Napisz do nas
   


Kategorie


S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2196 wydawnictw w ofercie
1721 dostępnych natychmiast
33648 próbek utworów
2258 recenzji płyt
24653 zrealizowanych zamówień
4652 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Jean Michel Jarre | Oxygene 7-13

powrót
Jean Michel Jarre | Oxygene 7-13 lupa
Super cena

34,14 zł
brutto
Towar w magazynie
Wysyłamy do 3 dni
Dostawa w formie listu poleconego dostępna już od 8zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska. Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.
Po dwudziestu latach od nagrania słynnej (błędnie uchodzącej też powszechnie za debiutancką) płyty Oxygene, francuski kompozytor, aranżer i instrumentalista nawiązuje w swej nowej produkcji do brzmień, wątków i nastrojów które zdominowały ów longplay. Nie jest to próba wpisania nowych melodii w sztywno potraktowane, natychmiast rozpoznawalne ramy dawnej kompozycji (jak uczynił to Mike Oldfield nagrywając płytę Tubular Bells II, 1993) jeżeli posłużyć się analogią z dokonaniami Mikea Oldfielda, przypomnieć raczej należałoby jego zaskakującą produkcję Tubular Bells III (1998). Brzmienia i melodie kojarzące się z pierwszą częścią Oxygene przepływają przez plan Oxygene 7-13 jak we śnie, przypominając coś słuchaczowi, żeby zaraz rozpłynąć się w zupełnie zaskakującym dźwiękowym otoczeniu. Bez przesady można powiedzieć, że przefiltrowanie dawnych nastrojów przez nowe spojrzenie na muzykę elektroniczną dało oszałamiający efekt: Oxygene 7-13 jest chyba po prostu najlepszą płytą stworzoną przez Jean Michela Jarrea
  • Oxygene 7 [11:41]
  • Oxygene 8 [3:54]
  • Oxygene 9 [6:13]
  • Oxygene 10 [4:16]
  • Oxygene 11 [4:58]
  • Oxygene 12 [5:36]
  • Oxygene 13 [4:23]

Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player. Pobierz i zainstaluj.

Już przy otwierających płytę dźwiękach słuchacz może się domyślać, że podróż przez wspomnienia dotyczące Oxygene nie będzie odbywać się ani w zgodzie z chronologią, ani w zgodzie z oczywistym, przewidywalnym sposobem potraktowania dawnej płyty. Po kilku miękkich, wysokich, syntezatorowych rozbłyskach intonujących jeden z przewodnich motywów całego albumu rozbrzmiewa pulsujący, świszczący, elastyczny rytm, natychmiast przywodzący na myśl akompaniament przebojowego utworu Oxygene IV – jednocześnie brzmienie głównego melodycznego syntezatora oscyluje wokół tego brzmienia, które spowija popisową, przypominającą barokowe Gigue partię Oxygene II. Muzyka faluje w rejestrach z jednej strony kojarzących się z płytą z 1977 roku, z drugiej zaś przynosi bardzo świeże, chłodne powiewy takiej muzyki elektronicznej, jaką przynosi koniec XX wieku. Analogowe instrumenty dryfują przez ocean przestrzennych dźwięków w objęciach bardzo nowoczesnych komputerowych ostinat i dość motorycznych, programowanych rytmów. Synteza brzmienia ‘starej szkoły’ z nowoczesnymi pomysłami okazała się bardzo owocna, malownicza i niesamowita. Najniesamowitszy fragment Oxygene 7 to trzeci epizod tego utworu, w którym alternacja zmarzniętych, osowiałych, lecz wciąż jeszcze czujnych akordów znanych z epizodu drugiego powraca na tle szumiącego deszczu, rozwijając przed słuchaczem krzaczasty kobierzec pączkujących milcząco mrocznych snów. Idealną wizualizacją tego fragmentu mógłby być jeden z obrazów Maxa Klingera składający się na cykl Handschuh : mianowicie, obraz ukazujący specyficzny ‘hołd’ dla znalezionej Rękawiczki - morze wylewające kaskady zmarszczonych róż poświęconych Rękawiczce majestatycznie spoczywającej na skalnym występie między antycznymi oliwnymi lampami.
Oxygene 8 brzmi bardzo przebojowo – obok Oxygene 10 jest to drugi fragment albumu zilustrowany teledyskiem (temu epizodowi płyty najwięcej uwagi poświęcili też autorzy remiksów przygotowujący frapujący album Odyssey Through O2). Utworowi nie grozi jednak popadnięcie w przeciętność, skoro obok nowoczesnego rytmu i komputerowo generowanych sekwencji w tle rozkwitają nagle melotronowe plamy, a cała sfera niemuzycznych szumów i poświstów spowija kompozycję aurą specyficznej, zagadkowej nieprzejrzystości. Moim ulubionym fragmentem albumu jest utwór Oxygene 9, rozpoczynający się niskim, przejmującym, rytmicznym pomrukiem, na którego zabłoconym, zwapniałym tle rozpościerają się syntezatorowe chmury bardzo przypominające swym układem kompozycję Oxygene I. Rozmazują się i ścierają kolejne płaszczyzny obłoków, momentami nie wiadomo, czy to chmury, czy zasnuwające niebo wirujące kałuże, w których pławią się zimne, oddalone odblaski drzew, domów, zaniepokojonych jaskółek, kredowych skał. Utwór skonstruowany jest z trzech melancholijnych epizodów ; znów nie zabrakło niesamowicie brzmiącego melotronu, a wszelkie aluzje do pierwszej płyty Oxygene brzmią niezwykle świeżo, rozmywając się deszczem o bardzo specyficznej konsystencji, łączącej dawne brzmienia z głosami nowych instrumentów.
Oxygene 10 zwraca uwagę ‘plastikowym’, nieco płaskim rytmem, który jednak wcale tu nie przeszkadza, a jedynie urozmaica fakturę utworu, która w sferze syntezatorowej brzmi bardzo kleiście i wielowarstwowo : rytm okazuje się tu bardzo ciekawym elementem porządkującym, brzmiąc tym bardziej intrygująco, że na pozór aż nadto wyraziście. Znakomite połączenie tych dwóch planów daje słuchaczowi ciekawe wrażenie podróży pociągiem : rytm wyznacza uparcie stukot kół w szynach, instrumenty klawiszowe zaś oddają wiernie perspektywę podziwianych przez zaparowane okno widoków : główna melodia to najbliższe słuchacza drzewa i słupy wysokiego napięcia, akordowe tło zaś, coraz bardziej mętne i mgliste, to przesuwające się w oddali, powoli coraz mniej odcinające się od wieczornego nieba, mniej charakterystyczne kształty.
Oxygene 11 to podróż w krainę dźwięków, którym żaden system tonalny nie narzuca kolejności występowania ani zasad łączenia się w pary i większe układy. Na tle sprężystego, dość nisko umieszczonego ostinata rozbrzmiewa przeciągła, niesamowita impresja skonstruowana w bardzo anarchiczny, dysonansowy sposób, intrygująca swoją wielogłosowością i otwartością. To jeszcze przed płytą Sessions 2000 znakomity przyczynek Jarre’a do nowoczesnej muzyki jazzowej.
Oxygene 12 jest parafrazą tematu otwierającego płytę – tym razem jednak tło stanowić będzie migotliwe arpeggio, zasnuwane raz po raz melotronowymi obłokami, przebłyskujące niczym przez rozsiane nieregularnie cieniste gałęzie w takt niemal dyskotekowego rytmu. Połączenie tych wszystkich elementów wypada bardzo interesująco, nie prowadząc nas w rejon roztańczonych skojarzeń, tylko raczej w sferę melancholijnych, odkształcających się, szybko zmieniających się półrealnych krajobrazów.
Finałowa impresja kojarzy się za sprawą szarych, moknących w syntezatorowym deszczu ścian akordów z Oxygene VI – melodycznie również niedaleko temu epizodowi do finału płyty Oxygene, ale prosi się też o parę skojarzeń z melancholijnymi liniami melodycznymi albumu Equinoxe. Podkład perkusyjny żartobliwie przywodzi zaś na myśl finał albumu Magnetic Fields – surrealizujące The Last Rhumba. Gdy utwór dobiegnie do końca, aż dziw bierze, że tyle zdążyło sie wydarzyć w niespełna godzinę : odżyło mnóstwo wspomnień i skojarzeń, przewinęło się mnóstwo zaskakujących nowych rozwiązań, a wszystko to zostało zaserwowane w sposób w najwyżsyzm stopniu atrakcyjny i fascynujący. Kolejna podróż przez epizody 7-13 suity Oxygene zaowocuje na pewno jeszcze innymi wrażeniami i porcją nowych skojarzeń. Dzięki takim płytom po prostu zawsze jeszcze będzie co odkryć.

I. W.


Ta płytka do nowości już nie należy. Tak się jednak złożyło, że dopiero teraz miałem okazję wysłuchać jej w całości, a nie tylko w "radiowych fragmentach". Wprawdzie nie przepadam zbytnio za tym co proponuje artysta potencjalnym słuchaczom (i to nie tylko na tym krążku), ale mam niejaki sentyment do jego twórczości, bo właśnie od niego (i kilku innych kompozytorów) zaczynałem swoja "przygodę" z muzyką elektroniczną w 1983r. Po kolejne płytki sięgam więc w poszukiwaniu atmosfery jaką się zachwycałem 18 lat temu. Skutki są różne. Tytuł krążka sugeruje, że jest to swego rodzaju kontynuacja pierwszego poważnego dokonania artystycznego Jean Michel Jarre'a jakim było Oxygene. Muzyka nie odbiega zbytnio, chociaż może zaskoczyć momentami nieco "dyskotekowym" dynamizmem (co zostało niejako wykorzystane w pewnej późniejszej już bardzo "mixowo-parkietowej" produkcji Oddysey through Oxygene). Nowe kompozycje z drobnymi elementami poznanych już brzmień tworzą dość dziwny klimat. Niby coś nowego, ale czasami, zupełnie niespodziewanie, wybija się z tła delikatna nostalgia za przeszłością. Duch pierwszego "Tlenu" staje się wtedy wyczuwalny i ... jest dość szybko "odganiany". Taka, obiecująca wprawdzie, dwoistość nie wychodzi jednak krążkowi na dobre. Wszystko sprawia wrażenie jakiegoś niedokończenia bądź co bądź interesującego pomysłu i ... niezdecydowania twórcy, ale to tylko moje zdanie. Nie jest to oczywiście elektronika najwyższych lotów. Obeznani jednak z poprzednimi dokonaniami francuskiego kompozytora nie powinni być rozczarowani. Zamieszczone utwory tchną optymizmem i mogą być dobrym środkiem na poprawienie humoru (co sprawdziłem na własnej skórze). W sumie dobry kawałek czegoś co można nazwać el-popem, ale bez poświęcania jakiegoś większego zaangażowania ze strony słuchacza.
El-Skwarka
Tagi albumu:

Jean Michel Jarre | Oxygene 7-13

,

Columbia

,

Jean Michel Jarre

,

muzyka elektroniczna

,

ambient

,

Tangerine Dream

,

Klaus Schulze

,

Vangelis

,

Jarre

,

electronic music

,

Kraftwerk