Napisz do nas
   


Kategorie


S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2196 wydawnictw w ofercie
1721 dostępnych natychmiast
33648 próbek utworów
2258 recenzji płyt
24653 zrealizowanych zamówień
4652 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

Popularność 2

(132 albumy)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Bas Broekhuis, Detlef Keller, Mario Schonwalder | Live at B-Wave

    Bas Broekhuis, Detlef Keller, Mario Schonwalder | Live at B-Wave

    Nowość

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    36,95 zł
  • Jean Michel Jarre | Concerts in China (2LP)

    Jean Michel Jarre | Concerts in China (2LP)

    Nowość
    Płyta dokumentująca koncerty Jarre'a w Chinach w 1982 roku jest wybitnym osiągnięciem francuskiego artysty. Praktycznie żaden inny z licznych późniejszych albumów koncertowych tego kompozytora, aranżera i wykonawcy w jednej osobie nie przynosi aż tak wielkiego ładunku emocji, tylu aranżacyjnych niespodzianek i tylu nigdzie indziej nie publikowanych utworów. Album otwiera przejmująca L’Ouverture, czyli fascynująco spowolniona introdukcja pierwszej części suity Chants Magnetiques, urozmaicona vocoderowymi akcentami i dobrymi ozdobnikami perkusyjnymi. Następny utwór powinien szczególnie zainteresować miłośników kontynuatorstwa berlińskich tradycji : Arpegiateur doprawdy niewiele ustępuje wielu młodym utworom Tangerine Dream (o ile ich nie przewyższa), słychać też tutaj, iż wielu młodszych artystów nagrywających choćby dla Manikin Records albo Neu Harmony nie zakończyło swej muzycznej edukacji na nagraniach Tangerine Dream i Klausa Schulze, lecz sięgali też – czy się do tego przyznają, czy nie – po płyty "popowego sekwencyjnego iluzjonisty" z Francji. Nieco podobne motywy zjawiają się w utworze Nuit a Shanghai, kolejnym premierowym utworze. Harpe Laser, choć właściwie jest tylko wyimprowizowanym interludium przedzielającym właściwe kompozycje, robi doprawdy duże wrażenie: być może to muzyczny opis wypłowiałego świtu w brudnym, dużym, nowoczesnym mieście, koniec kolejnej doby dogorywającej w przybyłej właśnie jeszcze przed pierwszymi promieniami słońca śmieciarce? Harpe Laser jest niewątpliwie jednym z najbardziej fascynujących momentów tego albumu, ale o którym utworze w tym zestawie można powiedzieć coś innego? Znakomicie wypada zagadkowe, wykluwające się w pożółkłych elektronicznych szuwarach Chants Magnetiques III, bardzo dojrzale brzmi zwieńczone improwizacjami nawiązującymi do Chants... I Equinoxe 7 ze zmienionym rytmem, a do tego mamy jeszcze przecież prawdziwy dynamit: siarczyste, brawurowe wersje przebojów Jarre’a z tego okresu, Equinoxe 4 i Chants Magnetiques II, bezdyskusyjnie najlepsze odsłony tych tematów w całym dorobku Jarre’a, który te właśnie kompozycje przypominał jeszcze wiele razy tak na żywo, jak i w nowych studyjnych wersjach. Jeżeli ktoś jeszcze wątpi w autentyczne zdolności Jarre'a i nazywa jego muzykę ‘konfekcją’, powinien niezwłocznie sięgnąć po ten album. Prawdziwy miłośnik dobrej muzyki elektronicznej z pewnością już to zdołał uczynić i co najwyżej ucieszy się z faktu, iż wznowione nagrania znów są osiągalne.

    I. W.

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 2LP


    89,99 zł
  • Firechild | A New World

    Firechild | A New World

    Super cena

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr


    34,21 zł
  • Tangerine Dream | Miracle Mile (LP)

    Tangerine Dream | Miracle Mile (LP)

    Lata 80 w historii Tangerine Dream były szczególnie naznaczone produkcjami soundtracków do filmów. Wiele z tych albumów to nie tylko żelazne pozycje w dyskografii grupy, ale też znakomite ścieżki dźwiękowe. Takie płyty jak Firestarter, Shy People, Heartbreakers czy Near Dark to jedne z najciekawszych w jej karierze. Płyta Miracle Mile niejako kończy ten "złoty okres" w historii grupy. Jednocześnie wybija się na plus w porównaniu ze średnio udanymi albumami studyjnymi takimi jak Optical Race czy Lily On The Beach. Film Miracle Mile zrealizowany dla niezależnej wytwórni Hemdale, to dzieło Steve'a De Jarnatta. Obraz poruszał temat wówczas wciąż gorący i niepokojący, a mianowicie wyścig zbrojeń i widmo nuklearnej zagłady. Konfrontacja na linii USA-ZSRR, a więc Reagan-Gorbaczow wydawała się nieunikniona. W filmie jeden z bohaterów, Anthony Edwards przechwytuje informacje o możliwości wybuchu wojny atomowej. Ówczesny program obrony antyrakietowej "Gwiezdych Wojen", tylko prowokował tego typu działania. I tu wkracza Tangerine Dream ze swoją muzyką. Edgar Froese i Paul Haslinger nawiązując do sekwencyjnej przeszłości, stworzyli płytę niepokojącą i przede wszystkim w "swoim stylu". Nawiązali luźno do tematów znanych z wcześniejszych płyt Heartbreakers, czy Near Dark. Grupa potrafi uderzyć mocniejszym, sekwencyjnym graniem jak i być bardziej melancholijna. Jakby rzeczywiście ów cień wojny atomowej, przysnuwał radość życia i złowrogo wyłaniał się z morza wojskowych i telewizyjnych meldunków. Znakomity album i kolejna "filmowa" perełka w dorobku grupy.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1LP


    98,19 zł
  • Free System Projekt | Procyon

    Free System Projekt | Procyon

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    69,45 zł
  • ['Ramp] | No Sleep 'til Wilmersdorf

    ['Ramp] | No Sleep 'til Wilmersdorf

    Nowy album Ramp zrealizowany jest w klimacie szmerów i trzasków charakterystycznych dla płyty winylowej. Podobnego zabiegu dokonał niegdyś Paul Lawler, czyli Arcane, na płycie 33 1/3 RPM. Album No Sleep 'til Wilmersdorf to muzyczna opowieść z silnym pierwiastkiem ambientowym, okraszonym berlińskimi sekwencjami, a wszystko zanurzone w aurze tajemniczości, minorowych skalach i subtelnych efektach przestrzennych. Wydaje się, że idealnie wpasowałoby się to w muzyczny podkład do seansów w planetarium, lub kontemplację prawdziwego rozgwieżdżonego nieba.

    P.R.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    59,52 zł
  • Klaus Schulze | Moondawn (LP)

    Klaus Schulze | Moondawn (LP)

    Pierwsze nagranie rodzi się pośród zamglonych, spowitych tajemniczym mrokiem fal, z których najpierw wynurzy się recytowana introdukcja (na ileż lat przed samplowanymi głosami wychylającymi się z dźwiękowych pokładów utworów Yen albo The Dome Event!), a następnie wysączą się posępne opary akordów. Atmosferyczny początek poprowadzi słuchacza ku jednemu z najwspanialszych fragmentów całej dyskografii Klasua Schulze: z omszałego tunelu tajemniczych, osowiałych dźwięków, wypływa powoli stereofoniczna sekwencja wielokrotnie zmieniająca rejestr, unosząca się na czarnych wodach wciąż zaciągniętego mgłą tła niczym lekki kawałek kory poruszany niewidocznym wiatrem (zapewne Wiatrem Czasu...). Na pierwszym planie wykwitają najrozmaitsze wzory kierujące się ku celowi wodnej podróży tylko swą intuicją - w tle gęstnieje zaś ścieżka perkusyjna wspaniale wyznaczana przez Haralda Grosskopfa, nabierająca coraz bardziej opływowych kształtów i zrównująca się głośnością z głównym sekwencerowym akompaniamentem. Muzyka tętni coraz bardziej nieposkromionym temperamentem, aż znajdzie swoje wyładowanie w wygasającym ponurym echem, lodowatym finale. Drugi utwór także zaczyna się bardzo statycznie i melancholijnie - być może wyblakłe, pozbawione oczu podziemne ryby kryją się przy smolisto czarnych ścianach swych królestw, zaniepokojone zbliżającym się pomrukiem burzy, mogącym zwiastować trzęsienie ziemi? W przejmującej introdukcji do suity Mindphaser czai się coś niesamowitego i tragicznego. Muzyka wzbiera w pewnym momencie na sile, syntezatorowe akordy mętnieją i wzburzają się... aż dojdzie do niespodziewanego wkroczenia potężnej ścieżki rytmicznej, przykrytej pieniącymi się falami masywnych organowych akordów. Harald Grosskopf improwizuje na swym zestawie perkusyjnym nie mniej interesująco, niż gdyby była ona syntezatorem pełnym najniezwyklejszych możliwości - Klausa Schulze podsuwa kolejne akordy, tężejące i przeobrażające się w pomniki przemarzniętych dźwięków. Ten nastrój utrzyma się już do końca utworu, pozostawiając jedynie spopielałe obłoki wymierających mrocznym echem poszumów i poświstów.

    I. W.

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1LP


    101,15 zł
  • Klaus Schulze | Interface (LP)

    Klaus Schulze | Interface (LP)

    Klaus Schulze jest mistrzem w tworzeniu alternacji mollowych akordów - dziwić więc może utwór brzmiący wręcz pogodnie. Wstęp do kompozycji On The Edge prędzej skojarzyć się może z propozycjami duetu Double Fantasy z płyty Universal Avenue (dla zainteresowanych: wydanej nakładem Innovative Communications) niż z jakąkolwiek płytą Klausa Schulze. Akordy o nieregularnej budowie zlewają się ze sobą i układają w tło na którym zabrzmią wariacyjne główne partie instrumentów. Akcent pada na powracający kilkakrotnie "klaksonowy" motyw, wywołujący pewne skojarzenia z nagraniami spod znaku Drive Inn. Z kolei linia rytmiczna bardziej kojarzy się z twórczością Billa Laswella albo wspominanym Double Fantasy (tudzież najmłodszym wcieleniem Tangerine Dream, jeśli już szukać przykładów w obrębie Szkoły Berlińskiej) niż z jakimkolwiek dotychczas słyszanym "schulzeańskim ostinatem"... Płyta zapowiada się zatem wyjątkowo interesująco, choć podejrzewam, że ortodoksyjnych miłośników Schulzego może wprawić w osłupienie.
    Drugi utwór, Colours In The Darkness, jest nie mniej nowatorski, chociaż tu wyraźnie słychać już, iż klawisze naciskają te same ręce co na płytach Drive Inn i Dziękuję Poland (wciąż jednak, jak widać, nieodparcie nasuwają się skojarzenia nie tyle z dawniejszą twórczością Schulzego, co z dokonaniami tandemu Schulze / Rainer Bloss...) "Uskakujący" rytm znów osiąga zdumiewającą jak na Klausa Schulze ilość bpm, na pierwszym planie wibrują, pulsują i zasupłowują się natarczywe brzmienia przywołujące na myśl dalekie skojarzenia z Telefon Anruf grupy Kraftwerk, natomiast w tle snuje się typowo "schulzeańsko-blossowska" melodia, rozmazująca się rzeczywiście jak światła reflektorów na poruszonym zdjęciu.
    Utwór The Beat Planante nie wnosi już właściwie nic nowego w porównaniu z poprzednimi kompozycjami, ale słucha się go z przyjemnością. Ma podobne brzmienie do On The Edge, ale jest nieco bardziej "zadumany". Dominującą rolę ma "rozstukany" rytm, wywołujący wrażenia napięcia które musi zostać rozładowane: dojdzie do tego w środkowej części utworu, kiedy pojawi się żywa perkusja, ale potem znów ustąpi ona miejsca upartemu "niekompletnemu" rytmowi tworzącemu szkielet kompozycji od jej początku. Potem zaś rozpoczyna się najwspanialszy utwór: ponad 24-minutowa kompozycja tytułowa. Od strony formalnej dzieje się w tym utworze zdumiewająco mało, ale nie jest to żaden mankament. Podkład perkusyjny wprowadza słuchacza w trans, a pierwszy plan zagospodarowany jest przez miaukliwe, przeciągające się i prężące kaskady syntezatorowych (lub też komputerowych, zważywszy rok wydania płyty) dźwięków. Muzyka zmienia kilka razy rejestr i nastrój (gdzieniegdzie wpleciony zostaje patetyczny, durowy akord), a brzmienia warstwy rytmicznej to uspokajają się, to znów kipią i skwierczą, ociekając migotliwymi barwami. Na myśl przychodzą niekończące się wariacje z płyt Body Love i ...live... (mam na myśli szczególnie nastrój kompozycji Sense), ale równie dobrze mógłby to być zapis improwizacji Jean-Michela Jarre'a, który świeżo po koncercie w Chinach zasiadł za swymi urządzeniami aby pobawić się muzyką dla własnej przyjemności. W Inter*Face udało się Klausowi Schulze popisowo połączyć nowoczesne, świeże brzmienie z najlepszymi patentami sprzed lat.

    I. W.


    Poznawanie twórczości Klausa Schulze jest chyba jeszcze trudniejsze niż poznawanie Tangerine Dream. Klaus wydał mnóstwo płyt, a dodatkowo jego dyskografię wzbogacają specjalne edycje liczące po kilkanaście CD. Nie wszystko jednak co zrobił Klaus Schulze podoba mi się. Zdecydowanie wolę płyty, na których gra on "klasyczną" elektronikę, bez wtrąceń z muzyki operowej i poważnej. Płyta Inter*face wydana w 1985 roku to Schulze. którego lubię. Zaskoczył mnie trochę pierwszy utwór On the Edge - toż to prawie elektroniczny pop, oczywiście wysokiej próby! Muzyka relaksująca, wprawiająca w pozytywny, miły nastrój. Kolejne utwory to już poważna elektronika. Klaus Schulze przestrzennie i bogato improwizuje na tle monotonnego perkusyjno-sekwencerowego rytmu.
    Ostatnie 24 minuty CD wypełnia tytułowy Inter*face. Obfituje on w zmiany nastroju, umożliwa zatopienie się w dźwiękach. Tak odbierałem również utwory z płyty Body Love. Pod koniec kompozycja staje się bardzo dynamiczna i monumentalna. Inter*face to płyta, do której lubię powracać i odkrywać ją na nowo.

    Lord Rayden

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1LP


    101,15 zł
  • Bas Broekhuis, Detlef Keller, Mario Schonwalder | Yellow

    Bas Broekhuis, Detlef Keller, Mario Schonwalder | Yellow

    Duet Keller & Schönwälder kiedyś najpierw zauroczył, a później wręcz zanudził słuchaczy swymi dźwiękowymi pętlami i bitami. Wraz z Basem Broekhuisem w 2007 roku albumem Orange zainicjowali nowy muzyczny cykl – kolorów. Kolejno ukazały się płyty zatytułowane Blue, Red i Green, a po 10 latach od rozpoczęcia projektu wydali album Yellow.
    Otwierający płytę utwór Yellow Stone kipi energią i pomysłami niczym gejzery z tytułowego parku narodowego. Dla odmiany, kolejny utwór Yellow Sun jest spokojny jak Słońce w okresie minimum swej aktywności. Następny (Yellow Train) rozwija się niczym sławetne bolero, a może raczej rozpędza jak lokomotywa w wierszu Juliana Tuwima. Nie osiąga jednak szybkosci pendolino. Większe tempa i górnolotne solówki pozostawili muzycy na czwartą część (Yellow Cab). Ostatni utwór Yellow And Purple sygnalizuje kolejny kolor cyklu.
    Całkiem przyjemne to ich kolorowe "nudzenie"!

    J.D.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    66,50 zł
  • Vangelis | Heaven and Hell (LP)

    Vangelis | Heaven and Hell (LP)

    Heaven and Hell rozpoczynał okres pracy w Nemo Studios i początek prawdziwej kariery międzynarodowej i był pierwszym albumem zrealizowanym dla RCA. Płyta została odnotowana na listach przebojów co zaowocowało niesamowitym ponoć koncertem w Royal Albert Hall. Wtedy gwiazdą wytworni był Rick Wakeman i pokłosie właśnie progresywnego rocka na tej płycie wyraźnie słychać.
    Część pierwsza zaczyna się od Bacchanale. Utwór rozpoczyna się od samotnego akordu keyboardów do którego dołącza po chwili współbrzmiący z nimi chór by eksplodować w końcu perkusją i całym kompleksem pasaży na syntezatorach, dźwiękami z Fender Rhodesa wybrzmiewających na tle mooga i chóralnych śpiewów przywodzących na myśl potępieńcze krzyki. To zdecydowanie Hell - nagle wszystko gwałtownie cichnie i syntezatory znowu powtarzają uporządkowaną strukturę, dołącza do nich chór i kolejne powtórzenie dzikiej jazdy naśladującej cierpienia potępionych poddawanych torturom. To chyba zdecydowanie najbardziej prog rockowa część płyty przypominająca ELP czy Wakemana. Muzyka atakuje słuchacza czymś w rodzaju imitacji wojny między dobrem a złem za pomocą dźwięków cichnących i wybuchających na nowo. Utwór ukazuje bardziej agresywną stronę muzyki Vangelisa.
    Symphony to the Powers B to centralna część pierwszej suity, rozpoczyna je emulowane intro na panino, przechodzący w kosmiczne brzmienia, tak charakterystyczne później dla Vangelisa, do których dołącza chór wyśpiewujący w rytmicznym, prawie pompatycznym nastroju łacińskie teksty przydające tej muzyce coś na kształt jakiegoś religijnego obrządku. Wtedy też na zasadzie kontrapunktu, dochodzi do konfrontacji męskiej i żeńskiej części chóru anielskich i demonicznych sił wspieranych brzmieniem fortepianu, trójkąta i orkiestry. Dźwiękowo także dochodzi do gwałtownych zmian - od pełnego brzmienia orkiestry wspartego talerzami do delikatnych bramień fortepianu i perkusyjnych przeszkadzajek. W tym utworze najczęściej dopatruje się inspiracji Carminą Burana, Karla Orffa. Frenetyczne tempo inspirowane pracami tego twórcy w To the Powers B podkreśla dodatkowo także klasyczna technika gry na fortepianie. Mamy tu sporo porywających orkiestracji i wstawek etnicznych z Grecji. Przez kilka minut fortepian i chór i orkiestra otaczają słuchacza z niezwykłą burzą dźwięków aby przejść do crescendo pod koniec tej części .
    Z tej kakafonii dźwięków wpadamy w stonowany Movement 3. Rozpoczyna się melancholijną partią fortepianu, syntezatora - po chwili otrzymujemy ferię głośniejszych dźwięków wspartych przez chór - radzę zwrócić uwagę na tę kompozycję, przede wszystkim na główne brzmienie, wszak to nic innego jak wyciszona, pierwocina tytułowego utworu z Chariots Of Fire! Po drugie ten przepiękny, najbardziej przypominający późniejsze dzieła el Vangelisa fragment ma swoją drugą historię związaną z bardzo popularnym serialem dokumentalnym z lat 70 -tych Carla Sagana Cosmos, gdzie ten utwór był tematem przewodnim.
    Wreszcie So Long Ago, So Clear, gdzie falset Jona Andersona słodki i relaksujący przynosi ukojenie po agresywnej muzyce części pierwszej. Delikatny, sentymentalny duet powstał w ciekawych okolicznościach. Ponoć Anderson chciał ściągnąć Vangelisa na keybordzistę do Yes. Vangelis odmówił przyłączenia się do tej legendy progresji ale za to Anderson wystąpił na tej płycie. Dostajemy tu delikatne brzmienia Rhodesa połączone z harmoniami śpiewu - pozytywne i romantyczne liryki tworzą gorzko słodki rezonans z interpretacją Andersona przepełnioną jakimś wewnętrznym smutkiem.
    Część II jest jeszcze bardziej mistyczna, rozpoczyna ją czysta improwizacja Intestinal Bat zbiór brzmień, dzwonków i harf tajemniczych i przyprawiających o dreszcze mrocznych dźwięków - kończy się to intro szokującym brzmieniem skrzypiec. Po tym dziwnym wprowadzeniu czas na Needles and Bones rytmiczny lecz wciąż tajemniczy fragment muzyki z słyszalnym wpływem greckiego folkloru z chórami, keyboardami i dzwoneczkami w stylu Oldfielda przypominający wyszukane pląsy .
    Nagle muzyka zmienia się i kolejny utwór 12 O'clock rozpoczyna melancholijna melodia której po chwili wtórują na wpół gregoriańskie chorały podparte wolnym tonem perkusji na tle których słychać najpierw jakby lament mężczyzny a następnie kobiety - czyściec? Nagle słyszymy rytm wybijany na bębnach który nabiera siły i splata się z dzikimi dźwiękami z syntezatora- mamy chwile ciszy przerywane przeraźliwymi dźwięki, przerywane nagłymi i krótkimi chaotycznymi eksplozjami muzyki znikającymi tak szybko jak się pojawiają wymieniających się z imitacją na keyboardy ludzkich głosów, nagła cisza i kolejne powtórzenie chorału z dźwiękiem dzwonu w tle - memento mori? - dochodzi współczesny chór, kory oddaje pierwszy plan - niezwykły glos Very Varoutis daje wyobrażenie jak brzmieć powinien anielski głos, jej wokaliza rośnie z minuty na minutę w siłę by w końcu zejść jakby na dalszy plan i oddać pola męskiemu chórowi. Niezwykła pełna emocji wokaliza współbrzmiąca wspaniale z prostą elegancją muzyki. Dla mnie najbardziej przepyszny fragment płyty, również wykorzystany w serialu Cosmos.
    Ale kiedy myślimy że wszystko już wybrzmiało przechodzimy do Aries pełnej eksplodujących orkiestracji. Ten pełen splendoru i mocy utwór konczy się gwałtownie i wpada w delikatną melodię A Way w spokojny, stonowany sposób zamykającą album co kontrastuje z jego początkiem. Delikatność tego utworu pozwala słuchaczowi ochłonąć po porcji muzyki jaką serwuje Vangelis. Kończy się niepostrzeżenie wyciszeniem.
    Mamy tu kreację szerokiej wariacji nastrojów i kontrastów co tłumaczyć należy tytułem - płyta koncepcyjna opowiadająca o przepaści między dobrem a złem. Vangelis uczynił to poprzez wysublimowaną i wyszukaną w każdej minucie tej płyty muzykę. Nie da się jednoznacznie zaszufladkować tej płyty: czasami symfoniczny, momentami etniczny mocno progresywny jest dziwnym i pięknym zarazem eksperymentem nigdy więcej przez Vangelisa nie powtórzonym a zarazem to podwalina pod kolejne arcydzieła oparte na chórze i harmoniach, które odnajdujemy w Opera Sauvage i Chariots Of Fire.

    Dariusz Długołęcki



    Heaven and Hell - czyli niebo i piekło. Faktycznie Vangelis ten album, który poniekąd należy już do historycznych dzieł z gatunku el-muzyki zaskakuje dwoistością formy. Ale z pewnością po raz kolejny jak na mistrza przystało nie rozczarowuje. Wręcz przeciwnie... tematy ,,piekielne,, są niespokojne, nieraz z lekka agresywne, pełne przerażenia i strachu a z kolei ,,niebiańskie,, wyciszone, uspokojone i kojące z fantastycznym utworem ,12 o'clock. Partie chóralne i wokal żeński wspaniale harmonizują z muzyką i podkreślają jeszcze bardziej atmosferę całej płyty. To jeden z albumów Vangelisa, do których często powracam, choć cenię sobie całą twórczość tego wybitnego greckiego kompozytora, który w pełni zasłużył na Oskara tylko dlaczego tylko za Rydwany Ognia? I dlaczego tylko Oskara? Polecam każdemu fanowi Vangelisa - to muzyka, którą można kupować "w ciemno" bez odsłuchu w sklepie a dopiero po rozpakowaniu w zaciszu własnego mieszkania, najlepiej wieczorem ze słuchawkami na uszach Piekło i niebo na ziemi zapewnione na kilkadziesiąt minut.

    Mariusz

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1LP


    92,96 zł