Napisz do nas
   


Kategorie

NAJBLIŻSZA WYSYŁKA:

poniedziałek 27 lutego
czwartek2 marca

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2346 wydawnictw w ofercie
1739 dostępnych natychmiast
33070 próbek utworów
2084 recenzji płyt
21356 zrealizowanych zamówień
4304 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Ostatnie sztuki

(63 albumy)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Tangerine Dream | Tournado

    Tangerine Dream | Tournado

    Super cena

    Rzecz niezwykła dla fana, a zwłaszcza polskiego. Po legendarnym albumie Poland, dostajemy kolejny zapis Tangerine Dream z wizyty w naszym kraju. Koncert odbył się 23 kwietnia 1997r w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu. Skład w jakim zaprezentował się zespół wyglądał następująco: Edgar Froese (instr. elektroniczne), Jerome Froese (instr. elektroniczne), Emil Hachfield (perkusja) i Zlatko Perica (gitara). Zespół przyjechał zatem nie tylko w nowym składzie ale i z nowym repertuarem. Dominowały kompozycje z lat 90, prezentujące nowe brzmienie Tangerine Dream. A te jest mocno zorientowane na rytm, wręcz transowe i taneczne. I to słychać, zwłaszcza po reakcji publiczności która co i raz dawała znać solidnymi aplauzami. Flashflood czy 220V były wyznacznikami brzmienia grupy z tamtych lat. Znakomicie zaprezentował się utwór Firetongues z nieco "hiszpańską gitarą" Zlatko Pericy, pod którą podłożono solidny, ekspresyjny bit. W Rising Hau grupa sięgnęła dyskretnie po elementy ethno wsparte electro bitem i przestrzennymi, elektronicznymi pasażami. Zagorzali fani mogli narzekać na brak klasycznych kompozycji z lat 70 i 80, ale chyba nie takie było zamierzenie Edgara i spółki by grać coś, co zostało już niegdyś zaprezentowane. Ta prezentacja nowoczesnego brzmienia Tangerine Dream miała pokazać polskiej publiczności ich oblicze z lat 90, ale też ewolucje jaką grupa przechodziła. Jednocześnie zapoznać ludzi z nowym materiałem, po prostu zachęcić do sięgnięcia po albumy z tego okresu. Znakomity koncert i co najważniejsze kapitalnie brzmiący, co nawet u Froesego i spółki nie było regułą.

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD


    19,99 zł
  • Detlef Keller, Mario Schonwalder | The Reason Why...

    Detlef Keller, Mario Schonwalder | The Reason Why...

    Detlef Keller i Mario Schönwalder na wznowionym albumie The Reason Why - Live At The Jordell Bank, prezentują się z jak najlepszej strony. Ich symbioza wydaje się być jak najbardziej naturalna, co przekłada się na znakomitą muzykę. Wstępnie ten materiał tu wznowiony jako dwupłytowy album, ukazał się osobno. Część pierwsza miała swoją premierę w 2000r, druga zaś rok później. I jest się z czego cieszyć, bo ten duet prezentuje tu wyborną formę. To porcja transowej elektroniki o kosmicznym oddechu. Jeżeli pojawiają się nawet jakieś nawiązania do sekwencyjnej szkoły ala Klaus Schulze czy Tangerine Dream, to nieznaczne. Począwszy od otwierającej całość, trwającej 45 minut kompozycji Live At The Jordell Bank, aż po finałowy Chill Out z drugiego dysku, mamy porcję świetnej elektroniki. Podczas słuchania tego materiału miałem wrażenie iż obaj Niemcy, nie przejmowali się zbytnio etykietkami jakie im się przypnie z tego powodu. Faktycznie bliżej im tu do estetyki techno i ambientu ala Namlook, niż sekwencyjnym teksturom. Ale dzięki temu ów album nieustannie buzuje zmianami nastroju. Od eterycznych, ambietalnych pejzaży aż po zwarte, monotonne transowe utwory. Poza tym Keller i Schönwalder snują w tle wizję kosmosu, rozległego i pięknego w swym bezkresie. Zdjęcia anten NASA z okładki albumu, tylko podkreślają ów kosmiczny kontekst.

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 2CDr


    91,66 zł
  • Anthony Rother | 62 Minutes on Mars

    Anthony Rother | 62 Minutes on Mars

    Ambient i polityka z reguły stroniły od siebie, jednak Anthony Rother łamie tę regułę. Album 62 Minutes On Mars słusznie budzi kojarzenia z tematyką kosmiczną. Jednak Rother wykorzystuje ów symboliczny czas na "czerwonej planecie", by przyjrzeć się Ziemi z innego punku. A może raczej ludzkim zachowaniom. Kreśli obraz społeczeństwa zdominowanego przez pieniądz i materializm. To społeczeństwo walki, wręcz nieustannej wojny, a mitologii rzymskiej wszak Mars to bóg wojny. Ten rozpaczliwy obraz współczesności, podsyca jeszcze muzyka. Niepokojąca, ciemna nieraz delikatna a w finale płyty, wręcz cyfrowo odhumanizowana. Dryf po orbicie Marsa pozwala dostrzec przeróżne detale niemal z każdej strony. Cyfrowa muzyka Anthony Rothera, mistrza estetyki electro, tu wyraźnie ciąży ku formom eksperymentalnym. Nieco poszarpana struktura tych nagrań, dobrze odzwierciedla ów chaos informatyczny i ekonomiczną wojnę na niemal każdym poziomie. Muzyka trudna, mało przystępna ale może właśnie dlatego słucha się tej płyty wielokrotnie.

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD


    79,15 zł
  • Ian Boddy | Space

    Ian Boddy | Space


    Ian Boddy jest weteranem brytyjskiej sceny elektronicznej, zaczynał na początku lat '80 eksperymentując z taśmami. Już wtedy publikował swoje nagrania będące pomostem między sekwencyjną elektroniką, ambientem i muzyką eksperymentalną. I tym założeniom jest wierny do dziś, Boddy odpowiada też niejako za tworzenie wirtualnych platform cyfrowych. Na nich dostępne są odpowiedniki klasycznych syntezatorów, tu obsługiwanych za pomocą komputerowego oprogramowania. Muzyka Boddy'ego zawsze miała w sobie jakiś eksperymentalny sznyt i oferowała dźwięki niesamowite. Album Space to kolejny materiał warty zapoznania. Będąc jednocześnie concept-albumem, artysta skupia się tu na eksploracji kosmosu. Temat nienowy i podjęty już dawno temu, jednak jest różnica między tym dziełem artysty a dokonaniami innych twórców. Boddy postawił na zwięzły przekaz, zamieścił aż 23 kompozycje które nie przekraczają czasu 4 minut. Nie buduje rozwlekłych suit, ale prezentuje meritum treści. Te utwory opowiadają o galaktykach, czarnych dziurach, burzach na Słońcu, dryfowaniu bez grawitacji, kosmicznej ciemności, mgławicach itd. Minimum czasu w poszczególnych nagraniach, a maksimum treści. Te krótkie obrazy niejako prowokują do uruchomienia własnej wyobraźni i poddania się sile tej muzyki. A Ian Boddy potrafi zaintrygować. Warto na koniec dodać iż istnieje specjalna wersja tej płyty, gdzie każda z kompozycji trawa tylko 30 sekund. Idealny album z samplami do pełniejszego wykorzystania.

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD


    67,54 zł
  • Pete Namlook | Pearl 4

    Pete Namlook | Pearl 4


    Można powiedzieć, iż Pete Namlook śpi i pracuje w nurcie ambient. Czy to solo, czy też w kolaboracji z kimś innym, każdy jego projekt zasługuje na wzmożoną uwagę. Nie inaczej jest z czwartą częścią serii Pearl. Opatrzona charakterystycznymi zdjęciami na okładkach, muzyka powstaje na przecięciu prymitywnych i najnowocześniejszych technologii. Całość ma eksperymentalny charakter, jednak bez tego ciężkiego bagażu. Namlook często nurkował w głąb tych tekstur, które tworzył. Podobnie jest i tu, korzystając z nowoczesnego sprzętu, artysta stara się dociec do istoty dźwięku. Muzyka zyskuje jakąś ulotną i natchnioną siłę, sącząc się w tempie przepływających obrazów z jakiegoś kataleptycznego snu. Na przemian oparta jest na dronowych pomrukach i klinicznie czystych barwach. Gdzieś na przecięciu tych dwóch warstw, powstaje ta trzecia która niesamowicie głęboko wnika pod czaszkę. Towarzyszy temu niezwykle przyjemne uczucie, bo owe dźwięki niczym ciecz rozlewają się po umyśle, szczelnie wypełniając każdą jego wyrwę. Ten ambient ma w sobie coś z narkotyku, silnie bowiem uzależnia każąc niemal non stop wciskać przycisk "play" w odtwarzaczu. Po raz kolejny Pete Namlook pokazuje iż na polu tworzenia subtelnych i wyimaginowanych obrazów, nie ma sobie równych. Można popaść w niezłe odrętwienie przy obcowaniu z tym materiałem, ale czas jemu poświęcony na pewno nie będzie zmarnowanym. Doskonała odtrutka na ogłupiałą rzeczywistość.

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD + 1DTS CD


    138,24 zł
  • Detlef Keller | Behind the Tears

    Detlef Keller | Behind the Tears


    To płyta wyrastająca jak zwykle w przypadku Detlefa Kellera z sekwencyjnych tradycji, prowadząca jednak Słuchacza w pogodne rejony, w których można myśleć tylko pozytywnie I optymistycznie - Behind the Tears... Muzyka Kellera przejmuje przy tym słonecznym zabiegu naturalnie coś ze stylistyki elpopu i beztroskiego new-age, ale raczej w wydaniu wybitniejszych artystów zaprzyjaźnionych z tymi gatunkami - Tear 3 od razu może skojarzyć się zarówno z muzyką Jarre'a, jak i Vangelisa. Jednym z najbardziej udanych epizodów jest Tear 4, zbudowane na "smyczkowym" rytmie, przeszytym syntezatorowym znowu nieco w stylu Jarre'a, szczególnie z początku lat osiemdziesiątych. W Tear 5 Detlef Keller "nie wytrzymuje" i proponuje nieco bardziej berlinizujące melanże, a rozsekwencjonowane, najdłuższe na płycie Tear 6 to już istotnie taki Detlef Keller, jakiego el-melomani najlepiej znają: Mr Beat towarzyszący często na scenie "Mr Loopowi", czyli Mario Schonwalderowi. Idealnie wyważone proporcje między melodycznością a zadumą, tradycją a nowoczesnością w lżejszycm wydaniu.

    I. W.



    Sięgając po tę płytę miałem pewne obawy. Wprawdzie twórczość Detlefa Kellera w jakiś sposób "omiotła" mnie wcześniej (nie tylko przy okazji słuchania przedsięwzięć podejmowanych wspólnie z Mario Schonwalderem), ale jeszcze nie miałem okazji wysłuchać w całości jego własnej produkcji. Tak się złożyło, że padło na Behind the Tears - płytkę zawierającą nagrania z lat 1997-1999.
    Fakt wymieniony wyżej ma niestety niemały wpływ na zawartość krążka. Mimo ujęcia kompozycji w ramy identycznych tytułów (zmianie ulega tylko numerek przy kolejnych "tears"), ma się wrażenie pewnej nierówności. "Twórcze wyboje" jakimi uraczył nas Detlef Keller zawierają utwory spokojne - np. Tear 2, trochę żywsze - np. Tear 4 i wręcz "dyskotekowe" - Tear 7 (na szczęście jedyny tego typu na płycie). Widać (o przepraszam, słychać) wyraźnie, że kompozycje pochodzą z różnych okresów twórczości artysty. Całość jest bardzo zbliżona do wcześniejszej Ways to the Rainbow (słyszałem obszerne fragmenty) i wspólnych produkcji z Mario Schonwalderem (szczególnie do pierwszego krążka z podwójnego albumu Loops & Beats). Nie niesie jednak już tak głębokiego nastroju. Pewną osłodą jest obecność bardzo gitarowego i interesującego Tear 6, najdłuższego nagrania na płycie (prawie 22 min.). Swojej gitary (i pomysłu, co stwierdza okładka) użyczył niejaki Arcanum, odkryty stosunkowo niedawno (notabene przez samego Mario Schonwaldera) oryginalny twórca el-muzyki.
    Prawdę mówiąc płytka nieco mnie rozczarowała. Nie jest to jednak wielkie rozczarowanie. Często będę wracał do dźwięków zapisanych na tymże CD. Głównie za sprawą obecności kojących, lecz o ograniczonej ambicji, el-klimatów. Dobrych na poprawienie samopoczucia, ale tylko w lekkich przypadkach "złego humoru" (boć jazda nawet po mało wyboistej drodze, na dłuższą metę, do przyjemności nie należy).

    El-Skwarka

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD


    61,11 zł
  • Mario Schonwalder | Solotrip

    Mario Schonwalder | Solotrip


    Wspaniały krążek zarówno dla wymagających zwolenników Szkoły Berlińskiej jak i dla miłośników pozbawionego beatów klimatycznego ambientu. Album Solotrip zaczyna się mocnym akcentem w postaci utworu łączącego dynamiczne ostinato, głęboko osadzoną perkusję i swobodnie, z elegancją a przy tym jakby od niechcenia dodane świeże syntezatorowe powiewy ścieżki prowadzącej od razu kojarzące się z niektórymi projektami Klausa Schulze z lat dziewięćdziesiątych. Poza tym mamy tutaj całą masę odniesień do dobrej elektronicznej tradycji, przy czym jednocześnie wszystko tchnie świeżością, wykonawczym profesjonalizmem i nie brak tu nawet odpowiedniej dawki onirycznego, odrealnionego szaleństwa. Szczególnie podobać się może wieńczący cały album utwór utkany z niesamowitych świergotów i poszumów, przez które niczym przez wieczorne żaluzje wkradają się promyki elektronicznego słońca o wyjątkowo pobladłym i smutnym wyrazie twarzy. Istna zagadka i czyste piękno. Płyta absolutnie warta polecenia, jedna ze zdecydowanie najlepszych w bogatym przecież dorobku Mario Schonwaldera.

    I. W.



    Znany i dość popularny w Polsce niemiecki twórca el-muzyki ponownie uraczył fanów swoimi charakterystycznymi kompozycjami. Co do twórczości Mario Schonwaldera zdania są podzielone. Niektórzy uważają, że jego nagrania są monotonne przez co nudne, inni mają zdanie całkowicie odwrotne. Obie grupy fanów może pogodzić (przynajmniej w pewnym stopniu) nowy krążek. Na płytce oprócz świeżych tegorocznych (1996) produkcji znajduje się też kilka starszych nagrań wcześniej nie publikowanych i bezgitarowa wersja Sems u kanar (wydaje mi się ociupinkę lepsza niż poprzednia) znana z CD Close by My Distance. Część kompozycji utrzymana jest w stylu, do którego przywykł już niejeden fan pana Mario (oryginalna rytmiczność). Jednak ten krążek odbiega od pozostałych. Po raz pierwszy daje się zauważyć niejaka dominacja nagrań, które często określa się mianem medytacyjnych (czy też ambientalnych, brr - - nie lubię tego określenia). Tym samym płytka wnosi delikatny powiew świeżości w twórczości Mario Schonwaldera. Stare produkcje nie stanowią przeszkody w budowaniu nastroju. Doszedłem nawet w pewnym momencie do przekonania, że bez nich ten kompakt MS nie byłby tak interesujący.
    Jaka rada dla potencjalnych słuchaczy? Ci co nie znają twórczości niemieckiego twórcy el-muzyki, mogą z powodzeniem zacząć znajomość od tego krążka. Zagorzałych fanów pana Mario nie muszę przekonywać. A przeciwnicy? No cóż, może skuszą się na odsłuchanie tego CD i zmienią swoje zdanie (choć nie sądzę aby to nastąpiło)?

    El-Skwarka

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CDr


    61,11 zł
  • Alio Die, Parallel Worlds | Circo Divino

    Alio Die, Parallel Worlds | Circo Divino


    Kawał pięknej muzyki i być może, zapowiedź nie mniej owocnej współpracy. Alio Die i Parallel Worlds na Circo Divino spotykają się pierwszy raz. Ich wspólny album wydaję się być sumą doświadczeń na polu eksperymentów z dźwiękiem. Brzmienia generowane przez Greka, oparte są na elektronicznych modułach. Alio Die odpowiada za instrumenty akustyczne i drony. Wymiksowanie powyższych składowych daje o tyle ciekawy efekt, iż zanika granica między tym co elektroniczne a żywe. Jednocześnie rozmywają się też kontury samych kompozycji, gdy te przekraczają wytyczone granice i rozlewają się wzdłuż. A sama muzyka przybiera formę poematów dźwiękowych o psychoaktywnych właściwościach. Minimalistyczne podejście do owej materii sprawia iż końcowy efekt wymierzony jest w uważne "wsłuchiwanie" się w tę nie nachalną przestrzeń. A ta ma medytacyjny wymiar, choć i nieraz buzuje się mrocznymi i mistycznymi energiami. Bajecznie piękna i kolorowa okładka tylko zachęca do zapoznania się z tym materiałem. Warto!

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD


    62,71 zł
  • Pete Namlook | Pearl 2

    Pete Namlook | Pearl 2


    Pete Namlook projekt Namlook zawsze traktował jako pole do wszelkiego rodzaju eksperymentów i szukania nowych dróg w muzyce. Po tylu latach wydawania solo i w przeróżnych kolaboracjach, ten tytan pracy ponownie prezentuje znakomitą muzykę. Ambient z Pearl 2 to oniryczna podróż w siedemnastu odsłonach. Zanurzona w czystych, przestrzennych, dźwiękowych planach, tworzy w wyobraźni wyimaginowane światy i tam zabiera odbiorcę. Najlepszym określeniem dla tej muzyki było by słowo "hipnotyczna". Już po odpaleniu płyty w odtwarzaczu, następuje dziwne odrętwienie i niczym lunatyk, słuchacz podąża w rytm tej niespiesznej, wyciszonej muzyki. Nie ma brzmieniowych ekstrawagancji, jest niezmącony niczym spokój i chęć wykreowania innej rzeczywistości. Drony jakie tu Namlook wykorzystał, nie brzmią surowo i bucząco. Niczym dobrze wyszlifowany kawałek metalu, nabierają tu połysku i gładzi, przez co ich brzmienie dźwięcznie wybrzmiewa niemal przez cały album. Doprawdy trudno się uwolnić od tej płyty, czekam z utęsknieniem na kontynuacje. Z pewnością warto!

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD + 1DTS CD


    138,24 zł
  • Ian Boddy | Light Drones

    Ian Boddy | Light Drones


    Dwie płyty jakie w tym roku opublikował Ian Boddy, to jakby dwie strony medalu. Light Drones pokazuje oczywiście tę jaśniejszą. W porównaniu do Dark Drones pełnej, ponurych, mrocznych czasem wręcz atawistycznych energii, tu mamy istną celebracje świata natury, piękna pejzażu otoczenia. Podobnie jak u siostrzanej Dark Drones, album składa się z 35, króciutkich bo niepełna 2 minutowych miniatur. W tych pełnych powietrza i przestrzeni, miniaturkach przewijają się tematy wody, światła, ciszy, jak i delikatnego unoszącego w górę dryfowania. Można wręcz odnieść wrażenie iż Light Drones to zagubione w przestrzeni ścieżki filmowe. Ian Boddy pokazuje tu niezwykłą wrażliwość na otaczający świat. Jednocześnie potrafi w niespełna dwu minutowych utworkach, oddać pełnię piękna zastygłych przestrzeni, wodnej toni, jak unoszących się pod niebem chmur. Muzyka na Light Drones uwrażliwia na świat który nieraz zdaję się być niezauważany przez nas. Inaczej też niż na Dark Drones, Ian Boddy wykorzystał drony. Nadał im brzmienia nieco jaśniejsze, lżejsze nie etapował ich nisko buczącymi strukturami, lecz można odnieść wrażenie iż zostały przepuszczone przez specjalne pogłosy, by zyskać szlachetne i przestrzenne brzmienie. Obydwie płyty są pełne kontrastów i w sumie są na pewno wydarzeniami wydawniczymi roku 2010. Super!

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD


    67,54 zł