Przemysław Rudź

Cerulean Legacy


35,00 złbrutto

Przemysław Rudź | Cerulean Legacy

Bestseller

Super cena

Tagi albumu: Przemysław Rudź | Cerulean Legacy, Generator.pl, Przemysław Rudź, muzyka elektroniczna, ambient, Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jarre, electronic music, Kraftwerk

WYKONAWCA Przemysław Rudź
PRODUCENT Generator.pl
NUMER GEN CD 021
ROK WYDANIA 2011
MEDIA 1CD
OPAKOWANIE JEWELCASE
Kod produktu 006327
POPULARNOŚĆ

Lista utworów

Farewell To Tranquil Existence
Mystery Of ALH 84001
Gaia's Prophetic Dream (feat. Jarek Figura)
Two Days After Extinction
The Power Of Mind (A Tribute To Prof. Stephen Hawking)

Recenzja


5 utworów i prawie 69 minut. Nasza przygoda rozpoczyna się na przestrzennym lotnisku podczas pięknej pogody. To niby tylko jeden stojący akord, a jednak tyle urozmaicenia w tle: jedne myśli startują, inne podchodzą do lądowania... Wszystko skryte jest dyskretnie pod flangerowym kloszem, to przejaśnia się, to nadciągają chmury - wspomnienia nakładają się na rzeczywistość, gdy w drżącym gorącym powietrzu wyłania się gigantyczny przód samolotu... Gdy minie siódma minuta, na bliższy plan wysunie się wypunktowana durowa sekwencja, w tle nadal kołują myśli i wspomnienia. Krótko przed upływem dziewiątej minuty wmieszane domieszane zostaną głosy, śmiechy, poślizgi wiodącego syntezatora brzmią niczym muzyka Vangelisa z pierwszej połowy lat siedemdziesiątych. W dwunastej minucie muzyka milknie...
Utwór drugi to ponad dwudziestominutowa suita. Odzywają się tajemnicze ciche dźwięki: dzwonki, delikatne grzechotanie, wkrótce zaś cały szaszłyk elektronicznych iskier i mnóstwo rozbłyskanych świetlików. Coraz ciekawsze kolaże i drobne motywy - utwór nabiera charakteru i kształtów. Krótko przed nadejściem trzeciej minuty pojawiają się sporadycznie rozmętnione akordy, zawieszone w niestrudzenie płynącym grzechotliwym strumyku. To naprawdę udana medytacyjna muzyka, w której mimo statycznego charakteru przez cały czas coś się zmienia. Gdy pierwsze 5 minut jest za nami, utwór zdążył już nabrać głębi, przesunęły się nieco proporcje głośności, akordy zaczęły dominować nad pluskającym strumykiem. Tuż przed siódmą minutą "strumyk" milknie, a chmury akordowe pozostają na scenie jako jedyne. Wyłania się genialny motyw przewodni, co do nastroju coś w rodzaju bezbeatowych pasaży Oxygene, zwłaszcza, gdy akordy raz po raz nakłute zostają lodowymi igiełkami wyrastającymi tu i ówdzie spomiędzy zwałów chmur. Później dochodzi jeszcze perkusja, zmienia się melodia stereofonicznego ostinata, w siedemnastej minucie jesteśmy ponadto świadkami nieoczekiwanych narodzin: ludzkiego dziecka, cyborga, wróżki czy innego jeszcze stworzenia?...
Trzeci utwór znów przynosi stojące akordy pod flangerowym kloszem i opływowe struktury. Ściana dźwięków czasem wybrzmiewa jak gdyby napiętym sitarowym sykiem - Wschód napotyka Zachód. Frapująca atmosfera zostaje wyczarowana przy pomocy minimum środków i kolejny raz okazuje się, że Rudź ma po prostu genialne pomysły na najrozmaitsze "sprytne dźwięki". Za sprawą miękkiego gitarowego klangu i dziwnie orientalnego tła utwór nieco kojarzy się z impresjami Popol Vuh z okresu Aguirre, ale wszystko to podane jest w nowy, interesujący sposób. Brzmienie zatacza coraz bardziej psychedeliczne kręgi, ocierając się nieomalże o nastroje spod znaku Move D vs. Namlook... Szkoda, że po siedmiu minutach utwór dobiega końca.
Czwartą kompozycję otwiera stojący pomruk elektronicznego chóru, znów nie sposób przez chwilę choć nie pomyśleć o Aguirre, tyle tu przestrzeni i wszechogarniającego zapachu łąk drżących chłodną rosą... Dopiero w piątej minucie pojawiają się klarowne dźwięki fortepianu, podobnie przejrzyste jak na The Story of the Clouds Detlefa Kellera. Właściwie przypomnieć może się też najczytelniejszy melodycznie fragment suity Esoteric Goody Klausa Schulze... Zamyślona solówka świetnie wplata się w rozłożystą koronę akordowych chórów. W 14. minucie odzywają się kraczące wrony - czyżby reminiscencje jednego z wątków Echoes Pink Floyd?... Doprawdy imponująco współbrzmi czysty fortepian pierwszego planu i zmasowana wibracja bezkresnych łąk, apeironiczny chór - tak, to bez wątpienia mój ulubiony utwór na krążku. I kiedy już myślimy, że utwór niebawem musi wybrzmieć, że wszystko już zostało powiedziane, pojawiają się tąpnięcia chropawego basu... niczym z zapomnianej jamy wychylają się opary sekwencyjnego dymu. Dopiero wtedy, gdy Słuchacz ma nadzieję na jeszcze jedną nieoczekiwaną puentę, impresja raptownie zanika i bez chwili przerwy przchodzi w utwór piąty...
...który jeszcze przed upływem jednej minuty nabiera konkretnych kształtów dzięki ścieżce perkusyjnej i rozedrganej melodii - to ciekawy balans między tradycyjną elektroniką, elpopem oraz electro. Do mniej więcej takich syntez przyzwyczaił nas Spyra - Rudź prezentuje nam własną, nie mniej atrakcyjną wizję podobnych klimatów. Oryginalne "omdlewające" akordy, a do tego wykład o fizyce Stephena Hawkinga... powrót chmurek akordowych a'la Oxygene... Pod koniec przecieramy oczy ze zdumienia, że jednak nadal jesteśmy w świecie, w którym włączyliśmy tę płytę, a nie w jakimś zgoła innym wymiarze... Gratulacje dla Rudzia za najlepszą płytę w całym dotychczasowym dorobku.

I. W.

Inni klienci wybrali

Podobne albumy

Kup Przechowaj

Towar w magazynie

Wysyłamy do 1 dni
Dostawa w do punktu odbioru już od 12zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska lub Inpost.
Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.

SPECJALNY RABAT
NA ZESTAWY - 15%
wpisz kod
CNOGFBGP

Napisz do nas