Napisz do nas
   


Kategorie

NAJBLIŻSZA WYSYŁKA:

czwartek 4 maja
poniedziałek 8 maja

S-GRAFA
S-GRAFA
S-GRAFA

Newsletter

Statystyki sklepu:

2346 wydawnictw w ofercie
1739 dostępnych natychmiast
33070 próbek utworów
2084 recenzji płyt
21356 zrealizowanych zamówień
4304 zadowolonych klientów z:
Australii, Belgii, Kanady, Chile, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Holandii, Węgier, Izraela, Kazachstanu, Korei, Litwy, Norwegii, Włoch, USA, Szwajcarii, Słowacji, Portugalii, Rosji, Szwecji...



Kontakt:

GENERATOR
Ziemowit Poniatowski
ul. Krótka 22; 05-080 Izabelin
NIP 527-100-25-16
REGON 010739795
Wpisany do CEIDG prowadzonej przez Ministra Gospodarki
tel. +48 601 21 00 22

okres nagrania 2005-2009

(517 albumów)
sortuj
według
albumów
na stronę
okres nagrania
  • Alluste | The Big Monster

    Alluste | The Big Monster

    Nowość Super cena
    Alluste, czyli Piero Monachello, to nowa nazwa na scenie elektronicznej. Ten Włoch na swoim nowym albumie The Big Monster, poczyna sobie całkiem śmiało. Zauważyć można wpływy "szkoły berlińskiej", ale jego muzyka to coś znacznie więcej. Najważniejszą rzeczą jest bijące od niej ciepło i rozległa przestrzeń. Można odnieść wrażenie iż Alluste jakby chciał oddać tu urok południowych przestrzeni. Unika banału a'la Cafe Del Mar a stawia na ambientowy, kontemplacyjny przestwór. Już otwierający album Long Night Of The Eagle, to doskonały zwiastun całości. A dalej to już śmiałe podróże po peryferiach wyobraźni i zaklęte w dźwięki wizje tropików. Z tym iż tu nie tętnią one życiem, raczej pokazane są w zamyśleniu, swoistej melancholii. Niczym samotne atole na bezkresnych oceanach. To frapująca wizja, tym bardziej warto posłuchać tej doskonałej płyty.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr


    34,00 zł
  • Current | The Dream Cabinet

    Current | The Dream Cabinet

    Dostępność: Chwilowo brak | nośnik: 1CD


    72,23 zł
  • Robert Kanaan | Dziewiaty wiek

    Robert Kanaan | Dziewiaty wiek

    Super cena

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr


    28,86 zł
  • Klaus Schulze, Pete Namlook | The Dark Side of the Moog box 3

    Klaus Schulze, Pete Namlook | The Dark Side of the Moog box 3

    Bestseller
    CD1
    Album rozpoczyna się nadchodzącymi z oddali szumami, z których stopniowo, w asyście dodatkowych smużek elektronicznych poświstów, wysnuwa się główny temat, onirycznie rozwibrowany, oscylujący wokół powracających jak przez sen miękkich, charakterystycznych akordów. Ten rewelacyjny motyw Klaus Schulze szczególnie sobie upodobał - powraca on jako osnowa całej 65-minutowej kompozycji "The Theme - The Rhodes Elegy" z pierwszego tomu "Contemporary Works II", stanowi też tworzywo napisanej specjalnie na kompilację "Manikin Records - The First Decade" kompozycji "Manikin Jubilee". Tutaj wibrafonowy temat brzmi szczególnie tajemniczo i mgliście, spowijany zostaje w piętrzące się zgęszczenia chłodnoniebieskiego syntezatorowego dymu. Główny wątek podlega bardzo subtelnym i niespiesznym transformacjom, ale dźwięki wypełniające drugi plan oraz pomysłowa ścieżka rytmiczna sprawiają, że słuchacz nawet przy setnym przesłuchaniu tego utworu nie może wyjść z oczarowania! Pod koniec tego epizodu wybija się na pierwszy plan puls chropawego ostinata jak ze starych, dobrych, analogowych czasów - dźwięki perkusyjne zaś zaczynają zachmurzać się i kotłować w przyspieszającym echu podobnie jak w finale kompozycji "Floating" ("Moondawn", 1976). Druga część skonstruowana jest już głównie na współbrzmieniu niemuzycznych ścieżek - wątek melodyczny przewija się przez elektryzujące, eksperymentalne tło powoli i jak przez ciężką draperię snu opadającego w pokłady niepamięci. Nastrój tego fragmentu zbliżony jest do kompozycji "Nucleotide" zdobiącej album "Transfer Station Blue" (1986) sygnowany: Michael Shrieve, Kevin Shrieve, Klaus Schulze. Część trzecia jest jednym z najpiękniejszych, najbardziej zamyślonych epizodów całego cyklu "TDSOTM". Basowy oddech syntezatora odzywa się równomiernymi falami, wybijając się ze stojącego, zamarzającego i rozmarzającego akordu, poddawanego brzmieniowym alternacjom. Co jakiś czas powraca rozmazane, tęskne ostinato, a ściana dźwięków majacząca daleko w tle rozmięka z tonacji mollowej w durową, co stanowi frapujące, lekko dysonansowe połączenie melodii, tak charakterystyczne dla całej twórczości Klausa Schulze i odpowiedzialne za budowanie niezwykłego nastroju. Słuchacz daje się ponieść ospałemu zamyśleniu i gdzieś na wysokości połowy utworu czuje się istotnie przeniesiony w jakiś inny świat - ocknie się dopiero przy powracającym temacie basowego syntezatora, nie mogąc powiedzieć, czy przeżywana dopiero co muzyka była dziełem tylko dwójki muzyków sygnujących tę płytę, czy też może dopowiedziana została na uruchomionym znienacka niezwykłym pułapie wyobraźni… Czwarty epizod to właściwie tylko króciutki łącznik między częścią trzecią i piątą: to raczej kolejny obrazek elektroakustyczny nasycający płytę nastrojem takim, jaki panowałby na kosmodromach i opuszczonych stacjach kolejowych, gdyby malował je Arnold Böcklin… Piąta część brzmi trochę jak rozwinięcie w duchu szkoły (post)berlińskiej najbardziej ponurych pomysłów Jean-Michela Jarre'a z albumu "Rendez-Vous" - skojarzenie takie nasuwa alternacja mollowych I durowych akordów, okrywająca całą muzykę matowym, mrocznym płaszczem - pod spodem ulokowane zostają zaś rozimprowizowane, ociekające krystalicznymi barwami ołowiane obłoki, przesuwające się z rejestru w rejestr, łączone swobodnymi, chłodnymi, pełnymi napięcia pasażami. Płyta kończy się wraz z częścią szóstą suity "Set The Controls For The Heart Of The Mother" - wszystkie pulsujące ostinata milkną, na planie pozostają tylko wypełzające wciąż wstęgi rozpływającego się elektronicznego dymu, z których budowane zostają eteryczne akordy i melancholijne improwizacje prowadzących instrumentów. Muzyka już dawno nie siedzi jedynie w głośnikach, teraz wypełnia cały pokój słuchacza, ścieli się po całym mieszkaniu, rozlewając się kolejnymi minorowymi po miejscach, których bez tej płyty słuchacz w swym otoczeniu w ogóle by nie dostrzegł.
    I. W.

    To najdłużej trwająca seria z dotychczsowych wydawanych przez Fax. Jak zwykle spotykają się Pete Namlook i legenda muzyki elektronicznej, Klaus Schulze. Mamy tu blisko godzinną kompozycję „Set The Controls For The Heart Of The Mother”, tytuł odnosi się do jednego z utworów grupy Pink Floyd. Muzycznie mamy tu fuzję elektroniki i ambientu. Utwór podzelony jest na sześć odrębnych części. Masa przestrzeni, soczyste brzmienia starych analogów i melodie, tak charakterystyczne dla Klausa Schulze, oto wyznaczniki tej płyty. Tym razem więcej mamy ambientu, dźwięki są tak kojące i piękne, iż pieszczą uszy podobnie jak najdelikatniejszy balsam. Muzyka absolutnie mistyczna, w tym zasłuchaniu nietrudno wpaść w pewnwgo rodzaju trans. Namlook i Schulze gwarantują podróż zmęczonemu umysłowi do sfery najgłębszych przeżyć.
    R. M.



    CD2
    Wielki finał wielkiej serii. Klaus Schulze i Pete Namlook po raz dziesiąty spotkali się po Ciemnej Stronie Mooga i przygotowali wysoce poruszający album, który niemalże w żaden sposób nie przypomina żadnego poprzednika w serii. Długa introdukcja jak przez mgłę kojarzy się ze wstępem do Phantom Heart Brother, jednak o ile tam huczący metaliczny wicher krył jeszcze jakieś pomosty do wczesnej elektroniki berlińskiej, o tyle tutaj czeka nas wyprawa do krainy nieodkrytych Nowych Brzmień. Na pierwsze minuty statycznego tła wstępu nałożona jest introwertyczna narracja Namlooka o znamionach strumienia świadomości, zniekształcana niezliczoną ilością filtrów - brzmi to tak, jakby wiodący głos wdawał się w spór z szydzącymi kosmitami. To ciekawy kontrast wobec narracji otwierającej Koolfang III - to, co tam było wprowadzeniem do beztroski i odprężenia letniej nocy, tutaj staje się zwiastunem niepewności, chłodu, oddalenia, zagubienia... Uparte syntetyczne akordy o subharmonicznych wartościach ciągną swój napięty hymn, dopóki znienacka nie wykwitną ocierające się o "intelligent lounge" konstelacje akordów. Z lekka jazzujący charakter tej spokojnej muzyki znów nie pozwala od razu domyślić się, że mamy do czynienia z nagraniami Schulzego i Namlooka - już raczej Namlooka i Move D w dobrych czasach Koolfang - Jambient. Kolejne utwory przynoszą obowiązkową dawkę promieniującego, mollowego berlińskiego sekwencjonowania, ale nadal nie sposób się oprzeć wrażeniu, iż Namlook i Schulze porzucili przetarte szlaki i nieprzejednanie wybierają się w nowe rejony, choć - a może właśnie dlatego, że - w tych rejonach panuje smutek i dojmujący chłód. Finał płyty to impresja, w której Peter i Klaus jednoczą siły w moogowej improwizacji - można spodziewać się po tym opisie brawurowych glissand obficie przesterowywanych elektronicznym fazowaniem, ale to nic bardziej mylnego. W mollowym mętnym stawie osowiałych akordów tlą się zmarznięte, zrezygnowane, piękne ale jednak przede wszystkim dojmujące dźwięki. Łabędzi śpiew po Ciemnej Stronie Mooga? Utwór kończy się nagle, po niespełna sześciu minutach, nie sposób uwierzyć, że finał finału właśnie wybrzmiał, pozostawiając jedynie osad w postaci ściskającego serce uczucia żałości. To jedna z najbardziej przygnębiających płyt sygnowanych nazwiskiem Namlooka - i chyba nie trzeba dodawać, że automatycznie jedna z najpiękniejszych, choć nawet po kilku przesłuchaniach nie bardzo wiadomo, czy pozostawia niedosyt, czy też wrażenie pewnej suchości...

    I. W.



    Astro Know Me Domina zaczynają psychodeliczne rozważania o brzydkiej pogodzie na zewnątrz i wciąż tych samym tkwiącym w mózgu i zaproszenie aby rzucić okiem z innej perspektywy na ciemną stronę naszego umysłu... no i mamy trochę popiskiwań R2D2 a potem katakoniczne, odrętwiałe pasmo zawieszonych dźwięków... Ale Part III i IV przynosi już godną tych twórców muzykę. Tak na poważnie to bardzo interesująca, dojrzała pozycja. Polecam.

    Dariusz Długołęcki



    CD3, CD4
    Spełniło się wielkie marzenie miłośników połączonych sił pioniera elektroniki sekwencyjnej Klausa Schulze oraz mistrza ambientu Pete’a Namlooka: wbrew wcześniejszym zapowiedziom, iż dziesiąta część „DSOM” to finał serii, ukazała się na szczęście kolejna (kto wie, może będą jeszcze dalsze?) płyta w tym niezwykłym cyklu. Jak zwykle, mamy tutaj do czynienia z udaną syntezą „tradycyjnej elektroniki” oraz kosmicznego dark-ambientu przyszłości, tyle, że po raz kolejny przekroczona została bariera przewidywalności i bez przesady możemy powiedzieć, że „DSOM XI” to przede wszystkim odważne spojrzenie w przyszłość i kolejna udana propozycja bezkompromisowego łączenia różnych stylów. Pierwsza część od pierwszego taktu przynosi nowoczesny, posuwisty rytm, wobec którego na liście dyskusyjnej miłośników FAXu rozgorzała dyskusja, czy to hip-hopowe struktury, czy też nie. Jak by na to nie patrzeć, introdukcja robi odpowiednie wrażenie i z miejsca wprowadza Słuchacza w trans, a wrażenie spotęgowane zostaje wchodzącą z czasem na pierwszy plan chropawą melodią opartą na bardzo atrakcyjnych dysonansach i półtonach: wyobraźmy sobie introwertyczność Aphex Twin i podrdzewiałą motorykę „John the Revelator” Depeche Mode w typowym dla duetu KS-PN atmosferycznym otoczeniu, a otrzymamy przybliżony obraz tego, co rozgrywa się przez blisko 18 minut. Kolejna część suity „The Heart of our Nearest Star” (aluzja do Pink Floyd jest już zatem tylko merytoryczna, nie zaś bazująca na podobnym brzmieniu odpowiednich słów) to jeden z najpiękniejszych i najbardziej poruszających momentów całej jedenastotomowej serii: ścielą się tutaj tak typowe dla Klausa Schulze pokłady matowych, mollowych akordów, nierzadko przyprawianych atrakcyjnym nieregularnym zmąceniem, na tle których Pete Namlook może rozwinąć swoją uskrzydloną, tęskną solówkę gitarową z nieskończenie podtrzymywanymi i rozpływającymi się nostalgicznymi nutami. Znawcom tematu ten epizod oczywiście z miejsca skojarzy się za sprawą atmosfery z piękną drugą częścią „Phantom Heart Brother” (DSOM III), jednak jak zwykle nie ma mowy o powtarzaniu się, a jedynie o uchwyceniu pewnego specyficznego nastroju i rozwinięciu go na miarę Ciemnej Strony Mooga A.D. 2008... Warto ponadto zwrócić uwagę na bardzo skromną, ale nie mniej piękną sekwencyjną pulsację w tle – oto 22 minuty gwiezdnych romansów rodem z przyszłych, niezdekodowanych i niewytłumaczonych jeszcze snów. Kolejna część brzmi mimo wszechobecnego rytmu bardzo onirycznie i „nierealnie” – Słuchacz wprowadzony zostaje w odpowiedni nastrój już za sprawą otwierających całość miękkich, niczym przykrytych poranną rosą akordów. W trakcie utworu usłyszymy głosy zdeformowane podobnie odważnie, jak w „Tea with Ivor Cutler” z pierwszej części „A New Consciousness”. Finał płyty, zaledwie 5-minutowy, jest zdumiewająco spokojny i „niepozorny” – miła, ale też bardzo ascetyczna, abstrakcyjna ambientalna miniatura. Zatem, skoro to taki spokojny finał, możemy liczyć się w niedalekiej przyszłości z pojawieniem się „DSOM XII”? Oby tak właśnie było... Niniejszy tom mogę w każdym razie z czystym sumieniem polecić jako jeden ze zdecydowanie najlepszych w całym cyklu (obok III, V, VII i IX).
    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 5CD


    110,89 zł
  • Klaus Schulze | Live at Klangart

    Klaus Schulze | Live at Klangart

    Bestseller
    Oto jeden z bezdyskusyjnie najbardziej udanych koncertów mistrza elektroniki (nie tylko) sekwencyjnej. Poszczególne utwory, choć naturalnie różniące się aranżacyjnie, technicznie i nastrojowo od klasycznych sekwencyjnych poematów wypełniających albumy X, Moondawn albo Timewind, rozwijane zostają w jedyny w swoim rodzaju sposób, wydają się być bardzo "subtelnie podelektronizowane", eteryczne, ale niosące zawsze jednak odpowiedni groove, nowoczesne, ale nie podminowane już samplową nerwowością Royal Festival Hall. Do woli możemy tutaj podziwiać piękne wiolonczelowe impresje Wolfganga Tiepolda a także maestrię Klausa Schulze w tworzeniu podmokłych, rtęciowo mieniących się "soundscapes". Utwór I Loop You Schwindelig przynosi, zgodnie z sugestią tytułu, transowo-repetytywnie potraktowany motyw znany z płyt reaktywowanego Ash Ra Tempel Friendship oraz Gin Rose - mimo swoich ponad 25 minut utwór nie nuży, a jedynie wciąga Słuchacza w promieniującą, pulsującą mantrę chłodnych, mollowych harmonii podminowanych niesamowitym swingiem! Ozdobą niniejszej reedycji są dwa dodatkowe utwory! Short Romance znany z dziesiątego krążka Contemporary Works, a także nigdzie wcześniej nie publikowany OS 9.07, podobnie jak reszta koncertowego programu z Osnabruck wzruszający konstelacjami deszczowych, przygasłych akordów, oddalonymi, lekko "podetnizowanymi" partiami wokalnymi, tętniącym ostinatem oraz garścią tak typowo schulzeańskich barw wirujących w kalejdoskopie jeszcze raz innego tonalnego kontekstu. Koniecznie.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 2CD


    62,97 zł
  • Akikaze | The Age of Deception

    Akikaze | The Age of Deception

    Jak zobaczylem że na trackliście jest 17 utworów i jak pierwszy utwór zaprezentował połączenie mellotronu z hiszpańską gitarą pomyslałem "no nie ...kolejne nuuudy". Już chcialem skreślić definitywnie Akikaze z listy ciekawych twórców. Ale gdzieś koło szóstego, tytułowego kawałka to podrabianie rytmicznego ale ascetycznego analogowego grania lat 70-tych zaczęło mnie mocno wciągać... Akikaze zrobił znakomitą płytę imitację tamtych czasów z dodaniem wielu elementow od siebie. Ciekawie realizuje solówki syntezatorowe w kontrze z gitarami nawet brzmiącą hard rockowo, pojawiają się krautrockowe mroki jak i vokoderowe wstawki. Znakomite są berlińskie w klimacie Catharsis i Point Of No Return - słowem podrabiaczowi Lawlerowi urósł rywal. Świetna płyta.

    Dariusz Długołęcki



    Słowo Akikaze pochodzi z języka japońskiego i oznacza "jesienny wiatr". Pod tym pseudonimem ukrywa się holenderski kompozytor, aranżer i wykonawca muzyki elektronicznej, Pepijn Courant. The Age of Deception, swoisty concept-album mieniący się najrozmaitszymi odcieniami wyrafinowanej elektroniki, to już siódma płyta w dorobku Akikaze. Zdobiąca okładkę reprodukcja obrazu Hieronima Boscha znakomicie wprowadza w nastrój albumu, przepełnionego atmosferą nostalgii i surrealizmu, oksymoroniczności, ironii i przewrotnego humoru. Blisko 74-minutowa płyta zawiera 17 utworów, większość z nich to co najwyżej 3-minutowe miniatury, znajdziemy tutaj jednak również rozbudowaną – kompozycyjnie i aranżacyjnie – zaskakującą przesterowanymi partiami gitary suitę Critical Incidents. Album jest niezwykle urozmaicony a przy tym nieprawdopodobnie urokliwy melodycznie: miłośnicy Jean-Michel Jarre'a (Delusion) jak i Richarda Pinhasa (Critical Incidents) z pewnością znajdą tutaj sporo dla siebie. Przytoczenie powyższych nazwisk jest jednak dużym uproszczeniem; skojarzenia z Jarrem bądź Pinhasem mogą pojawić się ze względu na specyficzne zwroty melodyczne oraz harmoniczne konstrukcje, przy tym wszystkim jednak prawdziwą atrakcją krążka jest jego specyficzna, idealnie korespondująca z malowidłem Boscha rustykalność i wieloznaczność. Szczerze polecam.

    I. W.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr


    61,11 zł
  • Steve Roach | The Skeleton Collection 2005-2015

    Steve Roach | The Skeleton Collection 2005-2015

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    92,99 zł
  • Syndromeda | The Resurrection

    Syndromeda | The Resurrection

    Danny Budts aka Syndromeda to postać o niemal takim statusie jak Ron Boots czy Bernd Kistenmacher. Album The Ressurection jest doskonałym przykładem konserwatywnego spojrzenia na muzykę elektroniczną. Syndromeda nie unowocześnia jej na siłę, posiłkuje się rzecz jasna ambientalnymi przestrzeniami. Jednak warto zauważyć iż ambinet stał się niemal integralną częścią, wręcz spoiwem obecnej muzyki elektronicznej. Całość jest utrzymana w nieco stonowanych barwach. Zaczyna się melancholijnym z początku Joy For All. Jednak potem kompozycja nabiera rozpędu. Budts świetnie tu wyważył brzmienia elektroniki i wiolonczeli. Gotycką aurą spowita jest tytułowa kompozycja The Ressurection. Utwór I Dreamed I Could Fly to powolne pętle oraz subtelne melodie, tworzące nastrój delikatnego niedopowiedzenia. Dalej nadal jest nastrojowo, dodane brzmienia wiolonczeli tylko podkreślają ów nastrój. Learning From The Past to świetny utwór do samotnych, nocnych rozmyślań. I kiedy wydaje się że to koniec, to mamy jeszcze jeden utwór The Circle. To szczere i mocne zakończenie tej udanej płyty. A Danny Budts był wówczas w fantastycznej formie.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CDr


    61,11 zł
  • Kitaro | Grammy Nominated

    Kitaro | Grammy Nominated

    Kitaro to chyba najbardziej znany japoński artysta. Zarazem jest też to nestor jej tradycji w świecie. Muzyka Kitaro łączy w sobie ulotny dryf new age, elektronikę, rock i śmiałe nawiązywania do ludycznych tradycji japońskich. To znalazło uznanie w świecie, album Grammy Nominated jest tego przykładem dosyć wymownym. Ten zbiór 13-stu kompozycji, wybranych z przepastnej dyskografii Kitaro, zostało nagrodzonych właśnie nagrodą Grammy. Mamy zatem utwory będące wysmakowanymi, new age'owymi poematami Spirit Of The West Lake, Estrella czy Itonami. W sumie nagrywanie właśnie w tej estetyce przyniosło Kitaro, zasłużony sukces. Z czasem Mistrz zaczął coraz mocniej penetrować ludową tradycję Japonii. Ów mocny kurs na "etno" określiła znakomita seria płyt, opatrzona wspólnym tytułem Sacred Journey Of Ku Kai. Tym samym po latach eksplorowania new age'owej przestrzeni, Kitaro na stare lata wrócił do źródeł. Ta kompilacja odpowiada na pytanie, co do jego zasług.

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1CD


    58,81 zł
  • Projekt Gamma | Insel der Ruhe

    Projekt Gamma | Insel der Ruhe

    Projekt Gamma na płytce Insel Der Ruhe penetruje świat wodnych akwenów. To tylko jeden długi utwór, chociaż jak na standardy muzyki elektronicznej może pozostawiać niedosyt. Szum fal, dźwiękowe obrazy morza i relaksacyjny spokój. Mamy coś z estetyki bliskiej technice "field recording", ale mimo wszystko bliżej tu do klasycznego, elektronicznego pejzażu. Ta muzyka ma za zadanie wprowadzić w dobry nastrój, jednakże chyba nie do końca jest to jej dane. Główna wada tkwi w ubogiej ilości materiału muzycznego. Te 11 minut mija szybciej niż można przypuszczać. Na dobrą sprawę trudno widzieć tu większy sens, wydawania tego typu muzyki w takim formacie. Szkoda iż Projekt Gamma nie zdecydowali się na pełnowymiarowy album, bo tu mamy tylko na krótko pobudzoną wyobraźnię. Efekt niestety nieco słaby, bo krótki. Niczym refleks światła, błyska i szybko mija,

    R. M.

    Dostępność: Towar w magazynie | nośnik: 1EP-CDr


    38,19 zł