Napisz do nas
   


Kategorie


S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2196 wydawnictw w ofercie
1721 dostępnych natychmiast
33648 próbek utworów
2258 recenzji płyt
24653 zrealizowanych zamówień
4652 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

5CD

(6 albumów)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Jean Michel Jarre | Original Album Classics 2

    Jean Michel Jarre | Original Album Classics 2

    Dostępność: Tylko na zamówienie | nośnik: 5CD


    82,10 zł
  • Amiga Electronics

    Amiga Electronics

    Wytwórnia Amiga w latach 80, z całkiem niezłym efektem promowała muzykę elektroniczną w siermiężnej, komunistycznej rzeczywistości Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Koncern Sony w formie tego 5-cio płytowego boxu, w formacie CD wznawia raptem skromniutki wycinek jej katalogu. Warto jednak zawiesić ucho, bowiem te płyty pojawiają się w wersji kompaktowej po raz pierwszy. Dla wielu ta muzyka i artyści, będą nie lada odkryciem a więc:
    CD1 Rienahrd Lakomy & Rainer Oleak Zeiten Wspólny album Reinharda Lakomy'ego i Rainera Oleaka to próba nieco innego podejścia do tradycyjnej elektroniki sekwencyjnej. Na tyleż osobliwa, iż brzmi jak podrasowane, metaliczne electro. Obaj uciekają jak najdalej od melodii, serwując za to atonalne eksperymenty i dźwiękowe dziwactwa niczym z "kapsuły przyszłości". Kawał znakomitego, eksperymentalnego i niełatwego grania. Wyborna płyta, jak najbardziej godna uwagi.
    CD2 SERVI Rückkehr Aus Ithaka
    Jedna z ciekawszych pozycji wydanych nakładem Amigi. Wspólny album Jana Bilka i Thomasa Nawki. Debiut RückkehrAus Ithaka to udana, stylistyczna wolta gdzie nastrojowe melodie z czasem przepoczwarzają się dosyć abstrakcyjne konstrukcje o nieco surrealistycznym posmaku. Odniesienia do muzyki J.S. Bacha, klasyków muzyki elektronicznej, które z wolna dryfują w kierunku dalekowschodnich medytacji. Elektronika która z zdaje się być już postmodernistyczną łamigłówką.
    CD3 Jürgen Ecke Sound-Synthesis
    Urodzony w 1957r w Berlinie Jürgen Ecke, od końca lat 70 produkował muzykę na potrzeby filmu i telewizji w NRD. Wydany w 1986r album Sound-Synthese to faktycznie przedziwny kalejdoskop wielorakich stylów. Od siermiężnego popu, rytmiczny wykop ala electro-funky aż po nieśmiałe umizgi w kierunku syntezy brzmień muzyki klasycznej i elektroniki. Całkiem udana próba wyciśnięcia z syntezatorów i automatów perkusyjnych, czegoś więcej niż tylko sekwencyjnych pętli.
    CD4 KEY Key
    Key, grupa która powstała w 1984r z inicjatywy Franka Fehse i Anderasa Fregina. Jej wizytówką była niezwykła mieszanka electro popu i klasyki. Album Key ukazał się pierwotnie w 1988r, tuż po jego wydaniu zespół się rozpadł. Wspomniana płyta zawiera niemalże wszystkie składowe ich stylu. Nie brak też interpretacji będących wówczas na topie, filmowych motywów znanych z telewizyjnych i kinowych przebojów. Motywy słynnych Crocket Theme Jana Hammera doskonale kojarzonego z serialem Miami Vice czy Alex F z Gliniarza z Beverly Hills, kapitalnie uzupełniają ten świetny, popowo-elektroniczny album.
    CD5 HANS-HASSO STAMER Digital Life
    Artysta który nie pozostawił po sobie wielu śladów. Wydany w 1989r Digital Life to prawdopodobnie ostatni, elektroniczny album wydany przez NRD-owską, państwową Amigę. Przy realizacji tych nagrań Stamer wykorzystał cyfrowe syntezatory firm: Yamaha i Roland. Mimo iż to popis komputerowego programowania, sama muzyka wydaje się być lekka, przyjemna i pozbawiona "cyfrowej" bezduszności. Stamer starał się wytworzyć tu pewną korelację na linii: elektronika - muzyka symfoniczna. W tle podszywa to wszystko ambientową przestrzenią. Tą symbiozę najlepiej słychać w jego interpretacji Bolera Ravela. Całkiem udane zakończenie tego mini leksykonu na temat elektronicznej muzyki z byłej NRD.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 5CD


    101,15 zł
  • Jean Michel Jarre | Original Album Classics

    Jean Michel Jarre | Original Album Classics

    Dostępność: Tylko na zamówienie | nośnik: 5CD


    108,38 zł
  • Klaus Schulze, Pete Namlook | The Dark Side of the Moog box 3

    Klaus Schulze, Pete Namlook | The Dark Side of the Moog box 3

    Bestseller
    CD1
    Album rozpoczyna się nadchodzącymi z oddali szumami, z których stopniowo, w asyście dodatkowych smużek elektronicznych poświstów, wysnuwa się główny temat, onirycznie rozwibrowany, oscylujący wokół powracających jak przez sen miękkich, charakterystycznych akordów. Ten rewelacyjny motyw Klaus Schulze szczególnie sobie upodobał - powraca on jako osnowa całej 65-minutowej kompozycji "The Theme - The Rhodes Elegy" z pierwszego tomu "Contemporary Works II", stanowi też tworzywo napisanej specjalnie na kompilację "Manikin Records - The First Decade" kompozycji "Manikin Jubilee". Tutaj wibrafonowy temat brzmi szczególnie tajemniczo i mgliście, spowijany zostaje w piętrzące się zgęszczenia chłodnoniebieskiego syntezatorowego dymu. Główny wątek podlega bardzo subtelnym i niespiesznym transformacjom, ale dźwięki wypełniające drugi plan oraz pomysłowa ścieżka rytmiczna sprawiają, że słuchacz nawet przy setnym przesłuchaniu tego utworu nie może wyjść z oczarowania! Pod koniec tego epizodu wybija się na pierwszy plan puls chropawego ostinata jak ze starych, dobrych, analogowych czasów - dźwięki perkusyjne zaś zaczynają zachmurzać się i kotłować w przyspieszającym echu podobnie jak w finale kompozycji "Floating" ("Moondawn", 1976). Druga część skonstruowana jest już głównie na współbrzmieniu niemuzycznych ścieżek - wątek melodyczny przewija się przez elektryzujące, eksperymentalne tło powoli i jak przez ciężką draperię snu opadającego w pokłady niepamięci. Nastrój tego fragmentu zbliżony jest do kompozycji "Nucleotide" zdobiącej album "Transfer Station Blue" (1986) sygnowany: Michael Shrieve, Kevin Shrieve, Klaus Schulze. Część trzecia jest jednym z najpiękniejszych, najbardziej zamyślonych epizodów całego cyklu "TDSOTM". Basowy oddech syntezatora odzywa się równomiernymi falami, wybijając się ze stojącego, zamarzającego i rozmarzającego akordu, poddawanego brzmieniowym alternacjom. Co jakiś czas powraca rozmazane, tęskne ostinato, a ściana dźwięków majacząca daleko w tle rozmięka z tonacji mollowej w durową, co stanowi frapujące, lekko dysonansowe połączenie melodii, tak charakterystyczne dla całej twórczości Klausa Schulze i odpowiedzialne za budowanie niezwykłego nastroju. Słuchacz daje się ponieść ospałemu zamyśleniu i gdzieś na wysokości połowy utworu czuje się istotnie przeniesiony w jakiś inny świat - ocknie się dopiero przy powracającym temacie basowego syntezatora, nie mogąc powiedzieć, czy przeżywana dopiero co muzyka była dziełem tylko dwójki muzyków sygnujących tę płytę, czy też może dopowiedziana została na uruchomionym znienacka niezwykłym pułapie wyobraźni… Czwarty epizod to właściwie tylko króciutki łącznik między częścią trzecią i piątą: to raczej kolejny obrazek elektroakustyczny nasycający płytę nastrojem takim, jaki panowałby na kosmodromach i opuszczonych stacjach kolejowych, gdyby malował je Arnold Böcklin… Piąta część brzmi trochę jak rozwinięcie w duchu szkoły (post)berlińskiej najbardziej ponurych pomysłów Jean-Michela Jarre'a z albumu "Rendez-Vous" - skojarzenie takie nasuwa alternacja mollowych I durowych akordów, okrywająca całą muzykę matowym, mrocznym płaszczem - pod spodem ulokowane zostają zaś rozimprowizowane, ociekające krystalicznymi barwami ołowiane obłoki, przesuwające się z rejestru w rejestr, łączone swobodnymi, chłodnymi, pełnymi napięcia pasażami. Płyta kończy się wraz z częścią szóstą suity "Set The Controls For The Heart Of The Mother" - wszystkie pulsujące ostinata milkną, na planie pozostają tylko wypełzające wciąż wstęgi rozpływającego się elektronicznego dymu, z których budowane zostają eteryczne akordy i melancholijne improwizacje prowadzących instrumentów. Muzyka już dawno nie siedzi jedynie w głośnikach, teraz wypełnia cały pokój słuchacza, ścieli się po całym mieszkaniu, rozlewając się kolejnymi minorowymi po miejscach, których bez tej płyty słuchacz w swym otoczeniu w ogóle by nie dostrzegł.
    I. W.

    To najdłużej trwająca seria z dotychczsowych wydawanych przez Fax. Jak zwykle spotykają się Pete Namlook i legenda muzyki elektronicznej, Klaus Schulze. Mamy tu blisko godzinną kompozycję „Set The Controls For The Heart Of The Mother”, tytuł odnosi się do jednego z utworów grupy Pink Floyd. Muzycznie mamy tu fuzję elektroniki i ambientu. Utwór podzelony jest na sześć odrębnych części. Masa przestrzeni, soczyste brzmienia starych analogów i melodie, tak charakterystyczne dla Klausa Schulze, oto wyznaczniki tej płyty. Tym razem więcej mamy ambientu, dźwięki są tak kojące i piękne, iż pieszczą uszy podobnie jak najdelikatniejszy balsam. Muzyka absolutnie mistyczna, w tym zasłuchaniu nietrudno wpaść w pewnwgo rodzaju trans. Namlook i Schulze gwarantują podróż zmęczonemu umysłowi do sfery najgłębszych przeżyć.
    R. M.



    CD2
    Wielki finał wielkiej serii. Klaus Schulze i Pete Namlook po raz dziesiąty spotkali się po Ciemnej Stronie Mooga i przygotowali wysoce poruszający album, który niemalże w żaden sposób nie przypomina żadnego poprzednika w serii. Długa introdukcja jak przez mgłę kojarzy się ze wstępem do Phantom Heart Brother, jednak o ile tam huczący metaliczny wicher krył jeszcze jakieś pomosty do wczesnej elektroniki berlińskiej, o tyle tutaj czeka nas wyprawa do krainy nieodkrytych Nowych Brzmień. Na pierwsze minuty statycznego tła wstępu nałożona jest introwertyczna narracja Namlooka o znamionach strumienia świadomości, zniekształcana niezliczoną ilością filtrów - brzmi to tak, jakby wiodący głos wdawał się w spór z szydzącymi kosmitami. To ciekawy kontrast wobec narracji otwierającej Koolfang III - to, co tam było wprowadzeniem do beztroski i odprężenia letniej nocy, tutaj staje się zwiastunem niepewności, chłodu, oddalenia, zagubienia... Uparte syntetyczne akordy o subharmonicznych wartościach ciągną swój napięty hymn, dopóki znienacka nie wykwitną ocierające się o "intelligent lounge" konstelacje akordów. Z lekka jazzujący charakter tej spokojnej muzyki znów nie pozwala od razu domyślić się, że mamy do czynienia z nagraniami Schulzego i Namlooka - już raczej Namlooka i Move D w dobrych czasach Koolfang - Jambient. Kolejne utwory przynoszą obowiązkową dawkę promieniującego, mollowego berlińskiego sekwencjonowania, ale nadal nie sposób się oprzeć wrażeniu, iż Namlook i Schulze porzucili przetarte szlaki i nieprzejednanie wybierają się w nowe rejony, choć - a może właśnie dlatego, że - w tych rejonach panuje smutek i dojmujący chłód. Finał płyty to impresja, w której Peter i Klaus jednoczą siły w moogowej improwizacji - można spodziewać się po tym opisie brawurowych glissand obficie przesterowywanych elektronicznym fazowaniem, ale to nic bardziej mylnego. W mollowym mętnym stawie osowiałych akordów tlą się zmarznięte, zrezygnowane, piękne ale jednak przede wszystkim dojmujące dźwięki. Łabędzi śpiew po Ciemnej Stronie Mooga? Utwór kończy się nagle, po niespełna sześciu minutach, nie sposób uwierzyć, że finał finału właśnie wybrzmiał, pozostawiając jedynie osad w postaci ściskającego serce uczucia żałości. To jedna z najbardziej przygnębiających płyt sygnowanych nazwiskiem Namlooka - i chyba nie trzeba dodawać, że automatycznie jedna z najpiękniejszych, choć nawet po kilku przesłuchaniach nie bardzo wiadomo, czy pozostawia niedosyt, czy też wrażenie pewnej suchości...

    I. W.



    Astro Know Me Domina zaczynają psychodeliczne rozważania o brzydkiej pogodzie na zewnątrz i wciąż tych samym tkwiącym w mózgu i zaproszenie aby rzucić okiem z innej perspektywy na ciemną stronę naszego umysłu... no i mamy trochę popiskiwań R2D2 a potem katakoniczne, odrętwiałe pasmo zawieszonych dźwięków... Ale Part III i IV przynosi już godną tych twórców muzykę. Tak na poważnie to bardzo interesująca, dojrzała pozycja. Polecam.

    Dariusz Długołęcki



    CD3, CD4
    Spełniło się wielkie marzenie miłośników połączonych sił pioniera elektroniki sekwencyjnej Klausa Schulze oraz mistrza ambientu Pete’a Namlooka: wbrew wcześniejszym zapowiedziom, iż dziesiąta część „DSOM” to finał serii, ukazała się na szczęście kolejna (kto wie, może będą jeszcze dalsze?) płyta w tym niezwykłym cyklu. Jak zwykle, mamy tutaj do czynienia z udaną syntezą „tradycyjnej elektroniki” oraz kosmicznego dark-ambientu przyszłości, tyle, że po raz kolejny przekroczona została bariera przewidywalności i bez przesady możemy powiedzieć, że „DSOM XI” to przede wszystkim odważne spojrzenie w przyszłość i kolejna udana propozycja bezkompromisowego łączenia różnych stylów. Pierwsza część od pierwszego taktu przynosi nowoczesny, posuwisty rytm, wobec którego na liście dyskusyjnej miłośników FAXu rozgorzała dyskusja, czy to hip-hopowe struktury, czy też nie. Jak by na to nie patrzeć, introdukcja robi odpowiednie wrażenie i z miejsca wprowadza Słuchacza w trans, a wrażenie spotęgowane zostaje wchodzącą z czasem na pierwszy plan chropawą melodią opartą na bardzo atrakcyjnych dysonansach i półtonach: wyobraźmy sobie introwertyczność Aphex Twin i podrdzewiałą motorykę „John the Revelator” Depeche Mode w typowym dla duetu KS-PN atmosferycznym otoczeniu, a otrzymamy przybliżony obraz tego, co rozgrywa się przez blisko 18 minut. Kolejna część suity „The Heart of our Nearest Star” (aluzja do Pink Floyd jest już zatem tylko merytoryczna, nie zaś bazująca na podobnym brzmieniu odpowiednich słów) to jeden z najpiękniejszych i najbardziej poruszających momentów całej jedenastotomowej serii: ścielą się tutaj tak typowe dla Klausa Schulze pokłady matowych, mollowych akordów, nierzadko przyprawianych atrakcyjnym nieregularnym zmąceniem, na tle których Pete Namlook może rozwinąć swoją uskrzydloną, tęskną solówkę gitarową z nieskończenie podtrzymywanymi i rozpływającymi się nostalgicznymi nutami. Znawcom tematu ten epizod oczywiście z miejsca skojarzy się za sprawą atmosfery z piękną drugą częścią „Phantom Heart Brother” (DSOM III), jednak jak zwykle nie ma mowy o powtarzaniu się, a jedynie o uchwyceniu pewnego specyficznego nastroju i rozwinięciu go na miarę Ciemnej Strony Mooga A.D. 2008... Warto ponadto zwrócić uwagę na bardzo skromną, ale nie mniej piękną sekwencyjną pulsację w tle – oto 22 minuty gwiezdnych romansów rodem z przyszłych, niezdekodowanych i niewytłumaczonych jeszcze snów. Kolejna część brzmi mimo wszechobecnego rytmu bardzo onirycznie i „nierealnie” – Słuchacz wprowadzony zostaje w odpowiedni nastrój już za sprawą otwierających całość miękkich, niczym przykrytych poranną rosą akordów. W trakcie utworu usłyszymy głosy zdeformowane podobnie odważnie, jak w „Tea with Ivor Cutler” z pierwszej części „A New Consciousness”. Finał płyty, zaledwie 5-minutowy, jest zdumiewająco spokojny i „niepozorny” – miła, ale też bardzo ascetyczna, abstrakcyjna ambientalna miniatura. Zatem, skoro to taki spokojny finał, możemy liczyć się w niedalekiej przyszłości z pojawieniem się „DSOM XII”? Oby tak właśnie było... Niniejszy tom mogę w każdym razie z czystym sumieniem polecić jako jeden ze zdecydowanie najlepszych w całym cyklu (obok III, V, VII i IX).
    I. W.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 5CD


    110,89 zł
  • Klaus Schulze | La Vie Electronique 16

    Klaus Schulze | La Vie Electronique 16

    Klaus Schulze na La Vie Electronique 16 pokazuje iż prezentacja archiwaliów i rzadkich nagrań rozsianych po niskonakładowych zbiorach, dobiegła końca. Ale nie ma nad czym płakać, bo tych 5 płyt zawiera w bród muzyki. Ale do rzeczy, na dysku nr 1, mamy 5 nagrań. Utwór Chinese Eyes to studyjna rejestracja z 2001 roku, następny Landpartie jest jednym z najlepszych punktów tego wydawnictwa. Cudnie uchwycony moment przechodzenia od skrajnie awangardowych form, ku pulsującym sekwencyjnym pejzażom. Nagranie pochodzi z 1972 roku. Trzeci na płycie Berlin Zchlendorf to zapis z koncertu w Berlinie z 1976 roku, Schulze w transowych, sekwencyjnych suitach i bezwzględnie szczytowej formie. Kompozycja Get The Car, Harry to wspólne eksperymenty z Haraldem Grosskopfem, który pojawia się tu jako perkusista. Delikatne elektroniczne plamy, podrasowane plemiennymi bitami na przecięciu etno i krautrocka. Ostatni na tym dysku Acta Non Verba jest rytmicznym hiciorem nagranym podczas koncertu w Aachen w 1985 roku razem z Rainerem Blossem. Inna część pod tytułem Weiter, Weiter znajduje się na części 10 LVE. Dysk drugi zawiera pełny koncert, jaki Schulze dał w kwietniu 1977 roku w Londynie. Snująca się delikatna muzyka, tworzy niemal widmową przestrzeń. To stapia się z melancholijną aurą miasta, jednak z czasem nabiera nerwu i rozpędu a Schulze pogrąża się w transowym wirze. Płytę trzecią tego zestawu otwiera króciutki wstęp And Now For Something Completely Different. Po tym mamy ponad 20-minutowy epos From And To, będący fragmentem koncertu z 1981 roku, razem z dawnym kolegą z Ash Ra Tempel, Manuelem Göttschingiem. Całość bliska jest konwencji elektronicznego rocka. Utwór Face Of Mae West to studyjne nagranie z 1990 roku, dyskretna elektronika podrasowana brzmieniami ala flamenco i wysamplowanymi wokalami wprost z muzyki klasycznej. Ostatni na tym dysku Trakl Sans Vox z 1993 roku był częścią planowanej opery o Georgu Traklu Totentag. Niezły rarytas adekwatny do jego pesymistycznych wierszy i fragment dzieła które było w planach a ostatecznie nie postało. Utwór Der Welt Lauf to kolejne koncertowe nagranie z Manuelem Göttschingiem z grudnia 1981 roku. Dalsza cześć zapisu z dysku nr 3. Utwór Ein Ruhiger Nachmitting to zapisy ze studyjnych sesji jakie Schulze odbył na przełomie lat 1984/85. Na finał dostaliśmy króciutki, raptem 3-minutowy kawałek Totemfeuer Live z Paryża z 13 lutego 1973. Ostatnia 5 płyta tego zestawu to ponownie miks nagrań z przeróżnych okresów działalności niemieckiego klasyka. Otwierający całość Whales powstał w studiu na przełomie lat 1991/92, to Schulze w refleksyjnej nieco ambientalnej oprawie. Utwór Unikat pochodzi z 1989 roku i jest zapisem studyjnym. To nagranie idealnie wpisuje się w klimat takich płyt jak Ballet, na których Schulze przerzucał pomosty między światem elektroniki a muzyki klasycznej. Kolejny Das Lyriche Ich, to sesje z 2002 roku, artysta wydał to na własnoręcznie wydanych płytach CD-r, to stonowane ciemne sekwencje utrzymane w chłodnych barwach. Nagranie Melenge pochodzi z roku 2000, ukazało się ono na amerykańskiej kompilacji Ohm- The Early Gurus Of Electronic Music. Schulze w niecodziennej, niemal atonalnej i poszukującej formule. Finałowy Just Skins to absolutny rarytas z 1970 roku, wcześniej nieznany obraz Klausa Schulze jako perkusisty. Rytmiczne figury które co raz łamią tempo i metrum. Jednym słowem znakomite zwieńczenie całej serii. Kto nie ma powinien jak najszybciej nadrobić zaległości.

    R.M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 5CD


    97,79 zł
  • Tangerine Dream | Virgin Years 1977-1983

    Tangerine Dream | Virgin Years 1977-1983

    Grupa Tangerine Dream doczekała się udanej antologii swoich nagrań z lat 1977-1983. Współpracując z koncernem Virgin, nagrała płyty będące dziś żelaznym kanonem muzyki elektronicznej, jej probierzem. Żeby jednak nie odgrywać tylko tego co już wszyscy znają, postarano się o kilka ciekawostek. Całość obejmuje chronologicznie 7 płyt, ale podobnie jak w wypadku boxu Edgara Froese, poszczególne albumy połączono razem na dyskach. Może to nieco irytować, ale zrobiono to zapewne kosztem ceny, a ta jest wyjątkowo atrakcyjna. Ale do rzeczy, na początek mamy koncertową płytę Encore z 1977r. Materiał pochodzi z amerykańskiej trasy, zagranej w składzie: Chris Franke, Edgar Froese i Peter Baumann. To zespół u szczytu swoich możliwości w zakresie improwizacji nad znanym materiałem, jako bonus dodano singiel Monolight / Hobo March po raz pierwszy na CD. Dalej mamy album Force Majeure z 1979r, nagrany w nietypowym składzie bo w duecie: Christopher Franke i Edgar Froese. To jednak przedsmak prawdziwie sztandarowej płyty w dyskografii grupy, Tangram z 1980r. Pojawienie się w składzie Johannesa Schmoellinga, dosyć mocno wpłynęło na jej muzykę. Z czasem Tangerine Dream zaczęli porzucać monumentalne suity, zwarli szyki i dosyć mocno okroili swoje kompozycje do kilkuminutowych utworów. Kolejny album „Exit” był wyraźnym zwiastunem tych zmian, z genialną kompozycją Kiev Mission. To tam żeński głos w języku rosyjskim prosi o likwidację zagrożenia wojną nuklearną. Dosadny dokument czasów "zimnej wojny". W dodatkach mamy singiel Beach Scene / Burning Bar, te nagrania znalazły się na filmowej płycie Thief. Wydany w 1982r album White Eagle odniósł wielki sukces, zwłaszcza w Niemczech, to świadectwo z podróży grupy po USA. Zremiksowana wersja utworu tytułowego stała się przewodnim motywem serialu Totart. Ten spektakularny sukces nie pozostał bez echa, w 1982r grupa dała blisko 2-godzinny koncert w londyńskim "Theatre Dominion". Wykrojono z niego 50 minut muzyki jaka wypełniła kolejną płytę Logos. Całość zamyka płyta z 1983r Hyperborea, której tytuł odnosi się do idyllicznej greckiej krainy, gdzie cały czas świeci słońce. Utwór Cinnamon Road stał się kolejnym przebojem i często występował w koncertowych setach zespołu. Świetna kompilacja, w świetnej cenie z kilkoma ciekawostkami. Ci chcący zaoszczędzić kasę na regularne płyty, powinni brać w ciemno.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 5CD


    88,67 zł