Napisz do nas
   


Kategorie


S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2196 wydawnictw w ofercie
1721 dostępnych natychmiast
33648 próbek utworów
2258 recenzji płyt
24653 zrealizowanych zamówień
4652 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Najpopularniejsze

(134 albumy)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Przemysław Rudź | Hypnotized

    Przemysław Rudź | Hypnotized

    Bestseller Super cena
    Przemysław Rudź stworzył album, który niejako został zainfekowany przez obrazy Macieja Świeszczewskiego, legendarnego profesora ASP. Muzyka Rudzia wydaje się tu być ich przełożonym na dźwięki, aneksem. To co uderza wprost to kontrasty, śmiałe poszukiwania formalne i sam wymiar owego muzycznego świata. Artysta na szczęście nie brnie w monotonne sekwencyjne pętle, ale stara się na wszelakie sposoby ożywić swoje utwory i nadać im pewną dramaturgię. Rudź kapitalnie przemieszcza się pomiędzy sekwencyjnymi teksturami, nie brakuje tu wycieczek w kierunku rocka progresywnego. Jednakże te rockowe wtręty, chłodzi w delikatnej ambientalnej przestrzeni. Ta trwająca ponad godzinę płyta, jawi się idealnym podkładem dźwiękowym pod nieco szalone obrazy Świeszczewskiego. Futurystyczne brzmienia mieszają się tradycyjnym podejściem, tworząc na tej bazie nową i fascynującą hybrydę. W ten oto sposób otrzymaliśmy materiał który przy każdej odsłonie ujawnia swoją iście "hipnotyczną siłę".

    R.M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    29,99 zł
  • Redshift | Life to Come

    Redshift | Life to Come

    Bestseller
    Mark Shreeve może uchodzić już za klasyka muzyki elektronicznej na rodzimym rynku brytyjskim. Już w latach 80 dał się poznać jako autor tekstów dla Samanthy Fox. Na szczęście na płycie Life To Come dowodzonej przez siebie formacji Redshift, nie serwuje nam tego typu "niespodzianek". To czystej wody elektronika sekwencyjna. Jednak po odpaleniu płyty, słychać że Shreeve nie stara się rozjaśniać swoich kompozycji. Raczej ciągnie w drugą stronę, jego bloki muzyczne są tak skonstruowane, iż kumulują w sobie jakieś mroczne, atawistyczne siły. Coś na kształt tego jakby Lustmord próbował swoich sił w "szkole berlińskiej". Te utwory przybierają kształt skąpanych w ciemnościach figur, perespektywa postrzegania zostaje tu niemal całkowicie zaburzona. Shreeve nie waha się serwować tu uderzeń bliskich dronowym pomrukom, które nabierają psychoaktywnej siły i ciągną w dół. Gęste tła wzmagają tylko poczucie osaczenia. Ponadto Shreeve pozwala swoim maszynom "wygrać się". Nie tarmosi i nie temperuje ich brzmienia, raczej pomaga im się uwolnić z tych pęt. Otrzymujemy pełen niezwykłych tekstur album, który porywa swą ciemną, majestatyczną energią.

    R.M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,58 zł
  • Tangerine Dream | Official Bootleg Series v.1

    Tangerine Dream | Official Bootleg Series v.1

    Bestseller
    Gdzie szukać dzikiego i nieokiełznanego oblicza Tangerine Dream? Poza pierszymi studyjnymi albumami, już chyba tylko na ich koncertowych bootlegach z tego okresu. Dosyć specyficzne to wydawnictwa, nagrywane nielegalnie, często kiepskiej jakości. Jednak tym co decyduje o ich niezwykłości jest historyczna wartość i niepowtarzalna atmosfera. Obydwa aspekty są cechą pierwszego z planowanych boxów opatrzonego tytułem Official Bootleg V. 1. Tangerine Dream bodajże w swoim najlepszym składzie: Edgar Froese, Christopher Franke i Peter Baumann. Na całość składają się aż cztery dyski, dwa z nich przynoszą zapis niesławnego koncertu jaki odbył się katedrze we francuskim Reims w 1974 roku. Dosyć eksperymentalny set, Tangerine Dream byli jeszcze wpół drogi między chaotyczną awangardą a sekwencyjnymi teksturami. Dźwięk nie zawsze jest czysty, czasem się rwie bądź zanika. Ale sama muzyka i atmosfera była doskonała. Jednakże z racji ogromnego ścisku publika częstokroć załatwiała swoje potrzeby fizjologiczne wewnątrz świątyni. Wybuchł skandal, katedrę trzeba było ponownie wyświęcać a grupa stała się celem ataku dostojników z Watykanu. Dwa kolejne dyski przynoszą koncert z października 1976 roku z Mannheim położonego w Zachodnich Niemczech. Muzyka nie jest już taka surowa i dzika, zdecydowanie bardziej przystępniejsza i poukładana. Prawdziwe i esencjonalne dziełko wprost z elektronicznego undergroundu. Tangerine Dream rozpoczynają swój lot w muzyczny kosmos. Mimo tego te improwizowane sety nadal posiadają tę specyficzną dozę szaleństwa i tchną prawdziwą pasją odkrywania nowych, nieznanych lądów.

    R.M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 4CD


    141,31 zł
  • Katod | 7Cats

    Katod | 7Cats

    Bestseller Super cena

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    19,93 zł
  • Tangerine Dream | Ricochet (LP)

    Tangerine Dream | Ricochet (LP)

    Bestseller
    To nowy rozdział w muzycznym rozwoju Tangerine Dream, którego granice kończyły się w połowie lat 80 - tych albumami złożonymi z krótkich, kilkuminutowych utworów a zarazem znakomite preludium do innego blockbustera - Stratosfear. Prawdziwa ściana mrocznych wibrujących sekwencji wymieszana z ciekawymi motywami muzycznymi - dla mnie to najciekawszy styl Tangerine Dream najbliższy mojemu sercu. Wszystkie te struktury są na najwyższym poziomie z prostej przyczyny: z kilometrów taśm Froese wybrał i skompilował najciekawsze fragmenty i bardzo przyłożył się do dopracowania wszystkich detali - stąd ta płyta jak dla mnie brzmi wciąż świeżo i niezwykle.
    Płytę wystylizowano na album live ale naprawdę to właściwie dopiero w studio dokonano rzeczywistej obróbki materiału stąd notatka że album jest nagrany podczas koncertów we Francji i Wlk. Brytanii. Już pierwsza część od początku poraża mnie swą melodyką i motywami które oszczędnie eksploatowane dają niesamowity efekt. Nie ma tu ani jednego przypadkowego dźwięku, płyta jest znakomicie przemyślana i dopracowana - poszczególne elementy tworzą niesamowity nastrój wpływający mocno na emocje (bynajmniej moje). Można ten utwór podzielić na trzy części. Pierwsza - wprowadzenie - liczne wstępy, gitara elektryczna, perkusja, spokojny ale jakiś taki doniosły nastrój, który zostaje zróżnicowany i od siódmej minuty zaczyna się zaś część druga: ekspozycja - jazda bez trzymanki na rollercoasterze albo gdzieś w przestrzeni kosmicznej w nadświetlnej. Wchłania słuchacza do swego świata nie pozwalając mu na oddech. To tak naprawdę pierwszy album gdzie na taką skalę pojawia się słynny Tangerinowski pulsujący rytm. Harmoniczny styl, melodia to porzucenie tego co prezentowano na mocno eksperymentalnych płytach z lat wcześniejszych. Zamknięcie: styl wprowadzenia, uspokojenie muzycznego pejzażu.
    Drugą część otwiera przepiękne fortepianowe intro, do którego po chwili dołącza flet. Bardzo subtelna melodia stopniowo wyciszana z delikatnym brzmieniem syntezatora w tle - w końcu flet samotnie kończy tę część i gwałtownie przechodzimy to wspaniałych dźwięków elektronicznego instrumentarium - swoisty majstersztyk manipulacji odczuciami słuchacza. Kolejne pojawiające się ozdobniki, wprowadzane są dla spotęgowania nastroju i powtarzają się jako podkład. Mamy tu połączenie polifonii, rytmu i melodii w niespotykanym dotąd u Tangerine Dream sposobie. Zresztą po prostu najlepiej puścić sobie 2 część i wysłuchać. Muzyczne ornamentacje plus melodyjność tej płyty tworzą jak dla mnie niesamowity niedościgniony klimat. A na okładce jedno z ciekawszych zdjęć autorstwa Moniki Froese.

    Dariusz Długołęcki



    ...od tego albumu rozpoczęła się moja przygoda z muzyką EL i trwa po dziś dzień, mimo że upłyneło 28 lat często wracam do jej dźwięków, tej płyty po prostu nie wypada nie znać jeśli się interesuje el muzyką, raz usłyszawszy chce się jej ciągle słuchać, gorąco polecam!!!...

    PPL



    Jeden z 3 absolutnych nr 1 mojego życia. Ricochet to chyba najważniejszy wyznacznik elektroniki na lata siedemdziesiąte, oczywiście poza dokonaniami Klausa Schulze. To ile na tym albumie utrwalonych jest pomysłów tria Tangerine Dream to absolutny rekord w el-muzyce. Nic dziwnego, że swego czasu album ten gościł na 1 miejscu listy przebojów el-muzyki w Pr. 3 PR.
    Utwór pierwszy rozpoczyna się jakby marszem żałobnym z fenomenalną partią gitary Froese. Od połowy, aż do końca Ricochet Part One to już majstersztyk w dziedzinie nakładania sekwenci. Dzieje się tu czasami tak wiele, że słuchacz czuje się jakby pędził w otchłań bez końca. Ale koniec następuje w pięknym i smutnym stulu. Część drugą rozpoczyna piano - także fenomenalne [ten wyraz powinien być kojarzony z tą płytą]. Coś jakby z epoki romantycznej. Piano przechodzi w sekwencję, sekwencja w solo itd... Nie posłuchasz, nie zrozumiesz. To co jeszcze wyróżnia tę pozycje to barwy brzmień. Ilu twórców muzyki [nie tylko el] nie potrafi oderwać się brzmieniowo od Ricochet. Bo i po co. Brzmienia są doskonałe i rewelacyjnie dopasowane. I pomyśleć, że jest to jedynie montaż z trasy koncertowej z roku 1974...
    Album to dowód na to, że improwizacja jest doskonałym narzędziem przy tworzeniu i graniu elektroniki, szczególnie tej berlińskiej. Szkoda tylko, że niektórzy artyści nie mają takich zdolności do jej wykorzystywania jak ten pamiętny skład Tangerine Dream.

    Wojciech Suchan



    Tangerine Dream to zespół, który wciąż zaskakuje nowymi pomysłami - od przeszło 30 lat na muzycznej arenie. Ewolucja jaką przechodzi muzyka tego (najczęściej) tria z Niemiec, zachwyca, zmusza do refleksji i pobudza a niejednokrotnie zniewala i pociąga za sobą całe rzesze fanów. RICOCHET to według mnie jeden z bardziej udanych albumów Tangerine Dream - dzisiaj już 28 letnie dzieło to skrócony zapis z ponad 90 godzin (!) muzyki zapisanej w studiu po koncertach we Francji. Edgar Froese i jego koledzy z jednego w zasadzie tematu uczynili majstersztyk. Płyta wcale nie nudzi, jest ciekawa melodycznie od samego początku do końca. Muzycy do maksimum chyba wykorzystali możliwości ówczesnych syntezatorów analogowych... i na pewno im się to udało. Jedyną wadą albumu jest to, że jest za krótki... ale na szczęście są inne płyty Tangerine Dream, można też włączyć "repeat" w odtwarzaczu CD. Na podsumowanie ciekawostka dla starszych słuchaczy i fanów Tangerine Dream: czy ktoś rozpoznał ongiś w Dzienniku TV podczas prezentacji pogody podkład muzyczny, którym jest właśnie główny motyw muzyczny ,Ricochet?
    Mandarynkowe sny niech wracają do Was - mili słuchacze ... nawet rykoszetem...

    Mariusz


    ...to modlitwa - nie muzyka ....

    ???



    13 lat temu koleżanka pożyczyła mi kasetę magnetofonową, twierdząc że jest tam fajna muzyka, gdy ją przesłuchałem byłem oczarowany, to był Ricochet. W ten sposób zaczęła się moja przydoda z Tangerine Dream. Obecnie mam 30 lat i nadal Mandarynki są moim najlepszym zespołem. Pozdrawiam wszystkich fanów i tych którzy dopiero zaczynają zagłębiać się w mandarynkowe światy.

    Łukasz 1976.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1LP


    72,32 zł
  • Przemysław Rudź, Mikołaj Hertel | At the Horizon's Edge

    Przemysław Rudź, Mikołaj Hertel | At the Horizon's Edge

    Bestseller Super cena
    Po bardzo udanych kolaboracjach z Władysławem Komendarkiem, Krzysztofem Dudą i Józefem Skrzekiem, przyszła pora na kolejny artystyczny międzykopokoleniowy most. Siedem pięknych kompozycji dla wrażliwych słuchaczy z każdego zakątka globu. Owiany legendą Mikołaj Hertel otworzył czeluście swojej nie wydanej dotąd elektronicznej spuścizny i udostępnił je do opracowania Przemysławowi Rudziowi. Ta twórczo piorunująca mieszanka zaowocowała nowoczesnym w brzmieniu, a klasycznym w wyrazie połączeniem romantycznej melodyki Hertla z progresywnym zacięciem, motoryką i pełnymi polotu partiami solowymi Rudzia. Utwory zostały mocno przearanżowane w stosunku do ich pierwotnej postaci, aby nadać im jeszcze wyraźniejsze piętno obu artystów. Płyta Na krawędzi horyzontu dowodzi, że polska szkoła muzyki elektronicznej ma jeszcze bardzo wiele do powiedzenia. Płytę kończy krótka impresja przypominająca niedawno zmarłego Edgara Froese, założyciela grupy Tangerine Dream, a cały album jest dedykowany jego pamięci.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    35,00 zł
  • Władysław "Gudonis" Komendarek | I Am An Alien

    Władysław "Gudonis" Komendarek | I Am An Alien

    Bestseller Super cena
    Szaman klasycznej muzyki elektronicznej, samotnik i wizjoner idący pod prąd produkcji masowej, jeden z najlepszych el-muzycznych koncertowych performerów swoich czasów. Władysław "Gudonis" Komendarek wkracza do wytwórni Generator.pl z retrospekcyjnym albumem ukazującym wybrane i nigdy nie publikowane kompozycje z lat 90-tych XX wieku. Oniryczny, ambientowy, często niepokojący klimat bezkresu Wszechświata przeplata się w nich z sekwencyjnym ładem, na które nałożone są zwariowane solowe popisy tego doskonałego instrumentalisty, pełne szybkich obiegników, ale też tkliwych romantycznych melodii. Utwory te zapowiadają nowego Komendarka, który w pewnym momencie swojej kariery postawi na zupełne zerwanie ze swoją dobrze znaną postprogresywną przeszłością i poświęci się poszukiwaniu nowych brzmień, penetrowaniu większości gatunków od muzyki klasycznej, przez techno do swobodnych jazzowych improwizacji. Generator.pl z przepastnych archiwów Gudonisa wybrał dla swoich odbiorców to, co dla fanów klasycznej elektroniki wydaje się być pozycją obowiązkową. Dodatkowo cieszy więc fakt, że udało się uchronić od zapomnienia przeszło 70 minut doskonałej muzyki.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    35,00 zł
  • Kraftwerk | The Man Machine (japan)

    Kraftwerk | The Man Machine (japan)

    Bestseller
    Die Roboter. Rozpoczyna ten utwór dźwięk jak żywo przypominający efekt zaczerpnięty z Radioactivitat - pulsujące pikanie przerwane terkotaniem zakończonym serią wysokich tonów. Można to odczytywać jako sekwencję uruchomienia, ożywienia tytułowych robotów, których rozbłysk świadomości i wytrącenie ze stanu spoczynku w ruch obrazuje przejście w imitujący te kanciaste ruchy robotyczny rytm. Po chwili dołącza się syntezator naśladujący brzmienie marszu a wokal słyszymy mocno zwokoderyzowany, w typowym dla filmów SF z lat pięćdziesiątych brzmieniu charakteryzującym wyobrażenie głosu robota. Otwarcie płyty jawi się więc jako manifestacja zawartości całego krążka - z tym że to jeszcze nie człowiek maszyna a raczej człowiek a maszyna. Hipnotyczno minimalistyczny, pełen ciągłych powtórzeń z prostą melodią i sprzężonym rytmem to rodzaj podpisu programowego w jakim kierunku zespół podąża. Skąpe linie syntezatorowe spływają bez wysiłku nieskończenie się regenerując w nieskazitelnej formule tworzenia odpowiedniego dla potrzeb grupy nastroju pełnego powściągliwego estetyzmu i ascezy. Stąd owe robotyczne niuanse zarysowywane są delikatnymi pasażami syntezatorowymi w korelacji z perkusacjami. W pewnym sensie to podsumowanie obsesji i przeświadczeń społeczeństwa lat siedemdziesiątych o przyszłości ludzkości ale w sosie międzywojennego futuryzmu i jak mogą wskazywać słowa, rosyjskiego konstruktywizmu, propagującego tą nową sztukę, jako adekwatną do współczesnego, stechnicyzowanego świata i wyrażającą fascynację techniką. W warstwie tekstu to opowieść oczami robota, który po naładowaniu baterii pełen energii funkcjonuje automatycznie i mechanicznie tańczy (motyw tańca sztucznego odpowiednika człowieka pojawił się wcześniej na TEE w opowieści o manekinach). Szczególne znaczenie mają rosyjskie słowa Ja twoj sługa, ja twoj rabotnik powtórzone kilkakrotnie i zamieszczone na okładce płyty.
    Spacelab. Słychać trzask i głuchy dźwięk wędrujący coraz wyżej po skali co kojarzy się z odliczaniem , albo nawet startem rakiety co dodatkowo potęguje coraz szybsze jego zapętlone tempo, którego finałem jest w końcu wejście na orbitę (słychać jakby dźwięk równania pozycji) i w końcu odpalenia silników, co pozwala rakiecie odważnie ruszyć naprzód. Elektronicznie przetworzony głos nie mający zbyt wiele do zaśpiewania oprócz tytułowego Spacelab tym razem podkreśla kosmiczne oblicze utworu. Całość ma wyraźnie spokojny charakter pełnego podziwu hołdu dla ludzkiego geniuszu. Romantyczny mrok Spacelab oparto na loopach i dziwnych astralnych odgłosach ilustrujących pracującą stację kosmiczną i widoki na jej zewnątrz. Spacelab ma też pewien wymiar profetyczny - w kosmosie upatrują członkowie grupy dalszy ciąg ludzkiej eksploracji a zarazem nabiera swoistej złowieszczości jeśli brać pod uwagę, że kilka miesięcy później o ziemię rozbiła się stacja Skylab. Mimo, że jest zwiewny, zadumany, z nieziemskim brzmieniem syntezatorów, to nadal rozpoznawalny jako dzieło

    Kraftwerk

    przez charakterystyczne brzmienia zarezerwowane dla tej grupy i jest równie impresywny jak poprzednik tyle że bardziej subtelny. Wytłumione dominujące syntezatorowe linie, rytm, perfekcyjna, nieskalana błędami minimalistyczna aranżacja łączą się w perfekcyjną całość.
    Metropolis. Początkowo, niczym w ambiencie linie syntezatorowe unoszą się i nakładają na siebie w wolnym rytmie bez harmonii - mamy wrażenie, że coś budzi się do życia, jakby włączano kolejne podzespoły wielkiej maszyny z pewnym wysiłkiem dochodzącej do swych pełnych mocy, które pozwalają jej w pełni sił przejść w szybki rytm pracy - czyli chwytliwy takt trwający do końca tej ścieżki. Rytmiczne sekwencje pokładu brzmią głucho, prawie archaicznie, a częstym motywem jest syntezatorowy dźwięk naśladujący syreny fabryczne. Refren w postaci tytułu utworu jest nieprzetworzony i słychać w nim swoistą nostalgiczno zadumaną nutę. Metropolis lśni perfekcją stworzenia wyalienowanego nastroju. Utwór ten w sugestywny sposób odnosi się do filmu Fritza Langa Metropolis gdzie przedstawiono społeczeństwo przyszłości uzależnione od technologii, w którym większość ludzi jest robotnikami obsługującymi bezduszne maszynerie, a ich ponury los nie jest godny pozazdroszczenia. Lang daje w tym filmie lekcję, że technika może stworzyć przepaść między ludźmi (dochodzi do buntu) ale nie należy jej lekceważyć i odtrącać (bezmyślne niszczenie maszyn w stylu angielskich robotników z początków rewolucji przemysłowej, o mały włos nie doprowadza do tragedii i zagłady całego miasta) a jedynie oswoić i połączyć z warstwą duchową, która została przez zbytnie zadufanie w technologię odtrącona. Utwór reprezentuje ciekawą kombinację intensywnego, futurystycznego nastroju z melancholią i nostalgią, precyzyjnie oddając atmosferę przedstawionego przez Langa miasta, jego dźwięki i widoki.
    Das Modell. Klasyk. Taneczny rytm snuje się jakby od niechcenia jednostajnym zapętleniem z wielokrotnie powtarzanymi kolejnymi syntezatorowymi ozdobnikami, zmienia się jedynie tekst tej, nie bójmy się tego powiedzieć, piosenki. Ten utwór według mnie muzycznie jest najsłabszym ogniwem płyty a zarazem najbardziej kojarzonym utworem który furorę zrobił na listach przebojów trzy lata później. Ów szkic charakterologiczny to cyniczne spojrzenie na blichtr efektownego stylu życia zainspirowany nieosiągalnym obiektem marzeń tłumów chcącym być w centrum uwagi mediów niczym owo ucieleśnienie targowiska próżności jakie przedstawia świat mody. Fascynujące studium charakteru zakłada, że modelka jest najlepszym przykładem człowieka maszyny łączącego piękno ze sztucznymi emocjami (uśmiecha się od czasu do czasu), człowieczeństwo z bezmyślnym skupieniem maszyny (trzeba tylko kamery aby zmienić jej zdanie). Może się wydawać że nie powinna znaleźć się na albumie o futuryzmie ale wyraźnie kontynuuje temat z Die Roboter, opowieść o ludzkiej kondycji w nowoczesnych czasach. Ironiczne spojrzenie na wysoko opłacane "bezduszne" modelki zachowujące się jak automaty, stało się klasykiem na miarę Fashion

    Bowiego

    - komentującym modny styl życia. Przy czym klarowność ironicznego przekazu jest większa w wersji niemieckiej niż angielskiej. W konfrontacji z późniejszą falą electro popu utwór ten brzmi dziś archaicznie ale to on dał kierunkowskaz tego gatunku, jest jego podwaliną, ba od niego właśnie ukuto termin elektro pop. To pionierskie dokonanie doczekało się dziesiątków coverów śpiewanych przez przeróżne osobowości - od gwiazdek porno po spadkobierców ich ironii, królów ciężkiego brzmienia

    Rammstein

    . Co więcej muzyka z "modelki" na stałe weszła do kanonu... pokazów mody czyli blichtr wyśmianie jego zaadaptował bezkrytycznie na swoje potrzeby jako ikonę mody.
    Neon Licht epickie sentymentalne studium miasta. Mój zdecydowany faworyt na tym krążku przyciąga uwagę przede wszystkim piękną syntezatorową solówką graną w interludium powtarzaną później pod koniec utworu, podbudowaną mieszanką różnych ozdobników i nastrojowym, magnetyzującym wokalem kreślącym słowami bardzo ogólny obraz - błyszczące światła neonów, kiedy nadchodzi noc miasto oblewa się sztucznym światłem - te oszczędne słowa pozostawiają resztę naszej wyobraźni prowadzonej przez generowane na keyboardach kolejne dźwięki. Spokojny rytm, jak zwykle na instrumentach perkusyjnych brzmi kojąco i zarazem wyłamuje się z koncepcyjnego charakteru płyty. Muzyka uchwyciła migoczący portret oświetlonego miasta, przedstawienie uroku urbanizacji gdzie szczególnie warte uwagi jest sześć minut instrumentalnej kody. Introspektywny tekst wyraża poczucie poważania dla wspaniałego widoku miasta ze świateł, cześć dla sposobu w jaki ludzkość może kontrolować swój świat. Najbardziej efektowny utwór gdzie za pomocą prostej linii melodycznej i banalnego tekstu osiągają niesamowity efekt.
    Die Mensch Machine. Prawdopodobnie najbardziej minimalistyczny utwór brzmiący jak przeróbka

    Glassa

    na piosenkę pop. Wokale są powściągliwe, bezstronne, imitując swoim brakiem emocjonalności przypuszczalny śpiew maszyny. Monotonia brzmienia, powolność, naśladowanie dźwiękiem i zwokoderyzowanym głosem jakiejś uporczywie wykonywanej na okrągło czynności ubarwianej tylko zestawem ozdobników kojarzą się z pracą właśnie tytułowej maszyny. Prostota melodii pretensjonalny, bezużyteczny rytm bez harmonii jest logicznym i spójnym odzwierciedleniem tendencji albumu. Interpretacja jest trudna gdyż zespół jakby relacjonuje swój ogląd spraw ale na tyle bezstronnie aby nie można określić jednoznacznie jakie stanowisko zajmują - ten ukryty komentarz socjalny człowiek maszyna to istota lub obiekt - czy odczytywać jako mroczną przepowiednię zagrożenia, czy jako pochwałę tego stanu rzeczy? Wszak śpiewają, ze to pseudo ludzka istota ale zarazem super istota...
    Koncepcję albumu, zarówno w sferze tekstowej jaki i wizualnej wykorzystano do stworzenia robotycznego image. Dla wzmocnienia całego konceptu skonstruowano bowiem roboty na podobieństwo każdego z członków grupy odzwierciedlając technologiczne wizje człowieka maszyny. Lalki te oficjalnie zaprezentowano podczas prasowej konferencji w Paryżu, gdzie prawdziwi artyści wmieszali się w tłum na scenie ustawiając kukły. Te manekiny wykorzystywano od tej pory na koncertach i stały się swoistą wizytówką grupy. Zaskakuje bardziej stylowe, dźwiękowe środowisko będące rezultatem cierpliwego rozwoju i poszukiwań nowej estetyki w ich muzyce. Otwarli ważny rozdział w genesis elektroniki gdzie istotną rolę odgrywa prosta industrialna monotonia spleciona z na pół epickimi strukturami melodii w neoklasycznym duchu, skonstruowanych tak że mimo długości i jednostajności nagrań, te nie nużą. To jeden z najlepiej zrealizowanych w historii muzyki albumów koncepcyjnych, deklarujący kombinację muzyki ze sztuką, osadzony w fantastyce naukowej kontemplującej korelacje między ludźmi a technologią ale przede wszystkim wpisujący się w nurt czerpania z tradycji przedwojennego postrzegania świata - w TEE było to przywołanie kolei żelaznej czasów dandysów we frakach tutaj zamiast wizji high tech przyszłości mamy ramotę technologii widzianej oczami Wellsa czy Czapka, poprzez pryzmat ówczesnych tendencji artystyczno filozoficznych, idei futuryzmu i konstruktywizmu postulujących próbę fuzji ludzkiego ciała z technologią, połączone z kultem tej ostatniej. Tytuł określa centralną ideę wokół, której cały album jest oparty czyli bada koneksje człowiek a maszyna w nowoczesnym społeczeństwie uwidaczniając ją mocno w tekstach jak i w formie kompozycji naśladujących mechaniczność. Filozoficzne przesłanie odsłania stopniową dehumanizację ludzkości i sztuki po części. Z jednej strony robotyzacja ilustruje triumf intelektu i perfekcję ludzkiej wiedzy z drugiej zagubienie emocjonalne i utratę duszy. Prymitywne riffy syntezatorowe znakomicie korelują z tą tematyką. Album ten jest zarazem jednym z najbardziej wpływających na rozwój nowych gałęzi muzyki. Ma potężny, pionierski wpływ na ruch synth pop, czy new romantic w stylu Gary Numana (choćby Cars). Mniej minimalistyczny w aranżacjach, bardziej kompleksowy i taneczny w podstawowych rytmach, dający balans pomiędzy eksperymentem a komercją, zaskoczył po świetnej Trans-Europe Express po której jako prawie niewykonalne zadanie jawiło się wydanie jeszcze lepszego albumu w niecały rok po premierze TEE, biorąc pod uwagę czasochłonne koncentrowanie się grupy na detalu i perfekcji aranżacji. Do dziś zadziwia minimalistyczny rdzeń i prostota melodii, oszczędność i treściwość słowa w tekstach układające się w arcydzieło formy wyrazu. Owo gładkie, akuratne i zimne i zarazem bardzo atrakcyjne brzmienie, nadal dynamiczne i witalne, ów klinicznie czysty dźwięk oblany sosem ironii nie zaprzestał dostarczać do dziś emocji, kolejnym adaptującym ją trendom muzycznym chcącym dorównać zwartej całości tego dzieła. Dzisiejsze techno (techno-logia) wywodzi swe korzenie z tych dźwięków stających się inspiracją dla kolejnych pokoleń zafascynowanych nowoczesnymi objawami życia wyrażanymi za pomocą muzyki. Co do przesłania - fascynacja technologią, mechanizacją raczej ironicznie ucieleśnia bardzo subtelne przesłanie sugerujące jednak ważność nadrzędną człowieczeństwa. Zwróciłbym tu uwagę na okładkę. Dość szokujące zdjęcie przedstawiające członków grupy jako nienagannie ubranych w czerwone koszule ozdobione czarnym krawatem, w spodniach przypominających wojskowe bryczesy, schludnie ogolonych i uczesanych jednoznacznie wywołują w nas skojarzenie z członkiem totalitarnej organizacji spod znaku komunizmu lub faszyzmu. Podpis ja twój sługa ja twój robotnik wskazuje w zestawieniu z tym zdjęciem, że człowiek maszyna to idealny kandydat na istotę wypraną z uczuć z której można stworzyć totalitarne monstrum. Dodatkowo wzmacnia to ironia tekstu piosenki o modelce - ona staje się powoli takim monstrum, maszyną wypraną z wyższych wartości co deprecjonuje ją w oczach

    Kraftwerk

    Tak więc zamiast odczytywać płytę jako pochwałę jednak trop wiedzie ku sugestii zminimalizowania wpływu maszyn. Płyta przeszła test czasu stając się ich znakiem firmowym. Nie na darmo Francuz Pascal Bussy zatytułował ich książkową biografię Kraftwerk: Man Machine & Music.

    Dariusz Długołęcki



    Na tej płycie - stosownie do tytułu - udało się muzykom

    Kraftwerk

    osiągnąć ideał mechanicznego, futurystycznego brzmienia. Sześć prezentowanych tu utworów zostało opracowanych oszczędniej aniżeli kompozycje z wcześniejszych albumów - instrumentacje nie brzmią jednak ubożej, tylko przestrzenniej; słuchacz przywiązany do takich płyt jak Kraftwerk 1 czy - zwłaszcza - Radioaktivitat może tylko dziwić się, iż muzyka

    Kraftwerk

    została do tego stopnia wyczyszczona z niemuzycznych, pozamelodycznych brzmieniowych nieregularności.
    Die Roboter to znakomite otwarcie albumu: oparty na chwytliwym motywie i monotonnym rytmie utwór z partiami wokalnymi zdeformowanymi przez vocoder. Ciekawostkę stanowi fakt, iż charakterystyczny dźwięk rozpoczynający ten utwór został wsamplowany w mało znany, pochodzący z 1989 roku, remiks utworu Everything Counts

    Depeche Mode

    oraz… w przeróbkę Das Modell wykonywaną przez francuską piosenkarkę RoBERT. Spacelab i Metropolis to świetne, dynamiczne utwory zbudowane na wyrazistych, minimalistycznych syntezatorowych riffach i ostinatach - tu partie wokalne zostały potraktowane tylko w charakterze ozdobnika, zakłócając od czasu do czasu czysto instrumentalny porządek. Tak samo jest w tytułowej kompozycji, w której syntezatorowe chmury przesuwają się na tle "złamanego" rytmu. Głos pełni tu po prostu rolę dodatkowego instrumentu, artykułując we wszystkich trzech wymienionych utworach jako jedyne słowa tylko tytuły tych utworów (grupa powraca więc do takiego traktowania głosu, jakim rozpoczęła wykorzystywanie wokalu - mowa o Ananas Symphonie z lp. Ralf und Florian).
    Neonlicht to nocny spacer po mieście zabarwionym przez kołyszące się światła neonów. Obraz ten zostaje znakomicie odmalowany przez rzęsisty deszcz syntezatorowych iskier, układający się w coraz to inne struktury na tle posuwistego, hipnotycznego rytmu i pogodnego, wciąż odnawiającego się ostinata. To już właściwie regularna piosenka z tradycyjnie brzmiącymi zwrotkami - ale i tak najbardziej "szablonowa" a przy tym najpopularniejsza piosenka to Das Modell. Jest w tym utworze coś, co sprawia, że mimo programowej prostoty i niemal "nachalnej" melodyki można słuchać go wciąż od nowa. Czy tajemnica leży w brzmieniu instrumentów, czy w nośności i ponadczasowości genialnego w swej prostocie tematu melodycznego, tego nie wiem - ważne, że utworu tego, podobnie jak całej płyty, słucha się po upływie blisko 30 (!) lat znakomicie i świeżo...

    Igor Wróblewski




    Okładka jest bardzo myląca - zdjęcie czterech eleganckich panów w czerwonych marynarkach sugeruje jazzową zawartość płyty. Tytuł albumu wydrukowano w czterech językach, same utwory natomiast są śpiewane (?) po angielsku lub niemiecku, w zależności od wersji.

    R.Hutter

    ,

    F.Schneider

    ,

    W.Flur

    i

    K.Bartos

    wspomagani przez tajemniczego

    E.Schulta

    wykreowali znów niepowtarzalny komputerowy świat, którego muzyka tchnie wręcz maszynową mechanicznością i robotowatością. W tym okresie

    Kraftwerk

    kreował swój image tytułowych ludzi-maszyn, niewrażliwych na jakiekolwiek ludzkie uczucia, tworząc "muzykę dla maszyn, komputerów i cyborgów" (

    R.Hutter

    ). Nawet nieliczne partie wokalne brzmią tu sztucznie. Jednocześnie ta płyta jest chyba najbardziej znana - prawie wszystkie utwory na niej zawarte znane są do dziś: The Model, Neon Lights, The Robots czy The Man-Machine.
    Nagrania są niezwykłe, z jednej strony budzą podziw dla myśli ludzkiej i cywilizacji technicznej, z drugiej - niosą ponurą wizję przyszłego, odczłowieczonego świata robotów i maszyn... Myśląc o twórczości tej grupy, znajduję tylko jedno słowo - klasyka. Dotyczy to również tego albumu.

    Michał Żelazowski



    W słuchaniu "elektroniki" mam już prawie siedmioletni staż. Zaczynałem (po co ja to piszę?) od

    Jarre'a

    . I od

    Kraftwerk

    ... Na kwartet z Dusseldorfu nadziałem się (bardzo dobre słowo - nadziałem) w bardzo dziwny sposób, choć o tym może innym razem.

    Kraftwerk

    to zespół dobrze znany w el-społeczeństwie, ale wydaje mi się, że trochę pomijany. A może odniosłem złe wrażenie?
    Jakby nie było, dziś pozachwycamy się Człowiekiem - Maszyną, płytą która właśnie osiągnęła pełnoletniość, a więc, jak na muzykę - rzecz już nie pierwszej młodości. Die Mensch-Maschine tematycznie oscyluje tam, gdzie prawie wszystkie płyty

    Kraftwerk

    , więc gdzieś pomiędzy Człowiekiem, a Techniką. Zetknięcie tych dwóch pojęć wyraźnie fascynuje

    Kraftwerk

    i dają temu upust właśnie w swojej muzyce. Pierwszy utwór albumu - Die Roboter to ulubiony materiał na czołówki dla różnych audycji publicystycznych w radiu i telewizji. Motyw główny - cykliczne powtarzające się, młócące powietrze dźwięki sprawiają niesamowite wrażenie. Również elektronicznie przetworzony chórek

    Hutter

    -

    Schneider

    robi swoje. Klimatem i wymową utwór ten sprawia, że łatwo wyobrazić sobie ogromną halę produkcyjną z rzędami stalowych robotników pracujących dla swego pana i stwórcy. Martwe przedmioty produkujące inne martwe przedmioty... Spacelab - numer dwa - to podróż w kosmos, wprost na aseptyczne pokłady stacji orbitalnych. Melodia doprawdy niebanalna. Utwór trzeci Metropolis to hołd złożony Fritzowi Langowi, za film pod tymże tytułem - monumentalne dzieło S.F. z 1926 roku. Obawiam się, że ten kto nie widział filmu, niezbyt dobrze "znajdzie" ten utwór. Najprawdopodobniej w ogóle nie znajdzie. Numer cztery - sztandarowa produkcja - Das Modell. Utwór znany nawet przez tych, co przysięgają że o

    Kraftwerk

    w życiu nie słyszeli. Hit dyskotekowy i hit w ogóle, ale... od stycznia 1982r... Tak to Kraftwerk wyprzedził swoją epokę. Mówiąc krótko o tym utworze, o jego treści - sukces potrafi zmienić człowieka w sopel na nóżkach. Następny jest Neonlight - nocny spacer po ulicach uśpionego miasta wciąż i wciąż mrugającego neonami reklamowymi. Wreszcie tytułowy Die Mensch Maschine, wspaniały popis wprowadzający w sztuczny świat pełen stuków, trzasków i drgań. Świat bardzo rytmiczny, bardzo, ale to bardzo zmechanizowany.
    I taki właśnie jest ten album - Technika jest tu wszędzie, może z wyjątkiem Das Modell, tego śpiewanego el-cudu (w tym miejscu ślę gorące pozdrowienia dla wszystkich, którzy sądzą, że jak się połączy syntezator i głos ludzki, to nic dobrego z tego nie wyjdzie), który to el-cud, mimo swego "człowieczeństwa" doskonale tu pasuje. Może więc warto wsłuchać się w rytm Techniki, w rytm tego co sami stworzyliśmy.
    Wydana przez EMI Elektrola niemiecka wersja tego albumu, we wkładce, oprócz zdjęć zawiera pomysł bardzo miły i ciekawy: jak w chińskim teatrze cieni, na białym tle widnieją czarne sylwetki członków grupy. Niezorientowanych informuję, że od lewej stoją:

    Ralf Hutter

    ,

    Karl Bartos

    ,

    Wolfgang Flur

    i

    Florian Schneider

    .

    ABMP

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    93,27 zł
  • Tangerine Dream | Josephine the Mouse Singer

    Tangerine Dream | Josephine the Mouse Singer

    Bestseller
    Tangerine Dream bodajże w swym ostatnim akcie życia. Materiał będący czymś w rodzaju mini albumu jest krótki, trwa niewiele ponad 30 minut. To zarazem pożegnanie tego zespołu z publicznością. Edgar Froese po raz kolejny sięgnął po tekst Franza Kafki i na jego podstawie stworzył 5 kompozycji o wybitnie ilustracyjnych walorach. Otwierający całość Four White Wooden Horses, to rytmiczny i melodyjny zarazem wstęp do reszty. W Bleeding Angel grupa zbliża się do pompatycznego stylu ala Vangelis. Kolejny utwór Centre Of Now to brzmieniowe kontrasty. Pierwsza część jest wręcz eteryczna, dalej rozpędza się w kierunku zrytmizowanej maszynerii. Tytułowa kompozycja bazuje na pomysłach jakie już wcześniej, na serii wspólnych płyt wykorzystali Lisa Gerrard i Klaus Schulze, kobiecy wokal i elektronika. Najciekawszy jest chyba finałowy Arcanegllo Corelli La Folia, będący próbą elektronicznej reinterpretacji muzyki tego mniej znanego mistrza baroku. Udany materiał, szkoda że krótki ale widocznie na więcej nie pozwoliły inne okoliczności.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1EP-CD


    38,31 zł
  • Przemysław Rudź, Józef Skrzek | The Stratomusica Suite

    Przemysław Rudź, Józef Skrzek | The Stratomusica Suite

    Bestseller
    Wyobraźmy sobie, że wsiadamy do balonu i wolno poddajemy się sile wiatru, który niesie nas coraz wyżej i wyżej. Naszym celem jest stratosfera, gdzie zobaczymy kulistość Ziemi, a ponad nami prawdziwą czerń rozgwieżdżonego nieba. To miejsce gdzie przenikają się dwa środowiska - ziemska powłoka gazowa oraz zimny, głuchy i prawie niedostępny kosmos. Muzyka zawarta na płycie jest dźwiękową ilustracją takiej wyprawy na granicę światów. Fragmenty spokojne i melancholijne zmieniają się tu w mocne akcenty, kiedy nasz balon targany jest porywistymi prądami strumieniowymi. Gdy dotrzemy do celu podróży znów ukoi nas spokojna harmonia akordów w znajomym i słyszanym już gdzieś stylu. Album autorstwa Józefa Skrzeka i Przemysława Rudzia łączy ze sobą również dwa światy muzyczne. Legenda progresywnego rocka, lider słynnej formacji SBB, który ze swoim nieodłącznym Minimoogiem wiele wniósł też do rodzimej muzyki elektronicznej, oraz Przemysław Rudź, kompozytor młodszego pokolenia, następca i kontynuator dorobku Wielkich rodzimej sceny el-muzyki. Możliwość artystycznej współpracy z tak zacną osobistością zainspirowała go do skomponowania suity skierowanej do wymagającego i wrażliwego Słuchacza. Dajmy się jej ponieść. Muzyka stratosferyczna - The Stratomusica Suite!

    press info

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    40,00 zł