Napisz do nas
   


Kategorie

TERMINY WYSYŁKI

poniedziałek
środa
piątek

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2196 wydawnictw w ofercie
1721 dostępnych natychmiast
33648 próbek utworów
2258 recenzji płyt
24653 zrealizowanych zamówień
4652 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Generator.pl

(2421 albumów)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Alluste | Boards on Stringana

    Alluste | Boards on Stringana

    Alluste to nowy punkt na mapie klasycznej elektroniki. Stojący za tym projektem Włoch, Piero Monachello staje na przekór wizji muzyki produkowanej w jego kraju. To nie żadne Italo disco, ani łzawe nagrania ala festiwal w San Remo. Płyta Boards Of Stringana skrzy się syntetycznymi sekwencjami, które niemal hurtowo wypływają z tego oceanu dźwięków. Mamy w prostej linii odwołania do spuścizny Tangerine Dream ale też i niemal filmowych przestrzeni bliskich wizjom Vangelisa. Jednakże Włochowi udaje się uniknąć tego całego symfonicznego nadęcia, jakie jest znakiem rozpoznawczym słynnego Greka. W zamian oferuje ponad godzinną kąpiel w chłodnym, syntetycznym oceanie dźwięków. Poza sekwencyjnymi teksturami, właśnie ta skrajnie odhumanizowana struktura tych nagrań, która jawi się jakby żywcem była wyjęta z lablatoryjnych konceptów słynnego Kraftwerku, jest najmocniejszym punktem tej płyty. Solidna dawka "berlińskiej elektroniki" tym razem z ciepłych Włoch.

    R.M.

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CDr


    39,00 zł
  • Neuronium | Jamais Vu

    Neuronium | Jamais Vu

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    73,78 zł
  • Władysław "Gudonis" Komendarek | Dotyk chmur

    Władysław "Gudonis" Komendarek | Dotyk chmur

    Super cena
    Od 1984 roku Władysław Komendarek idzie swoją ścieżką, proponując bezkompromisową i unikatową w skali świata koncepcję muzyki elektronicznej. Trafia z nią zarówno do syntezatorowych maniaków, jak i fanów rocka (grywał m.in. na festiwalach w Jarocinie). Dotyk chmur, pierwszy solowy album artysty wydany na płycie winylowej, to jeden z kolejnych przystanków w jego nieustających poszukiwaniach. Osiem utworów o wyrazistym rytmie, ciekawych melodiach i interesującym brzmieniu ukazało się na czarnym krążku Pronitu pod koniec lat 80. Teraz powracają w zremasterowanej formie, wzbogaconej o dwa utwory wydane na singlu i trzy kompozycje z archiwum artysty – w tym nową wersję tematu Dotyk szczęścia, oryginalnie wykonywanego przez Exodus.
    Materiał został zremasterowany z oryginalnych taśm, a wydawnictwo uzupełnia książeczka z szkicem na temat nagrań, kilkoma unikatowymi fotografiami i reprodukcją okładki oryginalnego, winylowego wydania albumu.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    35,00 zł
  • Klaus Schulze | Body Love

    Klaus Schulze | Body Love

    Syntezatorowe westchnienia, splatające się w zimnych konstelacjach i mollowych uściskach, osnuwają krystaliczną siecią cały pierwszy plan wszystkich trzech wypełniających tę płytę kompozycji. Odsłona pierwsza, Stardancer, rodzi się w niemuzycznej, wibrującej otchłani, z której wybijają się pierwsze promienie, pierwsze pomruki elektronicznych chórów, następnie zaś wysupłują się perkusyjne ozdobniki. Wstęp prowadzi do tętniącego, gumiastego ostinata, na tle którego rozwija się melancholijna, pobłyskująca, improwizowana impresja głównego syntezatora. Rytm zostaje coraz zmysłowiej podkreślany przez kipiącą perkusję, a ostinato zostaje podszyte basową linią. W ostatniej sekwencji utworu improwizacja balansuje między systemem durowym a melodyką orientalną. Muzyka niespodziewanie gaśnie, ledwo zabrzmi dysonansujący znak zapytania zaintonowany przez wszystkie ścieżki instrumentalne.
    Blanche to najspokojniejszy i najbardziej zadumany - może najbardziej "nieszczęśliwy"?... - fragment płyty (wycinek tej właśnie kompozycji reprezentuje album Body Love na przekrojowym wydawnictwie Schulzego podsumowującym lata 1972-1991, pt. 2001). Smętne, gasnące łabędzie syntezatorowe dają się ponosić czarnym, śliskim falom przypominającym ciała spowite satynowym całunem. Momentami może się ta muzyka troszeczkę pod względem nastroju kojarzyć ze wstępem do kompozycji Shine On You Crazy Diamond Pink Floyd (Wish You Were Here, 1975), ale to tylko przelotne, uchwytne jak przez mgłę zestawienie. Słychać tu w każdym tonie tę samą chłodną, opustoszałą tęsknotę, która czyniła tak niesamowitym nagranie Wahnfried 1883 (Timewind, 1975).
    Finałowa kompozycja P:T:O: trwa ponad 27 minut i łączy w sobie elementy cierpkiej zadumy Blanche (wstęp oraz finałowa sekwencja) z dynamiką i zapierającym dech rozchwianiem ostinatowym Stardancer (część główna, w której genialne ostinato zmienia kilkakrotnie skalę i tempo, czemu towarzyszy jedna z najwspanialszych solowych partii syntezatorowych w dyskografii Schulzego). Ta muzyka znakomicie zilustrowałaby spacer wzdłuż zamglonego wybrzeża, gdzie z jednej strony szumią ledwo dostrzegalne fale, z drugiej zaś zaczyna się już zgiełk metropolii. Każdy mijany kształt, każda latarnia i każda trafostacja, rozmazuje się w zadymioną plamę przybierającą kształt dowolnego słowa wypowiedzianego kobiecym szeptem.
    Dodatkowy utwór, na cześć reżysera filmu Body Love zatytułowany po prostu Lasse Braun, to 22 (chciałoby się powiedzieć: tylko 22…) minuty niezwykłej, mrocznej muzyki utrzymanej siłą rzeczy w podobnym tonie kolorystycznym co trzy inne impresje z albumu Body Love, ale chyba jednak najbardziej posępnej i niezgłębionej. Na początek sine, ciągnące się światło muzycznego reflektora drąży ciemną, nieprzejrzaną przestrzeń lepkimi smugami. Przez opustoszałą przestrzeń przemknie czasem tylko spóźniony podmuch nocnego Mooga, a dopiero po paru minutach wyklują się zdrętwiałe, zimne, stojące mollowe akordy. Reflektor przeczesujący wyludnioną przestrzeń pomału chrypnie, snując swoje uparte, rozsiane, jednodźwiękowe ostinato, za każdym razem wysyłając nieco inaczej brzmiącą smugę światła. Miękkie tony perkusyjne szemrzą miarowo w tle, służąc tutaj tylko jako ornament, zdecydowanie zanadto słabe i niezdecydowane, by mogły podsunąć tej mrocznej suicie stały rytm. Ostatecznie zjawia się też na scenie napięte, zziębnięte solo syntezatora, ciągnącego opowieść podobną w nastroju do tych, które wypełniły suity Blanche oraz P:T:O:, a wkrótce potem dochodzi do tak charakterystycznej dla Klausa Schulze intrygującej progresji. Samotny reflektor emituje coraz silniejsze i bardziej sprężyste wiązki światła, a w tle pojawia się mnóstwo frapujących poszumów i lodowatych wyładowań elektronicznych. Mimo oczywistego podobieństwa, jeśli chodzi o atmosferę, do pozostałych trzech impresji zamieszczonych na albumie, nie da się odmówić utworowi Lasse Braun niesamowitego klimatu i ogromnej siły wyrazu, wręcz zastanawiałbym się nad przyznaniem tej kompozycji tytułu najbardziej przejmującego epizodu z całego wydawnictwa Body Love. Miłośnicy muzyki Klausa Schulze posiadający już płytę analogową Body Love, a nawet i jej kompaktową edycję, ponad wszelką wątpliwość powinni zainteresować się najnowszym wydaniem tego niezwykłego materiału.

    PS. Nie widziałem filmu, do którego Klasus Schulze stworzył tę muzykę, ale coś mi się wydaje, że wyglądał nieco inaczej niż próbki proponowanych przeze mnie wizualizacji...

    I. W.


    Ten krążek pochodzi z okresu, w którym Klaus Schulze stworzył swoje chyba najlepsze utwory - te z Mirage czy Moondawn. Na Body Love znajdują się trzy rozbudowane czasowo kompozycje. Rozpoczyna się od dosyć rytmicznego Stardancer (w tytule chodzi, jak podejrzewam, o podobieństwo do Skywalkera). Jest tu interesujący sekwencer, ale mimo ściśle Klausowego klimatu nie przepadam za tym utworem. Po blisko czternastu minutach zaczyna się drugi, będący dla mnie esencją całego krążka Blanche. Szczególnie piękne są pierwsze minuty, kiedy Klaus swymi długimi, ciągłymi brzmieniami maluje pejzaż wschodu księżyca nad spokojną powierzchnią morza, w którym odbijają się gwiazdy. Ogarnia mnie przy tym jakaś wyjątkowa nostalgia i tęsknota za czymś, co dość trudno nazwać. Potem dochodzi tylko wiodący instrument śpiewający swą zawodzącą pieśń i kolejne kilkanaście minut gdzieś znika. Lecz to dopiero połowa płyty. Ostatni jest P:T:O: (co to znaczy?), powoli nabrzmiewająca sekwencerowa kompozycja, w której później pojawiają się nawet instrumenty perkusyjne. Napięty klimat pęka nagle niczym zerwana struna chyba w 22. minucie i dalej jest do końca całkiem spokojnie. Informacja na okładce, jak zwykle bardzo lakonicznej, mówi, że mamy do czynienia ze ścieżką dźwiękową do filmu Lasse Brauna o tym samym tytule, co płyta. Myślę, że zaden reżyser nie pokusiłby się o wykorzystanie w swej produkcji tak długich utworów i że wersje z płyty są po prostu niezwykle rozbudowanymi rozwinięciami tematów zawartych w filmie. Warto go pewnie obejrzeć nawet dla samej muzyki.

    Michał Żelazowski

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,76 zł
  • Klaus Schulze | Dreams

    Klaus Schulze | Dreams

    Tytuł pierwszej kompozycji, A Classical Move, w żartobliwy sposób dokładnie oddaje treść utworu. Po głośnym akordzie, z jakim zawsze "wyjeżdżali" w muzyczną podróż Klaus Schulze i Rainer Bloss na Drive Inn i Dziękuję Poland, następuje rozmazana, chłodna impresja, przeradzająca się wraz z wejściem ostinata w temat bardzo blisko spokrewniony z wiodącym motywem kompozycji Cellistica z 1983 roku. Dżwięki splatają się i rozplatając, tworząc drobne motywy balansujące na granicy starych wątków i nowych wariacji na ich temat. Szczególnie wpada w ucho Leitmotiv Friedricha Nietzschego z albumu X.
    To "klasyczne posunięcie" odbywa się na znanej szachownicy, ale w zupełnie nowym krajobrazie. Brzmienie tego utworu ma coś niesamowicie świeżego i nie sposób wysłuchać tej kompozycji obojętnie. Jak we śnie, znane wątki pojawiają się i znikają, utwór kluczy przez kilka zmian tonacji i gwałtownie się kończy, w momencie, w którym porwany onirycznymi wizualizacjami słuchacz nabiera akurat największej ciekawości, jak też będzie wyglądało rozwiązanie.
    Przy kolejnej kompozycji dosłownie przesiadamy się od "klasycznej" szachownicy do skomplikowanego układu klocków Kyodai. W tej kompozycji udało się kompozytorowi najsilniej zamarkować orientalne elementy, wykwitające z hipnotycznego, "podjapanizowanego" brzmieniowo rytmu niczym kolejne kwiaty śliwy. Najciekawszy fragment to schromatyzowana partia fortepianowa, dzięki której całe to 8-minutowe dziełko nabiera znamion egzotycznego, współczesnego koncertu na fortepian i orkiestrę elektronicznych przyrządów.
    Nawspanialsza moim zdaniem kompozycja to trzecia pozycja na tej płycie - utwór tytułowy. "Trąbiasta" introdukcja to dalekie echo wstępu do wagnerowskiego Lohengrina, odpowiednio chłodne, tajemnicze i posmutniałe. Na pierwszym planie wciąż rozlegać się będą hipnotyzujące akordy, rozświetlające nieco cały utwór, natomiast w tle wysypują się coraz to inne, zapamiętane z jakiegoś innego schulzeańskiego "snu", kolory, zapachy i tony. Jest w miarowym podkładzie tej kompozycji coś, co wywołuje uparte skojarzenie z brzmieniem początku utworu Exil Sils Maria z płyty Irrlicht, a na dodatek niedługo przed końcem Dreams pojawi się zapomniane echo preparowanej orkiestry malującej drobinki swych pejzaży w suicie Ebene, także pochodzącej z debiutanckiego albumu Schulzego.
    Najkrótsza propozycja na Dreams, zatytułowana Flexible, robi z pewnością najmniejsze wrażenie. Wydaje się, że ma nieco spłycone i "uplastikowione" brzmienie w porównaniu z niesamowitymi barwami reszty przedstawionych tu utworów. Bardzo ciekawy jest jednak fragment, w którym Schulze raczy nas nieoczekiwanymi brzmieniami syntezatorowej gitary, wiodącej swą melodię na podciąganych strunach.
    Płytę wieńczy monumentalna, ponad 24-minutowa kompozycja Klaustrophony. Intrygujący tytuł jest faktycznie dobrym opisem stanu, którym przesiąknieta jest cała ta senna kompozycja, w której wyczuwa się, iż za chwilę stanie się coś niebywałego. Słuchacz doczeka się niespodzianki w 15 minucie utworu: rozlegnie się dziwaczny głos "japońskiego ducha". Muszę przyznać, że przy pierwszym przesłuchaniu głos ten wydawał mi się drażniący, ale jednocześnie nie mogłem przestać słuchać tej sennej opowieści, coraz bardziej nią zafascynowany. Kolejne przesłuchania utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie ma głosu lepiej korespondującego z atmosferą i "przesłaniem" całego albumu; głos zjawia się jak nietypowy, zadziwiający, natrętny element rozbijający dotychczasową logikę snu i prowadzący śniącą osobę w zupełnie nowe rejony, których na jawie by sobie nie wymyśliła…

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    54,76 zł
  • Serge Devadder | Ganda

    Serge Devadder | Ganda

    Serge Devadder, urodzony w Belgii dał już próbkę swoich możliwości na płycie The Shape Of Solitude, którą zrealizował wspólnie z Dirkiem Serriesem, znanym jako Vidna Obmana. Album Ganda nie odbiega od przyjętej ogólnej, ambientowej konwencji. Devadder tworzy niezwykle rozległe przestrzenie, które wydają się nie mieć fizycznych granic. Sięgając do dźwięków otoczenia, wplata w nie niemalże filmowe narracje. Ganda brzmi wobec tego niczym soundtrack do filmu który nie istnieje. Senne obrazy podszyte delikatnymi sekwencjami, tworzą wysmakowane, dźwiękowe wizualizacje. Ten szalenie atmosferyczny album nie przynosi jakichś niesamowitych rewolucji brzmieniowych, jednakże jego ulotna wręcz widmowa atmosfera, pozwala niejako oderwać się od szarej codzienności by odbyć niesamowitą podróż.
    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    52,92 zł
  • The Heisenberg Compensators | Adventures of Werner and Random

    The Heisenberg Compensators | Adventures of Werner and Random

    Historia zespołu The Heisenberg Compenstators ma swój początek z występem w 2012 roku na festiwalu "Glow". Dwaj artyści: Allard Krijger i Stefan Robbins dali wtedy niezwykły, w pełni improwizowany koncert. Zachęceni ową niezwykłą energią jaka wówczas się im udzieliła, postanowili kontynuować współpracę również i w studiu. Wykorzystując masę urządzeń i instrumentów akustycznych takich jak przeznaczony do domowej rozrywki keyboard Casio, mandoliny, modulatory i efekty, stworzyli nad wyraz ciekawy materiał. Album The Adventures… wychodzi poza sztywne ramy elektronicznych sekwencji. To niezwykle ożywcza mieszanka rocka, popu, muzyki tła, elektroniki. Wszelakie sekwencje odpalane były losowe, dawało to efekt pewnej przypadkowości ale też i kontrolowanego chaosu. Dostaliśmy przedziwny miks w klimatach wczesnego Pink Floyd, romantycznych pejzaży bliskich twórczości Roberta Schroedera i popowe wzloty jakich nie powstydził by się Michael Rother. Istna postmoderna na miarę XXI wieku, tyleż ciekawa że gładko wyłamuje się sztywnym kanonom. W zamian proponuje nieco inne spojrzenie na muzykę elektroniczną.

    R.M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    52,92 zł
  • Martin Peters | Angels of Nowhere

    Martin Peters | Angels of Nowhere

    Dostępność: Tylko na zamówienie | nośnik: 1CD


    52,92 zł

  • 67,10 zł
  • Walter Christian Rothe | Let the Night Last Forever

    Walter Christian Rothe | Let the Night Last Forever

    Walter Christian Rothe, to kolejny niemiecki elektronik który za sprawą owej reedycji wraca do świata żywych. Tym razem odpowiedzialna jest za nią holenderska Groove Unlimited. Album Let The Night Last Forever jest świetną miksturą muzyczną utrzymaną na wpół między niemal filmowym soundtrackiem a klasyczna szkołą berlińską. Rothe tworzy rozległe pejzaże niczym Vangelis w osławionej ścieżce do filmu Blade Runner. Można tu jeszcze wyczuć brzmienia bliskie dokonaniom Marka Shreeve'a. Muzyka zyskuje nieco surrealistyczny sznyt, a przy tym tchnie jakimś ulotnym pięknem i swoistym romantyzmem. Wszak Vangelis opiewał świat maszyn i cyborgów, ale starł się mu nadać bardziej ludzkie piętno. Poniekąd Rothe to jego wierny uczeń, bo i jego muzyka również zyskuje ów "ludzki" pierwiastek. Udana reedycja, przypominająca ten świetny i zapomniany materiał.

    R.M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    67,10 zł