Napisz do nas
   


Kategorie

NAJBLIŻSZA WYSYŁKA:

piatek 28 lipca
poniedziałek 7 sierpnia

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2346 wydawnictw w ofercie
1739 dostępnych natychmiast
33070 próbek utworów
2084 recenzji płyt
21356 zrealizowanych zamówień
4304 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Generator.pl

(2377 albumów)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Moonsatellite | Whispers of the Moon

    Moonsatellite | Whispers of the Moon

    Moonsatellite prezentuje album, który udanie przemieszcza się między wieloma stylami w muzyce elektronicznej. Ambientalny bezwład, sekwencyjne pętle, popowa lekkość. Najlepiej wyobrazić sobie że spotykają się tu: Tangerine Dream, popowy Jarre i Biosphere. Francuski projekt udanie łączy te wpływy. Nie zalatuje przy tym jakąś niestrawną siermięgą. Plusem jest tu niezwykła finezja, za sprawą którą powyższe wpływy uległy całkiem udanej polaryzacji. Muzyka zyskuje tajemniczą, niemal widmową głębię, uderza sekwnecyjną organizacją ale też znakomicie sprawdza się w słuchaniu, za sprawą świetnych melodii. Niezwykle przestrzenne brzmienie, tylko nadaje jej tej niemal kosmicznej aerodynamiki. Kreślone w aurze ambientalnych odcieni kompozycje, idealnie wpisują się w kosmiczną tematykę całości. Nad zwyczaj udana płyta wprost z francuskiego, elektronicznego podwórka.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr


    65,01 zł
  • Ian Boddy | Tone Science

    Ian Boddy | Tone Science

    Ian Boddy na albumie Tone Science ucieka od elektronicznych schematów w świat dźwiękowych abstrakcji. Ta płyta to wynik obserwacji losowych zdarzeń występujących w przyrodzie: ruchu fal morskich, kołyszących się liści na drzewach czy też przesuwającymi się chmurami. Ich nieregularny rytm często umyka naszej uwadze, po prostu ich nie dostrzegamy. Ian Boddy używając analogowych modułów, próbuje przenieść te obserwacje w świat dźwięków. Poddaje każdą ścieżkę żmudnej obróbce, scala je potem razem, ukazując te losowe interakcje. Na dobrą sprawę najbardziej istotna jest tu ich konfiguracja, której nie sposób powtórzyć. Powstały wysoce abstrakcyjne kompozycje, bez żadnego rytmu, melodii, gdzie najważniejsza jest owa "losowa" przypadkowość. To porozrzucane dźwiękowe puzzle, które złożone tworzą nowe, nieznane obrazy. Bliskie awangardowym formom, jednak dalekie od statycznych, ambientalnych pejzaży. Są ruchliwe niczym insekty i bynajmniej niełatwe w słuchaniu. Ale mimo tego warto podjąć próbę zmierzenia się z tym materiałem.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    63,35 zł
  • Mike Oldfield | Space Movie

    Mike Oldfield | Space Movie

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD + 1DVD


    90,29 zł
  • Ron Boots, John Kerr | Juxtapostition

    Ron Boots, John Kerr | Juxtapostition

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    67,88 zł
  • Moonbooter, Wellenfeld | Live Munster 2015

    Moonbooter, Wellenfeld | Live Munster 2015

    Dostępność: Tylko na zamówienie | nośnik: 1CDr


    59,07 zł
  • Erik Seifert, Josef Steinbuchel | Softlock

    Erik Seifert, Josef Steinbuchel | Softlock

    Dostępność: Tylko na zamówienie | nośnik: 2CDr


    95,91 zł
  • Klaus Schulze | ...Live...

    Klaus Schulze | ...Live...

    Bestseller
    Kompozycja Bellistique to wlaściwie "wzorcowy utwor" Schulzego z tego okresu. Ruchliwe arpeggio sekwencerow zmienia rejestr i glebokosc tonu, a na tle snuje sie chlodna melodia, w rozmaity sposob modulowana i "napinana" na siatce tetniacego wciaz w tle ostinata. W melodii tej przewijaja sie raz po raz drobne motywy zapozyczone z wczesniejszych kompozycji, szczegolnie wpada w ucho cytat z kompozycji Friedrich Nietzsche z albumu X. Utwor toczy sie naprzód do momentu, w ktorym rytm zostaje zlamany i wszystkie brzmienia rozpuszczaja sie w elektroakustyczna impresje przypominajaca nieco, jak brzmialy najdawniejsze kompozycje Schulzego.
    Drugi utwor pierwszej plyty to kompletna, 51-minutowa wersja suity Sense (na analogowym wydaniu albumu sluchacze mogli cieszyc sie trwajacym "zaledwie" 31 minut wycinkiem). Oto wyborne podsumowanie pomyslow, ktore zdominowaly plyty Moondawn i Body Love. Ostinato nadajace ton calej kompozycji kojarzy sie z pulsujacym rytmem utworow Floating i P:T:O:, a wypelniajaca pierwsza strone plyty Moondawn muzyka przypomni sie uważnemu słuchaczowi jeszcze i w tym momencie trwania Sense, gdy melodia snuta przez sekwencer zacznie "kipiec" i wibrować, stapiając sie w niesamowitą, dudniacą calość wraz z huczeniem perkusji Haralda Grosskopfa.
    Utwory wypelniające drugą płyte albumu sa nieco bardziej nietypowe. Przez introdukcję Heart przewijają się odległe echa utworu Heinrich von Kleist, po czym następuje hipnotyczny, rytmiczny pasaz zapowiadajacy brzmienia, jakimi Schulze w towarzystwie Pete Namlooka (i niekiedy Billa Laswella) raczyć będzie słuchaczy po kilkunastu latach w cyklu The Dark Side Of The Moog. Tytułowe serce bije coraz prędzej, pociągając za sobą alternacje zimnych akordów, aż do 30 minuty, w której muzyka umilknie.
    W finałowej kompozycji Dymagic wystepuje gościnnie Arthur Brown, na płycie Dune recytujacy i śpiewajacy podniosłe wersy suity Shadows Of Ignorance. Ten głos w pełni rekompensuje na ...live... brak wiolonczeli Wolfganga Tiepolda. Opowieść Browna zaczyna się od leniwie przeciąganych zdań wplatających się w "skradające się", kosmiczne dźwięki syntezatorów. Nastepnie głos przybiera na sile i brzmi już jak w "refrenie" Shadows Of Ignorance", po czym przeradza sie w skargę szalonego śpiewaka operowego. Tempo utworu przyśpiesza według tego wzoru, co w kompozycji Heart. Gdy galopujący rytm osiąga swoje maksimum, Brown wydaje przeciagły krzyk i w tym momencie cały utwór runie znienacka w stojący, mętny akord, w którym rozpłyną się jeszcze ostatnie, ciche zdania utworu. W plebiscycie Jerzego Kordowicza na najlepszą elektroniczną płytę wszechczasów drogę do ścisłej czołówki zagrodzili Klausowi Schulze czlonkowie grupy Tangerine Dream (z albumami Poland i Ricochet) oraz Jean Michel Jarre (ze swą plytą Oxygene, nie wiedzieć czemu uchodzącą powszechnie za jego debiut). Najwyżej odnotowany tytuł Schulzego na tej liscie to wlasnie ...live..., wyśmienity album zawierający nagrania z występów artysty w latach 1976 i 1979.
    Osobiście zgadzam sie w pełni z sugestią, którą można wysnuć na podstawie wyników notowania: ...live... to najlepszy album Klausa Schulze. Sam artysta wahał się podobno przed wydaniem tego albumu, twierdząc, iż jakość zarejestrowanego materiału nie odpowiada jego oczekiwaniom; pozostaje tylko cieszyć się, że berliński muzyk ostatecznie wydał tę pozycję. Album ten to doskonały przekrój przez tworczość Klausa Schulze w fazie od Picture Music po Dune - równie dobrze nie brzmiałaby chyba żadna składanka fragmentow nagrań studyjnych z poprzednich płyt. Jest to dzieło najwyższej próby, a jakość dźwięku, wbrew zastrzeżeniom autora, jest doprawdy wiecej niż znośna. ...live... jest absolutnie obowiązkową pozycją w zbiorach każdego miłośnika muzyki elektronicznej.
    Słuchacze zasmuceni, że na reedycji albumu Dune starczyło miejsca tylko dla kontynuacji (jak wynika z wchodzącego z wyciszenia brzmienia zaawansowanego już rytmicznie i melodycznie epizodu) koncertowej impresji „Le Mans“, mogą się teraz ucieszyć: jako bonus do albumu ...live... ukazał się utwór Le Mans Au Premier, czyli ponad 17-minutowa introdukcja do wspomnianego tematu. Znajdziemy tutaj wszystkie charakterystyczne dla dynamicznych impresji koncertowych KS w roku 1979 elementy: na początku wyłania się chmurna, bezlistna, odrętwiała konstelacja akordów, z niej wykwitają pierwsze elementy porządkujące całość rytmicznie, w końcu zaś wkracza na scenę charakterystyczny uparty rytm podszyty metalicznym basem syntezatora, na który nanizane zostają prześlizgujące się kaskady dźwięków snute przez KS z typową dlań improwizacyjną swobodą). Brakuje tylko charakterystycznego głosu Arthura Browna, który by poprowadził Słuchacza w surrealistyczno-symbolistyczne rejony Shadows of Ignorance, Time Actor albo Child of Dawn; w zamian za to mamy tutaj sporą dawkę kosmiczno-analogowej pulsacji o tajemniczym charakterze, znakomite uzupełnienie zestawu nagrań dokumentującego okres Dune.

    I. W.



    Z pośród płyt przełomu lat 70-80 płyta ...Live... a szczególnie suita Sense to dla el-rocka przekroczenie rubikonu. Gdy słucham dokonań Kistenmachera, Schonwaldera czy też Broekhiusa nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ich nagrania bez znajomości tej płyty wyglądałby inaczej (czytaj bardziej ubogo) lub wcale by ich nie było. Ten już bardzo stary album stał się inspiracją dla młodszych kompozytorów dzięki wielkiej wewnętrznej sile. Klarowność zagranej tu muzyki do dziś mnie porusza, inspiruje i zachwyca.
    Otwierająca pierwszy album kompozycja Bellistique to dość dynamiczna ale i melancho-lijna opowieść raczej bez happy-endu, niejednoznaczna, z końcówką pełną kontrastów. W podobny sposób kończyły się 13 lat później polskie koncerty. Najdłuższa, 51-minutowa suita Sense ma delikatny początek gdzie szum morza miesza się z syntetycznymi wybuchami i niepostrzeżenie przechodzi do rozpędzonej, zmodulowanej, powtarzającej się frazy. Za pomocą pętli z 4-5 dźwięków okraszonej super precyzyjną perkusją Grosskopfa udało się Klausowi stworzyć klasyczny wzorzec do dziś powielany i lubiany. Surowe, oszczędne solówki nie tłumią tła i praktycznie każdy nowy dźwięk jest natychmiast słyszalny i ... konsumowany przez spragnione muzycznych wrażeń uszy. Po blisko 25-minutach następuje pozorne załamanie rytmu i chwilowy chaos - jak gdyby instrumenty wyrwały się z pod kontroli albo muzycy chcieli zakończyć, ale właśnie teraz okazuje się być podana esencja-deser dla smakoszy i dla tego właśnie lubię tę muzykę.
    Kiedy emocje dobiegają końca pozostaje pytanie: dlaczego ten utwór trwa tylko 51 minut? Najlepszą recenzją suity Sense jest określenie: piękno w prostocie. Trochę gorzej sprawa ma się z drugim krążkiem tego wydawnictwa. Fatalna jakość zapisu daje efekt w postaci pogłosu z beczki i kładzie obie kompozycje (szczególnie czwartą, Dymagic). Nie pomogła obecność Arthura Browna jako wokalisty i wartość tych nagrań można najlepiej określić jako historyczną (bez potrzeby badań archeologicznych). Podsumowując: jeżeli nie znasz płyty ...LIVE... nie znasz alfabetu el -muzyki.

    Damian Koczkodon




    Płyty albumu ...Live... nie mają sobie równych w twórczości Klausa Schulze. Może jedynie Timewind. Wiatr czasu odcisnął się piętnem w koncertach Klausa lat siedemdziesiątych. Bardzo dobrze! Podobnie jak Timewind wciągają słuchacza w świat rozległych przestrzeni innych światów. Jeden z utworów (Sense) trwa 51 minut i nie mogę powiedzieć aby mimo jednostajnego ostinato nudził. Wręcz przeciwnie! Ten kawałek to solidna "działka" narkotycznego transu. Muzykę trudno opisać. Powiem krótko: słucham tego albumu i słucham i nie mogę się nasłuchać. Wielka szkoda, że Schulze tak daleko odszedł od swego stylu muzyki. Ufam, że gdy wróci do łask Jego Big Moog, to razem z całym dobrodziejstwem jakie z niego wydobył.

    Jerzy Strzeja

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 2CD


    65,90 zł
  • MIke Oldfield | Killing Fields

    MIke Oldfield | Killing Fields

    Przez całą płytę przewija się pastelowy motyw Pran's Theme, występujący najczęściej w kameralnej, smyczkowej odsłonie, raz po raz podejmowany jednak to przez samotny róg, to znów przez całą orkiestrę, dokonującą polifonicznych parafraz tego rodzącego się o smutnym brzasku tematu. Jedynym rzeczywiście znanym nagraniem z tego albumu (wielokrotnie wznawianym na różnych składankach, zilustrowanym teledyskiem z wycinkami z filmu Pola śmierci) jest adaptacja Etiudy F. Tarregi, w wersji Oldfielda niemal zupełnie pozbawiona gitarowych dźwięków, intrygująco łącząca za to brzmienia fletni i wibrafonów.
    Oprócz wymienionych wątków melodyjnie w tradycyjnym znaczeniu brzmią jeszcze właściwie tylko utwory Bad News (nostalgiczno-niepokojący riff metalicznej, tęsknej gitary), The Trek (fascynujący dialog sekcji smyczkowej z sekcją dętą, kojarzący się momentami z interludiami Carla Orffa spajającymi kolejne wątki cyklu Carmina burana) oraz Good News (zmieniająca rejestr opowieść syntezatora, snująca się niczym duch na tle migotliwego ostinata). Pozostałe kompozycje to najmroczniejsze i najbardziej zaskakujące kompozycje, jakie Mike Oldfield kiedykolwiek przedstawił. Capture i Execution zapierają dech w piersiach połączeniem niemuzycznych poświstów i szumów z agresywnymi wejściami natarczywych instrumentów perkusyjnych; oba utwory zaminowane są gotowymi do eksplozji dysonansami, wkradającymi się znienacka w kipiącą czeluść niepokojącego tła. Worksite oraz dwie części The Year Zero, przedzielone ożywionym rytmem dziwacznej impresji Blood Sucking, to przyczynek Oldfielda do muzyki kojarzącej się z dokonaniami Karlheinza Stockhausena. Najbardziej przejmująco brzmi chyba jednak utwór Pran's Escape / The Killing Fields – grunt tego utworu najpierw zasłany zostaje suchymi, wielopalczastymi liśćmi dysonansującego riffu smyczkowego, po czym na plan wkrada się rozpływająca się, błotnista skarga zdeformowanego elektronicznie chóru, wybrzmiewająca szyderczymi westchnieniami wirujących smyczków i pojedynczych głosów układających się w smużki dymu o kształcie czaszek. Ta krótka impresja jest jednym z najgenialniejszych utworów, jakie kiedykolwiek wyszły spod pióra Mike’a Oldfielda, niewątpliwie jest to w ogóle jeden z najbardziej intrygujących utworów ogólnie na polu muzyki elektronicznej i gatunków z nią blisko spokrewnionych.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    37,21 zł
  • Mike Oldfield | Man on the Rocks (deluxe)

    Mike Oldfield | Man on the Rocks (deluxe)

    Dostępność: Tylko na zamówienie | nośnik: 2CD


    109,02 zł
  • Mike Oldfield | Man on the Rocks

    Mike Oldfield | Man on the Rocks

    Super cena
    Mike Oldfield na Man Of The Rocks kreuje bardziej zadziorne granie. Nie kreśli typowo progresywnych suit, chociaż sięga do estetyki rocka lat 70-tych. Jedna z kompozycji Nucleus bliska jest dokonaniom Emerson, Lake & Palmer, a raczej nastrojowym kompozycjom jakie pisał dla tej grupy Gerg Lake. Oldfield częściej chodzi po własnych ścieżkach, sięgając po lubiane przez siebie celtyckie motywy. Jednak album Man Of The Rocks mimo kilku niezłych momentów, jest dosyć wtórny. Na dobrą sprawę pokazuje, iż dziś Oldfield nie ma zupełnie nic do powiedzenia. Może jedynie liczyć na łaskę od starych fanów, czy jednak tym zechcę się sięgnąć po tę płytę. Zwłaszcza że muzyka nie jest specjalnie porywająca, a świadcząca raczej o twórczym impasie. W tym wypadku wspomniana wyżej emerytura wydaje się chyba najrozsądniejszym wyjściem. Trudno.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    31,30 zł