Napisz do nas
   


Kategorie


S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2196 wydawnictw w ofercie
1721 dostępnych natychmiast
33648 próbek utworów
2258 recenzji płyt
24653 zrealizowanych zamówień
4652 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

okres nagrania 2000-2004

(251 albumów)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Axess, Maxxess | Contact

    Axess, Maxxess | Contact

    Muzyka elektroniczna i gitarowa nierzadko szły ze sobą w parze, jednak nie często efekt tych zabiegów był zadowalający. Tu mamy idealne zbalansowanie powyższych brzmień, co składa się na niezwykle ciekawy album. Axel Stupplich (Axess) to znana postać na elektronicznej scenie, na co dzień członek świetnej formacji Pyramid Peak. Max Schiefele (Maxxess) to świetny wirtuoz gitary. Ich spotkanie musiało przynieść wybuchowy efekt. Axess tworzy istne fale syntetycznych dźwięków, pod które Maxxess gra ekspresyjne solówki. Jednak nie tu jest atut tego albumu, chodzi o idealne wyczucie tych brzmień i rozłożenie ich tak aby w żadną stronę nie przedobrzyć. Maxxess riffuje niczym Joe Satriani za najlepszych czasów. Już otwierający album utwór Exile daje posmak całości. A dalej jest tylko lepiej, bo obaj grają niczym rasowa kapela. Jednak największe zaskoczenie przynosi ostatni utwór Behind The Mirror. Ponad 20-minutowa suita składająca się z intrygujących efektów dźwiękowych, elektronicznych sekwencji i klimatów bliskich grupie Pink Floyd z najlepszych czasów. Tu obaj pokazują w pełni na co ich stać, album Contact jawi się jako idealna wypadkowa unikalnych stylów obu artystów. A to przekłada się na prawdziwie intrygującą fuzję elektroniki i gitarowego grania. I w sumie niewielu artystom udało się tak idealnie zsynchronizować oba "pozornie" odległe światy.

    R. M.

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CD


    67,98 zł
  • Maxxess | The Sequel

    Maxxess | The Sequel


    Zaczyna się niemal jak grunge'owy czad w klimatach Soundgraden czy Nirvany, jednak tylko przez chwilę. Zaraz następuje jednak złagodzenie brzmienia za sprawą pulsujących sekwencji. Taki jest utwór 7th Heaven i trzeba przyznać że to dosyć adekwatny tytuł. Fani łączenia zadziornego rocka i elektroniki faktycznie będą w siódmym niebie. Kolejny Borderline to już nieco bardziej stonowane klimaty. Gitara nadal gra swoje, jednak główną bazę dla tej kompozycji stanowią pulsujące syntezatory. W Gemini atakuje elektroniczny chłód, z kolei Dreamcatcher jest dosyć intensywny i dramatyczny. Finałowy Horizon kończy album w niezłym stylu. Płyta The Sequel to album pełen kontrastów, Maxxess nie gra tu jedynie ciosanych na rockowo riffów. Potrafi wyłuskać z gitary bardziej finezyjne brzmienia i co ciekawe, umiejętnie rozszerza elektroniczne tła. Słychać tu fascynację wielką przestrzenią i krajobrazem. Dzięki temu ta muzyka niejako odbija owe fascynujące tła, niejako sama tworząc fantasmagoryczne wizje. Tym samym niemiecki gitarzysta z rockowego rzemieślnika zmienia się w natchnionego kolorystę. W sumie oferuje kawał niebanalnej i miejscami wyjątkowo pięknej muzyki. Bez wątpienia, poza mocnym wstępem, zdecydowanie do wieczornego słuchania. Czas mija wtedy znacznie przyjemniej.

    R. M.

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CD


    67,98 zł
  • Mind Over Matter | On the Wings of the Wind

    Mind Over Matter | On the Wings of the Wind


    Kolejny doskonały popis Klausa Hoffmanna- Hoocka i Volkera Kuinke. Obaj artyści nieustannie szukają nowych inspiracji i wrażeń, by owe emocje spożytkować na kolejnym albumie. Tym razem na płycie Of The Wings Of The Wind czymś takim były doświadczenia lotu balonem. Temat wprawdzie nie jest nowy, bo wcześniej podobne inspiracje spożytkował Norweg, Eric Wollo na albumie Wind Journey, jak i Kevin Kendle płyta Aerial Vistas. Ale w tym przypadku liczy się ogólny bilans, a ten wypada znakomicie. Hofmann-Hoock i Kuinke dostarczyli 5 kompozycji będących swoistymi kliszami, oddającymi owe niezwykłe przeżycie. Hoffmann- Hoock zagrał na gitarze, sitarze i megatronie, Kuinke grał na flecie i obsługiwał rejestratory. Wynik tego jest taki jakby ów balonowy lot odbywał się na jakąś egzotyczną krainą. Obaj artyści wtopili w ową muzykę elementy folkloru Azji, Dalekiego Wschodu, słychać też echa buddyjskich medytacji. Lekkie i zwiewne utwory, niczym prądy powietrzne unoszą ów balon wyobraźni wysoko ku górze. Ów element etniczny jest tym spoiwem jaki łączy ten album z innymi płytami grupy. Delikatne etniczne tchnienia, akustyczno- elektroniczna poświata i ponad godzina lewitacji w niespieszne tempo tych utworów. Na koniec warto dodać iż Volker Kuinke jest światowej klasy baloniarzem. I miło iż swoje fascynacje, razem z Hoffmannem- Hoockiem przekuł na kawał znakomitej i wybitnie odprężającej muzyki.

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CD


    67,98 zł
  • Klaus Hoffmann-Hoock, Hans Fassbender | Heartbeat

    Klaus Hoffmann-Hoock, Hans Fassbender | Heartbeat


    Klaus Hoffmann-Hoock i Hans-Werner Fassbender wydali płytę Heartbeat w serii Encounter. Hoock znany jest jako gitarzysta "intergalaktyczny", do tej pory ambient jedynie przebrzmiewał w jego twórczości. Jednak tu cała struktura owej płyty jest skupiona wokół powyższej stylistyki. Nawet gitara tu jedynie wybrzmiewa gdzieś w tle, ale tym razem gra na niej Fassbender. Te powolnie konstruowane tekstury, obaj artyści stworzyli na dosyć archaicznym sprzęcie. Hoock wykorzystał swój Megatron, będący cyfrowym odpowiednikiem mellotronu. Fassbender skupia się na graniu na starych, analogowych syntezatorach oraz na gitarze. Jego szkoła gitarowej improwizacji jest inna niż u Hoocka. Artysta stara się delikatnie podpiąć po spokojną, sączącą się z głośników elektronikę. Jego instrument uwypukla jej nostalgiczny ton, jak i sam kreśli ulotne kontury melodii. Brak tu szalonych, psychodelicznych lotów czy sekwencyjnych przebiegów. Zostaje czysta gra barw i emocje jakie są odczuwalne w każdej minucie trwania tych dwóch, długich kompozycji. Bicie serca, jakie pojawia się na początku i końcu płyty, spina ją niczym klamra. Ciekawy album, dosyć nietypowy zwłaszcza jak na estetykę której hołduje Hoock. Może tym bardziej warto go sprawdzić?

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CDr


    67,98 zł
  • Cosmic Hoffmann | Shiva Connection

    Cosmic Hoffmann | Shiva Connection


    Klaus "Cosmic" Hoffmann nie ustaje na polu łączenia klasycznej elektroniki z innymi pokrewnymi gatunkami. Album Shiva Connection jest znakomitym rozwinięciem doskonale przyjętej płyty Beyond The Galaxy. Powyższy zbiór różnicują ramy czasowe w jakich dane utwory powstały, a więc mamy lata 1977-1999. To jednocześnie zapisy studyjnych rejestracji i fragmenty występów na żywo. Nagrania studyjne są najstarsze w Lightstar Rising i A Few Miles Beyond Infinity, słychać nie tylko sekwencyjną elektronikę ale i ciążenie ku psychodelicznej formie wyrazu. Nagrania live dokonane wespół ze Stephenem Parsickiem między majem a grudniem 1999 przynoszą nieco bardziej improwizowany materiał. Z powyższego materiału wyróżnia się Interstellar Rollercoaster, ponad 20-minutowa, rozimprowizowana suita ogniskująca w sobie i tchnienie ambientu, elektroniki i space rocka. Również inne utwory takie jak Hi-Flyin Shiva czy Space Harbour nie odbiegają zbytnio klimatem od reszty. Co ważne, między nagraniami sprzed lat a tymi współczesnymi nie ma aż tak wielkiego wydźwięku. Świadczy to tylko o Hoffmannie jako artyście i jego głębokiej świadomości co do tego, jak powinna brzmieć jego muzyka. A tu mamy próbkę najwyższej jakości.

    R. M.

    Dostępność: Ostatnie sztuki | nośnik: 1CDr


    67,98 zł
  • Dave Brewer | Piano Solo at the Edge of the Swamp of Okefenokee

    Dave Brewer | Piano Solo at the Edge of the Swamp of Okefenokee


    Jedynie trzy utwory wypełniają ponad 20-minutową EP-kę autorstwa Dave'a Brewera. Można odczytać ów niedługi w sumie materiał jako swoisty hołd dla grupy Tangerine Dream. Pierwsza kompozycja Melto Felto to ponad 10 minut klasycznego sekwencyjnego grania. Brewer korzysta z najlepszych wzorców "berlin school" i wprowadza je w życie. A jego elektronika brzmi niezwykle soczyście i zwiewnie zarazem. Drugi utwór TD Medley to fortepianowe wariacje na temat kompozycji grupy. Brewer grając na fortepianie interpretuje klasyki grupy, można usłyszeć fragmenty Ricochet part I czy Tangram part I. W sumie nic nowego, ale te wersje mimo wszystko cieszą ucho. I na finał krótki utwór Twenty-Nine Palms jaki skomponował Edgar Froese i Paul Haslinger. Kolejny popis fortepianowej erudycji Brewera. Dla fanów rzecz na pewno warta poznania i włączenia do domowej płytoteki, tym bardziej iż nakład tej EP-ki jest drastycznie limitowany. Wynosi tylko 50 sztuk, tak więc warto się pospieszyć.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr


    54,80 zł
  • Axess | Chamaeleon

    Axess | Chamaeleon


    Chameleon to drugi album Axela Stupplicha. Związany na co dzień ze znakomitą formacją Pyramid Peak, Stupplich najwyraźniej traktuje Axess jako odskocznię od macierzystej grupy. I jak to bywa w tego typu projektach, faktycznie jest inaczej. O ile Pyramid Peak drążą sekwencyjne klimaty i są niejako odpowiedzią na starą "szkołę berlińską" na tym albumie Axess trafia wręcz na taneczne parkiety. To co uwypukla się na tym albumie, to właśnie jego rytmiczny żywioł. Stupplich korzysta z sekwencyjnych doświadczeń, ale przepuszcza je przez chłód electro i doprawia ambientowymi przestrzeniami. Do tego jednostajny rytmiczny puls, spina wszystkie te elementy niby klamrą. Co i raz pojawiają się elektryczne wyładowania, co jeszcze bardziej uwypukla syntetyczną aurę tego albumu. To muzyka w sam raz na parkiet klubu, którego wygląd bardziej by przypominał statek kosmiczny niż budynek. Odważny krok i udany. Albumy Axess same w sobie zaskakują różnorodnością, tak jakby Stupplich okiem ciekawskiego dziecka próbował zasmakować każdego rodzaju elektroniki. Pozostaje przy tym wierny sekwencyjnym korzeniom, co oczywiście nie przeszkadza mu w eksperymentowaniu na innych polach. Warto poznać i tę stronę jego osobowości.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    56,65 zł
  • Daniel Bloom | Event Horizon

    Daniel Bloom | Event Horizon


    Bez wątpienia Daniela Blooma można zaliczyć do najciekawszych kompozytorów ostatnich lat. Zaczynał jako perkusista w grupie punk rockowej, jednak czas pokazał że ma większe ambicje, no i talent. Tworzył dla reklam, był też realizatorem dźwięku w Teatrze Polskiego Radia. Jednak najciekawszym wątkiem jego biografii jest muzyka filmowa. Stworzył ją do takich obrazów jak: Kalafior czy Tulipany, Jacka Borcucha. To też pasjonat muzyki elektronicznej, tej z przełomu lat 70/80. Na albumie Event Horizon, Bloom wykorzystał tylko sprzęt analogowy. A muzyka odwołuje się do starej szkoły sekwencjonowania dźwięku. Echa Tangerine Dream czy Klausa Schulze są tu dosyć wyczuwalne. Jednak Bloom stara się tym dźwiękom nadać osobistą tożsamość. Zagęszcza skutecznie atmosferę płyty, ale też dba o to, by była tu i wartka akcja. To pozwala tchnąć więcej życia w pozornie monotonne sekwencje. Mimo tych skojarzeń, Daniel Bloom stara się mówić własnym głosem, dołączając do całkiem sporego grona polskich elektroników. Jego muzykę i osobę dostrzeżono na Zachodzie. Kto wie może właśnie Event Horizon będzie zaczynem, pod przyszłą karierę. Szanse są duże, teraz trzeba je tylko odpowiednio wykorzystać.

    R. M.

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CD


    50,48 zł
  • Kraftwerk | Tour de France

    Kraftwerk | Tour de France

    Ta płyta brzmi przede wszystkim świeżo i pomysłowo - a jeszcze ważniejsze jest, iż brzmi ona tak, jak gdyby grupa

    Kraftwerk

    nigdy nie usunęła się w cień by ustąpić miejsca młodszym kolegom z ich komputerami i programatorami. Tour de France - Soundtracks to po prostu album, którego duch logicznie wynika z kierunku obranego przez grupę lata temu, a jednocześnie nie sposób powiedzieć, słuchając tych nagrań, ile ów duch już liczy sobie lat... Grupa zachowała tak charakterystyczne dla swego stylu elementy jak ascetyczne partie wokalne na pograniczu melorecytacji, budowane często na atrakcyjnie brzmiącym muzycznie kojarzeniu splotów słów, takie jak mechaniczne rytmy, takie jak chwytliwe syntezatorowe riffy oscylujące najchętniej wokół pewnych ulubionych skal. Jednocześnie zaś w każdym utworze słychać, iż muzycy

    Kraftwerk

    są po prostu ekspertami w dziedzinie nowoczesnej elektroniki, aranżacje są przestrzenne i niemal eteryczne, tworzone bez najmniejszego trudu, przy czym aż chce się stwierdzić, że członkowie

    Kraftwerk

    nie tyle uważnie śledzili rozwój elektroniki na przestrzeni ostatnich lat, ile wręcz, iż nadal trzymają oni pałeczkę lidera wyznaczającego odważnie kierunki twórcom muzyki elektronicznej, a nie "postarzają" na siłę nowych brzmień chcąc siebie na siłę odmłodzić!
    Otwierającą album suitą muzycy

    Kraftwerk

    mogą śmiało wjechać na swych rowerach prosto na teren kompilacji typu Café del Mar i wnieść w nie więcej świeżego powiewu, niż goszczący tam młodzi artyści - motyw przewijający się przez tę suitę równie dobrze zresztą mógłby być ozdobą jakiejś płyty wyimprowizowanej przez

    Pete Namlooka

    do spółki z jakimś pomysłowym, pochodzącym z najmłodszego pokolenia DJ-em. Do tego wszystkiego dodać jeszcze trzeba: nie do wiary, ale przy tym wszystkim słychać, że to stara, dobra Elektrownia, nie szukająca interesujących rozwiązań, tylko znajdująca je bez wysiłku ad hoc… Atmosfera przepełniająca takie piosenki jak Vitamin, Aerodynamik czy La forme może przywołać na myśl wspomnienie takich choćby płyt, jak Attention GusGus - przy czym propozycje

    Kraftwerk

    zabrzmią nawet bardziej tajemniczo i w pełniejszy sposób niż wczesne impresje islandzkiej grupy. Faktura utworów jest niejednokrotnie ciekawie zagęszczona, po części zagospodarowana przez tak charakterystyczne dla grupy niemuzyczne efekty dźwiękowe - jednocześnie zaś warto wspomnieć, iż cała muzyka stworzona została przy pomocy skromnych środków. Rytmy proponowane przez Elektrownię i tak porywają, chociaż nie ociekają aż od najrozmaitszych odmian scratchingu bądź jakichkolwiek bardzo nowoczesnych wtrętów - muzycy

    Kraftwerk

    delektują się dorzucanymi od czasu do czasu tu i ówdzie ornamentami i przyozdabiają nimi swą muzykę z godną pozazdroszczenia fantazją.
    Miłą niespodzianką jest utwór finałowy - atrakcyjnie "odświeżona" kompozycja Tour de France ze słynnego singla wydanego między płytami Computerwelt i Electric Cafe: nie jest to ani nachalnie dyskotekowy remiks dawnego nagrania, ani oryginalna wersja sprzed lat, dorzucona tu w niezmienionej edycji przez sentyment. Dobrze może posłużyć jako analogia przykład nagrań

    Mike Oldfielda

    Tubular Bells z lat 1973 i 2003: to muzyka jednocześnie stara i nowa, tli się tu dawny duch, a aranżacja nie jest na tyle nowoczesna, by rozkojarzać, lecz na tyle świeża, by dyskretnie wprowadzić dawniejszą muzykę na scenę wzniesioną po (sporym nieraz...) upływie czasu.
    Jest to niewątpliwie album, który zaintryguje oddanych fanów Elektrowni i pozwoli im się przekonać, że mistrzowie z Düsseldorfu są w znakomitej kondycji, a jednocześnie przekona do

    Kraftwerk

    młode pokolenie, które na starszych płytach niewiele mogło znaleźć do siebie - najlepsze w tym wszystkim jest to, że słychać, iż nie jest to ze strony

    Kraftwerk

    efekt zimnej kalkulacji, tylko uwielbienia dobrej, nośnej, prawdziwej muzyki elektronicznej: pełnej duszy niejako na przekór swej programowej mechaniczności.

    Igor Wróblewski



    "Gdzie są wszyscy? Co, już w środku? Dobra, idę. Czekaj, masz bilety? Ja mam? A tak... To jeszcze popcorn i colę. Wchodzimy, siadamy. Światło gasić. Zaczynaj Pan ten film". Zapraszam Was na film o jednej z najważniejszych imprez sportowych XX wieku, na film o Wyścigu Dookoła Francji. I co z tego, że nikt jeszcze tego filmu nie nakręcił! Scieżkę dzwiękową już mamy. Zadbał o to

    Kraftwerk

    . Nie ma sensu biadolić, że na tę płytę czekaliśmy 12 lat, że jest pierwszym całkowicie nowym longplayem Elektrowni od 17 lat. Niemniej, kiedy wziąłem tę płytkę po raz pierwszy do rąk, czułem wzruszenie.

    Kraftwerk

    mnie zaskoczył, w pierwszej kolejności powrotem do tematu, rozgrzebanego, a nieskończonego, dwie dekady wcześniej. Miłe było też to, że to wciąż ten sam, dobry,

    Kraftwerk

    , że Panowie nie poszli w stronę jakiegoś "bum bum umcyk umcyk". Słowem, że muzyka wytrzymała długie rozstanie. Jako się już rzekło, płyta stanowi swoistą ścieżkę dźwiękową (muzyczną) do filmu kolarskiego, choć może bliższe byłoby określenie ilustrację do pracowitego dnia kolarza podczas wyścigu. Zaczyna się długą suitą (Prologue, Tour de France Etape 1 & 2 & 3, Chrono), która ma oddać wysiłek kolarzy i monotonię wyścigu. I jeśli tak spojrzymy na początek płyty, wydaje się nam usprawiedliwiona jego nadmierna długość. To jest programowa płyta. Smakołyki zaczynają się chwilę dalej: Vitamin - Polfa powinna wykorzystywać ten utwór w reklamach (A B C D Vitamin). Poza zabawną w sumie treścią, utwór w warstwie muzycznej to stary dobry technopop,

    Kraftwerk

    w każdym celu, rytmiczny, dobrze brzmiący. Po spokojnym poprzedniku zaskakuje, kto wie czy nie najlepszy punkt płyty, czyli Aerodynamik wraz z Titanium - utwór szybszy, z ostrzejszym basem i warstwą rytmiczną. Perfection Mechanic - pozwolę sobie na mały cytacik. EKG spodobał mi się już z powodu nazwy. Ale co

    Kraftwerk

    wymyślił pod tą nazwą? - tego się nie domyśliłem. I znów jak za najlepszych czasów: połamany rytm, wyraźny motyw i bijące serce jako deser. La Forme i zaraz potem zbliżony Regenaration to kawałek, przez który miałem zepsutą (ale tylko troszeczkę) przyjemnośc podziwiania

    Kraftwerk

    na żywo. Dlaczego? Bo nie grali La Forme! Napisałbym protest, gdybym wiedział gdzie. Utwór w 200% kraftwerkowy, technopop bliski ideałowi, śmiało mógłby się znaleźć na Die Mensch Maschine - a to już wielki komplement. I na koniec deserek, doczekała się dwudziestowieczna i dwudziestoletnia wersja Tour de France debiutu na longplay. I bardzo jej z tą dojrzałością do twarzy. Dobrze, że Panowie umieścili też tę starą wersję. Od niej w końcu się zaczęło... Cała płyta jednym słowem - 55 minut 59 sek. 100%

    Kraftwerku

    . Miło także, że ukazały się dwa single, z utworem tytułowym i Areodynamik. "Co, już koniec filmu? Chcecie, to sobie idźcie. Ja zostaję na jeszcze jeden seans" Prologue czas zacząć. "Panie, dawaj pan ten film!"

    ...



    ...zatem

    Kraftwerk

    powrócił...
    Po długim dość milczeniu niemieckie trio triumfalnie powraca na scenę el-muzyki a ściśle mówiąc na arenę elektronicznego techno. Nota bene zespół zaliczany jest do czołowych prekursorów tego właśnie gatunku. Tytuł wskazuje na kontynuację dawnego tematu znanego także z singli, czyli Tour de France. Jest to złudne bo zaskakuje nowymi suitami, które przywołują w pamięci ,"stary, dobry

    Kraftwerk

    , w jeszcze ciekawszych czasach...
    Sympatyczny jest także język francuski jako kolejny popis wokalny trójki muzyków. Album pięćdziesięcio paro minutowy nie nuży fanów Elektrowni, a tym bardziej nie rozczarowuje i nie poraża nieoczekiwaną zmianą formy muzycznej jak to często sie zdarza u największych z kręgu muzyki el. Polecam ją zatem z czystym sumieniem każdemu kto zna całą dyskografię

    Kraftwerku

    albo przynajmniej od Man Machine czy Radioactivity.
    I jeszcze jedna ciekawostka: kilka utworów nosi tytuły: Witaminy, Elektrokardiogram czy też Regeneracja. Może to zapowiedż kolejnego albumu o tematyce związanej z medycyną? Dostałem ten album w prezencie jako miłą niespodziankę... i faktycznie milszej niespodzianki wyobrazić sobie nie mogłem, chyba, że już w przyszłym roku znów się ukaże kolejny , nowy album

    Kraftwerku

    . A korzystając z okazji dziękuję SStokrotce za płytę i Jej to właśnie dedykuję tę recenzję.

    Koniczynek

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    82,10 zł
  • Ricochet Gathering, Muflon Sorcerers 2004

    Ricochet Gathering, Muflon Sorcerers 2004


    Ricochet Garthering to znakomita platforma muzyczna, mająca być hołdem dla pionierów "berlin school", grupy Tangerine Dream. Ich spotkania w na przeróżnych imprezach i festiwalach, są pełnymi pasji improwizacyjnymi wzlotami. Przetwarzają z właściwą sobie fantazją, dzieła ekipy Froese'go i medytują na ich temat. 11 września 2004r podczas Festiwalu Muzyki Elektronicznej w Jeleniej Górze zagrali: Dave Brewer, Conrad Gibbons i nasz rodak Yarek. 5 kompozycji z czego ostatnia zgrana w rozszerzonym składzie, uzupełnionym przez Krzysztofa Horna, Paula Lawera i Billa Foxa. Oczywiście mamy tu ambientowo-sekwencyjną elektronikę, gdzie głównym punktem odniesienia jest twórczość Tangerine Dream. Echa płyty Thief są tu nad wyraz czytelne. Ale grupa tworzy raczej własne zręby tych wersji. Rozkłada je na czynniki pierwsze i układa z nich nowe wzory, jedynie pozostawiając stłumione echa oryginałów. Tak jest np. w Agitation Three gdzie słychać motyw zaczerpnięty z niezapomnianej kompozycji Kiev Mission. Berlin Class 17 to niesamowita ilustracja, niczym miejskie pejzaże ala Johannes Schmoelling. Ostatni 25-minutowy Muflon Shanty to finałowa, elektroniczna improwizacja. Dla fanów porcja rozkoszy słuchania, w każdej niemal minucie trwania tej znakomitej płyty.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr


    60,43 zł