Napisz do nas
   


Kategorie

NAJBLIŻSZA WYSYŁKA:

poniedziałek 21 sierpnia
czwartek 24 sierpnia

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2346 wydawnictw w ofercie
1739 dostępnych natychmiast
33070 próbek utworów
2084 recenzji płyt
21356 zrealizowanych zamówień
4304 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Przemysław Rudź | Cerulean Legacy

powrót
Przemysław Rudź | Cerulean Legacy lupa
Bestseller Super cena

35,00 zł
brutto
Towar w magazynie
Wysyłamy do 5 dni
Dostawa w formie listu poleconego dostępna już od 8zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska. Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.
Przemysław Rudź świetnie potrafi przefiltrowywać wpływy elektronicznych znamienitości przez własną wyobraźnię, wrażliwość i wizjonerskość; brak tu odcinania kuponów od cudzej twórczości, za to jest niewątpliwe umiłowanie i zrozumienie elektroniki sekwencyjnej oraz umiejętność snucia własnych kosmicznych opowieści. Gdzieś na pograniczu inspiracji muzyką filmową Tangerine Dream oraz wyludnionymi, drżącymi, chóralnymi łąkami Popol Vuh rodzi się jedyna w swoim rodzaju, nader wciągająca synteza moim zdaniem najwspanialsza płyta Rudzia w całym jego dotychczasowym dorobku. To 5 utworów i prawie 69 minut zmian, zaskoczeń, napięcia i niedowierzania...
  • Farewell To Tranquil Existence
  • Mystery Of ALH 84001
  • Gaia's Prophetic Dream (feat. Jarek Figura)
  • Two Days After Extinction
  • The Power Of Mind (A Tribute To Prof. Stephen Hawking)

Do prawidłowego odtwarzania próbek niezbędny jest Flash Player. Pobierz i zainstaluj.


5 utworów i prawie 69 minut. Nasza przygoda rozpoczyna się na przestrzennym lotnisku podczas pięknej pogody. To niby tylko jeden stojący akord, a jednak tyle urozmaicenia w tle: jedne myśli startują, inne podchodzą do lądowania... Wszystko skryte jest dyskretnie pod flangerowym kloszem, to przejaśnia się, to nadciągają chmury - wspomnienia nakładają się na rzeczywistość, gdy w drżącym gorącym powietrzu wyłania się gigantyczny przód samolotu... Gdy minie siódma minuta, na bliższy plan wysunie się wypunktowana durowa sekwencja, w tle nadal kołują myśli i wspomnienia. Krótko przed upływem dziewiątej minuty wmieszane domieszane zostaną głosy, śmiechy, poślizgi wiodącego syntezatora brzmią niczym muzyka Vangelisa z pierwszej połowy lat siedemdziesiątych. W dwunastej minucie muzyka milknie...
Utwór drugi to ponad dwudziestominutowa suita. Odzywają się tajemnicze ciche dźwięki: dzwonki, delikatne grzechotanie, wkrótce zaś cały szaszłyk elektronicznych iskier i mnóstwo rozbłyskanych świetlików. Coraz ciekawsze kolaże i drobne motywy - utwór nabiera charakteru i kształtów. Krótko przed nadejściem trzeciej minuty pojawiają się sporadycznie rozmętnione akordy, zawieszone w niestrudzenie płynącym grzechotliwym strumyku. To naprawdę udana medytacyjna muzyka, w której mimo statycznego charakteru przez cały czas coś się zmienia. Gdy pierwsze 5 minut jest za nami, utwór zdążył już nabrać głębi, przesunęły się nieco proporcje głośności, akordy zaczęły dominować nad pluskającym strumykiem. Tuż przed siódmą minutą "strumyk" milknie, a chmury akordowe pozostają na scenie jako jedyne. Wyłania się genialny motyw przewodni, co do nastroju coś w rodzaju bezbeatowych pasaży Oxygene, zwłaszcza, gdy akordy raz po raz nakłute zostają lodowymi igiełkami wyrastającymi tu i ówdzie spomiędzy zwałów chmur. Później dochodzi jeszcze perkusja, zmienia się melodia stereofonicznego ostinata, w siedemnastej minucie jesteśmy ponadto świadkami nieoczekiwanych narodzin: ludzkiego dziecka, cyborga, wróżki czy innego jeszcze stworzenia?...
Trzeci utwór znów przynosi stojące akordy pod flangerowym kloszem i opływowe struktury. Ściana dźwięków czasem wybrzmiewa jak gdyby napiętym sitarowym sykiem - Wschód napotyka Zachód. Frapująca atmosfera zostaje wyczarowana przy pomocy minimum środków i kolejny raz okazuje się, że Rudź ma po prostu genialne pomysły na najrozmaitsze "sprytne dźwięki". Za sprawą miękkiego gitarowego klangu i dziwnie orientalnego tła utwór nieco kojarzy się z impresjami Popol Vuh z okresu Aguirre, ale wszystko to podane jest w nowy, interesujący sposób. Brzmienie zatacza coraz bardziej psychedeliczne kręgi, ocierając się nieomalże o nastroje spod znaku Move D vs. Namlook... Szkoda, że po siedmiu minutach utwór dobiega końca.
Czwartą kompozycję otwiera stojący pomruk elektronicznego chóru, znów nie sposób przez chwilę choć nie pomyśleć o Aguirre, tyle tu przestrzeni i wszechogarniającego zapachu łąk drżących chłodną rosą... Dopiero w piątej minucie pojawiają się klarowne dźwięki fortepianu, podobnie przejrzyste jak na The Story of the Clouds Detlefa Kellera. Właściwie przypomnieć może się też najczytelniejszy melodycznie fragment suity Esoteric Goody Klausa Schulze... Zamyślona solówka świetnie wplata się w rozłożystą koronę akordowych chórów. W 14. minucie odzywają się kraczące wrony - czyżby reminiscencje jednego z wątków Echoes Pink Floyd?... Doprawdy imponująco współbrzmi czysty fortepian pierwszego planu i zmasowana wibracja bezkresnych łąk, apeironiczny chór - tak, to bez wątpienia mój ulubiony utwór na krążku. I kiedy już myślimy, że utwór niebawem musi wybrzmieć, że wszystko już zostało powiedziane, pojawiają się tąpnięcia chropawego basu... niczym z zapomnianej jamy wychylają się opary sekwencyjnego dymu. Dopiero wtedy, gdy Słuchacz ma nadzieję na jeszcze jedną nieoczekiwaną puentę, impresja raptownie zanika i bez chwili przerwy przchodzi w utwór piąty...
...który jeszcze przed upływem jednej minuty nabiera konkretnych kształtów dzięki ścieżce perkusyjnej i rozedrganej melodii - to ciekawy balans między tradycyjną elektroniką, elpopem oraz electro. Do mniej więcej takich syntez przyzwyczaił nas Spyra - Rudź prezentuje nam własną, nie mniej atrakcyjną wizję podobnych klimatów. Oryginalne "omdlewające" akordy, a do tego wykład o fizyce Stephena Hawkinga... powrót chmurek akordowych a'la Oxygene... Pod koniec przecieramy oczy ze zdumienia, że jednak nadal jesteśmy w świecie, w którym włączyliśmy tę płytę, a nie w jakimś zgoła innym wymiarze... Gratulacje dla Rudzia za najlepszą płytę w całym dotychczasowym dorobku.

I. W.

Tagi albumu:

Przemysław Rudź | Cerulean Legacy

,

Generator.pl

,

Przemysław Rudź

,

muzyka elektroniczna

,

ambient

,

Tangerine Dream

,

Klaus Schulze

,

Vangelis

,

Jarre

,

electronic music

,

Kraftwerk