love - w porównaniu z tymi pozycjami Mirage jest płytą niemal arytmiczną, niezwykle oniryczną, brzmiącą wręcz skrycie, zawoalowanie. Główne wątki melodyczne rozwijają się niespiesznie, nikną w odmętach brzmień niemuzycznych, splatają się ze sobą i gdy już zaczynają się składać na wyrazisty motyw - rozpuszczają się, przykryte lodowatymi falami szumów i tęsknych, chłodnych ech elektronicznych westchnień. Najwięcej wspólnego z atmosferą Mirage miały takie kompozycje z cyklu Body Love jak Blanche i (zwłaszcza) Moogetique - ale tamte utwory brzmiały klarowniej, brakowało i przede wszystkim tej gęstości i głębi brzmienia tak charakterystycznej dla zimowych "miraży" Klausa Schulze.
    Przy pierwszym przesłuchaniu ta płyta może nawet nieco rozczarowywać - brak tu pulsującego, prawie huczącego, transowego ostinata, na tle którego syntezatory lub organy snują swe improwizacje, brak tu chwytliwych kombinacji brzmieniowo-melodycznych w takim stylu, jaki zdominował nagrania z Body Love, brak tu niesamowitych, podminowanych niebywałym napięciem improwizowanych partii perkusyjnych raczej opowiadających niezwykłe brzmieniowe historie niż po prostu zamarkowujących rytm... Kompozycje z Mirage odsłaniają w pełni swój czar dopiero przy kolejnych, uważnych przesłuchaniach - pewnego dnia słuchacz zostanie na tyle wciągnięty przez tajemnicę tej płyty, iż zapragnie obcować z nią częściej aniżeli z innymi płytami... Oba utwory brzmią tak, iż nigdy nie uda się słuchaczowi przejrzeć ich "na wskroś". Wielogłosowość i atmosfera tej płyty są oszałamiające - jakiś detal zawsze zdoła ukryć się przed ciekawskim uchem odbiorcy. Trudno nawet zaproponować adekwatne wizualizacje do tej muzyki - największym bowiem plusem zaprezentowanych tu nagrań jest ich płynność, rozchwianie, niebywała "halucynacyjność". Wystarczy jedno mrugnięcie powieką, jeden gwałtowniejszy wdech sprowokowany rozlewającymi się elektronicznymi brzmieniami i cały obraz zostaje zburzony, a kolejne pojawią się dopiero, gdy uzbiera się w umyśle słuchacza odpowiednio gruba warstwa arpeggiatorowych płatków śniegu i oscylatorowych lodowych tafli...
    Zamieszczony na składance 2001 siedmiominutowy ekscerpt z kompozycji Crystal Lake zdaje się sugerować, iż Mirage jest płytą pełną wyrazistych melodii, dobitnie zamarkowywanych akordów i chwytliwych arpeggiatorowych tematów. Zapoznanie się z całym albumem może okazać się sporym "szokiem termicznym" - na albumie Mirage panuje najprawdziwsza, mroźna zima, nieposkromiona i przygnębiająca; nie taka, jaką znamy z kojących baśni, tylko taka, która zjawia się w najbezczelniejszych, najbardziej niezrozumiałych i poruszających snach pełnych dwuznacznych, zamglonych obrazów. Obrazów niewyraźnych, zaskakujących, niepokojących - i przez to pięknych i każących się odkrywać wciąż na nowo...

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    62,97 zł
  • Piotr Krupski, Friends | Electronic Worlds

    Piotr Krupski, Friends | Electronic Worlds

    Nowość Bestseller Super cena
    Piotr Krupski, utalentowany elblążanin, klawiszowiec i cymbalista, dał się poznać jako autor kilku ciekawych elektronicznych projektów, między innymi Kombimus, Elbing 1904, czy Światło prawdy. Jego najnowsza propozycja i zarazem debiut w stajni Generator.pl przynosi szerokie spektrum kooperacji ze znanymi rodzimymi twórcami tego gatunku. We wspólnym projekcie wzięli udział Władysław Komendarek, Sławomir i Tomasz Łosowcy, Sebastian Orda-Sztark, Dieter Werner, Andrzej Mierzyński, Christian Rössle a także Dariusz Wilk. Mimo zebrania twórców penetrujących odległe czasem od siebie klimaty, płyta zaskakuje spójnością i koncepcyjnym duchem. Jej siłą są liryczny tajemniczy oniryzm, szerokie plany dźwiękowe, eklektyzm łączący różne style klasycznej muzyki elektronicznej. Atutem są też wymienione wcześniej nazwiska, które w przypadku tych najbardziej zasłużonych traktować można jako międzypokoleniowe mosty, stanowiące o ciągłości rozwoju rodzimej sceny elektronicznej. Album o wyjątkowo kontemplacyjnym charakterze, podkreślający to co w muzyce elektronicznej najbardziej lubią jej wierni słuchacze.

    P.R.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    35,00 zł
  • Piotr Cieślik | Journey Into The Unknown

    Piotr Cieślik | Journey Into The Unknown

    Bestseller Super cena
    Płyta kolejnego utalentowanego twórcy, który debiutuje pod szyldem Generator.pl, to z jednej strony podróż w abstrakcyjne i nieznane zakamarki wyobraźni, z drugiej w bardzo dobrze znane klimaty spod znaku szkoły berlińskiej. Muzyka pełna kolorytu, stopniowo budowanego napięcia, starannie zaaranżowana i sprawiająca przyjemność podczas odsłuchu. Piotr Cieślik sprawnie porusza się i balansuje pomiędzy szerokimi plamami dźwiękowymi, a soczystymi sekwencjami okraszonymi pięknymi melodiami. Taki zestaw środków wyrazu chyba zawsze będzie miał grono zapalonych zwolenników. Na krajowej scenie klasycznej muzyki elektronicznej pojawił się więc następny poważny gracz, co powinni zauważyć zarówno słuchacze, jak krytycy i muzycy el-sceny. Tym ostatnim dobrze zrobi wysokiej próby konkurencja.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    35,00 zł
  • Klaus Schulze | Interface

    Klaus Schulze | Interface

    Bestseller
    Klaus Schulze jest mistrzem w tworzeniu alternacji mollowych akordów - dziwić więc może utwór brzmiący wręcz pogodnie. Wstęp do kompozycji On The Edge prędzej skojarzyć się może z propozycjami duetu Double Fantasy z płyty Universal Avenue (dla zainteresowanych: wydanej nakładem Innovative Communications) niż z jakąkolwiek płytą Klausa Schulze. Akordy o nieregularnej budowie zlewają się ze sobą i układają w tło na którym zabrzmią wariacyjne główne partie instrumentów. Akcent pada na powracający kilkakrotnie "klaksonowy" motyw, wywołujący pewne skojarzenia z nagraniami spod znaku Drive Inn. Z kolei linia rytmiczna bardziej kojarzy się z twórczością Billa Laswella albo wspominanym Double Fantasy (tudzież najmłodszym wcieleniem Tangerine Dream, jeśli już szukać przykładów w obrębie Szkoły Berlińskiej) niż z jakimkolwiek dotychczas słyszanym "schulzeańskim ostinatem"... Płyta zapowiada się zatem wyjątkowo interesująco, choć podejrzewam, że ortodoksyjnych miłośników Schulzego może wprawić w osłupienie.
    Drugi utwór, Colours In The Darkness, jest nie mniej nowatorski, chociaż tu wyraźnie słychać już, iż klawisze naciskają te same ręce co na płytach Drive Inn i Dziękuję Poland (wciąż jednak, jak widać, nieodparcie nasuwają się skojarzenia nie tyle z dawniejszą twórczością Schulzego, co z dokonaniami tandemu Schulze / Rainer Bloss...) "Uskakujący" rytm znów osiąga zdumiewającą jak na Klausa Schulze ilość bpm, na pierwszym planie wibrują, pulsują i zasupłowują się natarczywe brzmienia przywołujące na myśl dalekie skojarzenia z Telefon Anruf grupy Kraftwerk, natomiast w tle snuje się typowo "schulzeańsko-blossowska" melodia, rozmazująca się rzeczywiście jak światła reflektorów na poruszonym zdjęciu.
    Utwór The Beat Planante nie wnosi już właściwie nic nowego w porównaniu z poprzednimi kompozycjami, ale słucha się go z przyjemnością. Ma podobne brzmienie do On The Edge, ale jest nieco bardziej "zadumany". Dominującą rolę ma "rozstukany" rytm, wywołujący wrażenia napięcia które musi zostać rozładowane: dojdzie do tego w środkowej części utworu, kiedy pojawi się żywa perkusja, ale potem znów ustąpi ona miejsca upartemu "niekompletnemu" rytmowi tworzącemu szkielet kompozycji od jej początku. Potem zaś rozpoczyna się najwspanialszy utwór: ponad 24-minutowa kompozycja tytułowa. Od strony formalnej dzieje się w tym utworze zdumiewająco mało, ale nie jest to żaden mankament. Podkład perkusyjny wprowadza słuchacza w trans, a pierwszy plan zagospodarowany jest przez miaukliwe, przeciągające się i prężące kaskady syntezatorowych (lub też komputerowych, zważywszy rok wydania płyty) dźwięków. Muzyka zmienia kilka razy rejestr i nastrój (gdzieniegdzie wpleciony zostaje patetyczny, durowy akord), a brzmienia warstwy rytmicznej to uspokajają się, to znów kipią i skwierczą, ociekając migotliwymi barwami. Na myśl przychodzą niekończące się wariacje z płyt Body Love i ...live... (mam na myśli szczególnie nastrój kompozycji Sense), ale równie dobrze mógłby to być zapis improwizacji Jean-Michela Jarre'a, który świeżo po koncercie w Chinach zasiadł za swymi urządzeniami aby pobawić się muzyką dla własnej przyjemności. W Inter*Face udało się Klausowi Schulze popisowo połączyć nowoczesne, świeże brzmienie z najlepszymi patentami sprzed lat.

    I. W.


    Poznawanie twórczości Klausa Schulze jest chyba jeszcze trudniejsze niż poznawanie Tangerine Dream. Klaus wydał mnóstwo płyt, a dodatkowo jego dyskografię wzbogacają specjalne edycje liczące po kilkanaście CD. Nie wszystko jednak co zrobił Klaus Schulze podoba mi się. Zdecydowanie wolę płyty, na których gra on "klasyczną" elektronikę, bez wtrąceń z muzyki operowej i poważnej. Płyta Inter*face wydana w 1985 roku to Schulze. którego lubię. Zaskoczył mnie trochę pierwszy utwór On the Edge - toż to prawie elektroniczny pop, oczywiście wysokiej próby! Muzyka relaksująca, wprawiająca w pozytywny, miły nastrój. Kolejne utwory to już poważna elektronika. Klaus Schulze przestrzennie i bogato improwizuje na tle monotonnego perkusyjno-sekwencerowego rytmu.
    Ostatnie 24 minuty CD wypełnia tytułowy Inter*face. Obfituje on w zmiany nastroju, umożliwa zatopienie się w dźwiękach. Tak odbierałem również utwory z płyty Body Love. Pod koniec kompozycja staje się bardzo dynamiczna i monumentalna. Inter*face to płyta, do której lubię powracać i odkrywać ją na nowo.

    Lord Rayden

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,76 zł
  • Przemysław Rudź | Let Them Float

    Przemysław Rudź | Let Them Float

    Bestseller Super cena
    Nowa płyta Przemysława Rudzia przynosi kolejną zmianę klimatów, choć wciąż jest to dzieło osadzone w szeroko pojętej stylistyce klasycznej muzyki elektronicznej. Let Them Float to album pełen powietrza i przestrzeni, miejscami minimalistyczny, zawierający tylko podstawowe elementy aranżu. Dwie najdłuższe kompozycje, otwierająca i zamykająca krążek, snują się leniwie wprowadzając w trans, stopniowo rozwijając się na zasadzie crescenda. Rozładowanie napięcia w kulminacyjnych momentach pozwala wybudzić się błogiego odrętwienia i skupić się na kolejnych utworach. Niech unoszą się, niech lecą, pozwólmy im lecieć, tak można przetłumaczyć angielski tytuł płyty. To muzyka do prawdziwego unoszenia się ponad szarą rzeczywistością. Gorąco polecamy!

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    35,00 zł
  • Vangelis | Rosetta

    Vangelis | Rosetta

    Bestseller

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    37,21 zł
  • Klaus Schulze | X

    Klaus Schulze | X

    Bestseller
    Album rozpoczyna się długo wybrzmiewającymi elektronicznymi westchnieniami z metalicznym przydechem; z niemuzycznej warstwy tonów wyłaniają się stopniowo dźwięki układające się w drobne, pulsujące sekwencje. Pierwsza kompozycja dedykowana jest Fryderykowi Nietzschemu, któremu wcześniej (na debiutanckiej płycie) Schulze poświęcił już utwór Exil Sils Maria. Muzyczna biografia filozofa i poety wydaje się koncentrować na ostatnich latach jego życia - w utworze Schulzego nie słychać zapału Zaratustry, zstępującego w towarzystwie żmii i orła do mieszkańców dolin, nieświadomych śmierci Boga, a wiedza, którą posiada podmiot liryczny kompozycji nie jest już "wiedzą radosną". Melancholijne barwy instrumentów klawiszowych wpadające w wir chłodnej perkusji Haralda Großkopfa opowiadają raczej dzieje Nietzschego od momentu, gdy ze łzami w oczach uściskał biednego konia okładanego na ulicy batem. Muzyka zatacza coraz szersze kręgi, podlega dalszym dygresjom, wciąż jednak mocno trzymając się minorowego, niemal żałobnego nastroju -wrażenie tych sekwencji potęguje bardzo dynamiczna, pełna rozmaitych ornamentów ścieżka perkusyjna. Mniej więcej w połowie utworu słuchacz towarzyszy Nietzschemu podczas jednej z wycieczek w zamglone góry; czy kojące otoczenie, tak sprzyjające Zaratustrze, jest świadkiem obłędu, czy wydobrzenia filozofa? Syntezator wiodący główną opowieść ma teraz ostrzejsze brzmienie, muzyka staje się coraz bardziej rozmyta, choć ścieżka rytmiczna z perkusją na pierwszym planie bezlitośnie porządkuje cały utwór i nadaje mu aż nader wyraźne kontury. Niesamowicie brzmi fragment, w którym w melodię wkrada się pierwszy poważny dysonans - ten pozornie nie pasujący dźwięk już do końca utworu będzie się wsączał w synztezatorową pieśń, przeciągając się i wbirując, łamiąc harmonię kompozycji; muzyka nabiera za sprawą tego czterotonowego interwału znienacka podorientalizowanego charakteru, co może świadczyć o chęci ukazania - w nieco krzywym zwierciadle - motywu Zaratustry.
    Friedrich Nietzsche jest bez wątpienia jednym z najniezwyklejszych dokonań Klausa Schulze, a do tego jednym z najchętniej cytowanych w najrozmaitszych wariacjach na późniejszych koncertach; echa jednego z wątków melodycznych można odnaleźć chociażby w utworze Bellistique z albumu …live… albo w impresji Warszawa z wydawnictwa Dziękuję Poland.
    Kolejna impresja to portret młodo zmarłego poety Georga Trakla. Fascynacja twórczością Trakla to niezwykle istotny element twórczości Klausa Schulze, który najpierw poecie poświęcił miniaturę Gewitter z debiutanckiej płyty, a po albumie X uhonorował Trakla jeszcze suitą Sebastian im Traum (Audentity, 1983) oraz przede wszystkim operą Totentag (1994). Utwór osnuty jest na słabnącym, staccatowym ostinacie, robiącym wrażenie jakby odtwarzane było wspak - na tym głębokim, niskim tle rozlewa się zimna, legatowa melodia przywołująca nastrój posępnych wierszy Trakla.
    Do raptownej zmiany nastroju dochodzi przy trzecim utworze, którym jest biografia Franka Herberta. Nastrój zadumy rozproszony zostaje szorstkim, niemuzycznym akordem (bardzo silnie kojarzącym się z młodszym o rok wstepem do utworu Force Majeure Tangerine Dream), który natychmiast pociąga za sobą rozpędzone, sprężyste ostinato zbudowane na dwóch tonach składowych mollowego akordu. Z pewnością trudno byłoby nazwać ten utwór pogodnym, ale nastrój zmienia się w porównianiu z poprzednimi kompozycjami dość wyraźnie. Ostinato podlega zmianom tonacji, a na pierwszym planie słychać najfantastyczniejsze dźwięki przyszłości. Idealną wizualizacją do tej muzyki byłyby specyficzne pejzaże pustynne HR Gigera, na których skontrastowany został koloryt zimnych członów robotów oraz pogodnego beżu suchego piasku i turkusu zastygłego w bezruchu nieba.
    Z zasłuchanego, oniemiałego sitowia wyłania się o muzycznym brzasku biografia czwarta: impresja poświęcona Friedemannowi Bachowi. Plan zdominowany jest przez rozmaite szumy i poświsty, na tle których uparcie majaczy wiolonczelowa figura. Muzyka dociera do słuchacza jak we śnie, przez 18 minut uruchamiając najrozmaitsze zaskakujące skojarzenia i przydymione obrazy odbijające się w tafli rozmarzającego jeziora.
    Drugą płytę otwiera jedna z najwspanialszych kompozycji w dyskografii Schulzego: Ludwig II. von Bayern. Spośród "orkiestrowych" impresji berlińskiego artysty kto wie, czy nie ta właśnie robi najbardziej oszałamiające wrażenie. W pysznych fugach przenikających się nawzajem w niekończących się parafrazach głównego, niezwykle atrakcyjnego muzycznego tematu, pobrzmiewa zarówno barokowy rozmach jak i zamknięta w lodowych zamkach żałoba. Muzyka przetacza się przez kolejne komnaty, niczym w Masce szkałanego moru E. A. Poego malowane podług nienasyconych kaprysów króla Ludwiga II. na najrozmaitsze barwy, dopóki nie zostanie uwięziona w bezkresnym stojącym akordzie, drętwiejącym i obumierającym w nocnej zimowej scenerii. Na tle tego akordu przesuwają się jak we mgle strzępki melodii, zapomniane westchnienia, tony harmonijne i zgrzytliwe. Ten pasaż nie mógłby być ani o minutę krótszy - muzyczny portret "chwili będącej zarazem nieskończonością" jest namalowany niebywale precyzyjnie. W pewnym momencie odrętwienie zostanie jednak skruszone dalekim biciem dzwonu, po czym na scenę wkroczy posuwista, mantrowa perkusja Großkopfa, na tle której najpierw słychać będzie tylko demoniczne echo dzwonów, potem atonalizujące pizzicato, a wreszcie powtórzenie głównego tematu, wykonane w wersji staccato. Muzyka zamknięta w zardzewiałej kropli starego dzwonu spadnie z rozpryskiem na ziemię i utwór w blisko 29 minucie trwania dobiegnie końca. Bohaterem ostatniej impresji jest Heinrich von Kleist. Ironia i groteska miesza się tu z zadumą i tragedią, co podkreślają zmiany kolejnych muzycznych wątków. Utwór brzmi niezwykle eterycznie i sennie, utworowi brak wyraźnych konturów i porządkującego rytmu, przez co przekracza śmiało bariery muzyczno-literacko-malarskiej wyobraźni. Główny motyw budujący tę kompozycję stał się obok wątku Fryderka Nietzschego żelaznym punktem wielu koncertów Schulzego (podlegajac oczywiście najrozmaitszym zmianom): wystarczy wspomnieć kompozycję Heart (…live…, 1980) oraz fragmenty koncertów w Polsce w roku 1984.
    Okładka reedycji informuje o umieszczeniu na albumie tylko jednego dodatkowego utworu, ale przecież tak naprawdę pojawiają się tu dwa bonusy: wieńczące drugą płytę specjalne koncertowe nagranie Objet d'Louis, czyli parafraza kompozycji Ludwig II. von Bayern, nagrana wespół z orkiestrą, oraz ponad 26-minutowa wersja suity Georg Trakl znanej słuchaczom dotąd tylko w 5-minutowym formacie. Objet d'Louis brzmi niesłychanie intrygująco, przede wszystkim bardzo surowo, ale co za tym idzie - niesamowicie i mrocznie. Tak można by prawdopodobnie zdefiniować surrealny sen Henryka Mikołaja Góreckiego - a może przedświtowe, zamglone marzenie senne Björk, mającej właśnie dokonać nagrania z islandzkim kwartetem smyczkowym? Podejrzewam, że zarówno Góreckiemu jak i Björk impresja Objet d'Louis bardzo by się spodobała. Orkiestra miała bardzo mało czasu na próby, zatem owoc wspólnego występu to prawdziwy "objet d'art", jak czytamy w książeczce dołączonej do reedycji albumu; słychać tu swobodę, spontaniczność i malarsko sugestywną posępność. Orkiestra wydaje się wypełniać cały plan dźwiękowy, zbliżając "Ludwika" do estetyki "najprawdziwszej" muzyki "poważnej". Dźwiękowe miraże syntezatorów Klasua Schulze zjawiają się w tej muzycznej panoramie dopiero w drugiej połowie utworu, a ściślej - tuż przed konkluzją; jest to oczywiście jeden z najniesamowitszych pasaży w całej kompozycji. To istna perła w dyskografii Klausa Schulze i każdy miłośnik jego muzyki powinien z niezwykłym nagraniem jak najszybciej się zaznajomić.
    Drugi bonus okazuje się nader zaskakujący. Kompozycja dedykowana Georgowi Traklowi rozwija się w mroczny, zaśnieżony sposób przez niewiele dłużej niż znane nam już pięć i pół minuty, po czym nagle dryfuje w innym kierunku: dołącza się roziskrzona, krystaliczna sekwencja, utwór poddany zostaje kolejnym, typowo schulzeańskim alternacjom tonacyjnym, w finale dochodzi zaś do brawurowego przyspieszenia tempa. Znakomicie brzmi kipiąca perkusja Haralda Großkopfa, fantastycznie lśnią zgrzytliwe dysonanse przetykające partie solową w zestawieniu z nadal czystym harmonicznie ostinatowym fraktalowym pierścieniem…
    Warto jeszcze nadmienić, że końcówki utworów Friedrich Nietzsche i Ludwig II. von Bayern tym razem zaprezentowane zostały w kompletnych, nie podlegających wyciszeniu, wersjach. Ponadto książeczka wzbogacająca digi-pack przynosi wyjatkowo dużo informacji: obok zamieszczonego w każdej płycie z tej serii wstępnego eseju oraz informacji na temat konkretnego albumu (jęz. niemiecki i angielski) tu znajdziemy ponadto życiorys Klausa Schulze, esej K. D. Muellera z 1978 r. oraz krótki wywód KS na temat powstawania jego muzyki (wszystkie dodatkowe atrakcje tylko w jęz. niemieckim).

    Igor Wróblewski

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 2CD


    62,97 zł
  • Tangerine Dream | Live at the Philharmony Szczecin-Poland

    Tangerine Dream | Live at the Philharmony Szczecin-Poland

    Bestseller

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 2CD


    78,76 zł
  • Klaus Schulze | Timewind

    Klaus Schulze | Timewind

    Bestseller
    Sukces tego właśnie albumu sprawił, iż berliński artysta mógł sobie wreszcie pozwolić na wynajęcie profesjonalnego studia oraz zakup dodatkowego sprzętu na sesję nagraniową kolejnego albumu, Moondawn. Timewind zarejestrowany został w domowych warunkach na ośmiośladowym sprzęcie, podczas gdy cała muzyka rejestrowana i miksowana była na żywo! Tym bardziej oszałamiać może spektrum wyczarowanych tutaj barw i nastrojów. Jest to niewątpliwie jeden z najbardziej niesamowitych i przejmujących albumów sygnowanych nazwiskiem Klausa Schulze. Dwie półgodzinne impresje poświęcone Richardowi Wagnerowi przynoszą odrętwiałe alternacje mollowych akordów i lodowate wysączenia improwizowanych ścieżek melodycznych. Muzyka spowita jest zawiesistą mgłą świtu, porywisty wiatr zmusza czas do zmiany biegu i słuchacz obserwuje w takt smutnych, ołowianych impresji, jak ledwo zarumieniona wiosna przeobraża się na powrót w głęboką zimę zapomnienia i rezygnacji. Utwory proponowane tu przez Klausa Schulze są chyba jeszcze bardziej przygnębiające niż impresje przygotowane na młodszą o dwa lata płytę Mirage - a z drugiej strony nie ma tu mowy o czystej rezygnacji i zupełnym przygnębieniu, jako że kreowana na Timewind muzyka ma niesamowitą witalną moc. Nie jest to w żadnym wypadku album lekki, ale nie zwalnia to nikogo z obowiązku przesłuchania go chociaż jeden raz! ;-) Arcydzieło atmosferycznej elektroniki sekwencyjnej, będącej jako gatunek dopiero w fazie rodzenia się, a już osiągającej niedostępne dla innych wyżyny.
    Wielką atrakcję stanowi dodatkowa płyta: słyszymy tu bowiem nie tylko drobny pendant do oryginalnego albumu, pod postacią miniatury Windy Times pierwotnie opublikowanej na dziesiątej płycie boksu Contemporary Works, ale przede wszystkim 50 minut muzyki zarejestrowanej w trakcie sesji nagraniowej Timewind. Obie prezentowane tu impresje stanowią wariacje na temat Bayreuth Return, przy czym Echoes of Time pozwala rzeczywiście wykryć spore podobieństwa formalne do finałowej wersji utworu, natomiast Solar Wind jest prawdziwym klejnotem o atmosferze zakorzenionej właściwie jeszcze w brzmieniu płyt Blackdance, Picture Music a może nawet i Cyborg. Utwór ten przynosi senną toń organów i eteryczne wibrafonowe dźwięki intonujące motywy podobne tym, z których wyłoniła się ostateczna wersja ścieżki melodycznej w Bayreuth Return. Tym samym niniejsza reedycja jest ‘niestety’ pozycją obowiązkową także dla tych, którzy są już szczęśliwymi posiadaczami płyty analogowej Timewind oraz jej pierwszej edycji kompaktowej!

    I. W.

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CD


    54,76 zł
  • Klaus Schulze | Mirage

    Klaus Schulze | Mirage

    Bestseller
    Album Mirage wydany został między dwiema częściami wydawnictwa Body Love - w porównaniu z tymi pozycjami Mirage jest płytą niemal arytmiczną, niezwykle oniryczną, brzmiącą wręcz skrycie, zawoalowanie. Główne wątki melodyczne rozwijają się niespiesznie, nikną w odmętach brzmień niemuzycznych, splatają się ze sobą i gdy już zaczynają się składać na wyrazisty motyw - rozpuszczają się, przykryte lodowatymi falami szumów i tęsknych, chłodnych ech elektronicznych westchnień. Najwięcej wspólnego z atmosferą Mirage miały takie kompozycje z cyklu Body Love jak Blanche i (zwłaszcza) Moogetique - ale tamte utwory brzmiały klarowniej, brakowało i przede wszystkim tej gęstości i głębi brzmienia tak charakterystycznej dla zimowych "miraży" Klausa Schulze.
    Przy pierwszym przesłuchaniu ta płyta może nawet nieco rozczarowywać - brak tu pulsującego, prawie huczącego, transowego ostinata, na tle którego syntezatory lub organy snują swe improwizacje, brak tu chwytliwych kombinacji brzmieniowo-melodycznych w takim stylu, jaki zdominował nagrania z Body Love, brak tu niesamowitych, podminowanych niebywałym napięciem improwizowanych partii perkusyjnych raczej opowiadających niezwykłe brzmieniowe historie niż po prostu zamarkowujących rytm... Kompozycje z Mirage odsłaniają w pełni swój czar dopiero przy kolejnych, uważnych przesłuchaniach - pewnego dnia słuchacz zostanie na tyle wciągnięty przez tajemnicę tej płyty, iż zapragnie obcować z nią częściej aniżeli z innymi płytami... Oba utwory brzmią tak, iż nigdy nie uda się słuchaczowi przejrzeć ich "na wskroś". Wielogłosowość i atmosfera tej płyty są oszałamiające - jakiś detal zawsze zdoła ukryć się przed ciekawskim uchem odbiorcy. Trudno nawet zaproponować adekwatne wizualizacje do tej muzyki - największym bowiem plusem zaprezentowanych tu nagrań jest ich płynność, rozchwianie, niebywała "halucynacyjność". Wystarczy jedno mrugnięcie powieką, jeden gwałtowniejszy wdech sprowokowany rozlewającymi się elektronicznymi brzmieniami i cały obraz zostaje zburzony, a kolejne pojawią się dopiero, gdy uzbiera się w umyśle słuchacza odpowiednio gruba warstwa arpeggiatorowych płatków śniegu i oscylatorowych lodowych tafli...
    Zamieszczony na składance 2001 siedmiominutowy ekscerpt z kompozycji Crystal Lake zdaje się sugerować, iż Mirage jest płytą pełną wyrazistych melodii, dobitnie zamarkowywanych akordów i chwytliwych arpeggiatorowych tematów. Zapoznanie się z całym albumem może okazać się sporym "szokiem termicznym" - na albumie Mirage panuje najprawdziwsza, mroźna zima, nieposkromiona i przygnębiająca; nie taka, jaką znamy z kojących baśni, tylko taka, która zjawia się w najbezczelniejszych, najbardziej niezrozumiałych i poruszających snach pełnych dwuznacznych, zamglonych obrazów. Obrazów niewyraźnych, zaskakujących, niepokojących - i przez to pięknych i każących się odkrywać wciąż na nowo...

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,76 zł