Napisz do nas
   


Kategorie


S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2196 wydawnictw w ofercie
1721 dostępnych natychmiast
33648 próbek utworów
2258 recenzji płyt
24653 zrealizowanych zamówień
4652 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

OBNIŻKA - promocje cenowe

(54 albumy)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Steve Roach, Vidna Obmana | Spirit Dome, Live Archive

    Steve Roach, Vidna Obmana | Spirit Dome, Live Archive

    Steve Roach i Dirk Serries nagrywali album Spirit Dome w zupełnie niecodziennych okolicznościach i czasie. Ich studiem był pokój 314, w jednym z hoteli w Filadelfii. A rejestracji dokonywali 24 maja 2002r około godziny 1 w nocy. Czemu taki czas i miejsce? Jak wspominali ta spontaniczna sesja, była wynikiem wrażeń jakie kreowały wspomnienia z podróży po wielkich metropoliach. Obaj zorientowani bardziej na celebracje dźwięków bliskim etno i wywodzącym się wprost ze środowiska naturalnego, byli przytłoczeni atmosferą wielkomiejskich molochów. Mroczne tekstury, lejące się w oddali ciemne tła, bardzo bliskie są atmosferze muzyki dark ambient. Wyposażeni w elektronikę oraz akustyczne instrumenty (flet, gitara), dokonują istnej rewizji urbanistycznej przestrzeni. Same naturalne brzmienia fletu i gitary, są umiejętnie przetworzone. Powstało 74 minuty muzyki, ciemnej i niepokojącej, która jawi się odreagowaną traumą cywilizacyjnego gąszcza wielkich miast.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 2CD

    81,80 zł
    69,00 zł
  • Andymian | In the Garden of the Rainy King

    Andymian | In the Garden of the Rainy King

    Super cena

    Pod pseudonimem Andymian występuje Andrzej Mierzyński, kompozytor, multiinstrumentalista i wykonawca pochodzący z Olsztyna. Sugestywny, poetycki tytuł krążka podobno nie celowo kojarzy się z Ogrodem Króla Świtu Marka Bilińskiego; prezentowany tutaj materiał ma jednak momentami sporo wspólnego z koncepcyjną wyobraźnią wspomnianego artysty, szczególnie jeśli wsłuchać się w swobodnie „swingujące” solówki oraz brzmienia świadczące o inspiracji muzyką Jean-Michela Jarre'a. Świetny concept-album na zamglone, deszczowe poranki, przynoszący całe spektrum omszałych, elpopowych odcieni zieleni. Wspomniałem o pewnych analogiach między muzyką Andymiana a twórczością Bilińskiego, podczas słuchania płyty można też mieć skojarzenia z bardziej "pejzażową" częścią dyskografii Mikołaja Hertla. Brzmieniu całości nie zaszkodziłaby odrobina przestrzenniejszych basów, niemniej jednak kompozycje bronią się skutecznie po prostu ze względu na melodykę, formę i sposób rozwijania nastroju. Nastroje kojarzące się z elpopem i new-age raz po raz ewoluują w stronę pogodnej, lekkiej elektroniki sekwencyjnej, mniej więcej w stylu Tangerine Dream schyłku lat osiemdziesiątych - dobra wiadomość dla "ortodoksyjniejszych" miłośników muzyki elektronicznej. Tak czy inaczej, warto sięgnąć po In the Garden of the Rainy King dla samej przyjemności obcowania z tonami, które z miejsca porywają Słuchacza w baśniowy świat, z każdym krokiem okazujący się być innym niż ten, w którym żyjemy na co dzień.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD

    28,86 zł
    19,99 zł
  • Andymian | Scarecrow, Passion of Survival

    Andymian | Scarecrow, Passion of Survival

    Super cena
    Scarecrow… to concept-album olsztyńskiego muzyka i producenta Andrzeja Mierzyńskiego, działającego pod pseudonimem Andymian. Na krążku znajdziemy muzykę inspirowaną plenerowym spektaklem teatru Między Innymi, stworzoną w roku 2006 i (w skróconej formie) towarzyszącą teatrowi już na kilku festiwalach. Tytułowy alegoryczny Strach Na Wróble może uosabiać każdego z nas - bohater zmaga się dzielnie z najrozmaitszymi przeszkodami losu, ale cała historia otrzymuje szczęśliwe zakończenie. Album trwa prawie godzinę, co z pewnością ucieszy miłośników długich sekwencyjnych form: nie brak tutaj ponad 10-minutowych utworów, stanowiących popis wizualizacyjnie sugestywnej, wielowątkowej muzyki elektronicznej kojarzącej się głównie z filmowymi impresjami Tangerine Dream połowy lat osiemdziesiątych. Oczywiście także miniatury zasługują na uwagę, jak choćby króciutki utwór drugi, naładowany dysonansowymi warstwami akordowymi, przywołując klimat rodem z Quichotte Tangerine Dream. Słychać, iż muzykowi i kompozytorowi w jednej osobie nie brakuje specyficznego poczucia humoru oraz swobody w operowaniu środkami wyrazu - niewątpliwie warto prześledzić losy Stracha Na Wróble i parokrotnie dać się zaskoczyć zwrotom muzycznej akcji...

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD

    28,86 zł
    19,99 zł
  • Pete Namlook, Move D. | Traveling the Silk Route

    Pete Namlook, Move D. | Traveling the Silk Route


    Płyta nagraną w reSource studio Davida Moufanga w Heidelbergu poprzez bogate, inwencyjne łączenie elementów muzycznych różnych kultur odzwierciedlać "jedwabny szlak" jako znak rozwoju wielkich cywilizacji i podstawę pod fundamenty nowoczesnego świata. Pojawia się więc jazz, ambient, innowacyjne perkusacje i orientalizmy oddające ducha jedwabnego szlaku jako synonimu dla handlowej i kulturalnej wymiany pomiedzy różnymi cywilizacjami. Muzyka ma portretować kupców, pielgrzymów, mnichów, nomadów i osadników wędrujących z Chin ku morzu śródziemnemu. Pierwsza część Travelling the Silk Route przynosi dalekowschodnie instrumentarium w cyfrowej, syntezatorowej oprawie. Rytm przypominający podróżujący pociąg trwa przez większość płyty. Dochodzi jazzujący wibrafon i trąbka na tle indyjskich instrumentów...Całość słucha się bardzo dobrze i szczerze to wydawnictwo polecam.

    Dariusz Długołęcki



    Doczekaliśmy się już aż szesnastego tomu przygód Namlooka i Move D (a licząc ze względu na personel, a nie pseudonimy, to już dziewiętnastego, jako że Moufang i Namlook przygotowali też przecież trzy albumy w serii Koolfang). Od razu uprzedzę sceptyków, którzy narzekali (zresztą też nie do końca słusznie) na brak innowacyjności na trylogii Raumland: tak, zdecydowanie opłaca się kupić ten album! Move D i Namlook jeszcze raz przekraczają stylistyczne bariery i proponują zupełnie nowe rozwiązania, momentami naprawdę trudno dosłuchać się ulubionych barw obu artystów. Posuwiste, skomplikowane rytmy raczej dalekie są od typowego dla "Dave-and-Pete-show" IDM-u, raczej ocierają się o wysublimowany trip-hop. Drugi utwór przynosi znakomitą partię trąbki, z miejsca kojarzącą się z muzyką Toshinori Kondo, atmosferyczne mroczne tło również prędzej skojarzyć się może z muzyką takich artystów jak Bill Laswell czy DJ Krush aniżeli akurat duet Namlook / Moufang (z drugiej strony jednak można się tutaj doszukać pewnych analogii do Koolfang, przy czym tutaj atmosfera eksperymentu zastąpiła żartobliwo-swobodny nastrój). Trzeci utwór, podobnie jak finał płyty, skojarzyć może się dla odmiany z wczesną muzyką Vangelisa (np. L'apocalypse des Animaux) ze względu na eteryczne, jazzujące wibrafony oraz podmokły, bagnisty nastrój rodzącego się świtu. W zasadzie znów jedynie prześlizgujące się przez dalszy plan specyficzne efekty dźwiękowe mogą przywieść na myśl inne nagrania Move D i Namlooka, pozostałe elementy stanowią zdecydowanie nową jakość. Pozostaje czekać na siedemnaste/dwudzieste spotkanie obu muzyków i prawdopodobnie kolejny raz się zdziwić... Polecam gorąco (niemniej ze świadomością, iż miłośnicy przede wszystkim sekwencyjnej elektroniki będą tu ziewać albo wybrzydzać...)

    I. W.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD + 1DTS CD

    136,70 zł
    99,99 zł
  • Pete Namlook | Subconscious Worlds

    Pete Namlook | Subconscious Worlds


    Opening the Gate. Spokojny minimalizm oparty na brzmieniu przypominającym ksylofon z techno tłem ale w delikatnej oprawie. Fajna rzecz trochę zamordowana przez rozwlekłość i wstawienie elektro ale Namlook próbuje ją ratować choćby gitarą basową. Living the Dream bardzo ciekawie przechodzi od dark ambientu w stronę mrocznego techno. Subconscious Worlds soniczna wędrówka w zakamarki ludzkiej psychiki czyli eksperymentalne eskapady. Canned Love. Spokojny technobit w zestawieniu z kobiecym nastrojowym ale zmodulowanym głosem opowiadającym coś po francusku (bardzo słabo słychać odpowiadajacego jej mężczyznę). A wszystko to unurzane w kosmicznych padach. Jak dla mnie ciekawe -więc polecam.

    Dariusz Długołęcki




    Tytułem Namlook opatrzona jest seria eksperymentalnych, tworzonych na żywo projektów frankfurckiego artysty. Ostatni faktycznie koncertowy album w tej serii to Namlook XIII - License To Chill; późniejsze płyty to po prostu eksperymenty tonalne kreowane w namlookowskim Klanglabor. W tej późniejszej fazie Namlook przedstawił dwie płyty w stylu oscylującym między muzyką do filmów SF, nowoczesnym breakbeatem oraz dźwiękowym eksperymentem (Solarized i Free Your Mind), trzy części projektu bazującego na syntezie granularnej (New Organic Life) oraz dwie nie mniej awangardowe płyty z serii Music For Urban Meditation. Płyta Subconscious Worlds stanowi pomysłowe podsumowanie wszystkich tych stylów. Muzyczna podróż zaczyna się impresją Opening the Gate, ocierającą się o styl serii Koolfang za sprawą jazzujących harmonii, chill-outowych wtrętów oraz swobodnych, swingujących, tak charakterystycznych dla Namlooka solówek gitarowych. Drugi utwór to pogrążanie się w mrocznym świecie podświadomych wizji i impulsów: mamy tutaj przede wszystkim coś z atmosfery obu części Syn, niepokojące akcenty rytmiczne brzmiące na wygenerowane z nieśmiertelnej "kosmicznej walizki" Synthi AKS, a w finale popisowy koncert na replikujące się w nieskończoność spusty migawki aparatu fotograficznego. Utwór tytułowy, zarazem najdłuższy na płycie, to przede wszystkim gęste chmury upartego, matowego dymu, który snuje się tak w oddali, jak i na bliższych planach, raz po raz dając złudzenie przygotowywania miejsca mającej nadejść niepokojącej melodii - niezwykle wciągająca porcja dark ambientu w dobrym, starym stylu. Finał płyty to nieco harmonicznego uspokojenia, ale na nie mniej frapująco odrętwiałym, hipnotyzującym tle jak w utworze poprzednim. Niby nie ma tutaj zupełnie nowych, zaskakujących elementów - ale jednak zaskakujące okazuje się już połączenie takich a nie innych elementów mniej czy bardziej typowych dla serii Namlook, a do tego mamy tutaj jednak nowe pomysły aranżacyjne oraz dowód niewyczerpanej inwencji melodyczno-nastrojowej. Ciekawe, co artysta wykombinuje na następnej płycie - zwłaszcza, że coś wygląda na to, iż wbrew wcześniejszym zapowiedziom ukaże się jednak następna, jedenasta już, część legendarnego cyklu The Dark Side Of The Moog przygotowywanego z Klausem Schulze! Nie uprzedzajmy jednak faktów, tylko ucieszmy się, że tyle już na niniejszej płycie miejsca do zanurzenia się w czarne, szeleszcząco-bulgotliwe tonie...

    I. W.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD + 1DTS CD

    136,70 zł
    99,99 zł
  • Lightwave | Mundus Subterraneus

    Lightwave | Mundus Subterraneus


    Projekt Lightwave zabiera Słuchacza w mroczną podróż przez morza pełne kraterów, zsolaryzowanych obłoków oraz strzępiastych fosforyzujących roślin. W wyjątkowy sposób połączone zostały tutaj elementy eksperymentującego ambientu oraz baśniowo aranżowanej elektroakustyki - na dodatek w dziwacznie egzotycznej poświacie. Swobodnie spadające, zawieszone w matowej próżni impresje Lightwave mają coś wspólnego ze suitami projektu Protogonos (Strange Geographies), jednocześnie czai się tutaj duch wysublimowanych el-poematów Paula Ellisa, z których złośliwy duch odjął rytmikę oraz wszelkie znajomo brzmiące harmonie. Udało się tutaj osiągnąć bardzo ciekawy efekt: słychać mnóstwo rozmaitych dźwięków, na muzycznej palecie aż roi się od jaskrawych barw, a jednocześnie mamy tu do czynienia z niemalże absolutną anarchią formalną i bardzo odważnym minimalizmem. Mijają kolejne godziny przeznaczone na bliższe spotkanie z Mundus Subterraneus, a nadal trudno wyrobić sobie pogląd na tę płytę, spróbować ją zaszufladkować, spróbować ją porównać do zjawisk widywanych już kiedyś w el-świecie... Psychedelic-downtempo-ethno? Duch Dymitra Szostakowicza rozpuszczony w oparach dark ambientu? To wszystko niedoskonałe przybliżenia - pora wyruszyć na samodzielną wyprawę mającą na celu wydarcie Mundus Subterraneus jego tajemnicy... Trzeba jednak pamiętać, iż podczas tej niecodziennej tonicznej wyprawy należy być gotowym na wszystko... Zresztą tytuł suity obejmującej utwory drugi i trzeci mówi wszystko...

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD

    90,93 zł
    49,99 zł
  • Pete Namlook, Move D. | Raumland Sphare

    Pete Namlook, Move D. | Raumland Sphare


    Sphare I ma charakterystyczne namlookowski sztafaż i ciekawe granie na pierwszym planie, bardzo wyciszone, subtelne jak chociażby stosowanie pojedynczych fortepianowych akordów i dziwacznych wokaliz. Part II stawia na rytmiczne, zapętlone granie. III przynosi kosmiczne odgłosy plus nieharmoniczne granie i stonowane tło. Choć wydaje się to monotonne ta część Raumlandów jakoś najbardziej mi pasuje. Czyli bez rewelacji ale ok.

    Dariusz Długołęcki




    Finał trylogii Raumland to trzy długie utwory zabarwione w charakterystyczne dla duetu Move D / Namlook sposób. Jest to niewątpliwie najbardziej abstrakcyjna, najwięcej od Słuchacza wymagająca część najnowszego albumu: w porównaniu z poprzednimi płytami praktycznie brak tutaj wyrazistych wątków melodycznych, chwytliwych sekwencji akordowych, postawiono za to w tym większym stopniu na walory brzmieniowe. Podkreślę jednak jeszcze raz, że jest to przede wszystkim trudny album. To już ostatecznie piętnasta płyta w cyklu Move D / Namlook, a w ogóle osiemnasta płyta będąca owocem wspólnych sesji Namlooka i Moufanga. Wydaje się, że więcej tutaj rutyny aniżeli zapału poszukiwania - a o ile poprzednie części Raumland przynosiły jeszcze w miarę konkretnie zarysowane kształty muzyczne, o tyle tutaj mamy do czynienia raczej z godzinnym scherzem, całkowicie otwartą, intuicyjną zabawą dźwiękami, której finału nie mogą przewidzieć nawet sami muzycy; z drugiej zaś strony, jak na taki swobodny żart zdecydowanie za mało tutaj znowu improwizacyjnego i przede wszystkim formalnego luzu... Wszechobecnym elementem jest tutaj uporządkowany, typowy dla IDM-u a la Move D / Namlook rytm, podobnie jak obsesyjnie powtarzane i nieznacznie modyfikowane filtrami kombinacje akordowe. Sphaere 1 zaczyna się w gęstwinie bardzo obiecująco brzmiących tonów, ale z czasem i tutaj napięcie pomału siada, podczas gdy pozostałe dwie części już tylko od czasu do czasu podsuwają Słuchaczowi naprawdę intrygujące motywy do dopowiedzenia wsłuchaną wyobraźnią ciągu dalszego. Mogę zrozumieć, dlaczego na forum dyskusyjnym na stronie 2350.org posypały się głosy, że "pora już chyba kończyć Dave-and-Pete-Show, jeśli chcemy jeszcze coś mieć z FAXu"; mogę zrozumieć, a jednak nie do końca mogę się zgodzić, jako że nawet ten tak dziwaczny i średnio angażujący album ma w sobie jakiś pierwiastek tajemniczości i oryginalności. Z jednej strony trudno się koncentrować na zjawiających się tu trochę jakby od niechcenia motywach przez cały czas, z drugiej strony nie sposób ot tak sobie przewinąć dłużących się sekwencji - i to nie tylko podczas pierwszego przesłuchania, kiedy czeka się na jakieś rozwiązanie podsuwanych dość mętnych motywów! Być może niebagatelną rolę gra tutaj moje przywiązanie do muzyki Namlooka i fakt, że posiadam całą dyskografię artysty (z maxi-singlami włącznie), ale naprawdę wydaje mi się, że w tej muzyce po dziś dzień coś drzemie, trzeba tylko umieć znaleźć odpowiedni do niej klucz, wczuć się w odpowiedni nastrój. W samym środku nocy, kiedy żadne czynniki audiowizualne nie odwracają uwagi, słuchanie tego na pozór bardzo spokojnego, obojętnego albumu staje się znienacka przeżyciem zupełnie innej jakości - trzeba tylko pamiętać o tym, by postarać się łowić rzeczywiście każdy najmniejszy ton... (No dobrze, ale tak swoją drogą czekam oczywiście nadal z utęsknieniem na płyty takie jak Elektro III, The Fires of Ork III albo Miles Apart II...)

    I. W.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD + 1DTS CD

    136,70 zł
    89,00 zł
  • Stomu Yamashta | Red Buddha - The Man From the East

    Stomu Yamashta | Red Buddha - The Man From the East


    Na jednej płycie CD wznowione zostały dwa albumy z bogatego repertuaru japońskiego perkusisty, legendy prog-rock-jazzu i spokrewnionych z nim gatunków. The Man From The East to przede wszystkim krótsze utwory, w których oprócz frapujących linii rytmicznych najważniejszą rolę pełnią rozbudowane etniczne partie wokalne i sola gitarowe. Pierwszy utwór, przyprawiony akcentami sekcji dętej, ma coś wspólnego z atmosferą najbardziej soulowych utworów Jimiego Hendrixa; na wysokości drugiego utworu najadekwatniejszym skojarzeniem będzie prawdopodobnie treść albumu Welcome Santany, podobnie obfitującego w ciekawe zestawienia partii gitarowych, egzotycznych ozdobników fletowych, rozbudowanych ścieżek perkusyjnych z wykorzystaniem wibrafonu oraz klawiszowych plam zagęszczających całość. Dość trudno byłoby zaszufladkować prezentowaną tu muzykę, jedyny w swoim rodzaju melanż elementów jazzu, swingu, soulu, rocka i ethno, nie bez eksperymentowania zarówno w zakresie harmonii, jak i aranżacji. Bodajże największą atrakcją na pierwszym reedycjonowanym albumie okazuje się piąta impresja: utwór najdłuższy, specyficzny dźwiękowy rytuał o wielkiej - choć niezmiernie surowej - sile wyrazu, zderzający kontrastowo plemienne wyładowania z medytacyjnymi fletowymi pejzażami. Red Buddha to album chyba jeszcze bardziej wciągający, jeszcze bardziej bezkompromisowo eksperymentalny, z instrumentami perkusyjnymi najprzeróżniejszej maści już nie tyle wyeksponowanymi, co występującymi w jedynej istniejącej w tym scenariuszu roli. Stomu Yamashta proponuje dwie ponad 15-minutowe kompozycje rozpisane wyłącznie na najrozmaitsze idiofony i pomniejsze "przeszkadzajki", tworząc muzykę dość luźną formalnie, ewokującą przede wszystkim niepowtarzalnym nastrojem; muzykę niebywale teatralną i sugestywną, zagospodarowaną aż do ostatniego znaku na partyturze a jednocześnie fascynująco przestrzenną. Oba albumy zestawione na jednm krążku mogą stanowić znakomite wprowadzenie w twórczość tego niezwykłego artysty.

    I. W.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD

    61,30 zł
    49,99 zł
  • Pete Namlook | Music for Urban Meditation 2

    Pete Namlook | Music for Urban Meditation 2


    W nieskończoność podtrzymywane akordy, które dawno przekroczyły barierę dur/moll, nigdy nie wygasające dźwięki opancerzone niezliczonymi elektronicznymi filtrami, spokój uchwycony w przekroju poniewierającej się na placu budowy betonowej rury lub na skrawku ociekającej świeżym asfaltem jezdni... Tak można by próbować wprowadzać słuchacza w nastrój tej nietypowej płyty. To fascynujące, ile treści można zawrzeć w podskórnej sferze każdej proponowanej tu kompozycji, na pozór odstręczającej swą upiorną minimalistycznością i niebywałą statycznością. Stojące syntetyczne akordy doznają nieustannego mrowienia, na ich powierzchni można zaobserwować nieustannie dokonujące się zmiany. Rodowód parujących tu brzmień jest naturalnie miejski, cywilizacyjny, rezultatem jest jednak jedyne w swoim rodzaju emergentne, organiczne zjawisko. W pełni można docenić tę płytę traktując ją jako ścieżkę dźwiękową do fascynującej lektury lub jako soundtrack do zapadania w sen, niemniej jednak to właśnie świadomy, wytężony kontakt z tą muzyką - najlepiej po ciemku, przez słuchawki - pozwoli Słuchaczowi rozsmakować się tymi dźwiękowymi wysączeniami do woli. Trudno wybrać najlepszy utwór z tego zestawu, ale nie tylko dlatego, że wszystkie impresje są do siebie - programowo - bardzo podobne, lecz przede wszystkim dlatego, iż każdy z nich dopiero w szerszym kontekście, czyli w towarzystwie pozostałych, nabiera pełni barw. Niemuzyczne grzechoty, poszumy i pogłosy w fascynujący sposób balansują na granicy melodyczności, podczas gdy spiętrzone ścieżki akordowe jeszcze tylko "ostatkiem sił" podpadają pod definicję "wątku muzycznego". Dajmy się ponieść tej brunatnej, wydzielającej stalowo-asfaltową woń muzyce i rozsmakujmy się w poezji milknących świateł ulicznych, odgrodzonych żółto-czarnymi szlabanami zakamarków, pustych parkingów i łopat wiatraków klimatyzacyjnych...

    I. W.




    Ponury, mroczny ambient połączony z industrialnymi odgłosami. Pesymistyczny ton dark ambientu jest niekoniecznie moim ulubionym ale trzeba przyznać że da się słuchać.

    Dariusz Długołęcki

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD + 1DTS CD

    136,70 zł
    89,00 zł
  • Nattefrost | Underneaght the Nightsky

    Nattefrost | Underneaght the Nightsky

    Nattefrost to pseudonim duńskiego artysty Bjorna Jeppesena; kompozytor i syntezatorzysta prezentuje na piątym albumie zatytułowanym Underneath the Nightsky frapującą syntezę new-age, wariacyjnej elektroniki sekwencyjnej oraz lżejszego ambientu. Materiał Nattefrost jest silnie zrytmizowany i bogato zaaranżowany, album spodoba się nie tylko miłośnikom intuicyjnie kreowanych elektropejzaży, ale również tym, którzy poszukują w tej muzyce klarownie zarysowanych, rozbudowanych wątków melodycznych. Płyta rozpoczyna się niczym klasyczne albumy w stylu new-age, włącznie z niemieckojęzyczną narracją wprowadzającą Słuchacza w odpowiedni nastrój - rychło jednak muzyka dryfuje bardziej w stronę melodyjnej elektroniki sekwencyjnej o ruchliwych, wielopoziomowych ścieżkach rytmicznych. Szczególnie podobać się mogą optymistyczne solówki w utworze tytułowym, skontrastowane z chmurniejącym stopniowo akordowym tłem, nanizanym na żywą, dynamiczną sekwencję kojarzącą się z najświeższymi propozycjami Tangerine Dream, a także mroczniejsze kalejdoskopowe wizje w kompozycji Observing Emotions. Warto dodać, iż w utworze Winterland Jeppesena wspomaga Robert Schroeder, znany el-melomanom choćby jako mózg projektu Food For Fantasy, którego płyta Universal Avenue relatywnie sporo wspólnego ma z muzyką proponowaną tu przez Nattefrost.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD

    69,45 zł
    39,99 zł