Mike Oldfield

Crises (remaster 2013)


25,66 złbrutto

Mike Oldfield | Crises (remaster 2013)

Super cena

Tagi albumu: Mike Oldfield | Crises (remaster 2013), Universal Music, Mike Oldfield, muzyka elektroniczna, ambient, Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jarre, electronic music, Kraftwerk

WYKONAWCA Mike Oldfield
PRODUCENT Universal Music
NUMER 3740445
ROK WYDANIA 2013 (1983)
MEDIA 1CD
OPAKOWANIE JEWELCASE
Kod produktu 006831
POPULARNOŚĆ

Lista utworów

Crises (2013 Remaster) 20:57
Moonlight Shadow (2013 Remaster) 3:38
In High Places (2013 Remaster) 3:33
Foreign Affair (2013 Remaster) 3:53
Taurus 3 (2013 Remaster) 2:25
Shadow On The Wall (2013 Remaster) 3:10
Moonlight Shadow (2013 Unplugged Mix) 3:35
Shadow On The Wall (2013 Unplugged Mix) 3:21
Mistake (2013 Remaster) 2:56
Crime Of Passion (Extended Version/ 2013 Remaster) 4:10
Jungle Gardenia (2013 Remaster) 2:46
Moonlight Shadow (12" Single/ 2013 Remaster) 5:15
Shadow On The Wall (12" Single/ 2013 Remaster) 5:09

Recenzja

Tę płytę wykorzystano do celebracji 10 rocznicy wydania Tubular Bells i działalności solowej Mike Oldfielda. Stąd świadome nawiązanie w tytułowym utworze do płyty od której wszystko się zaczęło. To zarazem najbardziej rockowe wydawnictwo tego muzyka i imponująca próba przemycenia brzmień heavy metalowych. Mike Oldfield mówił: "Zawsze lubiłem to co inni nazywają heavy metal. My po prostu nazywamy to rockiem i dla mnie to bardzo ekscytująca muzyka i mam wielką frajdę ją grając." Rockowe wcielenie połączył z pełną ciepła atmosferą pasaży zmieszanych z akustycznymi gitarami a ich brzmienie skombinowano z gitarą elektryczną brzmiącą hard rockowo, romantycznie bądź egzotycznie. Jak Oldfield przyznawał strona z singlami była typowo komercyjna zaś utwór Crises stworzył dla swej osobistej satysfakcji. Czyli dla każdego coś miłego; i dla tego mniej wybrednego i dla tego bardziej wymagającego słuchacza.
Crises. Prawie 21 minutowa suita zaskakuje. Perkusista Simon Phillips odkrywa cięższe oblicze Oldfielda siłą napędową utworu czyniąc dudniące, rockowe bicie w bębny. Pierwsze dwie minuty skonstruowano w manierze muzyki elektronicznej. Otrzymujemy bardzo powabny, delikatny temat na syntezatory i dzwony rurowe, tworzący reminiscencję klimatu Tubular Bells. Dużo gitary i dźwięków przywodzących na myśl sztandarowy album Mike Oldfielda jest też w dwóch kolejnych opartych na gitarze tematach, gdzie w drugim z nich pojawiają się ciekawe sample ambulansu na sygnale, tłuczenia szkła i ostra gitara wspomagana perkusją, nastrój wzmaga się, zmiana tempa i intensywności dźwięku, by wpaść w wyraźnie cięższe brzmienia przechodzące w elementy typowej progresji, klimat staje się coraz bardziej energetyczny i pełen agresywnej gitary. Mike Oldfield wykrzykuje wściekle hymn "Crises, crises!!! you can't get away". Ze stylu w guście King Crimson nagle przechodzimy w odmienną atmosferę części zwanej od śpiewanych w czasie niej słów "The Watcher On The Tower", zapętloną muzycznie, ale zręcznie ubarwioną różnymi ozdobnikami. Tu prym zdecydowanie wiedzie Simon Philips popisujący się swym kunsztem perkusisty. Ta łagodniejsza a zarazem patetyczna część suity zwraca uwagę nie tylko rytmiczną perkusją ale i ciekawymi brzmieniami gitary (zwłaszcza Adama Anta) jak i pięknymi wokalami samego Oldfielda, który uatrakcyjnił je ciekawymi pogłosami. Utwór przechodzi w cichszą, spokojniejszą wariację początkowego tematu. Delikatny syntezator, wygrywa subtelną melodię z dyskretnym towarzyszeniem basu a później mocniejszym wejściem gitary elektrycznej tworząc razem stonowany spokojny nastrój, który znów ewoluuje. Co ciekawe, blisko ośmiominutowe pełne powtórzeń zakończenie będące kodą, syntezatorową wariacją jednego z wcześniejszych tematów właśnie owym keyboardowym dźwiękiem wpada w wibracje przypominające Marillion z początków ich drogi.
Cały utwór to różnorodna paleta nastrojów i zmian tempa, rytmów i solo gitarowych, miks tonów i melodii. Mamy tu kilka bardzo pięknych syntezatorowych wstawek. Jeśli się wsłuchać to można dostrzec tą suitę jako swoisty ukryty hołd dla Tubular Bells z motywami z tej płyty rozwiniętymi w bardziej rockowym stylu gdzie syntezatory ustanawiają oś głównego tematu a bębny stawiają odpowiednie akcenty.
Moonlight Shadow to największy singlowy przebój Mike Oldfielda zamordowany przez stacje radiowe ciągłym jego graniem. Utwór oparto na gitarze akustycznej a właściwie gitarowym solo przypominającym charakterystyczne brzmienie Knopfler'a z Dire Straits. Ten słodki, popowy kawałek w warstwie muzycznej, inny jest jeśli chodzi o tekst i ponoć jest poetyckim ujęciem tragicznej śmierci Johna Lennon'a (wiele aluzji, łącznie z ilością oddanych przez Chapmana strzałów) czego sam Mike Oldfield nigdy nie potwierdził. Iskrzy się tu aż od świetnych muzyków: znów Simon Phillips na bębnach (współproducent płyty) podkład na basie Phil Spalding (GTR), keyboardy Micky Simmonds (Rennaisance) i Anthony Phillips (wczesne Genesis) na gitarach. Ale tak naprawdę ten utwór zdominowała jedna osoba. Znakomita prezentacja wokalnych umiejętności Maggie Reilly przekształca tę piosenkę w arcydzieło muzyki pop z Mike Oldfieldem zepchniętym na drugi plan do roli aranżera i twórcy efektownych podkładów. Bardzo ciekawe zestawienie, ostrej gitary elektrycznej, perkusji i czystego prawie ckliwego głosu wokalistki. Ta prosta ballada pop stała się na lata wizytówką Oldfielda jako dostarczyciela przebojów.
In High Places kolaboracja z Jonem Andersonem brzmi już od początku jakby była wyjęta z jakiegoś wcześniejszego albumu Yes. Sprawia to pełen dysonansów glos Andersona, który wyraźnie w progresywny sposób traktuje swe zaśpiewy. Słychać tu wyraźniejsze użycie syntezatorów ale zwracają przede wszystkim uwagę partie wibrafonu i podkład perkusyjny. Ta w sumie prosta acz chwytliwa piosenka o pragnieniu latania w przestworzach, świetne wkomponowuje się w nastrój albumu choć jak dla mnie zbyt gwałtownie się kończy w momencie który wydawałby się być tylko rozwinięciem do dalszej części.
Foreign Affair Ten utwór ujawnia mistrzostwo Mike Oldfielda. Banalny, new age'owo romansowy tekst, monotonność oparta na powtarzalności podkładu, melodii i tekstu właśnie powinna nużyć już po chwili tymczasem owa mantra buduje hipnotyzującą magiczną atmosferę. Od miernoty chroni ją zmysł Oldfielda jako aranżera i producenta choćby wykorzystaniem arcyciekawie brzmiącego wibrafonu Pierre'a Moerlen'a no i oczywiście możliwości wokalnych Maggie Reilly.
Taurus 3 to flamenco z przyjemne brzmiącą hiszpańską gitarą w typowym dla Oldfielda stylu. W formie ostinatio, krótkie, powtarzane pasaże będące doskonałym przykładem świetnej gry Oldfielda na jego podstawowym instrumencie, gitarze. Trzecia część trylogii Taurus zaskakuje różnicami jakie przynosi względem swoich poprzedniczek choćby tym, że to już nie epicka suita lecz krótki kawałek stworzony dla czystej przyjemności grania i słuchania. Nawiązanie do kultury hiszpańskiej było też taktyką marketingową. Hiszpania była wówczas krajem w którym Mike Oldfield cieszył się olbrzymią popularnością.
Shadow on the Wall. Tekst brzmi jak wyznania miłosne sadomasochisty tymczasem został zainspirowany jak to przyznano, ciężką sytuacją Polaków w czasie stanu wojennego. Ten więc politycznie obciążony, bardzo energetyzujący kawałek to świetna linia basowa, ukryte banjo i niesamowita, przypominająca kreację teatralną prezentacja tekstu przez Rogera Chapmana (dawny wokalista Family), wzmocniona jego krtaniowo chrypkowatym śpiewaniem. Ten najostrzej brzmiący utwór nabiera smaku w miarę rozwinięcia tematu . Znakomite solówka gitarowa, a zwłaszcza świetna perkusja. Jedna z tych kompozycji które mogę słuchać w kółko. Dłuższa wersja tego utworu pojawiła się później na składankach.
Duże znaczenie u Oldfielda nabrała już przy Five Miles Out obsesja technologiczna co czyni to co nagrywał w tych czasach bardzo interesującym . Wplatał w tą muzykę dużo syntezatorów i elektronika dodała tej muzyce wiele świeżości, czaru i powabu. Oldfieldowski styl nie dawał się dobrze transferować w krótkie utwory stąd przemyślana, bardzo trafna decyzja o kolaboracji z innymi wykonawcami i znakomity ich dobór. Rezultat jest wyśmienity. I tak Maggie Reilly przejęła delikatniejsze kawałki nasycając je swą muzyczną osobowością a Anderson i Chapman przydzieleni zostali do utworów nadających się do ich piosenkarskiej charyzmy. Zgrabnie dokonał także selekcji utworów. Napomknę przy tym, że płyta doczekała się mutacji jako VL 2262, gdzie pozmieniano kolejność utworów i dodano utwor Mistake z poprzedniej, "pięciomilowej" sesji.
Crises to owocne spotkanie elementów rocka progresywnego i popu balansujące na granicy komercji i art rocka co słychać najwyraźniej w tytułowej suicie dającej niezapomnianą kombinację prog rocka, syntezatorowych gobelinów i solidnego podkładu perkusyjnego. Co do tytułu - Mike Oldfield zaprzeczał, że wynikał z jego życia osobistego, które uważał wtedy za bardzo udane. Owe kryzysy miały pozytywny wydźwięk. Chodziło mu o edukację jaką dało mu te 10 lat dzięki, którym wyrósł z arogancji i zarozumiałosci i skupił się na tym co robił najlepiej: muzyce. Co do symboliki okładki - dla mnie to przywołanie tytułów wszystkich utworów. Księzyc (moonlight shadow), wieżowiec (fragment z crises o wieży, in high places), cień na morzu (moonlight shadow, shadow on the wall), morze (tekst foreign affair), czlowiek ni to patrzący ni to szykujący się do samobójczego skoku (crises). To tyle...

Dariusz Długołęcki



Ktoś złośliwy mógłby stwierdzić, że suita Crises otwierająca tę płytę nosi tytuł adekwatny do zawartości - ze wzgledu na ilość wykorzystanych wątków melodycznych niewiele się tu dzieje, a pod względem rytmicznym suita jest jeszcze bardziej statyczna. Nic bardziej mylnego - uważne, kilkakrotne wsłuchanie się w tę muzykę pozwoli rozsmakować się w tym ponad 20-minutowym utworze, który dla mnie osobiście jest w ogóle jednym z najbardziej interesujących pomysłów brytyjskiego multiinstrumentalisty. Utwór rozpoczynają przesypujące się, nadciągające leniwie z oddali brzmienia dzwonów i iskrzących się syntezatorów - brzmienie muzyki i pierwszy melodyczny temat idealnie korespondują z atmosferą okładki i odcieniami seledynowej barwy, w jakie jest ona spowita. Muzyka brzmi jak melancholijne wspomnienie - dopiero po chwili wysypują się pierwsze promienie pogodnej melodii, z której wykluwają się wysokie, rozedrgane, charakterystyczne tony gitar. Muzyka rozwija się i nabiera rozmachu wraz z pierwszym znakomitym wejściem basu i perkusji - wątek doprowadzony zostaje do końca, po czym wszystkie brzmienia cichną, a na pierwszym planie pozostaje tylko łkająca gitara, która kroplistymi dźwiękami zaznacza nostalgiczną drugą melodię. Wkrótce w tle wyłonią się rozpryskujące się dźwięki perkusji, a cały wątek nabierze charakteru demonicznego bluesa schyłku XX wieku - niesamowicie brzmi tu akompaniament, na który składają się lamenty świdrów oraz skargi tłuczonego szkła! Ten wątek urywa się znienacka, rytm doznaje przyspieszenia, a na pierwszym planie wznoszone są wieżowce syntezatorowe, po chwili topniejące w świetle gitarowego księżyca. Pojedynek klawiszowo-gitarowy prowadzi do wyjątkowo chwytliwego i błyskotliwie zaaranżowanego, wyrazistego riffu, z którego ostatecznie wyłoni się pierwsza partia wokalna samego Oldfielda. Motyw jest kilkakrotnie powtórzony z rozmaitymi gitarowymi ornamentami, powraca wspomniany riff, po czym nagle muzyka milknie - po niespełna sekundowej pauzie odzywa się zupełnie nowy motyw, z fantastyczną perkusją, metalicznie brzmiącą gitarą wiodącą chłodne arpeggio, a także drugą partią wokalną Mike'a. Jest to jeden z najciekawszych fragmentów całej płyty Crises - szczególnie frapuje fragment, w którym Mike szarpiąc przytłumione struny gitary zdaje się wchodzić w lekki dysonans z harmonicznym akompaniamentem. Gdy ten motyw dobiegnie końca, rozpocznie się sentymentalny pasaż zaaranżowany na elektroniczne smyczki i łkającą gitarę, utrzymany w bardzo oldfieldowskim nastroju - potem zaś rozpoczyna się długa część czysto instrumentalna, w której główną rolę odgrywają migotliwe, wybrzmiewające długim echem warstwy syntezatorowe; co jakiś czas natomiast wkracza na scenę pulsujący rytm basowo-perkusyjny…
Druga strona płyty w wydaniu analogowym - a w bardziej "współczesnej", cyfrowej terminologii, po prostu część rozpoczynająca się wraz z numerkiem drugim - istotnie brzmi bardziej przebojowo, gładko i lekko. To właśnie z tej płyty pochodzi największy przebój Oldfielda, Moonlight Shadow, którego chyba nikomu nie trzeba bliżej przedstawiać… Inne popularne piosenki tu prezentowane to Foreign Affair, również z partią wokalną Maggie Reilly, podszyta chłodnym pulsem basu i intrygującym, wibrafonowo-syntezatorowym akompaniamentem, oraz Shadow On The Wall z brawurowymi partiami gitarowymi i kąśliwo-szyderczym wokalem Rogera Chapmana (szkoda może tylko, że na płytę trafiła oszczędniejsza, 3-minutowa wersja, a nie przedstawiona 10 lat później na składance Elements wersja o dwie minuty dłuższa, z rozbudowanymi partiami wokalnymi i dodatkowymi solówkami gitary…).
Spośród krótkich utworów na największą uwagę zasługują chyba jednak In High Places (zbudowana na "kulejącym" rytmie głównie syntezatorowa, "chłodno-seledynowa" jak najlepsze fragmenty suity Crises impresja z wokalem Jona Andersona) oraz trzecia część zapoczątkowanego na lp. QE2 cyklu Taurus (popis gry Oldfielda na gitarze klasycznej w hiszpańskim stylu - nie jest to jednak żadna tania imitacja impresji Johna Williamsa bądź Paco de Lucii, tylko brawurowa, pomysłowo zaaranżowana, pełna atrakcyjnych gitarowych ornamentów miniatura).

Igor Wróblewski

Inni klienci wybrali

Podobne albumy

Kup Przechowaj

Towar w magazynie

Wysyłamy do 3 dni
Dostawa w do punktu odbioru już od 12zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska lub Inpost.
Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.

SPECJALNY RABAT
NA ZESTAWY - 15%
wpisz kod
CNOGFBGP

Napisz do nas